Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Licht, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Licht, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2019

Z kasety magnetofonowej: Lacrimosa - Stille - gotyk z iskrą nadziei

Dzisiaj piąty album studyjny, wydany w 1997 roku, kultowej już szwajcarskiej Lacrimosy... Szczerze mówiąc ich twórczość przestałem śledzić po Echos (rok 2003). Kierunek w jakim poszli, moim zdaniem jest zbyt symfoniczny, a swoje najlepsze czasy zespół miał gdy brzmiał bardziej metalowo i postpunkowo, jak choćby na prezentowanym dziś wydawnictwie.
Album otwiera Der erste Tag, na początku ze wstępem orkiestry i znakomitymi wokalami. Narrator nie chce poddać się tej, w której oczach świeci śmierć, arogancja i ślepa furia... Znakomite wejścia gitar i to brzmienie, które wtedy było znakiem rozpoznawczym zespołu.
Not every pain hurts nostalgiczny i znakomicie zaśpiewany przez Anne Nurmi jest zestawem dobrych rad. Przesłanie piosenki jest w stylu Nietzsche, bowiem doświadczenia czynią człowieka mocniejszym i nie każda rana boli... Utwór charakteryzuje typowe dla Lacrimosy z tamtych czasów, budowanie napięcia. Po nim Siehst du mich im Licht? śpiewany w duecie, który jest nico słabszym momentem tego albumu. Za to po nim znakomity Deine Nähe, o ślepej miłości, ignorowaniu i niezgodzie. Narrator zauważa swoje ograniczenia, które czynią że jego uczucie jest odrzucone.

Jestem uwięziony w moim świecie
W mojej przeciętności
Co mam ci powiedzieć?

To Lacrimosa którą najbardziej lubię. I docieramy już do połowy albumu. Stolzes Herz, momentami bardzo szybki opisuje współczesne społeczeństwo, mówi o tym, że po upadku zawsze trzeba się podnosić. Wstać mimo bólu... Znakomity jest przerywnik na perkusji, który nadaje temu utworowi niesamowity nastrój. Szybko jednak wybudza nas z niego ostra gitara. Po nim patetyczny Mein zweites Herz, o swoistego rodzaju rozdarciu a po nim Make it end. To niewątpliwie najlepsza piosenka na tym albumie. 

Posłuchaj ciszy
Usłysz, jak płynie twoja krew
Szukaj prawdy
Usłysz ciszę
Wspomnienia, które doprowadziły cię do szaleństwa
 
Słuchaj, usłysz w jądrze strachu
Jak inaczej
To płonie
Dawać wszystko
I nie dostawać nic w zamian 
Spraw, by to się skończyło
Nie zmuszaj się już więcej do cierpienia
Nigdy więcej pustych obietnic
Idź znaleźć swoją prawdę
I zaakceptuj ją!
Niech to się skończy
Nigdy więcej poniżających wymówek
Musisz
Podnieść swoje słabe skrzydła
Choćby tylko na jeden dzień
Choćby tylko na jeden dzień
Obserwowałam twoją purpurową krew
Czującą gorzki smak 
Umierających ambicji
Potem cienie w twoich oczach
Jak mogłeś stracić dążenie
Do bycia żywym?
 
Bez wahania
Przestałeś istnieć
Wbrew własnym potrzebom
 
Wyjdź i ucieknij
Zbierz rozłupane części
Rozwiąż zagadkę i przeżyj
Zaufaj sobie
Możesz być słaby
Rozbite emocje
Kiedy oglądasz maski
 
Brak słów dla zaufanych
Kiedy wszyscy cię zawiodą
Niech to się skończy
 
Nie zmuszaj się by cierpieć
Nigdy więcej pustych obietnic
Idź znaleźć prawdę dla siebie
I zaakceptuj ją!
Niech to się skończy
Nigdy więcej poniżających wymówek
Musisz
Podnieść swoje słabe skrzydła
Choćby tylko na jeden dzień

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów


Tym właśnie styl Lacrimosy różni się od innych zespołów gotyku. Oni widzą w tej ciemności jakieś światełko. Dzisiaj po latach już wiemy, że są głęboko wierzący, a Tilo Wolff jest nawet kapłanem jakiegoś kościoła. To oczywiście jego prywatna sprawa, choć zapewne w jakiś sposób rzutuje na teksty. 

Do końca albumu pozostaje jeszcze jeden utwór:  Die Strasse der Zeit który zaczyna się od patetycznego chóru i jest swoistego rodzaju podróżą historyczną... 

Piękną i jakże typową dla Lacrimosy.
 

Na koniec dobra wiadomość: zespół wznowił wszystkie płyty z początków istnienia na winylu... Warto mieć, a my na pewno wrócimy do ich twórczości jeszcze nie raz. 

Dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
 

Lacrimosa - Stille, Hall of Sermon 1997, producent: Tilo Wolff, tracklista: Der erste Tag, Not every pain hurts, Siehst du mich im Licht? Deine Nähe, Stolzes Herz, Mein zweites Herz, Make it end, Die Strasse der Zeit

piątek, 9 marca 2018

Nieznane oblicze „Licht Und Blindheit” Joy Division - wydawnictwa Sordide Sentimental

Wyprodukowany przez Martina Hannetta w 1980 r. 7-calowy singiel Joy Division „Licht Und Blindheit” wyszedł w ilości zaledwie 1578 numerowanych kopii i został wyjątkowo starannie przygotowany (Wywiad z Ianem Curtisem o tym wydawnictwie TUTAJ). Na okładce umieszczono ilustrację Jean-François Jamoul a na rozkładanej wkładce wydrukowano tekst autorstwa Jean-Pierre Turmela, tłumaczony na angielski przez  Paula Bucka. J.P Turmel był założycielem Sordide Sentimental, niezależnej wytwórni z Rouen, która wydawała nisko limitowane albumy muzyczne w wyjątkowo wysmakowanej, ekskluzywnej formie, zawsze ze starannie dobraną okładką i oryginalnym tekstem. 

W dość długim eseju dołączony do płyty Joy Division, JP Turmel wykłada swoje estetyczne rozważania na temat roli i znaczenia sztuki scenicznej, podnosząc koncert muzyki rockowej do rangi przeżycia mistycznego, w czasie którego muzyk, a wraz z nim słuchacze, przeżywają ekstazę porównywalną ze spełnieniem seksualnym. Pisze m. in. „Wydarzenie na scenie to coś więcej niż show. Intensywna wiązka reflektorowa izoluje sylwetkę, utrwala się w przestrzeni i anuluje czas. Oślepiony i oszołomiony przez chwilę, oświetlony wokalista nie dostrzega już granic otaczającej go sali. Echo bijącego rytmu serca niesie obietnicę możliwego milczenia, wzmacnia przytłaczające wrażenie wewnętrznego poszukiwania, echa grot i zimnych katedr, echa nieskończonego kosmosu.”
 
Turmel przyrównuje sylwetkę oświetlonego w gęstym mroku, bladego wokalisty, z barokową rzymską rzeźbą Berniniego (1598-1680) "Ekstaza św. Teresy". Ekstatyczny stan w jakim wyobrażono młodą kobietę omdlewającą od przebicia strzałą przez Anioła, od początku powstania dzieła tłumaczono doznanym doświadczeniem mistycznym, powodującym uniesienie kobiety tak wielkie że oddać je może tylko orgazm. Często cytowane są przy różnych okazjach słowa Turmela o tej marmurowej rzeźbie, że „Ukazuje ona światło ostre, zrobione ze złotego metalu, a święta w ekstatycznym stanie bliska omdlenia ma na wpół przymknięte oczy (ten szczegół jest ważny)... To jest jak uciążliwa agonia, przedłużanie i tłumaczenie męczeństwa świętego Sebastiana: marmur, upiornie blady, ustawia ciało w określonym momencie, między ciałem i duchem, tuż przed zniknięciem namacalnego i odlotem duszy. Iluminacja, w dosłownym i mistycznym znaczeniu tego terminu. Ekstremalna bladość pożądanej śmierci w momencie przejścia do nieśmiertelności. Chłód wyrzeczenia się, namacalnego, będącego antycypacją bytu nieskończonego, ponadczasowego, absolutnego i nieodwracalnego. Ale co jest wewnątrz, jaka rzeczywistość kryje się w głębi wypolerowanego lica?”.
 
Ta metafora dowodzi jak bardzo Turmel był zafascynowany wokalistą Joy Division. Po latach w udzielonym wywiadzie opowiedział o okolicznościach spotkania z grupą [cały wywiad JP Turmela TUTAJ]. Było to 18 grudnia 1979 r. Paryżu, po koncercie zespołu w Bain Douches. Spotkanie nastąpiło w małym pokoju hotelowym. Wydawca nie był w dobrej kondycji, przeżywał bowiem stan swojego przyjaciela Danny Dupic’s, fotografa wytwórni, który był w ostatnim stadium choroby raka. Nie zważając na swoje położenie, Danny podczas koncertu robił zdjęcia muzykom. Turmel przypomniał, że mimo to Ian Curtis zrobił na nim ogromne wrażenie. Po wielu latach pamiętał jego bardzo bladą twarz, potwierdzającej wyobrażenia o Ianie nabyte podczas wcześniejszego słuchania albumu „Unknown Pleasures”. Pamiętał też uczucie absurdu, gdy obserwował rozmowę chorego przyjaciela z Ianem. 


Niezwykłość, której doznał podczas koncertu i następująca po nim ta jedna rozmowa, spowodowała, że uznał zespół za wyjątkowy. Za grupę, która nie tylko wyznaczyła nowy gatunek muzyczny, lecz stała się emanacją kolejnej odmiany współczesnej cywilizacji. Nie do końca jednak potrafił jeszcze wyjaśnić na czym ta nowa forma cywilizacji miałaby polegać. Stwierdził, tylko że „Joy Division wykracza poza prostą rozrywkę, aby ponownie zapisać muzycznie światy półmroku i intensywność ekstazy. Czasami pojawiają się rozczarowane lub nostalgiczne akcenty, ponieważ eksperyment jest wielopostaciowy, a jego złożoność nie może przełożyć się na koncepcję. Muzyka staje na skrzyżowaniu świetlistych i mrocznych światów, między ciszą a okrzykiem, jest pomostem między przeszłością a teraźniejszością mistycznego symbolizmu. Klucz do koncertów rockowych (czy słowo "rock" [skała] samo w sobie nie odnosi się do podziemnego świata?) leży we współczesnych rytuałach, które obecnie widzimy jedynie w aspekcie rozrywkowym lub socjologicznym.”
 
Czy Turmel przesadzał? Czy rzeczywiście dotknął istoty gatunku muzycznego zapoczątkowanego przez JD, a może jeszcze czegoś ważniejszego?


niedziela, 18 marca 2018

Wędrowiec przed morzem mgły - czyli raz jeszcze o unikalnym singlu Joy Division „Licht Und Blindheit”

Warto powrócić jeszcze raz do okładki  singla Joy Division „Licht Und Blindheit” wydanego w 1980 r., (więcej o nim TUTAJ). Ilustracja na niej namalowana przez Jean-François Jamoul (1926-2002) wyobraża przepaść w górach wypełnioną nisko płożącymi się tumanami mgły, na której krawędzi, na pierwszym planie, stoi odwrócona postać mnicha. Obraz nawiązuje do dzieła Caspara Davida Friedricha, czołowego niemieckiego romantyka, które stało się swoistym znakiem rozpoznawczym malarstwa okresu romantyzmu. Jest na nim samotny mężczyzna stojący nad przepaścią przesłoniętą mgłą. Tytuł obrazu „Wędrowiec przed morzem mgły” wyjaśnia jego sens. Wędrowiec, czy pielgrzym lub przechodzień, od średniowiecza jest postacią alegoryczną symbolizującą podróż egzystencjalną, w której to co najważniejsze „jest niewidoczne dla oczu.” U Friedricha metafizyczne doznania Wędrowca ucieleśnia mgła i delikatnie podświetlone chmury. Mężczyzna na obrazie kontempluje piękno przyrody i jej potęgę, a wewnętrzną wrażliwością podatną na te doznania, dowodzi wspaniałości natury ludzkiej. Poza, jaką przybiera, zachęca nas, widzów, abyśmy nie przyglądali się jemu, ale podążali wzrokiem tam gdzie on patrzy, czyli ku światu idei. 

U Jamoula człowiek stojący na przeciw sił natury jest jeszcze bardziej niedookreślony. Ubrany w brązowy habit z głową zasłoniętą kapturem jest dla nas anonimowy i nieznany. Samotnie stojąc nad brzegiem urwiska, symbolizuje samotność każdego człowieka przemierzającego życie, który nie potrafi jednak oprzeć się otaczającemu go pięknu. W doznaniu estetycznym wędrowiec znajduje siłę, która pomaga mu poznać samego siebie. Przekaz, który płynie z ilustracji ma nas przekonać, że kluczem do ludzkiej duszy, do najgłębszych warstw własnej istoty, jest tylko dogłębne poznawanie otaczającej natury.
 
Wewnątrz okładki znajduje się druga ilustracja. Jest to collage, na którym widzimy samotną postać ludzką, również uchwyconą od tyłu, schodzącą w głąb ziemi. Do ilustracji wykorzystano zdjęcie oświetlonej lampami liniowymi stacji Lancaster Gate, wykonane przez Antoniego Corbijna współpracującego Joy Division. Również postać na tej ilustracji jest odwrócona do widza tyłem i na naszych oczach samotnie opuszcza scenę życia…


Motyw postaci w habitach pojawił się jeszcze raz w materiałach związanych z Joy Division, na ich oficjalnym teledysku do utworu Atmosphere. Wideoklip reżyserował Anton Corbijn. Przedstawia powtarzające się sekwencje maszerujących postaci ubranych w białe i czarne habity, z kapturami nasuniętymi na głowy. Pomimo ich zwielokrotnienia nie da się zauważyć jakiejkolwiek interakcji między nimi. Wręcz przeciwnie, każdy z nich idąc obok innych pozostaje sam. Komentarzem odkrywającym znaczenie tych tajemniczych postaci mogą być słowa Jean Pierre Turmela z eseju dołączonym do płyty, w którym postanowił wyjaśnić naturę wpływu jaki miała na niego grupa Joy Division: "w sercu codziennego poczucia winy i cierpienia, w tych samych kręgach przekraczania przeciętności, znajdują się dwa klucze do drzwi wewnętrznych światów." Lecz to wytłumaczenie nie zadawala, bo jest na tyle poetyckie, że niezrozumiałe. Niewątpliwie, na wyrazisty wizerunek zespołu złożyły się obok ich muzyki, przede wszystkim skojarzenia budowane przez ich formę sceniczną, a także w dużej mierze przez ich zdjęcia i okładki płyt, bo nie każdy mógł zobaczyć zespół na żywo. Na ich odbiór niewątpliwy wpływ miał Anton Corbijn. Posługiwał się czarno-białą fotografią, surową w wyrazie, jakby spontanicznie wykonaną. Ten melancholijny fotograf, dla którego jak sam mówił „najwierniejszym przyjacielem była samotność”, wykreował Joy Division na grupę mroczną i niedostępną dla fanów. Dla zobrazowania tego wizerunku użył symbolicznej postaci mnicha, od zawsze reprezentującej poświęcenie, ascezę oraz izolację, a jednocześnie - dążenie do poznania mądrości.
Wydaje się, że Ian Curtis dobrze rozumiał rolę i znaczenie wyrazistego obrazu grupy (o omawianym wydawnictwie mówił TUTAJ). Dlatego jego teksty i sceniczny wizerunek budziły emocje, podobnie jak czytane przez niego książki budowały jego emocje i pomagały tworzyć teksty piosenek. Może dlatego od razu zaakceptował proponowaną okładkę singla Sordide Sentimental, która odwoływała się do powstającej już wtedy wśród fanów zespołu romantycznej legendy, wyrosłej ze skojarzeń zaczerpniętych z literatury romantycznej i science-fiction. Przypuszczenia te nie są jedynie spekulacją, bo szczerze o udziale I. Curtisa w kreowaniu siebie i grupy na wzór bohaterów okresu romantyzmu wspomina JP Turmel (TUTAJ)  Zauważył on podczas spotkania z Ianem Curtisem, że był on blady, małomówny, o nieśmiałych, jasnych oczach i doskonale ucieleśnił jego wyobrażenia o sobie powstałe podczas słuchania płyt zespołu. Wrażenie pozostało pozytywne szczególnie po tym, gdy Ian zaakceptował ilustrację J.F. Jamoula a nawet wyraził chęć jej kupna. Wynika z tego, że pomimo nowoczesnego brzmienia grupa bazowała w warstwie wizerunkowej na skojarzeniach dotykających okresu romantyzmu.

sobota, 15 sierpnia 2020

Joy Division „Licht Und Blindheit” - w labiryncie wieczności

Wydarzenie na scenie to coś więcej niż spektakl. Intensywne światło punktowe izoluje sylwetkę, utrwala ją w przestrzeni i unieważnia czas. Oślepiony i przez chwilę oniemiały, oświetlony śpiewak nie dostrzega już granic otaczającego go pokoju. Echo w sercu przypadkowej ciszy wzmacnia przytłaczające wrażenie podziemnej wyprawy. Echa grot i zimnych katedr, echa nieskończonego kosmosu. Kategorie udręki mają tendencję do zlewania się ze sobą: ucisk głębi i zamknięcie budzą lęk przed pustką, korytarze królestwa umarłych reagują w głębi nas samych jak idea nieskończoności.

Ten spektakl jest rytuałem, nieskończenie rozpaczliwą samotnością.
 

Dreszcz… Te kilka sekund wolnych od wibracji to wieczność. W nich kondensuje się głębia wewnętrznych refleksji, pogrzebowa eksploracja mrocznych labiryntów, z których pewny jest tylko wyjątkowy i nieodwracalny koniec. Czy muzyka byłaby tylko interpunkcją i akcentowaniem, czymś w rodzaju ramy wykutej z absolutnej ciszy, poszukiwanej w tajemnicy?
 
Powyższy tekst autorstwa Jean-Pierre Turmela został przetłumaczony na angielski przez  Paula Bucka i wydrukowany na wkładce do 7-calowego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” wydanego we francuskiej wytwórni Sordide Sentimental z Rouen (opisaliśmy go TUTAJ). 

Należąca do Turmela firma emitowała nisko limitowane albumy muzyczne w wyjątkowo wysmakowanej, ekskluzywnej formie, zawsze ze starannie dobraną okładką i oryginalnym tekstem. Po wielu latach, Jean-Pierr Turmele w udzielonym wywiadzie dla francuskiego magazynu Les Inrockuptibles (nr 225, 22 grudnia 1999 LINK) dopowiedział szczegóły dotyczące historycznego singla: Sam wykonałem czarno-biały kolaż wzbogacony tuszem i węglem drzewnym, na temat promieni świetlnych słabo oświetlających przepaści, podziemne piekła, wewnętrzne labirynty i ukryte w nich niebezpieczeństwa.


Powtórzmy jeszcze raz ostatnie słowa: podziemne piekła, wewnętrzne labirynty i ukryte w nich niebezpieczeństwa. Czyż nie jest to sens poezji Iana Curtisa? Kluczowe znaczenie ma w tej metaforze odniesienie do labiryntu.

Słowo labirynt pochodzi z greki. Labyrinthos oznaczał w starożytności duży budynek ze skomplikowanymi podziemnymi przejściami. Po łacinie zaś labirynt odwoływał się do domus deadali, Dom Dedala, który także odnosił się do mitycznego labiryntu, antycznego mitu, według którego król Krety Minos skonstruował budowlę o systemie skomplikowanych korytarzy, w którym umieścił potomka swojej żony i byka Minotaura. Powstały potwór o ciele mężczyzny z głową byka pożerał tych, którzy przyszli do niego i zakłócili mu spokój. Klasyczny kreteński labirynt był strukturą, w której jedna kręta ścieżka nieuchronnie prowadziła do centrum, gdzie czyhało niebezpieczeństwo (Minotaur według starożytnych przekazów był zwykle umieszczany w jego środku).

Niewątpliwie, od początku ta konstrukcja miała znaczenie symboliczne. Zdaniem semiotyka Umberto Eco, labirynt jest pełen alternatyw, dlatego wszystkie jego ścieżki są ślepe, za wyjątkiem jednej, tej prowadzącej do celu.  (Umberto Eco From The Tree To The Labyrinth, Harvard 2014, s. 52–53). Zauważa on także, iż labirynt jest niczym sieć, w której każde skrzyżowanie łączy się z innymi. Znaczenie owej symboliki jest niejednoznaczne i dość sprzeczne. Najczęściej labirynt interpretuje się go jako obraz poszukiwania duchowego centrum, dążenia do samopoznania. W tym sensie jego obraz pojawiał się na posadzkach gotyckich katedr (najbardziej znany jest w Chartres).



Jednak współcześnie strach przed Minotaurem został zastąpiony strachem przed zagubieniem się. A wejście w labirynt oznacza nie tyle zmaganie się z własną niewiedzą, co totalnie ogarniające  człowieka  poczucie izolacji, wyobcowania i samotności. W labiryncie wprawdzie jest się wolnym, zwłaszcza w wyborze ścieżki, lecz boleśnie i ostatecznie samotnym. Wyizolowanym… Czy nie o tym są ostatnie utwory Iana Curtisa, Isolation i Colony, o których pisaliśmy TUTAJ? 

Kwintesencją tych znaczeń są zdjęcia Antona Corbijna, przedstawiające zespół wchodzący do podziemnego przejścia londyńskiego metra… (LINK). 



Trzej muzycy spoglądają bezrefleksyjnie w głąb korytarza i zaraz pewnie zbiegną po schodach, lecz na jednym ze zdjęć Ian Curtis stoi lekko z boku, oglądają się w tył, jakby się wahał…

I w końcu wszedł w labirynt, taki z którego nie ma już wyjścia...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 19 maja 2019

Z mojej płytoteki: Licht und Blindheit Joy Division - legendarne wydawnictwo Sordide Sentimental

O legendarnym wydawnictwie Joy Division Sordide Sentimental napisaliśmy już chyba wszystko, choć sam minialbum nie był jeszcze w tym dziale prezentowany. Dzisiaj nadrabimay zaległości.  

Ian Curtis w swoim ostatnim wywiadzie wspominał  Licht und Blindheit z którego był bardzo (TUTAJ). Wydawnictwo rozdawane za darmo przy metrze w Londynie (zresztą zdjęcia Corbijna były robione na jednej ze stacji) dzisiaj na aukcjach osiąga niesamowite ceny..

U nas oczywiście przedstawiamy wznowienie, ale równie pięknie wydane, z zachowaniem wszystkich detali z epoki, włącznie z reklamą.
Jest jednak zasadnicza różnica, wznowienia są wydawane na kolorowych, przejrzystych winylach.. 

Resztę opisaliśmy w detalach TUTAJ i TUTAJ.

Dzisiaj, dzień po kolejnej rocznicy śmierci Iana Curtisa, ostatniej legendy rocka, postanowiliśmy być bardziej wyciszeni. 

Niech tego dnia zawładnie nami refleksja nad przemijaniem. Pomyślmy na tym, że kiedyś  przyjdzie nasza kolej.

By odejść w ciszy... 












Jutro wracamy z regularnym wpisem. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy post - tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

środa, 12 sierpnia 2020

Z mojej płytoteki: bootleg Joy Division - Day of the Lords

Dzisiaj kolejny bootleg Joy Division z mojej obszernej kolekcji. Kupiłem go kiedy został wydany, czyli w roku 2006, na jednej z aukcji internetowych, zatem ma już 14 lat. 

Zacznijmy od okładki, opatrzonej zdjęciem samotnego mężczyzny idącego przez pole. Wydaje się że chodzi o Iana Curtisa, i wcale nie jest wykluczone, że owa ziemia to słynna Jałowa Ziemia z dzieła T.S. Eliota, jednego z ulubionych poetów wokalisty zespołu (pisaliśmy o tym TUTAJ):

Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. Wywodzi
Z nieżywej ziemi łodygi bzu, miesza
Pamięć i pożądanie, podnieca
Gnuśne korzenie sypiąc ciepły deszcz.
Zima nas otulała i kryła
Ziemię śniegiem łaskawym, karmiła
Maleńkie życie strawą suchych kłączy.

Na górze okładki mamy wkomponowane zdjęcie zespołu wykonane przez Kevina Cumminsa na Epping Bridge (więcej TUTAJ). Jednak przerobione jako grafikę, a czcionka nie jest oryginalną czcionką użytą przez Petera Savillea na okładce Closer (LINK), która stała się znakiem rozpoznawczym na większości bootlegów.
Na drugiej stronie okładki znajdujemy jedno z serii zdjęć, jakie zespołowi zrobiła Jill Furmanovski, opisanych TUTAJ, a  opublikowanych na reedycji Still z koncertem z High Wycombe Town Hall (warto zobaczyć TUTAJ). Jak widać album zadedykowany jest legendarnemu dziennikarzowi muzycznemu Johnowi Peelowi, którego sesje omawiamy od dłuższego czasu na naszym blogu TUTAJ, a który miał bardzo duży wkład w propagowanie muzyki Joy Division. Przypomnijmy, że zespół wystąpił w sesjach dla Peela dwukrotnie i zabrzmiał zupełnie niesamowicie (pisaliśmy o tym TUTAJ).
To Peel właśnie grał w swoich audycjach słynny singiel zespołu Licht und Blindhit wydawnictwa Sordide Sentimentale (warto zobaczyć TUTAJ), z powodu niskiego nakładu bardzo trudno osiągalny, a który ludzie nagrywali z radia na kasety i masowo kopiowali.

John Peel oznajmił słuchaczom o śmierci Iana Curtisa, 19.05.1980 roku:


Tyle o okładce, a teraz muzyka. Album bowiem zawiera jeden z najbardziej bootlegowanych  koncertów zespołu z Effenaar w Eindhoven z 18.01.1980 roku  - warto zobaczyć TUTAJ. Z tego koncertu pochodzi poniższe wideo:
Choć podczas koncertu zespół wykonał dokładnie 16 piosenek, na bootlegu znajdujemy ich 14 (opuszczono Disorder i Warsaw). Uwagę zwraca znakomicie wykonana wklejka na winylu:
zwierająca zdjęcie jakie wykonał w Plan K Philippe Carly (napisał o tym dla nas specjalny tekst TUTAJ).

Czy coś więcej możemy dodać? Wydaje się, że to wszystko, może jeszcze tyle, że czekamy na nowe bootlegi, które zapewne, wraz z tymi starszymi tutaj opiszemy. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie a tymczasem posłuchajmy jak to brzmiało wtedy, ponad 40 lat temu:


Joy Division - Day of the Lords, Effenaar w Eindhoven 18.01.1980, bootleg 2006, tracklista: Love Will Tear Us Apart, Digital, New Dawn Fades, Colony, These Days, Ice Age, Dead Souls, Day Of The Lords, Auto-Suggestion, Shadowplay, She's Lost Control, Transmission, Interzone, Atmosphere.
 

poniedziałek, 10 lutego 2020

Isolations News 75: Joy Division na aukcji - nieznane zdjęcie zespołu, nowy album Smashing Pumpkins, David Gleave wystawia w Manchesterze, Antipole koncertuje, Tool i Zenek Martyniuk w Matrixie, Belive na winylu, Czas Ołowiu dotknął Romualda Lipko

Na aukcji jest do kupienia oryginał singla Joy Division - Licht und Blindheit, za jedyne ok. 5 K PLN. I pomyśleć że Rob wciskał to ludziom przy wejściu do metra w Londynie a ci wywalali do kosza. O albumiku pisaliśmy TUTAJ. Aukcja jest TUTAJ.

Skoro mowa o Joy Division to cały czas wypływają ich nowe zdjęcia. To powyżej jest autorstwa Francois Lagarde i zostało zrobione 16 października 1979 roku w klubie Plan K  (LINK). Warto zobaczyć TUTAJ - gdzie sam  Phlippe Carly opisał specjalnie dla nas swój album z innymi zdjęciami  z tego samego wydarzenia.

Skoro Joy Division to Factory i Manchester, a tutaj fotograf David Gleave zaprasza w dniach od 7 do 21 lutego na swoją pierwszą, indywidualną wystawę w Cass Art przy Oldham Street. Pokaże na niej zdjęcia z pierwszych sześciu lat działalności artystycznej, czyli od zdjęć Viniego Reillyego wykonanych w jego domu w Didsbury, do dnia dzisiejszego. Więcej TUTAJ.
Powiało chłodem, a skoro tak to warto zapowiedzieć występ naszego przyjaciela Karla Morten Dahla i jego Antipole, z którymi rozmawialiśmy TUTAJ. Całość czyli Antipole, The Snake Corps i The Pink Diamond Revue w Brighton 30.05.2020. Więcej TUTAJ.


Podobne nostalgiczne klimaty czyli Seven Windows - ostatni album Belive pojawi się w kwietniu w wersji analogowej. Przedsprzedaż drogą mailową management@believeprog.pl - decyduje kolejność zgłoszeń. Na specjalne życzenie płyty mogą zostać podpisane przez członków zespołu. Jest nieźle - nasza recenzja już niedługo.

Nieco cięższe brzmienia - Billy Corgan potwierdził, że The Smashing Pumpkins wyda w tym roku nowy, podwójny album (LINK). Ma się na nim znaleźć 21 utworów. Czy będą tam takie rarytasy?

Do kapeli wrócił James, ale nie ma D'Arcy... Zobaczymy.


Skoro ciężej, to każdy, kto chciałby kiedyś ułożyć zespół Tool z klocków Lego, niech zagłosuje na to na stronie firmy (TUTAJ). Potrzeba 10 K głosów. Ciekawe ile byłoby potrzeba na Zenka  Martyniuka z klocków Lego? 


To dopiero byłby Matrix...


Skoro o kultowym filmie mowa, to Keanu Reeves na Twitterze pokazał zdjęcia z planu Matrixa 4...  (LINK). Zenka na nich nie ma, ale ponoć prezes telewizji mocno zabiega.
Na koniec smutna wiadomość. Chociaż nie był z naszej bajki napiszemy o nim, bo miał w dorobku kilka utworów klimatem mieszczących się w atmosferze naszego bloga. 

Zmarł Romuald Lipko - jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów. W klimacie naszego bloga na pewno mieści się ta piosenka:


Słuchaj, to jest zwyczajne świństwo
Tak się nie mówi "do widzenia"
Nie można wyjść ot, tak
W połowie snu i w pół marzenia
Jeszcze wiruje Twoja płyta
Jeszcze się Tobą ekran pali
Pod zimnym światłem gwiazd
Jak ciężko żyć tym, co zostali...


Romku L. - proszę pozdrowić od nas Jurka Janiszewskiego (LINK)...   


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.