Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kraftwerk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kraftwerk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2022

Karl Bartos z Kraftwerk o współpracy z Bernardem Sumnerem i zagrożeniem jakim dla demokracji jest Mark Zuckerberg

W niedawnym wywiadzie dla The Guardian (TUTAJ) z Karlem Bartosem (Kraftwerk) muzyk i producent uchyla rąbka tajemnicy i krótko opowiada o czym jest jego książka, a w zasadzie pamiętnik opublikowany w lipcu i zatytułowany The Sound of the Machine: My Life in Kraftwerk and Beyond. Bartos szczerze i bardzo dokładnie opisał tam swoje życie, począwszy od najważniejszych momentów dzieciństwa poprzez lata nauki gry na perkusji w Konserwatorium Roberta Schumanna w Düsseldorfie, aż po współpracę z muzykami Kraftwerk: Ralfem Hütterem, Florianem Schneiderem (pisaliśmy o nim TUTAJ) i Wolfgangiem Flür - z którymi grał od 1974 do 1990 roku.

Zanim nadeszła Era Kraftwerk Bartos próbował chyba wszystkich gatunków muzycznych - od klasyki, przez volk, po muzykę pop i rock. Jego rodzice nie byli z tego zadowoleni. Gdy w wieku kilkunastu lat Karl zapowiedział rodzicom, że chce poświęcić swoje życie muzyce, jego ojciec zareagował atakiem furii, rozbijając mu jego gitarę akustyczną. Życie biegło, aż pewnego dnia otrzymał propozycję zagrania z Kraftwerk kilku koncertów. Już pierwszego dnia coś między nim a resztą składu zaiskrzyło i ostatecznie muzyk został przyjęty na stałe. Wejście Bartosa w skład Kraftwerk zbiegło się w czasie z wydaniem płyty Autobahn - często uważanej za wyznacznik nowoczesności w muzyce pop, z rytmem, którego puls rozciąga się w przyszłość. Wkrótce Bartos zaczął nie tylko grać ale i współtworzyć muzykę zespołu. Kolejne albumy Trans-Europe Express, The Man-Machine i Computer World (1977-1981) to nieskazitelna, niezrównana seria płyt, które stały się wzorem dla elektronicznego popu w ciągu następnej dekady. Bartos mówi, że misją Kraftwerk było inwestowanie technologii w ludzkość, aby uczynić ją wyraźną i widoczną - a to nie przypominało żadnej elektronicznej muzyki pop, którą się inspirowaliśmy. Po prostu traktowali sprzęt elektroniczny jak gitarę; inni grali piosenki w tradycji angielskiej muzyki pop. Ale Kraftwerk pozostał inny, ponieważ chcieliśmy uświadomić ludziom technologię.


Zespół nie tylko konsekwentnie wspinał się na szczyty kreatywności w studiu, ale jego dynamika przeniosła się na życie prywatne. Niektórzy nawet zamieszkali razem i organizowali coś, co Bartos opisuje jako legendarne uczty, nie wnikając w szczegóły.

Ich koncerty także były niesamowite, zważywszy, że sam sprzęt ważył w 1981 roku siedem ton. W 1982 roku ich The Model znalazł się na miejscu 1 w Wielkiej Brytanii. Byli u szczytu twórczego i komercyjnego szczytu, Computer World jak to napisał Bartos było najbardziej udaną próbą przetłumaczenia znaczenia metafory człowiek-maszyna na muzykę. Ale potem nastąpił regres. Kraftwerk przestał koncertować, na prawie dekadę muzycy zamknęli się w studio. Przespaliśmy lata 80. - orzekł Bartos - To naprawdę był dramatycznie duży błąd. Kolejny album, Electric Café z 1986 roku, był drastyczną zmianą. Problem zaczął się, gdy w studio znalazł się komputer - wyjaśniał Bartos. Komputer nie ma nic wspólnego z kreatywnością, to tylko narzędzie, ale zleciliśmy kreatywność komputerowi. Zapomnieliśmy o centrum tego, czym byliśmy. Straciliśmy zmysły fizyczne, przestaliśmy patrzeć sobie w oczy, tylko wpatrywaliśmy się w monitor. Myślałem wtedy, że innowacja i postęp są synonimami. Teraz już nie jestem tego taki pewien.

Na problemy konceptualne nałożyły się i inne sprawy. Spadło tempo pracy. Muzycy zajęli się sobą. Na przykład Hütter obsesyjnie zaczął jeździć na rowerze. Wypady rowerowe stały się dla niego priorytetem, a sesje studyjne zostały przesunięte z tego powodu na późne godziny wieczorne...  W dodatku zaczęli porównywać swoją twórczość z nagraniami wypuszczonymi przez inne zespoły. W rezultacie zaczęli regularnie chodzić do dyskotek, próbując  muzycznie gonić ducha czasu, zamiast go definiować. Kiedy usłyszeli Blue Monday New Order, byli pod takim wrażeniem, że odszukali inżyniera dźwięku, Michaela Johnsona, i polecieli do Wielkiej Brytanii, aby zmiksował ich Tour de France - singiel z 1983 roku - ale zdecydowali się nigdy nie wydawać tej wersji.

Wtedy zespół w zasadzie rozleciał się... Pierwszy odszedł Flür i zajął się produkcją mebli, potem już nie tak dramatycznie reszta muzyków. Chyba ostatni z projektem zerwał Bartos, ostatecznie w 1990 roku.

I wkrótce rozpoczął współpracę z Andym McCluskeyem z Orchestral Maneuvers in the Dark, a zaraz potem z Bernardem Sumnerem i jego pobocznym projektem Electronic, współtworzonym z Johnny Marrem. W latach 90 wydał jeszcze dwa albumy jako jako Elektric Music, a potem, w 2003 i 2013 dwie solowe płyty.

Po latach nie ma już w nim żalu, smutku z powodu takiego a nie innego końca Kraftwerku, Uwielbiałem bycie człowiekiem-maszyną” - mówi. Ale właśnie, straciliśmy to najważniejsze człowieka. Dopowiadając - pozostała maszyna, która zawiodła... 

O tym, jaki przemożny wpływ wywarł Kraftwerk na formy muzyczne kilku dekad można by pisać (i niektórzy piszą) tomy. My także wielokrotnie poruszaliśmy rozmaite wątki z nimi związane (LINK). Ich muzyka napędzała talent wielu zespołów, Joy Division na przykład miał zwyczaj słuchania ich Trans-Europe Express przed koncertami, o czym Karl Bartos dowiedział się dopiero - w co aż trudno uwierzyć - w tym roku, podczas wywiadu z Gary Ryanem (LINK). Było to dla niego wielkim zaskoczeniem: Bernard jest dla mnie prawdziwą bratnią duszą, ale nie powiedział mi, że Joy Division grał jakieś piosenki Kraftwerk, zanim wszedł na scenę. Nie czytałem o tym w  NME ! [śmieje się] Praca z Electronic mnie uratowała. Niedługo po tym, jak opuściłem Kraftwerk [Bernard] wysłał mi odręcznie napisany faks z prośbą o współpracę, co było pochlebne. Bernard i Johnny Marr przyszli do mojego studia w Düsseldorfie a ja zagrałem im na pianinie melodie Kraftwerk, które współtworzyłem i wiedzieliśmy, że możemy ze sobą współpracować.

Co dalej? Podobno muzyk od dwóch lat pracuje nad jakimś projektem. Sam. Nie sądzi, aby Kraftwerk odrodził się... Cóż, Florian zmarł i nikt już nie zechciałby pracować z Ralfem Hütterem. Tyle razy zawiódł moje zaufanie. Nigdy nie powiedziałbym nigdy, ale jeśli Kraftwerk nie zmieni się w dzisiejszym świecie, to nie ma to dla mnie sensu. Nie lubię nostalgii. Nie można tak po prostu stać i śpiewać „Computer Love” - Kraftwerk powinien zadać sobie pytanie: „Co dzieje się ze światem komputerów?”. Mieliśmy pomysł, że stanie się to utopią, ale teraz dotarliśmy do tej „utopii”, w Dolinie Krzemowej siedzi Mark Zuckerberg, który moim zdaniem jest niebezpieczeństwem dla demokracji. Żyjemy w czasach, które cechuje pośpiech i Kraftwerk powinien to odzwierciedlać (LINK). 

Książkę Karla Bartosa można kupić TUTAJ

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 21 czerwca 2020

Byli wśród nas: Florian Schneider z Kraftwerk


Kraftwerk to nie zespół powiedział Florian Schneider w 1975 roku. To koncepcja, to jest „Die Mensch-Maschine”, ludzkiej maszyny. Nie jesteśmy zespołem. Ja jestem sobą, Ralf to Ralf. Kraftwerk to pojazd dla naszych pomysłów.

W dniu 6 maja świat muzyczny obiegła informacja: w Düsseldorfie, w Nadrenii Północnej-Westfalii w wieku 73 lat zmarł na raka Florian Schneider, współzałożyciel Kraftwerk, członek zespołu który stworzył wspólnie z Ralfem Hütterem. Surowe, metaliczne brzmienia utworów Kraftwerk były ilustracją kontrastów zapamiętanych z krajobrazów ich dzieciństwa, pełnych dysonansów, z uwagi na połączenie brył fabryk przemysłu ciężkiego z zielenią dolin wypełnionych meandrami pól.  Nasze studio znajduje się w środku rafinerii ropy naftowej - powiedział kiedyś Schneider. Wokół jest dym i ogień, a kiedy wychodzisz ze studia, słyszysz wokół siebie ten syczący dźwięk (LINK).

Założony w 1970 roku Kraftwerk, szybko wyznaczył nowy kierunek muzyki, przyczynił się do ukonstytuowania się muzyki elektronicznej a także wczesnego hip-hopu a nawet stylu techno. Członkowie grupy zostali wykreowani na roboty czy manekiny i wytwarzali dźwięki, które przekształciły ich w byty zawieszone między światem ludzi i maszyn. Sceniczny obraz grupy stworzony przez Emila Schulta, przyjaźniącego się ze Schneiderem, odróżniał ich od innych zespołów i pogłębiał zamierzony efekt. W grafice Trans-Europe Express z 1977 r. autorstwa Schulta, czwórka muzyków została wystylizowana na gwiazdy kabaretów z okresu międzywojennego. Z kolei czerwono-czarna kolorystyka i skośna typografia Man-Machine z 1978 roku nawiązała do osiągnięć plastycznych sowieckich futurystów takich jak El Lissitzky i Malewicz. Ale nawet gdy ich obraz był aluzją do nurtów z początku XX wieku, takich jak suprematyzm i Bauhaus, sama muzyka pochodziła z przyszłości. Można bez przesady stwierdzić, iż to Kraftwerk wymyślił lata 80., budując podstawy muzyki elektronicznej napędzanej syntezatorem i sekwencerem. I tak Kraftwerk wywarł wpływ na oszałamiający wachlarz stylów muzycznych: rock progresywny, glam, krautrock, disco, post-punk, synthpop, industrial, hip-hop, techno, trance i ambient…  Równie zróżnicowani są artyści - od Human League po Joy Division i potem New Order, Daft Punk, Afrika Bambaataa i Big Black. Nie będziemy tutaj opisywać kolejnych albumów, z których najbardziej przełomowym był oczywiście Autobahn (o innym ich albumie – the Man Machine z 1978 r. - oraz o znaczeniu muzyki pisaliśmy TUTAJ). Nas dzisiaj interesuje Florian Schneider, niezwykły twórca, którego poznaliśmy tylko dzięki muzyce, jaką tworzył, bo zazdrośnie strzegł swojego życia osobistego. Oczywiście wszyscy rozpisują się o jego ojcu architekcie i latach nauki, instrumentach na których grał a także o takich nieistotnych rzeczach jak np. udział w filmie Class Reunion - Murder Case Among Friends z 2001 roku w którym zagrał (dosłownie) rolę kontrabasisty zespołu The Wondering Stars


czy tym, że miał zostać wykładowcą sztuki medialnej i performance na University of Design w Karlsruhe… lecz o jego życiu osobistym nie wiemy nic, albo jedynie niesprawdzone plotki.

Pewne jest natomiast, że 2008 roku ostatecznie pożegnał się z Kraftwerkiem. Oficjalnie ogłosił koniec ponad 40.letniej współpracy z Ralfem Hüterem, choć nie był to kres ich przyjaźni. Dlaczego tak się stało? Powodów rozstania nie podano. Spodziewano się za to, że Schneider może rozpocznie karierę solową. Tak się jednak nie stało, albo inaczej – na kolejny projekt trzeba było bardzo długo czekać.

Po kilku latach we współpracy z Danem Lacksmanem, belgijskim inżynierem dźwięku z muzykiem (grał w zespole elektronicznym Telex) rozpoczął tworzenie nowego albumu, tym razem muzyki zaangażowanej w akcję usuwania plastiku z wód oceanów. Schneider wpadł na ten pomysł, gdy pływał w oceanie u wybrzeży Ghany i obserwował, jak rybacy łapią tylko plastikowe śmieci w swoje sieci.  Próbkę – pierwszy utwór – opublikowano więc w 2016 roku (LINK).
 
A w maju tego roku, już po śmierci artysty, Lacksman opowiedział w wywiadzie o pracach nad tamtym materiałem: otóż pomysł na niektóre dźwięki pochodził od przyjaciela Schneidera, niemieckiego muzyka Uwe Schmidta, znanego również jako Señor Coconut, który w 1997 r. nagrał cały album z coverami bossa nova Kraftwerk. Słyszane w utworze dźwięki kapiącej wody i fal uzyskano w mieszkaniu Dana Lacksmana w Brukseli, a dokładnie w jego łazience (LINK). 

I chociaż odejście założyciela Kraftwerk w kwietniu 2020 r. wydaje się oznaczać koniec tego projektu, Lacksman twierdzi, że tak nie jest. Okazuje się, że pracowali wspólnie już nad czterema lub pięcioma utworami muzycznymi, jednak dość powoli, bo Schneider nie lubił się spieszyć. Jak profetycznie kiedyś zauważył: w muzyce nie ma początku ani końca, niektórzy ludzie chcą, żeby się skończyła, ale ona trwa (LINK). 

Dla nas tak jest, dla nas jego muzyka trwa… 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 10 sierpnia 2022

Kraftwerk 3D w Dolinie Charlotty - to trzeba zobaczyć, choć niekoniecznie w tym miejscu

6.08.2022 (sobota) w amfiteatrze w Dolinie Charlotty pod Słupskiem wystąpili Kraftwerk.  O znaczeniu zespołu w historii muzyki nie ma co wspominać, każdy kto zna się na muzyce zna ten zespół, choć z podstawowego składu został już tylko jeden artysta. Zespołu słucham od podstawówki, kiedyś z pirackich kaset magnetofonowych, bo w Polsce w tamtym czasie ciężko było z zakupem płyt.  

Plusy koncertu Kraftwerk to dwie godziny show, co biorąc pod uwagę fakt, że Ralf Hütter ma 78 lat musiało być dla muzyków wezwaniem. Niemniej wykonali wszystkie swoje największe hity. Tutaj drobna uwaga, mi osobiście zabrakło choćby jednej, jak nawet nie dwóch więcej piosenek z Trans Europe Express (opisaliśmy ten album TUTAJ), poza tytułową, którą zagrali. Myślę tutaj o Showroom Dummies czy The Hall of Mirrors. No ale nie można mieć  wszystkiego. Kraftwerk ma taki dorobek, że trudno byłoby w ciągu wielu godzin przedstawić wszystkie ich znakomite piosenki. Ale gdyby na przykład, podobnie jak inne zespoły, zaczęli grać na koncertach całe płyty, to myślę że wielu fanów by poszło, czy to na Trans Europe Express czy The Man Machine   

Koncepcja koncertu 3D, a efekty były powalające, polega na tym, że zespół porusza się (zwykle) w kolorystyce i stylistyce okładek płyt, z których pochodziły kolejne piosenki. No i do  tego  efekty... Tak też przelatują nam na nad głowami cyfry gdy zespół gra Computer World, czy odbywamy wirtualną podróż do stacji kosmicznej w Spacelab. Tutaj nad naszymi głowami przelatuje statek kosmiczny, w innej piosence latający spodek (z tego co mi wiadomo autorem grafiki jest sam Ralf Hütter). Autobahn z kolei to podróż po autostradzie, chwilami nawet siedzimy za kółkiem samochodu. Efekty 3D robią niesamowity show, do tego oprawa świateł i dwa ogromne monitory po bokach. W Neon Lights odbywamy zupełnie kosmiczną podróż wśród wirtualnych neonów do których dochodzi specjalny koncert świateł. Były też polskie akcenty, wiadomo madame Curie w Radioactivity, czy zaśpiewany po polsku utwór Pocket Calculator, przedostatni podczas show (z tego co pamiątam kiedy koncertowali w Polsce w latach 80-tych też śpiewali go w naszym języku). Świetnym trikiem było przerwanie wykonywania We Are The Robots i zejście ze sceny. Po czym powrót i rozpoczęcie od momentu ładowania baterii (choć w sieci jest informacja o kłopotach technicznych LINK). Moim zdaniem był to świadomy przerywnik pokazujący, że zespół świetnie się bawi, mimo późnej pory, bo koncert rozpoczął się o 23:00 (choć to pewnie było powodowane koniecznością uzyskania pełnej ciemności). A nawet jeśli nie - to i tak znakomicie to wyszło. 

I tym oto sposobem przechodzę do minusów. Późna godzina rozpoczęcia nie brała pod uwagę, że dojazd i powrót to w moim przypadku bagatela 12 godzin. Kolejny minus, jeśli jesteśmy przy organizacji - miejsce ma fatalną lokalizację, jest tam utrudniony dojazd, amfiteatr, powiedzmy sobie szczerze, wymaga już remontu, zwłaszcza ławki. Zamiast schodów mamy ubitą ziemię i wystające płyty betonowe, o które łatwo się potknąć. 

Jednak największy problem to publika, miałem wrażenie że chwilami przypadkowa. Siedziałem całkiem blisko sceny w Sektorze 2. Miejsc w Sektorze 1 już nie było kiedy dowiedziałem się o koncercie. Niestety Sektor 2 ulokowany jest wzdłuż przejścia co utrudnia odbiór, nagle bowiem okazuje się że całkiem sporo grupa z 5000 publiki chce się nachlać piwa, więc łażą to po piwo, później do WC, a w końcu po frytki. Ochrona za każdym razem świeci latarkami żeby zobaczyć kolor opaski umożliwiający wejście do sektora, co w pełnej ciemności strasznie rozprasza uwagę. W każdym razie ja podczas tych dwóch godzin nie wstałem ani razu. Stado kretynów siedzących za mną za to darło się kiedy Kraftwerk wykonywał trik z rozładowanymi bateriami (choć ponoć była awaria) kompletnie niczego nie rozumiejąc i krzycząc, że coś się zacięło. Chyba mogę śmiało stwierdzić że w Dolinie byłem dwa razy - pierwszy i ostatni. Aspekt powrotu do domu, kiedy 5 tysięcy ludzi idzie ulicami bo nie ma chodników pominę. Może czerpiący zyski z imprez w tym miejscu powinni też brać takie rzeczy pod uwagę? Koncert kończy się o 1 w nocy a kolejną godzinę tracimy żeby dostać się na drogę do Słupska... Przecież samo miejsce to nie wszystko.   

Mam tez jeden drobiazg do samego Kraftwerk. Być może z powodu praw autorskich nie pokazano ani razu byłych muzyków zespołu. Nieco dziwnie zatem wygląda sytuacja, kiedy w oprawie okładki albumu Man Machine widzimy muzyków z obecnego składu. Brakowało wspomnienia o Florianie Schneiderze, zmarłym całkiem niedawno (pisaliśmy o tym TUTAJ). Ale to drobiazgi, wobec tego co zaprezentowali.  

Reasumując - to był najlepszy koncert na jakim dotychczas byłem. Kraftwerk zawsze wyprzedzali epokę, i tak jest do dziś, bo pomysł koncertu 3D jest genialny. Każdy powinien to przeżyć osobiście, choć niekoniecznie w tym miejscu i przy tak głupiej publice.

Panowie wielki szacunek! 

Poniżej fotorelacja z kilkoma komentarzami. Na początek fotografia - sznur pojazdów i problemy z dojazdem, mimo faktu wyjazdu z domu na 5 godzin przed koncertem. 

Okulary 3D znajdują się w cenie biletu - staranny design z logiem zespołu

Organizatorzy twierdzą że było 5 tysięcy osób. Klimat przed koncertem był OK


Wasz reporter w okularach 3D

Chwila bezpośrednio przed rozpoczęciem występu 

Zaczynają od wstępu i Numbers - od razu cyferki latają przed oczami i nad głowami dzięki technice 3D!


Computer World!

Spacelab - odbywamy niesamowitą podróż w kosmos... To jeden z najbardziej odlotowych momentów całego show, zakończony przelotem rakiety kosmicznej nad głowami publiczności! Prawdziwy odlot!


Computer Word - znakomita wizualizacja



A teraz jedziemy autostradą podczas totalnie odlotowej podróży Autobahn - Ian Curtis z Joy Division, którego to była ukochana płyta, byłby zapewne zachwycony...



Computer Love - nostalgicznie i romantycznie...

Teraz już tylko The Model może zabrzmieć lepiej


No chyba, że Neon Lights - absolutny show świetlny połączony z 3D - niesamowita ilustracja tej pięknej piosenki



A tutaj wizualizacja do znakomitego Radioactivity 





Tak napromieniowani z pewnością byśmy wygrali Tour de France...




A później pora na podróż TEE... To ten moment kiedy znowu wspominam Joy Division - zagrzewali się tą piosenką przed występami.. 

I wtedy Kraftwerk rozładowały się baterie, choć część publiki nie zrozumiała o co tutaj chodziło 


Po naładowaniu We Are Robots 




Pocket Calculator w naszym języku

Music Non Stop... 


Kraftwerk to koncert XXII wieku. Nie wiem czy kiedykolwiek ktoś im dorówna!


Pora na dokupienie kilku płyt Kraftwerk, kasety magnetofonowe bowiem nie brzmią dobrze. O tym zapewne napiszemy wkrótce. Panowie - do zobaczenia podczas kolejnego koncertu w Polsce. Jesteście żywą legendą muzyki.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 3 stycznia 2021

Z mojej płytoteki: Kraftwerk i Trans Europe Express - jedna z ulubionych płyt Iana Curtisa z Joy Division i najbardziej inspirujących płyt muzyki


Dzisiaj klasyk i jedna z najbardziej zdezelowanych płyt, jakie posiadam w swojej kolekcji, a przy okazji jedna z najważniejszych (obok Autobahn) płyt Kraftwerk, według Iana Curtisa. Z książki Jona Savage'a, ale też i z wywiadów z Peterem Hookiem i Bernardem Sumnerem wiemy, że zespół często przed wyjściem na scenę rozgrzewał się w kuluarach słuchając KraftwerkSumner wspomina w książce Savage'a (TUTAJ), że to Curtis zaprezentował mu jako pierwszy muzykę Kraftwerk, często puszczał Trans Europe Express przed występami. Sumner pod wpływem elektroniki tego utworu, zdecydował się skonstruować syntezator, w czym miał pomóc mu jego dziadek - inżynier. Mało tego, ten sam utwór rozbrzmiewał z głośników na chwilę przed koncertem Petera Hooka and the Light we Wrocławiu (który opisaliśmy TUTAJ i TUTAJ). Album miał też ogromne znaczenie dla twórcy Manchester Sound - Martina Hannetta (warto zobaczyć TUTAJ).

Zatem chyba nie dziwi nikogo, że bez wahania można stwierdzić, iż mamy do czynienia z jednym z najważniejszych i najbardziej inspirujących albumów nie tylko Kraftwerk, ale i w historii nowoczesnej muzyki. 

Zanim zdobyłem winyl z epoki stałem się posiadaczem pirackiej kasety magnetofonowej. Tak tak, swego czasu w naszym kraju na kasetach można było zdobyć wszystko. Mam ją do dziś w swojej kolekcji i do dziś gra:




Winyl z epoki, jaki posiadam, został wydany przez Capitol. Wszedłem w jego posiadanie zupełnie przypadkowo. Znajoma (wtedy byliśmy uczniami tej samej szkoły podstawowej), wielka fanka Bee Gees dostała go w prezencie (w stanie mocno zużytym), a ponieważ wiedziała, że jestem znany w moim mieście z faktu słuchania jak to mówiła dziwacznej muzyki podarowała mi go, czym sprawiła mi ogromną radość. Była to jedna z pierwszych płyt zagranicznych w mojej raczkującej wtedy płytotece... 

 


Mimo znaku czasu zaimponowała mi wtedy znakomita szata graficzna płyty. W grafice Trans-Europe Express z 1977 r. autorstwa Schulta, czwórka muzyków została wystylizowana na gwiazdy kabaretów z okresu międzywojennego, o czym pisaliśmy TUTAJ, wspominając zmarłego w maju ubiegłego roku Floriana Schneidera. Imponuje też coś, czego w polskich wydawnictwach z tamtych czasów nie było - kartonowa obwoluta albumu z zaokrąglonymi narożnikami.



Cały album muzycznie utrzymany jest w niepowtarzalnym klimacie. Kraftwerk, mimo dość mechanistycznego brzmienia, nie popadają na tym albumie w monotonię (co zdarzało im się na kolejnych wydawnictwach), zaskakują nostalgicznymi klimatami i prostotą tekstów. Oczywiście mamy tutaj do czynienia z concept albumem. Podróżujemy TEE napotykając na różne europejskie przygody, podziwiając widoki niekoniecznie związane z krajobrazami za oknem, ale też i z pejzażami rozpostartymi w ludzkiej psychice. 

Europa jest nieskończona o czym informuje nas pierwszy utwór: Europe Endless. Jest w niej miejsce na promenady, widoki z pocztówek, aleje, ale też i elegancję oraz dekadencję. Po wstępnym utworze bardzo nastrojowy The Hall of Mirrors. Jeden z moich ulubionych (o ile nie ulubiony) utwór Kraftwerk... 

Do sali luster wszedł młody mężczyzna
Gdzie odkrył odbicie siebie

Nawet największe gwiazdy
Odkryją siebie w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Odkryją siebie w lustrze

Czasami widział swoją prawdziwą twarz
A czasem kogoś nieznajomego zamiast tego

Nawet największe gwiazdy
Znajdą swoje twarze w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Znajdą ich twarze w lustrze

Zakochał się w swoim obrazie
I nagle obraz się zniekształcił

Nawet największe gwiazdy
Nie lubią siebie w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Nie lubią siebie w lustrze

Wymyślił osobę, którą chciał być
I zmienił się w kogoś nowego

Nawet największe gwiazdy
Zmieniają się w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Zmieniają się w lustrze

Artysta żyje w lustrze
Echa samego siebie

Nawet największe gwiazdy
Żyją swoim życiem w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Żyją swoim życiem w lustrze

Nawet największe gwiazdy
Montują twarz w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Montują ich twarz w lustrze

Nawet największe gwiazdy
Żyją swoim życiem w lustrze
Nawet największe gwiazdy
Żyją swoim życiem w lustrze

Piosenka ta została po latach coverem który wykonywali Siouxsie and the Banhees. I to wykonywali całkiem nieźle... 



Po tej chwili wyciszenia pora na odrobinę apokaliptycznego tańca, inaczej bowiem nie można nazwać znakomitego Showroom Dummies. 

Stoimy tutaj
Odsłaniając się
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi

Jesteśmy obserwowani
I czujemy puls
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi

Rozglądamy się
I zmieniamy pozę
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi

Zaczynamy się ruszać
I rozbijamy szybę
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi

Wychodzimy
I wybieramy na spacer po mieście
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi

Wchodzimy do klubu
I tam zaczynamy tańczyć
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi

Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi
Jesteśmy manekinami salonowymi 

Czyż dzisiaj życie wielu z nas nie wygląda tak jak opisuje ta znakomita piosenka? To kolejny doskonały utwór Kraftwerk. W tym miejscu kończy się pierwsza strona płyty. Pora zatem na drugą, moim zdaniem już nie tak powalającą, choć wcale nie słabą. 

Zaczyna się od wielkiego hitu, wspomnianego powyżej utworu Trans-Europe Express, którym Ian Curtis rozgrzewał kolegów przed występami...


Metal on Metal jest kontynuacją podróży a po nim (również instrumentalny) Franz Schubert. Całość kończy utwór Endless Endless, nawiązujący do początku i zamykający wszystko w nieskończoną pętlę czasu... W nigdy niekończącą się podróż, w jakiej są teraz Ian Curtis i Florian Schneider, i w jakiej będziemy kiedyś my wszyscy.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Kraftwerk, Trans Europe Express, Capitol 1977, producenci: Ralf Hütter i Florian Schneider, tracklista: Europe Endless, The Hall of Mirrors, Showroom Dummies, Trans-Europe Express, Metal on Metal, Franz Schubert, Endless Endless.