czwartek, 3 grudnia 2020

Rex Whistler: oryginalność jego sztuki nie została jeszcze w pełni doceniona

Nostalgiczny romantyzm z akcentem ironii - tak jednym zdaniem można opisać twórczość Rexa Whistlera (1905-1944), brytyjskiego malarza, o którym ostatnio znów stało się głośno. Jego mural, który zdobi wnętrze londyńskiej restauracji Tate Britain nagle stał się kontrowersyjny (LINK), a wszystko dlatego, że już chwili otwarcia, tj. w 1927 roku sala z nim została określona najbardziej zabawnym wnętrzem w Europie. Malowidło zostało zamówione przez dyrektora Tate Charlesa Aitkena i opowiada historię wyimaginowanej wyprawy myśliwskiej z udziałem księcia Epikuranii i jego dworzan w poszukiwaniu egzotycznego mięsa: The Expedition in Pursuit of Rare Meats. Wśród różnych scen rodzajowym można na nim dostrzec murzyńskiego chłopca biegnącego za wozem na łańcuchu oraz przedstawionych groteskowo Chińczyków. Mural został odrestaurowany w 2013 roku za 45 milionów funtów i dotąd nie budził złych skojarzeń, lecz po wypadkach w USA nagle stał się niewygodny, jakby wszyscy w Wielkiej Brytanii uznali, że zniszczenie takich dzieł usunie z historii kolonialną przeszłość Imperium… Ale nie do nas należy ideologizacja sztuki, zwłaszcza że obecnie nie brakuje do tego chętnych. Dla nas istotniejsze jest to, że Rex Whistler zdolnym malarzem był.

Zanim został zastrzelony w wieku 39 lat podczas operacji lądowania wojsk alianckich w Normandii w lipcu 1944 roku, zdążył stworzyć osiem wielkoformatowych fresków i wiele innych dekoracji wnętrz, ponad 100 portretów, prawie tyle samo pejzaży i innych obrazów. Wykonał poza tym ilustracje do ponad 90 książek, projekty wzornictwa naczyń porcelanowych dla wiodących wytwórni oraz scenografię do 35 spektakli teatralnych, operowych i baletowych. Niewątpliwie był geniuszem.

Nigdy nie spotkałem nikogo takiego jak on. Bawi mnie, ponieważ ma poczucie humoru, nie potrafię tego opisać, bardzo subtelnego, który porusza zakamarki mojego umysłu, a wszystko skryte pod postawą pełną godności- napisał Henry Tonks, wpływowy profesor sztuki w Slade School of Art w Londynie, do której Whistler wstąpił w wieku 16 lat. Odniesie niesamowity sukces - przewidział Tonks. I tak się stało. Rex Whistler gdy żył, był sławny, lecz po śmierci oryginalność jego sztuki nie została jeszcze w pełni doceniona. Obrazy i inne prace artysty znajdują się w prywatnych kolekcjach oraz we wnętrzach rezydencji wielu wpływowych osób, do których dostęp jest znacznie utrudniony, co paradoksalnie negatywnie odcisnęło się na popularyzacji dzieł Whistlera. Dopiero w 2012 roku powstała naukowa monografia o jego twórczości (Hugh i Mirabel Cecil  In Search of Rex Whistler : His Life and His Work, London 2012, ISBN Number: 071123230X ).

Nie będziemy opisywać kolei życia Whistlera. Tu jak zwykle odsyłamy naszych czytelników do Internetu. Wolimy rozbudzić chęć ich poznania pokazując malowidła. Zaczynamy od jednego z ostatnich jego obrazów z 1934 roku: Girl's Head befor skull, namalowanego dla Lady Elizabeth Clyde (LINK), aby potem pokazać owe zakwestionowane murale i inne freski, wykonane do wnętrz domów arystokratów i przemysłowców.











Obok ewidentnie romantycznej wrażliwości artysty zauważyć można u niego nieoczekiwaną skłonność do horroru. Wśród sielskiego krajobrazu w stylu Poussina, można dostrzec uśmiechniętą czaszkę lub groteskowe, karykaturalne, budzące lekkie przerażenie twarze. Czy jest to przeczucie zbliżającej się pełnej okrucieństwa wojny, trudno orzec. Jednak kreacja w okresie międzywojnia bukolicznych pejzaży w stylu Tiepolo czy Claude, Watteau, Bouchera, Canaletto lub weneckich muralistów XVIII wieku, w tym samym czasie, w której tworzyli Salvatore Dali, Max Ernst czy Pablo Picasso i powstały wszystkie te izmy, budzi podziw i zdziwienie. Podziw, bo tego typu malarstwo wymaga biegłości techniki malarskiej i talentu oraz zdumienie, bo tworzenie klasycznych kompozycji wymagało jednak sporo odwagi i poczucia wolności. Whistler potrafił malować w myśl nowoczesnych, surrealistycznych zasad, dowodem na co jest obraz z 1942 roku, a jednak wybrał klasykę, narażając się na zarzut pretensjonalności. 


Gdy zbliżała się II wojna światowa, Whistler odrzucił oferowaną mu możliwość pozostania w kraju i malowania na potrzeby wojska, dołączenia do zespołu artystów wykonujących projekty plastyczne zapewniające armii kamuflaż.  W 1939 roku został powołany do Gwardii Walijskiej i skierowany na szkolenie dla dowódcę czołgu w randze podporucznika. 


Wprawdzie każdą wolną chwilę spędzał na rysowaniu i malowaniu, nadal wykonując szkice do pejzaży, ilustracje do książek, projekty scenografii teatralnych oraz portrety żołnierzy a nawet osłony na czołgi, to jednak przede wszystkim był wtedy żołnierzem. I zginął podczas walk. Został zabity przez niemiecki pocisk moździerzowy pierwszego dnia operacji wojskowej w pobliżu Caen, 18 lipca 1944 r. Pochowano go najpierw na polu bitwy a potem na cmentarzu wojskowym w Banneville-la-Campagne w Normandii. Po jego śmierci, jego rodzina przekazała National Army Museum autoportret Rexa w mundurze walijskiej gwardii, namalowany w maju 1940 roku, w punkcie zwrotnym, kiedy zmienia się z artysty w żołnierza. My jednak zamiast niego, na koniec demonstrujemy inny obraz, zatytułowany In the Wilderness, z 1939 roku, namalowany już po wybuchu wojny, będący ilustracją cytatu z księgi Hioba (Hi 29,4): 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 2 grudnia 2020

Dokument o Minimal Compact pt. Raging Souls, cz.1 - Jak to się zaczęło, czyli zespół bez Rami Fortisa gra nerwowego rocka

Kilkakrotnie na naszym blogu omawialiśmy płyty zespołu Minimal Compact, jednego z najważniejszych zespołów chłodnofalowych lat 80-tych (TUTAJ). Dzisiaj omówimy pierwszy fragment nizwykłego dokumentu. Chodzi o film Raging Souls Nathana Maldenbauma, który został wyprodukowany przez Celluloid Productions

Reżyser na początku lat 80-tych był nastolatkiem i trafił na nagrania Minimal Compact. Autor podkreśla, że to jedyny zespół z Izraela, który zrobił światową karierę, istniał 7 lat a reżyser był prawdziwym fanem. 

Na początku filmu Samy Birnbach wspomina jak po urodzeniu w Szwajcarii lata 60 - te spędził w UK, chodził po klubach na koncerty brytyjskich i amerykańskich zespołów, najbardziej pamięta Small Faces i Yarbirds. Muzycy wspominają jak się spotkali i zaczęli wspólnie tworzyć.


Zaczęło się od kapeli Plonter w roku 1979. Rami Fortis był postrzegany jako pierwszy izraelski muzyk punkowy i idol młodzieży, a Melka Spiegel była jego dziewczyną. Pojechali w 1980 roku do Amsterdamu, żyli w hotelach ale ponieważ nie mieli pieniędzy w końcu skończyli w opuszczonych domach. 

Z kolei Birnbach zaczynał w zespole S.O.B. W Amsterdamie postanowili założyć Minimal Compact, bez Fortisa, który wrócił do Izraela. W filmie pokazane są unikalne teledyski i fragmenty występów z tamtego czasu. Muzycy wysłali kasetę do Marka Hollandera który miał małą wytwórnię z muzyką undergroundową, a temu spodobały się dwie piosenki jakie na niej zamieścili. Później dopisali kolejne i tak powstał pierwszy minialbum zespołu.


Na pierwszym koncercie w Brukseli mieli materiał tylko na 20 minut a ponieważ publika chciała więcej, zagrali wszystko jeszcze raz. Nie mieli perkusisty i wtedy dołączył do nich Max, grający w Mecano, zespole który był zespołem koncertowym klubu Paradiso (o klubie pisaliśmy TUTAJ). Nagrali w tamtym czasie kilka klipów promo w tym Static Dancing, gdzie grali jako lalki na sznurkach. To była pierwsza faza istnienia Minimal Compact. Faza w której tworzyli muzykę, jaką można nazwać nerwową


Ponieważ era punka dobiegała końca, Fortis w Izraelu udzielał się w nurcie nowej fali. Założyli tam z przyjaciółmi klub Penguin, którego naczelnym hasłem było: sex, drugs and rock and roll. Sakharov będąc w Izraelu postanowił wciągnąć Fortisa do Minimal Compact. Zespół wtedy w Brukseli nagrywał Deadly Weapons.
 

Wkrótce omówimy kolejną część dokumentu Raging Souls, i jeśli chcecie ją poznać czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

wtorek, 1 grudnia 2020

Matthew Hasty: krajobrazy głównie bezludne, ciche i pełne nostalgii

Bombardowani codziennie tysiącem bodźców dźwiękowych i wizualnych chętnie uciekamy w ciszę. Albo szukamy wytchnienia uciekając gdzieś w naturę. Teraz w dobie Pandemii jest to utrudnione, dlatego chcemy pokazać naszym czytelnikom obrazy, które wyszły spod pędzla artysty współczesnego, twórcy XXI wieku, które emanują spokojem znanym z krajobrazów XIX-wiecznych. Zresztą ich autor sam przyznaje się do inspiracji malarstwem Williama Turnera, Ivana Aviazovskyego, Isaaca Levitana i Arkhipa Kuinji oraz artystami z  Hudson River School.




Są to głównie pejzaże ukazujące szeroko rozpostarte niebo, zajmujące znaczną część kompozycji, z wiszącym nisko nad horyzontem zachodzącym słońcem lub jasno świecącym księżycem. Pod kłębiastymi chmurami lub przebarwiającym się nieboskłonem rozciągają się białe pola bawełny, gładki, odbijający niebo nurt rzeki albo dolina. I są to krajobrazy głównie bezludne, ciche, pełne nostalgii… Widz stając przed nimi jest pozostawiony sam na sam ze sobą, chłonąc spływający z nich spokój, który udziela im łatwiej, zważywszy na znaczne rozmiary płócien. Malarz używa tradycyjnej techniki, maluje olejno na płótnie, starając się oddać krajobraz w sposób realistyczny, przez co niektóre jego dzieła można pomylić ze zdjęciami z natury.




Obrane tematy pochodzą z miejsc znanych malarzowi. I teraz możemy go przedstawić: jest nim Matthew Hasty (ur. 1969 r.), który dorastał w Memphis w stanie Tennessee. Pochodzi z artystycznej rodziny, jego matka także była artystką, więc Hasty już w dzieciństwie zaczął tworzyć. W 1993 roku ukończył Ringling School of Art and Design w Sarasocie na Florydzie, po czym przez pewien czas szukał szczęścia podróżując po kraju. Mieszkał 3 lata w Nowym Jorku, imał się różnych zajęć by zarobić na życie, pracował na budowie, próbował sił jako malarz i muzyk, by stwierdzić, iż wszędzie dobrze, lecz w domu najlepiej. Wrócił więc i tworzy w Memphis. I z sukcesem, pokaźna lista miejsc w których wystawiał swoje prace jest TUTAJ, można obecnie znaleźć je w wielu kolekcjach w całych Stanach Zjednoczonych, a także w Rosji, Niemczech, Francji i Korei Południowej.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 30 listopada 2020

Isolations News 117: Remastering 2020 LWTUA Joy Division, lista hitów Joy Division - wygrywa Atmosphere, A Certain Ratio na białym winylu, Liam Gallagher wydał singla, będzie remake Harrisona, Rock na Bagnie rusza, Lynch i jego dziennik


Pojawiła się nieznana wcześniej, idealna jakościowo wersja piosenki LWTUA zespołu Joy Division. Imponuje. Poniżej klip:

Warto przy okazji polecić kanał publikujący klip, na którym wiele rarytasów i nieznanych filmów z zespołem, np. nieznane odrzuty z ich występu w programie Tony Wilsona. Kanał jest TUTAJ.




W temacie, bardzo długo trwało wyłonienie najlepszego utworu zespołu na TT. Nasz przyjaciel Simon Farrer (jego kanał TUTAJ) przez wiele miesięcy bardzo wnikliwie prowadził ranking, celem uzyskania wiarygodnej statystyki. Zwyciężyło Atmosphere!


Nie jest to dziwne, bowiem piosenka uważana jest za największe dzieło jakie Hannett stworzył wspólnie z Joy Division.


Philippe Carly wydał 20 listopada drugą część albumu z 2017 roku ukazującego poprzez fotosy historię brukselskiego klubu Plan K. Książka zawiera 270 oryginalnych negatywów z ponad 70 różnorakich zdjęć z lat 1979-2009 (LINK). Pierwszą część autor opisał TUTAJ a my TUTAJ.


Dzieci Tony Wilsona, grający jak Joy Division w stajni Factory Records - A Certain Ratio, nagrali album I'd Like To See You Again. Limitowana edycja na białym winylu wraz z kodami wersji cyfrowej dostępne od 11 grudnia
TUTAJ. Promujący go singiel można zobaczyć  powyżej.


Również mieszkaniec Manchesteru - Liam Gallagher (Oasis) musi być już w świątecznym nastroju, bo wydał tematyczny singiel All You're Dreaming Of. Dochód z niego ma wesprzeć organizacje charytatywne zajmujące się dziećmi. Klip jest (TUTAJ). 

My natomiast nigdy nie zapomnimy Oasis wykonania coveru Beatlesów który wrzucamy powyżej. Jest moc.


Skoro mowa o wielkiej czwórce - z okazji 30. rocznicy albumu All Things Must Pass wydanego ponownie w 2000 roku George Harrison przygotował nowy miks, który zawierał remake hitu My Sweet Lord. Teraz, aby upamiętnić 50. rocznicę wydania albumu, przypadającą na ten rok, spadkobiercy Harrisona chcą wydać miks tytułowego utworu All Things Must Pass, który zapowiada większy projekt. Będzie nim kolejne wydanie tego albumu. Zostaną w nim wykorzystane wersje nieznane, nieopublikowane na bootlegach.
  

W temacie dinozaurów rocka - koncert z okazji 50-lecia SBB już w całości dostępny jest (TUTAJ).


Koncertowo - znani są już wykonawcy przyszłorocznego festiwalu Rock Na Bagnie. Udział potwierdzili: Fleischwolf, Cela Nr 3, Podwórkowi Chuligani, Sajgon, Zimna Wojna. Gośćmi specjalnym, jak już kiedyś pisaliśmy, będą: UK Subs i Alvin Gibbs & The Disobedient Servants (LINK). Ruszyła przedsprzedaż biletów/karnetów (LINK).


W temacie festiwali - Slipknot ogłosił, że w przyszłym roku (dokładnie 19 grudnia 2021 ) otworzy festiwal muzyczny Knotfest w Sao Paulo w Brazylii. (LINK).


Skoro faceci w dziwnych maskach i strojach to nie ma siły żeby nie przypomniały nam się filmy wybitnego reżysera. David Lynch prowadzi w internecie dziennik. W krótkich wstawkach online na YT podaje prognozę pogody dla Los Angeles. Ostatnio wspomniał o jednym ze swoich ulubionych utworów, którym jest piosenka This Mortal Coil - A Song to the Siren. Jego Fundacja reklamuje natomiast koncert charytatywny, który będzie można obejrzeć online 3 grudnia o 19:00 W wydarzeniu udział wezmą: Hugh Jackman, Deborra-Lee Furness, Katy Perry, Robin Roberts i George Stephanopoulos, a także Sting, Graham Nash, Elvis Costello, Jim James, Kesha, Angelique Kidjo i The Brooklyn Youth Chorus (LINK).

My Stinga solo nie kochamy, ale jego wcielenie z wcześniejszych lat - jak najbardziej:


A propos Davida Lyncha, można w Internecie obejrzeć eksperymentalny musical jego autorstwa Industrial Symphony No. 1 z 1990 roku. Wiele piosenek z niego zostało przetworzonych w Twin Peaks, w tym dwa utwory Rockin 'Back Inside My Heart i The World Spins. Główną rolę grała w nim Julee Cruise wcielająca się w kobietę ze złamanym sercem (opuścił ją jej chłopak którego gra Nicolas Cage), która śpiewa, w pewnym momencie nawet z wnętrza bagażnika samochodu. Muzykę do filmu ułożyli wspólnie właśnie Julee Cruise oraz Angelo Badalamenti (LINK). 

A my wracamy już jutro z nowym wpisem, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 29 listopada 2020

Z mojej płytoteki: Nine Inch Nails i ich Pretty Hate Machine, czy to naprawdę początek industralu?


To był początek lat 90-tych, gdy w jednej z polskich gazet muzycznych natrafiłem na wywiad z Trentem Raznorem i artykuł o jego projekcie Nine Inch Nails. Sprawa wydawała się ciekawa bowiem czytając wywiad od razu zadałem sobie pytanie jaką muzykę tworzy gość, który kupił dom gdzie sekta Mansona zamordowała pierwszą żonę Romana Polańskiego, w dodatku gdy ta była w ciąży. Raznor opowiadał w wywiadzie jak z drzwi do których pukał Manson zrobił sobie stojak do klawiszy... No i ta nazwa... 

Później poznałem omawiany dziś album, który wielu krytyków zalicza do pierwszej płyty nurtu industrialnego. Sami na naszym blogu opisywaliśmy dwa zespoły - Throbbing Gristle i the Tights (TUTAJ) które w zasadzie uważane są za pierwsze kładące podwaliny pod industrial i to jeszcze pod koniec lat 70-tych. 

Niemniej tak się uważa i projekt NIN, który w zasadzie jest projektem jednoosobowym, a jedynie w trasy Raznor dobiera sobie muzyków, uchodzi dziś za jeden z największych w historii industrialu


Zatem omawiamy dziś album autor nagrał sam, wszystko napisał i zaśpiewał.



Wydawnictwo otwiera Head Like a Hole - nie ukrywam, że nie należy do moich ulubionych utworów, a dalsze kompozycje pokazują że artystę stać na więcej niż tylko łupanie. Przejdźmy zatem do Terrible Lies utwór opisujący zmaganie się człowieka, który traci wiarę w Boga. Doświadczenia życiowe, smutek świata i zderzenie ze startą bliskiej osoby powodują, że bohater utworu mimo iż bardzo chce, traci wiarę.


Po niej Down in It, utwór powiedzmy też średni i odbiegający poziomem od reszty. Czego nie można powiedzieć o Sanctified, piosence wyróżniającej się i posiadającej zupełnie niesamowity klimat. Opowiada ona o uzależnieniu od kobiety, miłości takiej do granic.

Niebo to tylko plotka, którą ona rozprasza 

Kiedy prowadzi mnie przez najpiękniejsze zakątki piekła

Wciąż marzę o jej ustach, nigdy nie powinienem był ich całować

Ona dobrze wie, czemu nie mogę się oprzeć

Po tym doskonałym utworze Raznor wciąga nas jeszcze głębiej w otchłań mroku, przychodzi bowiem pora na Something I Can Never Have - wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia...

Wciąż przypominam sobie smak twoich łez

Echo twojego głosu, jest jak dzwonienie w moich uszach

Moje ulubione sny o tobie wciąż wyrzucają mnie na brzeg

Drapię się po głowie, i nie chcę już spać


Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Mam tylko jedną rzecz

I zaczynam się bać


Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Po prostu czegoś chcę

Chcę tylko czegoś, czego nigdy nie będę mieć


Zawsze byłaś tym, która pokazywała mi jak

To czego nie mogłem robić wtedy, mogę zrobić teraz.

To powoli mnie rozdziera

Szary byłby kolorem, gdybym miał serce


Chodź i powiedz mi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Mam tylko jedną rzecz

I zaczynam się bać


Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Po prostu czegoś chcę

Chcę tylko czegoś, czego nigdy nie będę mieć


W tym miejscu to taki wstyd

Chociaż teraz wszystko wygląda inaczej

Wiem, że to wciąż to samo

Gdziekolwiek spojrzę, jesteś wszystkim, co widzę

To tylko zanikające, pieprzone wspomnienie tego, kim byłem


Chodź i powiedz mi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Mam tylko jedną rzecz

I zaczynam się bać


Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Sprawiasz, że to wszystko odchodzi

Po prostu czegoś chcę

Chcę tylko czegoś, czego nigdy nie będę mieć

Chcę tylko czegoś, czego nigdy nie będę mieć

Tak studenci szkoły filmowej w Toronto zilustrowali historię w o której śpiewa Raznor:


Po nim Kinda I Want To - utwór o walce wewnętrznej między dobrem a złem a następnie wielki hit, o ile nawet nie największy hit tej płyty, i jeden z największych hitów NINSin. Wydaje się, że chodzi w nim o bunt przeciwko Bogu. O grzech i karę za niego. Tak to wyglądało live na Woodstock w 1994 roku. 


Do końca pozostały nam trzy piosenki: That's What I Get, The Only Time, Ringfinger. Pierwsza opowiada o miłosnym rozczarowaniu, druga jest bardzo zakręcona i opowiada o nowych doznaniach a ostatnia - będąca kolejnym genialnym wręcz utworem, to idealne zakończenie tego albumu.



Cóż, ostatnio tak ciężko pracuję

Pracuję rękami, tak że aż krwawią

Gdybym był dwa razy takim mężczyzną, jakim mógłbym być,

Nadal byłbym połową tego, co potrzebujesz

Wciąż mnie prowadzisz, a ja podążam

Wszystko, o co poprosisz, wiesz, że zrobię

Proszę was o ten jeden akt poświęcenia


Palec serdeczny

Obietnica wyryta w kamieniu

Głębiej niż morze

Palec serdeczny

Odetnij mięso i kości

I zaoferuj mi to


Cóż, właśnie mnie tu przybiliście

Wiszę jak Jezus na tym krzyżu

Po prostu umieram za twoje grzechy

Pomagając w sprawie


Owiń oczy bandażami

Wyznania, które przejrzałem

Dostaję wszystko, czego chcę

Kiedy stanę się częścią ciebie


Palec serdeczny

Obietnica wyryta w kamieniu

Głębiej niż morze

Palec serdeczny

Ciało i kość diabła

Zrób coś dla mnie

Po tym znakomitym debiucie NIN zabrali nas jeszcze wiele razy do swojej krainy klimatycznego industrialu. Jeden z albumów jaki nastał później, Fragile, opisaliśmy już wcześniej TUTAJ. Do kilku z nich na pewno jeszcze wrócimy, bo te nowe...

No nic, mimo że są mówiąc krótko - słabe, zespół został w tym roku wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Zatem już na zawsze zapisany złotymi zgłoskami w historii muzyki.    

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Nine Inch Nails, Pretty Hate Machine, TVT 1989, tracklista: Head Like a Hole, Terrible Lies, Down in It, Sanctified, Something I Can Never Have, Kinda I Want To, Sin, That's What I Get, The Only Time, Ringfinger. 
      

sobota, 28 listopada 2020

Modern Mirror zespołu Drab Majesty - najlepszy album roku 2019

 

Wielu wydawało w 2019 roku, i wiele tych wydawnictw, nie tylko zagranicznych ale i krajowych, omawialiśmy na naszym blogu. Jednakże gdyby to wszystko chciało się sklasyfikować, to w naszej ocenie niepokonani są Drab Majesty i ich Modern Mirror

Karierę zespołu zacząłem obserwować od ich poprzedniej płyty pt. The Demonstration, którą wnikliwie opisaliśmy TUTAJ. Wcześniej zaprezentowaliśmy sylwetkę muzyków (TUTAJ) wróżąc im wielką przyszłość. Bo rzeczywiście ich kariera przebiega podobnie jak kariera Placebo, którzy początkowo byli dość średni, by eksplodować znakomitym Without You I am Nothing (opisanym TUTAJ) i trzymać poziom na następnych albumach. Drab Majesty oczarowali poziomem The Demonstration, choć płycie zarzucano wtórność. Modern Mirror jednakże to już zdecydowane pójście w kierunku własnego stylu, choć muszę się przyznać, że pierwsze odsłuchanie przyniosło rozczarowanie. Kompletnie stylistycznie odcięli się od the Demonstration... Zaczęli grać spokojniej, bardziej melodyjnie, kompozycje nie są już tak sztampowe - poszli w kierunku new romantic, jakiegoś nostalgicznego shoegaze, i... dobrze zrobili. Doprowadzili do tego, że ich albumu słuchałem nawet kilka razy dziennie delektując się pięknem zamieszczonych na nim piosenek.

Otwiera go A Dialogue który rzeczywiście ma formę dialogu, piosenka o miłości pokazująca, że bez niej człowiek wiele traci. Znakomity wstęp, bardzo lekki. Po nim The Other Side - też dobry i nieco bardziej dynamiczny, choć jeśli wgłębić się w warstwę tekstową i slang... Trudno ocenić czy Deb Demure próbuje coś tu przemycić, czy jest to przypadek, więc może zostawmy ją, bo czas na Ellipsis, dynamiczną piosenkę o konflikcie nuklearnym.

Po nim Noise Of The Void,  jeden z lepszych utworów o tym jak zło dziś już się nie ukrywa...

Otoczona reaktywnymi oczami
Masowa reakcja na smutek
Szatan już się nie ukrywa
A miłość jest dziś na smyczy
Markowana przez rzeczy, które mówisz
Powiesz-"tan" już się nie chowa
Szatan już się nie ukrywa

Dolls In The Dark  znowu opisuje uczucia, tęsknotę za czymś ulotnym co znika gdy tylko wschodzi słońce... Ta piosenka to wizytówka płyty pełna klimatu i nastroju różowego wina... Oxytocin opisuje stan zamroczenia uczuciem, ale też przestrzega przed jego przemijaniem, bo nic przecież nie trwa wiecznie...

Znowu jestem zakochany, 

Znowu jestem zakochany

Zrób z tym, co chcesz

Po prostu szukam tego dreszczyku, 

Dzisiejszej nocy

Kochać znowu, znów kochać

Cały czas który mam jest pożyczony 

Nie żyję dla jutra, nie ma go


Znowu żywy, znowu żywy

Nie muszę dziś umierać

Umrzeć tej nocy

I tak długo, to prawda

Wszystkie gry, w jakie grałem żeby do ciebie dotrzeć

W ogóle mnie to nie obchodzi

Odrzuć to wszystko

Będzie czas na śmiech

Czas by się śmiać, pewnego dnia


Zniknąć, zniknąć

Nasze więzi zerwą się

W każdym razie wiesz, że nic nie trwa wiecznie

Po nim Long Division kolejna nastrojowa ballada, tym razem o tym, jak uczucie potrafi rozczarować kiedy ta druga strona zmienia się w kogoś, od kogo się ucieka. Album kończy Out Of Sequence - nawiązujący gitarami do początku płyty i spinający ją w całość. Dynamiczny i znowu o uczuciach i niedostosowaniu. 

Czekamy niecierpliwie na kolejny album Drab Majesty. Czy przyniesie nam nowe oblicze zespołu? Oby tak, tymczasem nie ma najmniejszych wątpliwości, że Modern Mirror deklasuje wszystko co przyniósł nam rok 2019. Był na mecie pierwszy, wyprzedzając resztę i to o kilka długości...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Drab Majesty - Modern Mirror, DAIS 2019, producent: Josh Eustis, tracklista: A Dialogue, The Other Side, Ellipsis, Noise Of The Void, Dolls In The Dark, Oxytocin, Long Division, Out Of Sequence.         

piątek, 27 listopada 2020

Punkowy humor

Od momentu powstania w latach 70. punk rock był ruchem, w którym afirmacją obejmowano chwilę obecną, teraźniejszość, czego znakami rozpoznawczymi był rock and roll, postawa zrób to sam i poczucie humoru. Na Zachodzie pokolenie utożsamiające się z subkulturą punk starało się aktywnie dystansować od norm wychowania, od wszelkiego rodzaju więzi kulturowych i kształtować nową tożsamość poprzez swoją sztukę. W Polsce nie było inaczej, choć punk ciężkości sprzeciwu dotyczył bardziej aparatu socjalistycznego państwa niż przywiązania do miejsca pochodzenia.


Najlepszy punk, podobnie jak najlepszy humor, jest krytyczny i celny, a żaden gatunek muzyczny nie używał dowcipu lepiej niż punk-rock. Nie powinno to dziwić, ponieważ punk czerpał swoje estetyczne założenia z najbardziej wywrotowych stylów sztuki posługujących się humorem, czyli z dada, surrealizmu i sytuacjonizmu.  Podobnie jak te ekspresyjne ruchy artystyczne, punk nie tyle wykorzystuje humor, jako formę użytkową, co poprzez niego wyraża swoją istotę.



Komicy od wieków niczym sumienie swoich czasów obnażali i wyśmiewali możnych i decydentów. Błaźni pełnili ważną funkcję na każdym szanującym się dworze, bo ich niewybredne żarty uczyły i objaśniały to, co działo się na szczytach władzy. Czy dzisiaj tę funkcję pełnią gwiazdy zespołów punkowych i post-punkowych? Trudno orzec. Na pewno mają na to wielką ochotę i ambicje, przypomnijmy choćby Sex Pistols i ich okładkę z podobizną królowej z agrafką albo akcje Pussy Riot przeciwko Putinowi, czy teksty śpiewane przez niektóre zespoły w Jarocinie.


  

Z tego wniosek, że humor punkowy to humor zawsze nakierowany na jakiś konkretny cel, nawet jeśli jest to cel infantylny lub trywialny. Do tego, aby zadziałał trzeba więc opozycji, źródła konfliktu. Może nim być instytucja społeczna, obyczaje kulturowe lub sama muzyka, cokolwiek aby było to antagonistyczne z punktu widzenia punka. Niezależnie jednak od ukierunkowania, punkowy humor może atakować na wiele sposobów - bezpośrednio przez teksty, a może bardziej pasywnie poprzez styl muzyczny, wykonanie lub wizerunek. Czasami ruch taneczny, fryzura lub okładka albumu mogą stać się środkiem przekazu humoru. O modzie punkowej pisaliśmy już kilka razy (TUTAJ) , niemniej warto przypomnieć owe groteskowe irokezy, podarte ubrania spięte agrafkami (LINK).


Podobnie jak wcześniej dada, punk odrzucił racjonalność i logikę, a jednak w ciągu kilku krótkich lat był w stanie zdekonstruować, zniszczyć i podważyć wiarygodność rock and rolla. Może dlatego, że punk gardzi tym, co modne i piękne, stawiając na antyartystyczny efekt, który odwraca tradycyjne relacje między twórcami a widzami. Jest tak samo jak dada jednocześnie anty-dada, głosząc przekonanie, że sztuka odzwierciedla życie - a może na odwrót - życie jest przypadkiem, i dlatego nie da się go kontrolować.


Pozostaje wówczas humor. Humor punkowy, który tworzy wspólnotę, jest lepiszczem subkultury, by dzięki niemu była ona w stanie w ogóle zaistnieć. Humor pozwala również nawiązać nić porozumienia w obrębie grupy, złożonej często z outsiderów. I nie musi to być humor wyrafinowany, może być to nawet dowcip mroczny, tzw. wisielczy, ważne aby odzwierciedlał punkową osobowość. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.