Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania PLAN K, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania PLAN K, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 czerwca 2018

Philippe Carly - exclusive post for Isolations. blogspot. com: My Joy Division photos from Plan K/ Specjalnie dla Isolations: Philippe Carly o swoich zdjęciach Joy Division z koncertu w Plan K


After the two Joy Division gigs at Plan K I printed an 8x10 set of the photos I had taken. I was aware that Annik knew the band, their management and Factory Records. So I gave her the photos and asked her to forward them to the group as a souvenir of their Brussels gigs. And then I forgot about them. 

In 2002, a friend, Nicolas Warztacki, advised me to retrieve my negatives from storage. So I began to scan them and created a website (www.newwavephotos.com) to share my photos with the online community. The rapid success of the site caught me off guard: I thought it would only attract a few nostalgic old timers, but I soon came to realise that many visitors are quite young, and eagerly searching for information about that particular musical period. So I set out to provide as many relevant links (fan sites, blogs, interviews) as possible for each band featured. This was way before most of the bands had any official sites, MySpace, Facebook, Twitter, etc. Searching for Joy Division links to add to my site, I realised that this picture of Ian and it’s twin sister had travelled far and wide, without credit, on multiple web pages, in books, on merchandise, etcetera. I also discovered the photo had been used on the cover of Deborah Curtis’ book Touching From a Distance - and credited to Kevin Cummins! There followed a long investigation lasting many months, during which everyone pleaded innocence and tried to shift the blame. But Kevin provided much needed help and encouraged me to continue and persevere to obtain what was due. Little by little the puzzle pieces fell into place: Annik had indeed handed the photos over to the band, Factory liked them, but since they were somewhat disorganised they just copied them and added them to their press kits, which in turn led to their uncontrolled distribution. Ian’s tragic demise did the rest. 

But how did my picture end up on the front cover of Touching From a Distance? The first, hardcover, edition of the book featured a Kevin Cummins photo on the cover. When the publisher produced a second edition they didn’t want to pay another licensing fee. So they used my photo instead from the Factory press kits. And forgot to update the credit. Being the author of an iconic photo has been both a blessing and a curse. A blessing, because very few photos reach, in their field, such a level of celebrity. A curse, because it is a like the proverbial tree that hides the forest, and I often feel my work has been reduced to that single image, the success of which is mostly due to Ian’s tragic fate. 

Philippe Carly - for Isolations.blogspot.com

New York had CBGB, Paris had Les Bains Douches, Amsterdam had the Paradiso, Manchester had its Haçienda. And from 1979 to 1986 the Belgian capitol Brussels had Plan K, a wondrous countercultural centre housed in a former sugar refinery, and destination of choice for those seeking cutting edge music, avant-garde happenings, films, dancing, and industrial architecture. The list of headline attractions at Plan K reads like a who’s who of post-punk. Joy Division, Cabaret Voltaire, William S. Burroughs, The Human League, Orange Juice, Josef K, Scritti Politti, James White, Tuxedomoon, Front 242, Bauhaus, The Slits and many more. Most of these legendary performances were documented by noted new wave photographer Philippe Carly, who has selected the best of his images for this rich and varied book, giving readers a unique opportunity to relive these moments as if they were standing in the front row. Pride of place goes to all 54 images shot by Philippe at two landmark shows by Joy Division at the venue on 16 October 1979 and 17 January 1980. However, he has scanned and carefully restored 270+ original negatives from more than 70 different performances at Plan K. In addition, Philippe has invited musicians, journalists, collaborators, designers and spectators to share their memories and anecdotes. From taking these photos to designing this book it’s been a labour of love says Philippe. Whether you are interested in photography and design, or simply nostalgic about some of the greatest bands of the post-punk era, this book will be what your coffee table has always been waiting for.

Born and raised in Belgium, Philippe Carly was taught photography by his father. Caught up in the punk explosion of 1977, he soon realized his own musical skills were sorely lacking even by the modest one chord wonder standards of the day, and that the only way for him to ride the new wave was through photography. Embracing the punk motto Get up and do it he began to shoot right away, learning as he went along.


For more than a decade Philippe spent most of his free time photographing famous (and not so famous) groups in concert halls, clubs, bars, school gyms, back rooms and recycled industrial halls. Many of these images were published in rock magazines including More, En Attendant, Sounds, Vinyl, Télé Moustique, Pulsion, Ecoute and Trespassers W, and also used as artwork for books and record sleeves.
 

After access at concerts became increasingly problematic for free-lance photographers Philippe largely withdrew from the music scene. However in 2001 he launched a website drawn from his unique archive (www.newwavephotos.com), which proved an immediate and unexpected success among young and older music lovers alike.

Currently Philippe awaits delivery of a prototype machine that will carry him back in time to re-shoot these landmark concerts (as well as several he missed) with the aid of increased skills and modern digital equipment, and unhindered by the cost of 35 mm film.

Translation into Polish: 

Po dwóch koncertach Joy Division  w klubie Plan K wydrukowałem serię zdjęć 8x10 które wtedy zrobiłem. Wiedziałem, że Annik (Honore) zna zespół i ich managerów z Factory Records. Dlatego dałem jej te zdjęcia i poprosiłem, żeby podarowała zespołowi, na pamiątkę koncertów w Brukseli.  I później zapomniałem o tym zupełnie. 

W 2002 roku, mój przyjaciel, Nicolas Warztacki, doradził mi, żebym wyszukał tamte stare negatywy. Tak więc zeskanowałem je i utworzyłem stronę www.newwavephotos.com (TUTAJ) by podzielić się zdjęciami ze społecznością sieci. Nagły sukces tej strony strasznie mnie zaskoczył. Myślałem, że przyciągnie tylko kilku nostalgicznych ludzi  żyjących starymi czasami, ale wkrótce przekonałem się, że odwiedzający to młodzi ludzie, szukający konkretnych informacji o tamtym szczególnym czasie w muzyce. Tak więc starałem się śledzić i podawać tak wiele linków ile to możliwe do fanów i zespołów z tamtych czasów, lub je opisujących. To były czasy zanim większość zespołów miała swoje oficjalne strony w sieci, na MySpace, Facebook, Twitter itd. Szukając linków do stron o Joy Division, tak aby zamieścić je na mojej stronie, zrozumiałem, że to zdjęcie Iana i jego bliźniaczki obiega świat bez wskazania źródła, i to nie tylko na stronach www ale i w książkach czy innych materiałach. Odkryłem też, że zdjęciu użytemu na okładce książki Deborah Curtis, Touching From a Distance, przypisano autorstwo Kevina Cumminsa! Następnie przeprowadzono wielomiesięczne śledztwo, podczas którego każda ze stron udowadniała swą niewinność i przerzucał winę na innych. Ale Kevin pomógł mi najbardziej i zachęcił do trwania w ustalaniu, co tak na prawdę zaszło. Pomału klocki układanki znalazły swoje miejsca: Annik rzeczywiście przekazała zdjęcia zespołowi, a w Factory bardzo się spodobały, i ponieważ panował tam bałagan, skopiowali je i dodali do materiałów promocyjnych, poddanych niekontrolowanej dystrybucji. Tragiczny zgon Iana dopełnił sprawę. Ale jak moje zdjęcie trafiło na okładkę Touching From a Distance? Pierwsze, twardookładkowe wydanie książki miało rzeczywiście zdjęcie Cumminsa na okładce. Kiedy produkowano drugie wydanie, wydawca nie chciał płacić za licencję. Dlatego użyli mojego zdjęcia zamiast tego z wydawnictw reklamowych Factory. I zapomnieli zaktualizować dane autora.  

Będąc autorem kultowego zdjęcia, czuję się jednocześnie błogosławionym, jak i przeklętym. Błogosławionym, bo wiele zdjęć osiągnęło w społeczności znamiona znakomitych. Przeklętym, bo to jest jak przysłowiowe drzewo, za którym kryje się las, dlatego często czuję się jak autor którego dorobek jest zredukowany do tego jednego zdjęcia, którego popularność ma swoje źródło w tragicznym losie Iana Curtisa.

Philippe Carly dla Ioslations.blogsport.com

Nowy Jork miało swoje CBGB, Paryż, Les Bains Douches, Amsterdam - the Paradiso, Manchester Haçiendę. A od 1979 do 1986 stolica Belgii Bruksela miała swój Plan K, cudowne  centrum antykulturowe, umiejscowione w dawnej rafinerii cukru i bedące miejscem przeznaczenia dla szukających ostrej muzyki, wydarzeń awangardowych, happeningów, filmów, tańca i industrialnej architektury. Lista zespołów grających w Plan K wygląda jak who is who post-punka. Joy Division, Cabaret Voltaire, William S. Burroughs, The Human League, Orange Juice, Josef K, Scritti Politti, James White, Tuxedomoon, Front 242, Bauhaus, The Slits i wielu, wielu innych. Wiele tych legendarnych występów została udokumentowana przez Philippe Carly, który wybrał najlepsze zdjęcia ubogacajac książki i dając czytelnikom możliwość unikalnego obcowania  z wydarzeniami twarzą w twarz. Na zaszczytne miejsce wysuwają się jego historyczne zdjęcia Joy Division na występach 16.10.1979 i 17.01.1980. Poza tym, autor zeskanował i przechowuje ponad 270 oryginalnych negatywów z ponad 70 różnych koncertów w Plan K. Ponadto Philippe zaprasza muzyków, dziennikarzy, współpracowników, kreatorów mody, do dzielenia się z nim anegdotami i wspomnieniami. Zrobienie tych zdjęć i opracowanie książki to wynik prawdziwego zamiłowania, mówi Philippe. Bez względu na to, czy jesteś zainteresowany zdjęciami, czy po prostu wspomnianiami tamtych czasów i wielkich zespołów, ta książka będzie tym na co oczekiwał twój czytelniczy stolik.

Urodzony i dorastający w Belgii Philippe Carly nauczył się fotografowania od swojego ojca. W obliczu eksplozji punka w 1977, szybko zrozumiał, że jego muzyczne zainteresowania nie muszą skupiać się tylko na jedynie muzycznym akordzie, ale może też skupić się na dokumentowaniu wydarzeń tamtych czasów poprzez fotografię. Podchwytując motto punka: Rusz tyłek i zrób to! zaczął fotografować zdarzenia wkoło siebie. Więcej niż dekadę, Philippe spędził większość swojego wolnego czasu na fotografowaniu znanych i nieznanych zespołow, koncertów w klubach, barach, holach, szkołąch itd.  Wiele z jego zdjęć zostało opublikowanych w znanych magazynach, jak More, En Attendant, Sounds, Vinyl, Télé Moustique, Pulsion, Ecoute and Trespassers W, a takze użytych przez artystów na okładkach płyt. Kiedy dostęp na koncerty stał się dla fotografów ograniczony, wycofał się ze sceny muzycznej. W 2001 roku otworzył stronę, o której piszemy powyżej (www.newwavephotos.com).
 

Obecnie Philippe oczekuje na dostarczenie mu prototypu maszyny, która zabierze go do przeszłych czasów, tak aby mógł ponownie je fotografować (również te których nie dał rady) za pomocą nowoczesnego sprzętu cyfrowego nie posiadającego takich ograniczeń, jakie ma film 35 mm.

Isolations: All rights reserved. We gratefully acknowledge Mr. Philippe Carly for this text, his memories, and the promise to visit the past again, to take better photos. Please, if you go there on your machine, do not forget to take us with you. Regards. 

The link to the book by Philippe Carly (BOOK)

niedziela, 13 października 2019

Ian Curtis zapytał Burroughsa, co myśli o samobójstwie - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.9

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: ósmy (TUTAJ), siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Kolejny, już dziewiąty rozdział książki Jona Savage'a o Joy Division obejmuje zaledwie miesiąc - październik listopad 1979 roku.
 

2.X.1979 Joy Division wystąpili jako support the Buzzcocks na uniwersytecie w Liverpoolu. Pete Shelly wspomina, ze zespół zrealizował właśnie trzeci album, i to prawdopodobnie Richard Boon zdecydował się zaprosić Joy Division, którzy właśnie nagrywali swój debiut. Pamięta, że nie oglądali ich występów, jedynie końcówki, podczas występów Joy Division zwykle jedli przygotowując się do swoich występów. Za to po koncertach odbywały się zakrapiane imprezy. Boon wspomina, że Joy Division dobrze się odwdzięczyli, poza tym mieli swojego dźwiękowca i ogólnie byli samowystarczalni. 

Bernard Sumner wspomina też, że wtedy jakiś fan the Buzzcocks poczęstował go narkotykami, obudził się o 4 nad ranem i potwornie źle się czuł. Byli młodzi i naiwni wiec było to dla zespołu ogromne doświadczenie. Wszyscy członkowie grupy wtedy pracowali, kończyli pracę o 17:30 i mieli koncert np. w Londynie o 21:00. Jechali do Londynu a po koncercie wracali do Manchesteru, by na drugi dzień udać się do pracy. Dopiero kiedy zaczęli żyć z grania mogli bardziej skupić się na zespole.
 

Peter Hook wspomina jaki to był problem, bowiem rezygnacja ze stałych dochodów była wyzwaniem, muzyka dawała im od 11 do 13 GBP tygodniowo, co nie było znaczną sumą. Hook kiedy zrezygnował z pracy przestał urządzać dom, który kupił ze swoją dziewczyną. Nie mieli w nim nic, nawet łóżka, tylko dwa fotele, które dostali w prezencie. Jego matka była niezadowolona z faktu, że porzuca pracę. Kevin Cummins mówi że już wtedy wiele osób przychodziło na koncerty żeby zobaczyć Joy Division i po ich występie opuszczali koncert. Wspomina jak na otwarciu trasy w Liverpoolu zrobił zdjęcia do NME, ale redakcja była bardziej zainteresowana the Buzzcocks niż J.D.
 

Następnie wspominany jest koncert 4.10.1979 roku w Newcastle City Hall. Jon Wozencroft wspomina, że zmiana sali z Factory na dużą salę w Newcastle musiała być szokiem dla zespołu. Występowali jako support, i oczekiwał, że ludzie w tym czasie będą siedzieli głownie przy barze, jak to zwykle bywa na występach supportów. Zespół zdawał się być nerwowy, było mało miejsca, zwłaszcza dla Iana Cutrtisa, bo na scenie stał sprzęt the Buzzcocks. Na koniec zagrali Atrocity Exhibition, po ich występie około 1/3 publiczności wyszła.

16.X.1979 roku zespół zagrał w Plan K w Brukseli. Annik Honore wspomina, że ówczesny dyrektor klubu Frederick Flamand był człowiekiem lubiącym awangardę. Chciał uczynić z Brukseli miasto pełne muzyki, tańca, wideo... Wiedział dużo o literaturze, ale generalnie mało o muzyce. Prowadził fanzin En Attendant, w którym pisywał Michel Duval. Ten ostatni wiedział, że Honore mieszka w Londynie, więc kazał jej dowiedzieć się co słychać w mieście, poszukać jakiegoś ciekawego zespołu. Razem doszli do wniosku, że Joy Division idealnie wpisze się w klimaty
Fredericka. Poszła wiec za kulisy i zaprosiła zespół do Brukseli. Widziała ich występ w Nashville Rooms i brzmieli jak nikt inny. Brzmieli mocno i znakomicie, całości dopełniał śpiew i taniec Iana Curtisa. Przy okazji wyglądali na ludzi z prowincji i nie pasowali do klimatu Londynu.  



Honore również pisała dla fanzinu Fredericka Flamanda. Zapytała Roba, który siedział za stołem mikserskim czy może przeprowadzić wywiad z zespołem dla magazynu z Brukseli, a ten zdawał się nie wiedzieć gdzie to jest. Ian na scenie wychodził z siebie, był kimś innym, był we władaniu jakiejś dziwnej siły, wyglądał jak z innego świata. Nie wiedziała że jest chory, podziwiała do za styl w jakim występował. Podczas rozmów był bardzo grzeczny i uprzejmy.
 

Mieli podobne zainteresowania muzyczne, więc wtedy tamtej nocy słuchali Low Bowiego.



Rozmawiali o książkach, pamięta że o Kafce, później o rodzinie, dziecku. Zapytał czy ma męża, dziwiła się, że jest taki młody i już ma żonę i dziecko, i podziwiała za to że w takiej sytuacji udaje się w trasę. Oboje byli fanami twórczości Burroughsa, tym bardziej Curtis zgodził się wystąpić w Plan K, bo wystąpić miał tam też W. Burroughs. 

Richard Kirk z Cabaret Voltaire wspomina, jak Joy Division byli ich supportem. Wspomina swoje zainteresowanie Burrougsem. Interesował się wtedy dadaizmem, na przykład poezją Tristana Tzara, który tworzył losując słowa wycięte z gazet, z worka papierowego. Podobnie tworzył Brion Gysin i Kirk postanowił zastosować tą metodę do muzyki. 

Burroughs i Gysin wystąpili w Plan K pokazując filmy Antony Balacha Towers Open Fire i Cut - ups. W rafinerii Plan K były 4 piętra, zespoły grały na parterze na wyższych odtwarzano filmy i muzykę. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis po spotkaniu z Annik zasugerował występ w Plan K. Hook z kolei wspomina podróż, jechali wanem kierowanym przez Terry Masona, który jeździł bardzo wolno, przybyli z opóźnieniem i wymęczeni. Terry Mason z kolei wspomina, że spali w Hostelu w centrum Brukseli. W jednym pokoju było aż 7 łóżek i nie było okien, poza oknem na korytarz... Stephen Morris opowiada historię znaną z filmu dokumentalnego, jak Ian Curtis chciał otrzymać książkę od Burroughsa i Gysina. Podobnie jest z opowieścią o tej sytuacji przytoczoną przez Hooka. Richard Kirk wspomina też, jak Curtis i Burroughs siedli przy stole z drinkami. Ian Curtis zapytał Burroughsa co myśli o samobójstwie. Kirk jest w 100 % pewny, że Curtisowi chodziło o amerykański zespół Suicide, Burroughs natomiast był zszokowany, myślał bowiem, że chodzi o akt samobójstwa. Kirk nie wiedział o co zapytać Burroughsa ale był zadowolony że razem siedzą przy stole, i że wyręcza go wokalista J.D. 

Następnie przytoczona jest recenzja Martina X. Ruffiana dla NME. Stwierdza w niej, że Joy Division są znakomici na scenie. Ich muzyka ewoluuje między punkiem a chłodnymi brzmieniami i jest depresyjna. Następnie pojawia się opowieść Hooka zawarta w filmie dokumentalnym o zespole, jak doskonale się wtedy bawili i jak Ian został przyłapany na sikaniu do popielniczki. 27 i 28.10.1978 zespół wystąpił w Apollo Theatre w Manchesterze. Hook wspomina, że mimo iż w trasie z Buzzcocks grali ten sam repertuar, w jednych miejscach mieli dużą publikę w innych prawie wcale. Boon twierdz, że trasa z Buzzcocks sprawiła, iż Joy Division stali się bardziej zdyscyplinowani i wyrobili się jako zespół. Jego zdaniem Ian Curtis ciężko znosił trasę, chciał jej ale nie wiadomo czy był wewnętrznie zadowolony. Twierdzi, że pod wpływem występów Curtis zaczął zachowywać się na scenie w taki sposób, w jaki chciał być na niej widziany przez publikę. Po czasie zaczął się w tym zatracać, to był rodzaj euforii - coś prywatnego. "Jego wewnętrzne emocje nie były pokazywane publice, nie było niczego wewnętrznie rozdzierającego. Wielu obserwatorów może tak myśleć, ale ja tak nie uważam. Osiągnął jakiś poziom realizacji ambicji, co go cieszyło, ale ludzie chcieli węcej." Boon filmował jeden z tych koncertów w Apollo, na prośbę Roba - chcieli zobaczyć jak zespól się prezentuje.
 

Wypowiedź Paula Morleya jest tożsama z tą z dokumentu o zespole. Opowiada o ambicjach członków grupy. Podobnie jest z wypowiedzią Jona Wozencrofta. Nowością jest tutaj podanie faktu, że Wozencroft nie wiedział o epilepsji wokalisty zespołu, i w związku z tym ograniczeniach w używaniu pulsujących świateł. Terry Mason podkreśla, że w tamtym czasie ataki epilepsji Iana Curtisa nasilały i  się i były coraz mocniejsze. Musieli bardzo go wtedy kontrolować podczas występów.
 
Deborah Curtis opowiada, że charakterystyczny taniec Iana Curtisa narodził się jeszcze przed tym jak zaczął mieć ataki epilepsji. Był to oryginalny sposób wyrażania siebie. Z początku traktowała to jako część sztuki. Jako jego wkład w bycie w zespole, ale to był błąd. "Nie było Iana dla świata i dla domu - wszystko to się zlało. Ludzie uwielbiali go za to co go niszczyło. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że on jest taki też po powrocie do domu. To nie było przedstawienie..." Richard Boon miał pretensje do Roba Grettona, że nie poinformował ekipy o epilepsji Curtisa. Był tym faktem rozgniewany. Nie wiedzieli jak się w takiej sytuacji zachowywać, znosili go jedynie ze sceny. Bernard Sumner kiedy pojawiła się choroba był zdania, że skoro kiedyś jej nie było, to odejdzie, że to jakiś rodzaj znerwicowania czy przemęczenia. Starali się żeby Curtis wcześniej chodził spać, wyciszyli oświetlenie. Ten jednak miał bardzo mocne ataki, a pozostali członkowie grupy nie mieli pojęcia co robić. Nie zdawali sobie, ani oni ani pewnie i medycyna, o skutkach ubocznych leków jakie wtedy przyjmował. Stepehen Morris mówi, że kiedy Curtis miał ataki wynoszono go ze sceny a zespół grał Interzone, który śpiewał Peter Hook. Ten ostatni wspomina, że najgorszy atak wokalista Joy Division miał podczas koncertu w Bournemouth. "Siedziałem na nim przez półtorej godziny trzymając za język w garderobie. Nie mógł wstać, więc powiedziałem do Roba, że musimy go zabrać do szpitala. Wszyscy byli strasznie wkurzeni, tylko ja z Robem byliśmy w garderobie i wzięliśmy go do samochodu i zawieźliśmy do szpitala w  Bournemouth. Tam wyciągnęli go z ataku." 

Wypowiedź Annik Honore też jest taka jak na filmie, poza faktem, że zwraca uwagę na niedbałość zespołu i ekipy o zdrowie wokalisty. Bernard Sumner opowiada jak przed tym fatalnym koncertem byli na drinku i gdy wracali koło pierwszej w nocy, nagle Curtis zaczął szybko iść w stronę morza, a oni go złapali. To było dziwne zachowanie, jego osobowość skrywał jakiś cień. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis był największym wrogiem siebie samego, twierdził że czegoś nie zrobi, ale to robił, wszyscy chcieli odnieść sukces, on również, na przekór chorobie. Hook wspomina, że Curtis był wobec ludzi bardzo miły, nie szło się z nim pokłócić, był bardzo ugodowy. Jedyną osobą z którą często się kłócił był Rob Gretton, i Hook uważa, że szło zwykle o pieniądze, a za wszystkim stała Debbie Curtis. Z kolei Deborah twierdzi, że Factory chciało zataić fakt posiadania przez Curtisa żony w dodatku w ciąży. Ciekawa jest jednak jej inna wypowiedz, w której w pewien sposób usprawiedliwia Iana Curtisa, twierdząc, że każdy chce mieć w życiu partnera, i Annik była atrakcyjna, wolna i miała piękny akcent, widać jej mąż musiał czuć się bardzo samotny. 

Tony Wilson uważa, że nikt nie informował go o problemach małżeńskich Curisa, wiedział jedynie, że ma dziewczynę i uważał to za normalne, bowiem ludzie zmieniają partnerów. Lubił i Debbie i Annik.

Anton Corbij opowiada jak przeprowadził się do Londynu w październiku 1979 roku i poszedł na koncert zespołu do Rainbow. Po nim spotkał się z Grettonem i zaproponował słynną sesję na stacji Lancaster Gate w Londynie. Sumner i Morris wspominają jak przed tą sesją Gretton obcinał im włosy. Robił to dość nieudolnie bowiem używał dużych nożyc a nie typowych fryzjerskich. Corbijn opowiada, że nikt nie był zainteresowany zdjęciami, ponieważ nie widać na nich twarzy. Dopiero po śmierci Curtisa stały się one kultowe.

Kolejna część książki Savage'a omówiona będzie już wkrótce. Dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

sobota, 9 czerwca 2018

Michel Duval o koncercie Joy Division w Plan K w Brukseli: To było naturalne, że zaprosiłem Burroughsa


Photo by Phlippe Carly downloaded from www site HERE

Wspomnienia związane z Joy Division i z ich występami nadal są żywe. Dziś prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez Maxime Delcourt'a we wtorek, 15 lipca 2014 roku z Michelem Duvalem, dziennikarzem i krytykiem muzycznym, który wraz z Annik Honoré założył klub muzyczny Plan K w Brukseli (TUTAJ). Opowiedział on o pierwszym koncercie w tym miejscu, w dniu 16 października 1979 r., na którym wystąpiły dwa brytyjskie zespoły: Joy Division i Cabaret Voltaire i o spotkaniu z Williamem S. Burroughs'em, znanym pisarzem pokolenia Beat Generation, które miało miejsce tego samego wieczoru (o tym pisarzu pisaliśmy TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).

Maxim Delacourt: Aby zrozumieć narodziny Twilight Records, musimy cofnąć się do roku 1979, kiedy otworzyliście z Annik Honoré Plan K u Frédérica Flamand. Jakie masz wspomnienia z tej sali koncertowej?

 
Michel Duval: Wszystko co pamiętam stamtąd jest dobre. Pierwszy koncert z Joy Division i Cabaret Voltaire był imponujący. Ale wystąpiło tam wiele innych zespołów: Fela Kuti, The Human League, Scritti Politti…

Czy czułeś się, jakbyś wyprzedzał swój czas?

Tak, ponieważ większość z tych artystów tam zagrała swój pierwszy koncert w Europie. I gościliśmy także Williama S. Burroughsa, który wtedy, w tamtym czasie był już kimś.

Jak dokładnie wyglądało spotkanie z Burroughs'em?


William był obecny tam tego samego wieczoru, co Joy Division i Cabaret Voltaire.  Ten plakat miał uczcić otwarcie tego pięknego miejsca, jakim był Plan K (o tym wieczorze więcej TUTAJ). To było naturalne, że go [Burroughs’a] zaprosiłem. Powiązania między tym miejscem a Burroughsem są dość oczywiste, więc było naturalne, że go zapraszam. Zwłaszcza, że Cabaret Voltaire i członkowie Joy Division, i my wszyscy podziwialiśmy pisarza i byliśmy  zachwyceni uczestniczeniem wydarzeniach tego wieczoru.

Czy utrzymałeś z nim kontakt tym występie, po tamtym wieczorze?

Nie, ale ponieważ byłem wtedy także dziennikarzem, miałem okazję przeprowadzić z nim po południu wywiad dla magazynu En Attendant. Zachowywał się bardzo profesjonalnie, był bardzo inspirujący. Ale to nie spowodowało żadnych dalszych kontaktów.

A z Joy Division, jaki miałeś związek?

Szybko stali się przyjaciółmi. Nadal są, jeśli chodzi o tamtą chwilę.
 
Wieczór z Fela Kuti był naprawdę imponujący. Jak ich pozyskałeś?

Otwarcie nowego miejsca w Brukseli wydawało się ekscytować ludzi. Po pierwsze dlatego, że było to wyjątkowe miejsce w tym czasie, całkowicie nowe. Ale także dlatego, że Plan K propagował prawdziwą mieszankę gatunków, z założenia wielokulturowych. Z tej właśnie perspektywy sprowadziliśmy Fela Kuti, których francuskiego agenta znaliśmy. Nie pamiętam szczególnie tego wieczoru, ale pamiętam, że wątpiłem w ich przybycie do ostatniej chwili.
 

Z jakich powodów?
 
Ich otoczenie było niezdecydowane. A potem organizacja, nie pamiętam czy ich, czy nasza, była naprawdę niepewna.

 
Czy Factory Benelux postępowało zgodnie z tymi samymi założeniami, według których działał Plan K, a mianowicie z normami dotyczącymi utrzymania i udostępnienia?

 
Factory Benelux powstała w tym samym czasie, co Plan K. W związku z tym logiczne jest, że wytwórnia mieściła się w bezpośrednim sąsiedztwie sali koncertowej. Podobnie jak w wielu innych aspektach, wszystko zostało zorganizowane bardzo naturalnie. W końcu celem było powstanie wytwórni, która pozwoliłaby nam wspomóc rozwój artystów, których kochamy.
 

Czy fakt, że brała w tym udział Annik Honoré, która miała szczególny związek ze sceną w Manchesterze, przyczynił się do rozwoju wszystkich tych projektów?

Oczywiście! Annik mieszkała wówczas w Londynie, więc była naszą forpocztą tam na miejscu. Pozwoliło to nam wyszukać wszystko, co mogłoby się wydarzyć po drugiej stronie kanału.

Czy sam też zdecydowałeś się tam pojechać? Czy pamiętasz swój pierwszy raz?

 
Po raz pierwszy pojechałem do Anglii łodzią z Ostendy do Dover, żeby kupić płytę winylową. Potem moje zamiary zmieniły się, wróciłem tam głównie po to by wziąć udział w punkowej rewolucji, by śledzić zespoły takie jak Clash, X-Ray Spex czy Siouxsie. Trzeba powiedzieć, że często podróżowaliśmy do Anglii z płytami Crépuscule, mniej więcej raz w miesiącu. Pozwoliło to utrzymać relacje i zobaczyć, jaka muzyka była tam grana.
 

Jak wyglądały relacje między Tonym Wilsonem a tobą? Wiemy, że gdy człowiek ma własną wizję przemysłu muzycznego, nie zawsze musiało być to łatwe, prawda?
 
Wręcz przeciwnie, Tony Wilson nauczył mnie wszystkiego, a jednocześnie sam cały czas angażował się tę całą przygodę, w Factory Benelux i Twilight Records. Uważam, że byliśmy blisko aż do jego śmierci. Teraz raptem przez miesiąc nie myślę o nim.

 
W Factory Benelux pierwsza produkcja to EP z Durutti Column i jedna z Section 25, dwie produkcje w oczywistej ciągłości z Factory Records. Z drugiej strony pierwsze wypusty z Twilight Discs wyraźnie koncentrują się na lokalnej brukselskiej scenie z kompilacją From Brussels With Love. Konieczne było zatem natychmiastowe rozgraniczenie oznaczeń obu tych wytwórni?

 
Tak, ponieważ Factory Benelux i Twilight Disks zostały stworzone w tym samym czasie, więc łatwo mogło dojść do zamieszania. Ważne aby podkreślić, że Factory Benelux było po prostu filią Factory Records, wydając to co wytwórnia z Manchesteru. Ponieważ Tony Wilson nie chciał produkować niczego innego ze względu na ryzyko odejścia od pierwowzoru, który ukształtował, potrzebowaliśmy stworzyć kolejną strukturę, która pozwoliłaby nam publikować bardziej osobiste i lokalne projekty. Stąd Twilight Records.
 
Skąd ta nazwa?

Wahaliśmy się pomiędzy Les Disques du Crépuscule (Płytami Zmierzchu) i Les Disques de L’Intérieur (Płytami Wnętrza). Ale głosowanie w zarządzie wyszło na korzyść pierwszej opcji. Odpowiadało to duchowi czasu, w którym królował postpunk. Dodaj do tego szarość Brukseli już zrozumiesz, wszystko wyda się oczywiste.
 

Produkcja kompilacji w Brukseli jako pierwszego odniesienia była najlepszym sposobem na narzucenie swojego wizerunku, swojego sposobu działania. Co ta kompilacja reprezentowała dla ciebie?
 
To była bardziej koncepcja niż prawdziwa chęć wrzucenia Brukseli w świat rocka. Dla nas był to najlepszy sposób aby zaprezentować artystów, których kochaliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że takie podejście może wydawać się dość wydumane, ale nam się podobało! Będąc eklektycznymi, tworząc współistniejące radykalnie różne gatunki muzyczne, takie jak new wave i muzyka eksperymentalna, było to bardzo ekscytujące. Było to posunięcie, które miało wpływ na znak firmowy w kolejnych latach.


Numer  From Brussels With Love miał TWI 007. Czy to prawda, że było to odniesienie do Jamesa Bonda?

Tak, to było takie mrugnięcie okiem. To samo dotyczy nazwy kompilacji. W tamtym czasie to było nasze wariactwo: podobały nam się filmy o Jamesie Bondzie - no cóż, szczególnie mnie! - i chcieliśmy zrobić do tego małe odniesienie. To nie było racjonalne, to był tylko nasz pomysł.
 

Po tym pierwszym wydaniu nabrałeś zwyczaju wydawania jednej kompilacji na rok. Skąd taki rytuał?
 
Przyznaję, że nawet nie pamiętam tej tradycji... Oczywiście zaproponowaliśmy kontynuację tej pierwszej kompilacji, ale była to świąteczna płyta, taki zwyczaj, który każda wytwórnia stosowała na swój sposób w tym czasie. Każdego roku wydaliśmy kompilację, aby uczcić świąteczny sezon piosenkami tematycznymi. Artyści to lubili!
 

Podobieństwa Factory Records do Twilight Records są też widoczne na innym przedmiocie, którym jest plakat anonsujący pierwszy wieczór według projektu obmyślonego przez Benoîta Henneberta. Uznanie go za belgijskiego Petera Saville'a było zatem dość łatwe, czyż nie?
 
Tak, zwłaszcza, że jego praca jest zupełnie inna Petera. Ale oprócz tego porównania muszę przyznać, że nie było nic oryginalnego w tym, że odwołałem się do Benoîta Henneberta. Jest jednym z założycieli Twilight Records, a każda [wytwórnia] miała własnego projektanta graficznego. Było więc całkiem naturalne, że do niego zadzwoniłem, chociaż później zmieniliśmy grafika. Trzeba powiedzieć, że był bardzo, bardzo powolny...

Od kilku lat Manchester jest bardzo dumny z przeszłości, ze swojej muzycznej sceny. Czy to też jest twoja sprawka?

 
Oczywiście! Bruksela była wtedy odtwarzaczem [gramofonem]. Było wiele wytwórni, takich jak Crammed Discs, dużo naśladownictwa, dużo dziwadeł i wielu młodych hiper-innowacyjnych artystów. Należy również pamiętać, że w tym czasie w Brukseli odbywało wiele nowych koncertów - rzadkie zespoły na scenie, które po raz pierwszy wyjechały z kraju pochodzenia.
 

Dlaczego w Brukseli działo się więcej, niż gdzie indziej?

Nie wiem czy więcej. Powiedziałbym po prostu, że każde miasto ma własną specyfikę. Podobnie jak Paryż, który kiedyś stał na czele światowej muzyki i łączył różne gatunki, Bruksela znajdowała się na czele całej tej rockowej sceny. Fakt, że mieszkańcy Brukseli bardzo dobrze mówią po angielsku, pozwolił na bezpośrednie związki ze sceną angielską. Belgia jest prawdopodobnie także krajem bardziej ciekawskim niż inne. Na przykład Holandia jest znacznie mniej zainteresowana nowinkami muzycznymi.
 

Pomimo prośby, czy nigdy nie próbowałeś skompilować wszystkich tych elementów, aby wykorzystać na przeszłość?
 
Pośrednio jednak. Przyjaciel z tamtego czasu, James Nice, ponownie wydał w ostatnich latach różne produkcje Factory Records, Factory Benelux i Records of Twilight w swojej wytwórni Les Temps Modernes. Pozwala na zaktualizowanie pewnego rodzaju rocka. 

Cień i skóra, które stały się znakiem wywoławczym, nie przeszkadzały ci?
 
Nie, ponieważ cała ta estetyka jest związana z muzyką tamtych czasów. Nie oznacza to, że my i artyści byliśmy poważni lub chorobliwi. Joy Division, na przykład, pomimo swojej reputacji dark, samobójczego lub złowieszczego zespołu, byli najdowcipniejszymi facetami, jakich znałem. Może to być trudne do wyobrażenia, ale byli to bardzo weseli ludzie. Dowód, że patrzysz na etykiety, które zostały zbyt szybko doczepione.
 

Czy miałeś taki sam związek z raperami jak z zespołami post-punkowymi?
 
Nie, wcale. Trzeba powiedzieć, że wszystkie moje relacje z artystami zawsze były czysto profesjonalne, z rzadkimi wyjątkami, takimi jak te z Joy Division.
 

Czy odczuwasz tęsknotę za Twilight Disks?

Wcale nie! Nie dlatego, że żałuję tego okresu, ale dlatego, że myślenie o przeszłości nie leży w moim charakterze. Wolę patrzeć w przyszłość.


Te wszystkie wytwórnie, które istnieją dzisiaj, czy uważasz, że tworzą one jakąś szkołę?
 
Nie sądzę. Istnieje wiele interesujących firm, takich jak Ed Banger, Enterprise lub Kitsuné, ale robią wszystko po swojemu. Być może była to nasza epoka, ale nie rościmy sobie prawa do innych.


Wywiad w wersji oryginalnej: TUTAJ

niedziela, 26 września 2021

Byili wsród nas: Richard H. (Harold) Kirk - założyciel Cabaret Voltaire, wielbiciel Burroughsa i przyjaciel Joy Division

Założył w Sheffield Cabaret Voltaire w 1973 roku wraz z Chrisem Watsonem i Stephenem Mallinderem. Występował z Joy Division, wpłynął na Bauhaus, Depeche Mode i nie tylko. Richard H. (Harold) Kirk zmarł w wieku 65 lat.


Cabaret Voltaire byli inni. Zamiast rockowych instrumentów, gitary i perkusji, używali sprzętu elektronicznego, za pomocą którego generowali industrialne lub atonalne dźwięki.  Charakter muzyki komponował się harmonijnie z nazwą zespołu, na cześć legendarnego klubu nocnego w Zurychu, gdzie kiedyś powstał ruch Dada. Stali się prekursorami post-punk z syntezatorami i elektroniczną perkusją.  Human League, Heaven 17 czy Clock DVA poszli dalej, lecz to muzycy Cabaret Voltaire pierwsi poszli tą drogą. W 1978 grupa podpisała kontrakt z Rough Trade Records, jedną z najważniejszych niezależnych wytwórni tamtych czasów, z którą wydali swój pierwszy album Mix-up. Kolejne ukazały się już w znanych wytwórniach płytowych, takich jak Virgin i EMI. Jak wyjaśnił w jednym z wywiadów Richard H. Kirk. [Technologia] pozwala ci robić rzeczy, których inaczej nie mógłbyś zrobić, zwłaszcza jeśli nie jesteś najlepszym muzykiem na świecie.


Jak wspomnieliśmy, występowali kilka razy razem z Joy Division, najbardziej znany jest ich wspólny koncert z 1979 roku w Raffinerie du Plan K w Brukseli, gdzie manchesterska grupa grała w supporcie, pisaliśmy o tym TUTAJ. Richard Kirk wspominał po latach, że głównym powodem udziału w tym przedsięwzięciu była obecność na nim Williama  Burroughsa.  Wiele z tego, co zrobiliśmy, zwłaszcza na początku, było bezpośrednim zastosowaniem jego pomysłów na dźwięk i muzykę – mówił - w szczególności jedna książka, The Electronic Revolution, wywarła na nas ogromny wpływ. W porównaniu z powieścią taką jak The Naked Lunch, The Electronic Revolution wydana w 1970 roku, dla muzyków takich jak Kirk stała się wręcz opisem nowej metodologii. To był prawie podręcznik używania magnetofonów w tłumie, w celu wywołania poczucia lęku lub niepokoju poprzez odtwarzanie odgłosów zamieszek wkomponowanych w przypadkowe nagrania samego tłumu. Ten pomysł zawsze była dla nas bardzo interesujący.


Koncert w Plan K był znany jeszcze z jednego powodu, otóż według opowieści Ian Curtis zwrócił się do Williama  Burroughsa aby dał mu swoją książkę, na co ten kazał mu się odpieprzyć... Według Kirka takie wydarzenie nie miało miejsca, przytoczmy zresztą jego wypowiedź: Bardzo wątpię, czy William powiedział Ianowi Curtisowi, żeby się odpieprzył. Zwróciłem się do pana Burroughsa na imprezie Plan K i wspomniałem, że jestem przyjacielem Genesis P-Orridge z Throbbing Gristle, który oczywiście był znany Williamowi - mnie nie znał ani nie słyszał o moim zespole Cabaret Voltaire, ale był bardzo przyjazny - to był bardzo uprzejmy stary dżentelmen. Dałem mu nawet odznakę Cabaret Voltaire, którą schował do kieszeni. Była to pierwsza z kilku okoliczności spotkania pana Burroughsa. 

Kirk pamiętał z tego wieczoru jeszcze jedno ciekawe zdarzenie: Moim jedynym trwałym wspomnieniem z Planu K było wspólne siedzenie przy stole z Ianem, Williamem i innymi członkami zespołu Joy Divison i Cabaret Voltaire. Ian zapytał Williama, co sądzi o Suicide (zespole), William uznał, że ten miał na myśli samobójstwo i o ile pamiętam powiedział, że się nie zgadza. William był zaniepokojony strzelaniem korków szampana na przyjęciu, które pomylił ze strzałami! (LINK).


Wpływ pisarza na Kirka nigdy nie ustał, nawet po wielu latach przyznawał Nadal jesteśmy z Burroughsem, który ma na nas ogromny wpływ; pod względem dorobku i inspiracji jest kluczową postacią naszych czasów. Jest jednym z najciekawszych i najbardziej inteligentnych inicjatorów XX wieku. Jak metoda wskazana w The Electronic Revolution okazała się skuteczna świadczy przebieg jednego z koncertów z 1975 roku w Sheffield zakończonego zamieszkami, podczas których basista Stephen Mallinder doznał obrażeń. Także koncert w Plan K miał swoje skutki. Zespół w październiku 1982 roku wystąpił w The Final Academy, spotkaniach literacko-muzycznych  z udziałem Williama Burroughsa i Briona Gysina, Psychic TV, Last Few Days i 23 Skidoo. Jak opisuje Genesis P-Orridge, jeden z głównych inicjatorów tego przedsięwzięcia: William, Brion i poeta John Giorno używali słowa pisanego, ponieważ w ich czasach pisanie było najważniejszą żywą formą propagandy […]. Cabaret Voltaire, 23 Skidoo, The Last Few Days i Psychic TV, którzy używali taśmy, przycinania, przypadkowych rozmów i brzmienia dokładnie tak, jak o tym przeczytali lub choć trochę zainspirowali się książkami Burroughsa i Gysina, umieścili to wszystko jednak w formule kultury popularnej, w muzyce, która w tej chwili stała się najważniejszą formą (LINK).


Po kilku dekadach, Richard Kirk wciąż zachował żywe wspomnienia z tamtych czasów. Na pytanie interlokutora w jednym z wywiadów, czy czuł pokrewieństwo z którąś z grup indie rocka lub punkowych, poza Throbbing Gristle, na przykład takimi jak The Fall, Joy Division czy Public Image Limited? Kirk tak odparł: Myślę, że Joy Division był przypadkiem szczególnym. Znaliśmy ich całkiem dobrze. Właśnie kilka nocy temu oglądałem Control i chichotałem sam do siebie to oglądając... cóż, oczywiście, to też jest dość smutna sprawa. Trzy lub cztery z tych znanych mi osób, które są przedstawione w tym filmie, już nie żyją. Ale Joy Division zdecydowanie... W pewnym momencie pod koniec lat 70. istniały trzy ważne zespoły. Jednym z nich był Throbbing Gristle. Innym był Cabaret Voltaire. Kolejnym był Joy Division. Z jednej strony miałeś Throbbing Gristle, który nie był muzykalny, a z drugiej Joy Division… który był eksperymentalny, ale był też rockowy i miał rozpoznawalne struktury utworów. A gdzieś pośrodku był Cabaret Voltaire, który pod pewnymi względami był po trochu jednym i drugim. Początkowo nie akceptowałem The Fall, ale zagraliśmy z nimi koncert na żywo w Newcastle, i niejako nawróciłem się, całkiem dobrze poznałem Marka E Smitha. Oba te zespoły pojawiły się i nagrywały w Western Works, a po śmierci Iana pojawiło się coś, co nazywało się New Order i nagrało tam kilka utworów, a może rok lub dwa później nagrywali tam również The Fall. Myślę, że to było wtedy, gdy byli jeszcze u Rough Trade. Public Image, niektóre z ich rzeczy podobały mi się (LINK).

Watson opuścił zespół w 1982 roku i stał się jednym z czołowych ekspertów w dziedzinie nagrań dźwiękowych w przyrodzie, współpracował na przykład z Davidem Attenborough przy filmach przyrodniczych. Jako duet, Cabaret Voltaire wtedy obrał kierunek bardziej muzyczny, z rytmami niemal tanecznymi, co spowodowane było może odejściem Watsona, który inspirował się Brianem Eno (Roxy Music).

Kirk i Mallinder spędzili kolejną dekadę przechodząc od Virgin do EMI, odkrywając muzykę pop, produkując takie hity jak Sensoria i I Want You, a także utwory house i techno. Natomiast w 1980 roku Kirk wydał swoją pierwszą płytę solową zatytułowaną Disposable Half-Truths i kontynuował karierę solową, jednocześnie grając w zespole, aż do w 1994 roku, do rozpadu duetu czy raczej odejścia Mallindera.


Wtedy Kirk na dobre poświęcił się twórczości solowej lub w różnych konfiguracjach z rozmaitymi muzykami i pod wieloma pseudonimami, takimi jak Al Jabr, Anarchia, Biochemical Dread, Bit Crackle, Blacworld, Chemical Agent, Citrus, Cold Warrior, Dark Magus, Destructive Impact, Dr. Xavier, Electronic Eye, Extended Family, Frightgod, Future Cop Movies, International Organisation, King Of Kings, Multiple Transmission, Nine Miles Dub, Nitrogen, Orchestra Terrestrial, Outland Assassin, Papadoctrine, Port Au Prince, PSI Punky Dread Allstars, Reflexiv, The Revolutionary Army (Of The Infant Jesus), Robots + Humanoids, Sandoz, Signals Intelligence, The Silent Age, Trafficante, Ubermenschlich, Ubu Rahmen, Wicky Wacky and Vasco de Mento...

W 2009 roku Kirk odtworzył Cabaret Voltaire który wtedy stał się raczej projektem solowym. Nazwa została, lecz muzyka zmieniła się. Shadow Of Fear, wydany w listopadzie zeszłego roku jest halucynacyjny, refleksyjny i pełen mówionych sampli. Artysta niejako otworzył tą płytą kolejne drzwi, tym razem dla brytyjskiego synthpopu XXI wieku. Wiosną ubiegłego roku wspominał nawet o dwóch albumach, ale jak to w życiu, słuchacze dostali na razie jeden. Może za jakiś czas pojawi się jeszcze coś nowego? 

Tyle z grubsza o Richardzie H. (Haroldzie) Kirku, z którego odejściem zamknął się istotny rozdział muzyki new wave. Wspomnijmy jeszcze o jego życiu osobistym. On sam nigdy nie poruszał tego tematu, udało mu się zachować prywatność życia tylko dla siebie. Niemniej kiedyś, w wywiadzie w radio ICI, wspomniał o swojej żonie. Było to w następstwie pytania o plany zwiedzania  Kuby po koncercie w Kanadzie (LINK). Skłonność do zatrzymywania intymnych szczegółów życia muzyka była tak duża, iż nadal trwają spekulacje związane z powodem jego śmierci. Pojawiły się pogłoski, że zmarł w wyniku powikłań po COVID-19 (LINK). A wszystko dlatego, że nikt oficjalnie nie podał przyczyn jego nagłego odejścia... Za to fani i znajomi chętnie wpisują kondolencje. Typowe a jednocześnie interesujące jeśli weźmiemy pod uwagę ich autorkę są wyrazy współczucia wpisane przez Alaurę O’Dell, perkusistkę (23 Skidoo, PsychicTV) i pisarkę Oh, no…. I had many evenings with Him and Mail back in the 80s, with my then husband Genesis P-Orridge. I can truly say Richard was a lovely, kind man..."

I chyba to jest najważniejsze, co zapamiętali wszyscy - Richard Harold Kirk był miłym, uprzejmym człowiekiem... I będzie go brakować.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 30 maja 2018

Pierwszy zagraniczny koncert Joy Division, w obecności samego W.S. Burroughsa

W dniu 16 października 1979 r. w budynku dawnej rafinerii Graeffe przy ulicy Manchester Street w Molenbeek, jednej z pierwszych fabryk przerobionych na obiekt kulturalny miał miejsce pierwszy zagraniczny koncert Joy Division. Oprócz niego tego wieczora wystąpił Cabaret Voltaire, a gwiazdą wieczoru był William Burroughs, czołowa postać Beat Generation, którego twórczość wywarła ogromny wpływ na osobę Iana Curtisa (pisaliśmy o tym TUTAJ, TUTAJ). W ziązku z tym koncertem zrodziła się anegdota o tym, jak to Ian podszedł do swojego idola prosząc o darmową książkę, a Burroughs poradził mu, żeby się (dosłownie) odpierdolił, co Curtisa zszokowało. Podobno Peter Hook i Bernard Sumner śmiali się z Iana, bo uznali ten incydent za bardzo zabawny. Istnieje jednak powód, by kwestionować tę często powtarzaną opowieść, bo inny świadek tego wydarzenia, Stephen Mallinder, muzyk należący do Cabaret Volatire zapamiętał je zupełnie inaczej, czemu dał wyraz w wywiadzie udzielonym po latach Andi Harriman'owi (TUTAJ):

SM: Bardzo wątpię, czy William powiedział Ianowi Curtisowi, żeby się odpierdolił. Podszedłem do pana Burroughsa podczas imprezy w klubie Plan K i wspomniałem mu, że jestem przyjacielem Genesis P-Orridge z Throbbing Gristle, którego oczywiście William znał. Ale nie znał mnie ani nie słyszał o moim zespole Cabaret Voltaire, jednak był bardzo przyjazny i bardzo uprzejmy, taki dżentelmen starej daty. Dałem mu nawet odznakę Cabaret Voltaire, którą włożył do kieszeni. To było pierwsze z kilku spotkań z Burroughsem (...) [potem] spotkaliśmy się z nim kilka razy, także w Nowym Jorku. Poszliśmy do Bunkra w Bowery i spotkaliśmy go tam ja i John Giorno w 1984 lub 1983 roku. Gdy spotkaliśmy go po raz pierwszy w Brukseli, byliśmy dużo młodsi i to było bardzo inspirujące, byłem wtedy szczęśliwy, że mogłem po prostu oddychać tym samym powietrzem jak on.

AH: Czy myślisz, że przemysł muzyczny mógłby istnieć bez wpływu Burroughs'a?

SM: Niezupełnie - jesteśmy kolejnym ogniwem w łańcuchu, ale Burroughs jest oczywiście taką literacką ikoną. Nie tylko literacką, ale także kimś pod względem twórczych nurtów i pomysłów. Robił ciekawe rzeczy z dźwiękiem i rozumiał świat, w którym żył. Nauczył nas dekonstruować świat - tak samo jak robił to ze słowami - a my poszliśmy dalej i zdekonstruowaliśmy nasz świat dźwięku. Więc to, co robił i jak podchodził do zmian, nauczyło nas podejścia i sposobów tworzenia muzyki, ale także nauczyło nas jak patrzeć na otaczający nas świat. W porównaniu z nim jestem po prostu zwykłym komarem.

Miejsce, w którym odbył się opisany koncert i spotkanie z pisarzem było niezwykłe. Było to funkcjonujące do dzisiejszego dnia wnętrze klubu Plan K znajdujące się na parterze 5-piętrowego budynku rafinerii, z salą wykorzystywaną na koncerty niezależnej muzyki pop, żeby do której dość trzeba było pokonać labirynt korytarzy, schodów, wag, podestów, pokoi i sal. Gmach z ową salą, w której mieściło się średnio do 300 osób, używany przez pewien czas na magazyn farb po tym, gdy w 1958 roku cukrownia zaprzestała działalności przemysłowej. W 1977 roku budynek spodobał się trupie teatralnej Plan K, której dyrektorem był Frédéric Flamand. W obiekcie, który dysponował rozległymi powierzchniami urządzono studium dla tancerzy oraz teatr. Odwiedzający je widzowie szczególnie zapamiętali wnętrze podzielone na niezliczone wręcz pomieszczenia, zimne i nieogrzewane, podparte żeliwnymi kolumnami.

We wtorkowy wieczór 16 października 1979 r. dwoje dziennikarzy Michel Duval i Annik Honoré zorganizowało tu koncert według planu dostarczonego przez Joy Division. To wydarzenie stało się początkiem historii długiej współpracy pomiędzy Planem K a jedną z najbardziej znanych wytwórni Anglii w latach 80-tych, którą była Factory Tony Wilsona. Duval i Honoré stworzyli z Wilsonem markę Factory Benelux i przez następne 10 lat przez byłą rafinerię przewinął się cały zastęp artystów post-punk, new wave i muzyki awangardowej z rozmaitych grup muzycznych, wśród których można wymienić: Cabaret Voltaire, Echo & the Bunnymen, Human League i Eurythmics.

Po koncercie jego organizatorzy: Annik Honoré i Michel Duval postanowili wydać płytę Les Disques Du Crépuscule (Płyty Zmierzchu), lecz z powodu przedwczesnej śmierci Iana Curtisa planowany mini longplay Joy Division (który mógł zawierać nagranie studyjne Ceremonii) nie stał się pierwszym prawdziwym wydawnictwem Factory Benelux, ale ukazał się w kompilacji From Brussels with Love  zawierającej 22 utwory wykonane przez legendarnych artystów, takich jak John Foxx, Thomas Dolby, The Durutti Column, i Brian Eno.

Zachowała się setlista Joy Division z tego dnia (TUTAJ):
 

01. Love Will Tear Us Apart
02. Wilderness
03. Disorder
04. Colony
05. Insight
06. Twenty-Four Hours
07. New Dawn Fades
08. Transmission
09. Shadowplay
10. She’s Lost Control
11. Atrocity Exhibition
12. Interzone (Encore)


oraz plakat tego wydarzenia:
Zanim rozpoczął się wieczór W. Burroughs i Joy Division udzielili osobnych wywiadów dla magazynu En Attendant, przeprowadzonych przez Michela Duval. Koncert miał otwierać kolejne ważne wydarzenia i miały mu towarzyszyć widowiska multimedialne, które chciano zarejestrować na taśmie filmowej. Po występach Joy Division i Cabaret Voltaire zespół teatralny Plan K miał wykonać sztukę 23 Skidoo. Dopiero po nich Wiliam Burroughs i Brion Gysin mieli przeczytać fragmenty niedawno wydanej książki The Third Mind...

poniedziałek, 9 września 2019

Isolations News 53: Impreza w Plan K, Eno poleca lektury, Davidson wzmacnia New Dawn Fades, Gorman wystawia a Reeder podbija wschód, Molchat Doma w nowym teledysku, Nieznany Bowie


W Livin Green w Tajpej w dniach 16 sierpnia - 15 września 2019 r.  będzie wystawa o muzyce lat 80 - tych w Berlinie z udziałem Marka Reedera (warto zobaczyć TUTAJ), który nazwany jest ojcem chrzestnym muzyki berlińskiej pt.: I'm in Berlin - Music Godfather Klein Berlin Photographic Document (LINK). Przypomnijmy, że Reeder był wysłannikiem Factory Records na Europę Wschodnią.

Zapowiedź i zdjęcia z wystawy są TUTAJ. Warto dodać, że wytwórnia Marka Reedera pośredniczy i patronuje trasie koncertowej New Order   (LINK) promując zespół z Chin STOLEN, który będzie oficjalnym supportem w trakcie tego tournee. Posłuchajmy ich:

Bo ja wiem? Nie przepadamy tutaj za New Order więc i pewnie nie będziemy kochać tego, co kochają New Order.

  
Od czwartku 12.09 do soboty 14.09 w Manchesterze wystawa prac Briana Gormana pt. Manchester Icons (LINK). 

Przypomnijmy, że Brian jest pisarzem i rysownikiem, który zainspirował powstanie sztuki i komiksu o Joy Division i historii Manchesteru (pisaliśmy o nich TUTAJ). Będzie ona miała miejsce podczas wystawiania sztuki New Dawn Fades.


Strona sztuki i aktualny program TUTAJ. 

A skoro już padło nazwisko Briana Gormana i napisaliśmy o sztuce, to warto dodać, że do przedsięwzięcia dołączył Tony Davidson właściciel TJ Davidson Studio (pisaliśmy o nim TUTAJ). Na powyższym zdjęciu stoją Brian i Tony, a my cieszymy się, że Ian Curtis wiecznie żyje w pamięci Manchesteru. Póki co jednak, ciągle nie jest właściwie upamiętniony. Więcej TUTAJ.    
Białoruski Molchat Doma, którym bardzo kibicujemy, i o których pisaliśmy kilka razy TUTAJ nagrali nowy teledysk. Ciekawa historia, która może mieć wiele interpretacji: 

Piosenka pochodzi z płyty Etazhi opisywanej w dziale Z Mojej Płytoteki (TUTAJ). Przypomnijmy, że zespół nagrywa dla małej niezależnej berlińskiej wytwórni Detriti z której szefem przeprowadziliśmy wywiad (TUTAJ). Mało tego, nasz wywiad z zespołem (TUTAJ) też wydaje się być ciekawym materiałem. Trzymamy kciuki i czekamy na nowy album.

Philipe Carly jeden z tych fotografów, którzy należą do autorów najbardziej kultowych zdjęć Joy Division, zrobionych w legendarnym Plan K w Brukseli (napisał dla nas o tym TUTAJ) organizuje nowe wydarzenie. Będzie to prywatna impreza w 40 lecie drugiego koncertu Joy Division w Plan K, połączona z premierą jego kolejnej książki-albumu ze zdjęciami zespołów koncertujących w tym klubie. 

Impreza ma mieć miejsce 17 stycznia 2020 r. Każdy kto wpłaci konkretną kwotę może liczyć na coś. Owo coś rośnie proporcjonalnie do ilości wpłacanych euro (LINK). Od 45 można liczyć na zaproszenie dla 2 osób na jubileuszowy koncert plus książkę z autografem i twoje nazwisko w książce cokolwiek to znaczy.  W książce, która jest uzupełnieniem poprzedniej mają znaleźć się dotąd (podobno) niepublikowane zdjęcia (także kolorowe), świadectwa, mało znany wywiad z Annik Honore przeprowadzony przez Philippe Cornet. 

Na imprezie będzie można kupić ostatnie egzemplarze książki, z numerowanej edycji i posłuchać odtwarzanej z płyt muzyki z klubu Plan K. 

Więcej o imprezie TUTAJ.


Czy ktoś chciałby dokształcić się korzystając z rad samego Briana Eno? Jeśli tak to ten poleca listę lektur obowiązkowych... Wśród pisarzy mamy cały wachlarz od filozofów i artystów do naukowców, więc jest da Vinci, Fukuyama, Popper a  nawet Jon Savage. Swoją drogą ciekawe co mieliby do przedstawienia niektórzy nasi muzycy... Strach się bać... Pełna lista TUTAJ.  
Skoro pojawił się Eno to teraz z pobliża, czyli Bowie. Ukazało się wydawnictwo z nieznanymi nagraniami artysty z lat 1968/69 (LINK). Wśród nagrań dema, rozmowy, remiksy - wszystko wcześniej niepublikowane. Jak na razie nie opublikowano nagrań rozmów z Ianem Curtisem, które zapewne mają cały czas miejsce. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 16 sierpnia 2018

Drogi życia Annik Honoré po Joy Division

Drogi życia Annik Honoré i Iana Curtisa z Joy Division na zawsze splotły się ze sobą. I trudno się temu dziwić. Ich spotkanie tak zaważyło na losach każdego z nich, że nawet gdyby Ian Curtis nie popełnił samobójstwa, wydaje się, że ich życie i tak potoczyłoby się zgodnie z rytmem new wave.

Annik wraz z dziennikarzem Michelem Duvalem 16 października 1979 r. zorganizowali koncert zespołów Joy Division i Cabaret Voltaire w klubie Raffinerie du Plan K w Brukseli, o czym pisaliśmy TUTAJ. Jakiś czas później porozumieli się z Tony Wilsonem i utworzyli w Belgii filię Factory Records pod nazwą Factory Benelux.  

Honoré zorganizowała klubie Plan K wiele wydarzeń, nie tylko występy zespołów muzycznych, ale również spektakle performance i spotkania z pisarzami. W 1984 roku była także gospodarzem trasy grupy Front 242 podczas ich tourne w USA. W 1985 r. choć porzuciła dotychczasową działalność i rozpoczęła pracę w charakterze sekretarki w Departamencie Badań i Innowacji Komisji Europejskiej w Brukseli, to jednak jej wkład w rozwój muzyki rockowej lat 80. jest ogromny i chyba nadal nie dość doceniany. Była przecież zdolnym menadżerem, obdarzonym umiejętnością odnajdywania najbardziej interesujących grup muzycznych lat 80. i to głównie dzięki niej Plan K stał się w przeciągu zaledwie kilku lat miejscem, w którym wypromowano wielu artystów reprezentujących wschodzącą scenę awangardową. Spośród nich można wymienić takie zespoły i muzyków jak: Echo i Bunnymen, Orange Juice, Josef K, Teardrop Explodes, The Slits, The Pop Group, James White, The Human League, Bill Nelson, Richard Jobson, Vini Reilly, A Certain Ratio, Section 25 i jeszcze inni.


Na brukselskiej scenie swoje pierwsze kroki stawiał także niesłusznie zapomniany, rodzimy zespół Isolation Ward, założony w 1980 roku.  Isolation Ward utworzyli Stéphane Willocq i Jean-Pierre Everaerts. Dołączył do nich najpierw klawiszowiec Thierry Heynderickx (również grający w Creative Electro-Acoustic Music Workshop (ACME)) i perkusista Etienne Vernaeve, a od 1981 r.  piosenkarki: Nathalie Bourlard i Anne Kinna (Nanou) - migawka z ich występu: 
Dla Annik ich występ miał skutki znacznie poważniejsze, bo związała się z perkusistą Etienne Vernaeve. Miała z nim dwoje dzieci: córkę Sashę, wziętego fotografa (jeszcze o niej napiszemy) i syna Bertranda. Po ich urodzeniu usunęła się w cień. Nie wypowiadała się publicznie, nie udzielała wywiadów (poza jednym wyjątkiem) przez ponad dwie dekady. Zmarła na 56 lat na raka w swoim domu w 2014 r. 
Trzeba dodać, że wypromowany w Klubie K. sekstet Isolation Ward nagrał swój pierwszy singiel: Laminę Christus w kwietniu 1982 roku. Płyta została wyprodukowana przez Petera Principle'a z Tuxedomoon oraz wydana przez Les Disques du Crépuscule - wytwórni założonej przez Annik Honore i Michela Duvala.

Po koncertach z udziałem różnych artystów, w tym The Birthday Party, Antena, 23 Skidoo i Siouxsie oraz Banshees, Isolation Ward wydał w 1983 roku album Absent Heart. Jednak mimo pewnej popularności, ciągłe zmiany w składzie ostatecznie spowodowały jego rozwiązanie. Zespół swój ostatni koncert zagrał w maju 1983 roku. Wkrótce Jean-Pierre i Etienne połączyli swoje siły z Jerry'em WX i zaczęli wspólnie występować pod nazwą Arte Magica. Dołączyła się do nich na pewien czas wokalistka Krishna (Liaisons Dangereuses), jednak i ten skład nie istniał długo. Niedługo potem Jean-Pierre Everaerts i Thierry założyli kolejny zespół - Vertical Slums - do którego przystąpił także wokalista i skrzypek Pip Knapp. W tym samym czasie dawny członek Isolation Ward - Stéphane Willocq - utworzył wraz z Markiem Portée duet o nazwie Sonofabitc. Po rozwiązaniu Arte Magica Etienne Vernaeve zaczął występować najpierw w zespole Tongue a potem Babils.


Jak sam o sobie potem napisał: Nie jestem muzykiem, tylko udaję.... Kolejną senstencją, którą umieścił na swoim profilu na portalu społecznościowym jest ta: Samotność nie jest zła, jest trudna, ale jest o wiele lepsza niż mieć do czynienia z bandą idiotów...Muzyk obecnie mieszka w Céroux-Mousty i uwielbia fotografować ludzi śpiących w pociągach. O swojej drodze muzycznej opowiedział w krótkim wywiadzie:

Poza tym gromadzi na stronach internetowych dyskografię zespołów, w których grał: TUTAJ i TUTAJ