Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Sniffin' Glue, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Sniffin' Glue, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 października 2020

Fanziny w roli „symbolu buntu” - analiza Matta Grimesa i Tima Walla

Już kiedyś pisaliśmy o fanzinach: wspomnieliśmy o ich początkach, o pierwszym fanzinie punkowym, wydanym latem 1976 roku przez Marka P [Marka Perry, późniejszego urzędnika bankowego] o wdzięcznym tytule Sniffin 'Glue… i Other Rock' n 'Roll Habits, który fani szybko skrócili do wymownego Sniffin'Glue oraz o początkach polskich zinów (TUTAJ). Tłumaczyliśmy także relacje i wywiady z Joy Division zamieszczane w różnych fanzinach (brytyjskich i amerykańskich - TUTAJ).  Jednak to zbyt mało, jeśli chodzi o zjawisko jakim jest powstanie i znaczenie fanzinu. Dlatego musimy nadrobić ten brak, tym bardziej, iż sami tworzymy coś w rodzaju webzinea. Zresztą nie jesteśmy odosobnieni w naszych odczuciach. Wielu naukowców zajmuje się rozwojem i znaczeniem punkowych fanzinów od okresu późnych lat 70. XX wieku do chwili obecnej. Wśród takich badaczy są Matt Grimes i Tim Wall obaj z Birmingham City University, autorzy wielu publikacji na ten temat.

W jednym z artykułów zajęli się problemem przejmowania przez fanziny roli symbolu buntu, którym punk, nie tylko ze względu na sposób, w jaki wizualnie i werbalnie przekazywali etos i formy twórczości punka (przypominamy, według zasady DIY - zrób to sam), ale także w sposób, w jaki stawały się wynikiem pracy często bezimiennych fanów (LINK). Zwrócili uwagę na pomijany dotąd aspekt roli fanzinów. Otóż stawały się one autorytetem, kierowały gustem rozdrobionej masy fanów.  

Nic dziwnego, że Ian Curtis, który doskonale to dostrzegł już w 1979 roku, stwierdził w jednym z wywiadów Fanziny, jesteście przyszłością świata (TUTAJ).
 
Wielu artystów, obwołując się prawdziwym i jedynym głosem ruchu punk, sprzymierzyło się, czasem bardziej świadomie, czasem mimowolnie, z poglądami politycznymi różnych nurtów myśli anarchistycznej i realizowało muzyczny etos DIY, angażując się przy tym w różne formy bezpośredniego działania. Lecz zachęty do tego są obecne w fanzinach już od lat 80. Tworzone przez fanów czasopisma stawały się swego rodzaju przewodnikiem lub manifestem ogłaszającym kulturowe i polityczne podstawy ideologii anarchistycznych ruchów subkulturowych w Wielkiej Brytanii. Jest prawdopodobne, że czytane przez fanów teksty uporządkowały i podały metodę przechodzenia od zachwytu i entuzjazmu nad konkretną muzyką punk do działań.

Matt Grimes i Tim Wall  zauważyli, iż wspomniany także u nas Sniffin 'Glue, powszechnie postrzegany jako pierwszy punk-zin, od początku podkreślał antyspołeczną postawę redakcji i negatywny stosunek do Rock' n 'Rolla. Taką samą korelację między tytułem a ideową treścią możemy dostrzec w tytułach innych brytyjskich fanzinów, które pojawiły się po nim - Bombsite, Burnt Offering, Chainsaw, Communication Blur, Jamming, Love and Mołotov Cocktails, Ripped & Torn, To Hell With Poverty i Vague. Sygnalizowały one wyraźnie, gdzie pozycjonowała się kultura punkowa. Zresztą nie tylko w tytułach zawierały się te informacje, ważna była także szata graficzna pism: krój czcionek i zamieszczane ilustracje. Sam fakt, iż w latach 1977-1980 powstało ponad 50 brytyjskich fanzinów punkowych uzmysławia jak silny był związek między fanzinami, rodzącą się kulturą muzyczną, a popularnością postaw anarchistycznych.

Można zatem uznać, iż fanziny były po prostu kanałami komunikacji. Ich okładki urosły tak dalece do symbolu punka, że stały się czynnikami definiującymi, czym jest punk, a czym nie jest. Tworzący je redaktorzy z biegiem czasu zagwarantowali sobie status arbitra gustu, autorytetów klasyfikujących autentyczność ideologiczną. I co ciekawe, nie zmieniło się to od tamtych czasów. Z chwilą powstania internetu, fanziny przekształciły się w webziny, które reprezentują undergroundową i niezależną opinię będącą alternatywą dla głównego nurtu publikacji. Cóż. Zupełnie jak nasz blog.

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 8 lutego 2020

Fanziny zagraniczne i polskie: oddech muzycznego antysystemu

Zbuntowanej muzyce lat 70 i 80 XX wieku towarzyszyły fanziny (o kilku pisaliśmy TUTAJ). Zaczęło się oczywiście w Wielkiej Brytanii od Sex Pistols. Po ich koncertach w latach 1976 i 1977 młodzież szybko i tanio, poprzez kserowane i potem zszyte kartki formatu A4, dzieliła się swoimi odczuciami, rozterkami i reakcjami na rozmaite wydarzenia. Wszystko to działo się bez cenzury - wystarczyła maszyna do pisania i wycięte obrazy zestawiane z tekstami metodą DIY.

Fanziny powstawały w zasadzie bez żadnych nakładów finansowych, jedynie dzięki zaangażowaniu domorosłych redaktorów - młodych i podekscytowanych zachodzącymi na ich oczach zmianami. Dzisiaj, gdy tworzone przez nich ulotne pisma stały się niejednokrotnie egzemplarzami bibliofilskimi, wśród autorów odnajduje się późniejszych naukowców, pisarzy, dziennikarzy, polityków (np.: Shane MacGowana, sekretarza Tonyego Blaira).

Pierwszym fanzinem punkowym był wydany latem 1976 roku przez Marka P [Marka Perry, późniejszego urzędnika bankowego], Sniffin 'Glue… i Other Rock' n 'Roll Habits" który wcale nie wygląda na zapowiedź zmian kulturowych. Wydany tanio - na ośmiu stronach papieru formatu A4 zszytych w jednym rogu, nosi opatrzony jest wymownym hasłem: Tak, nie jest przeznaczony do czytania… służy do moczenia w kleju i wąchania. Poniżej wypisano pisakiem nazwy zespołów: The Ramones, Blue Oyster Cult, i hasło: punkowe recenzje. W ten sposób termin punk został przyjęty i użyty w zasadzie po raz pierwszy, bo pomimo, że przewijał się wcześniej w prasie muzycznej, nie stosowano go jeszcze w obiegu publicznym.


Sniffin 'Glue istniał niespełna rok, lecz zdążył ewoluować, publikując nie tylko ogłoszenia i zachęty do zakładania innych fanzinów lecz także zdjęcia i krytyczne analizy na temat rozwoju punka. Po nim pojawiły się następne pisma, i w przeciągu roku, w każdym większym mieście był ktoś, kto wydawał swój fanzin. I tak w Glasgow pojawił się A Boring Fanzine, Trash ’77 w Edynburgu: Edinburgh’s Hangin’ Around, Jungleland, a w innych ośrodkach: Crash Bang, Granite City, Kingdom Come, The Next Big Thing. W Manchesterze pierwszymi fanzinami były a Ghast Up , Girl Trouble, Noisy People,  Plaything i Shy Talk. W Sheffield kolportowano Gun Rubber i Home Groan and Submission. Pisma pojawiały się i znikały, lecz ich ilość była ogromna, szacuje się, że w samej Wielkiej Brytanii w tamtym czasie wyszło kilkadziesiąt tysięcy tytułów, nic dziwnego zatem, że Ian Curtis w jednym z wywiadów stwierdził: Fanziny - jesteście przyszłością świata (TUTAJ).


Tak było na Zachodzie Europy. A u nas, czy w epoce cenzury pojawiło się porównywalne zjawisko? Okazuje się, że tak. Tylko nie bardzo wiemy dokładnie jakie to były tytuły i gdzie. Pierwsze naukowe opracowanie dotyczące polskich zinów (fanzinów – pism dla fanów i artzinów – pism dla amatorów sztuki) ukazało się w 1994 roku Niemczech i było zatytułowane Overground: die Literatur der polnischen alternativen Subkulturen der 80 er und 90 er Jahre. Jego autorem był Michael Fleischer. Niestety praca ta nie została przetłumaczona na język polski... U nas jakby mimochodem, przy okazji innych tematów, opisano jedynie pokrótce historię polskich fanzinów. Nieocenioną rolę odegrał w tej sprawie Wojciech Kajtoch, który w 1999 r. wydał książkę: Świat prasy alternatywnej w zwierciadle jej słownictwa gdzie scharakteryzował język, w jakim polskie ziny były pisane.

Trzeba przy tym wyjaśnić, że ruch punk w Polsce, podobnie jak wiele innych rzeczy w tamtym czasie, był nielegalny. Nic zatem dziwnego, że jego ideologia i działalność często istniała w powiązaniu z innymi antysytemowymi organizacjami, głównie antykomunistycznymi. Oto kilka pierwszych tytułów z tzw. 3 obiegu, zawierające treści typowe dla fanzinów: Nietoperz (1978), NieRząd (1978), Gilotyna (1980) wydawane w Nowej Hucie przez Janusza „Jany” Waluszko, Homek, będący organem Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, ukazujący się w latach 1986–1989, A Cappella, wydawana przez trójmiejski oddział ruchu Wolność i Pokój a oprócz nich inne... (niektóre opisał Mateusz Flont w artykule pt.: Tytuły polskich zinów. Wstęp do badań nad onimią „trzeciego obiegu (1978–1989) i obiegu alternatywnego (od 1990) oraz opublikował w roczniku Prac językoznawczych w 2016 r.).

Na Zachodzie temat fanzinów dawno został opisany w Polsce niestety jeszcze nie, a szkoda, teksty, jakie się w nich pojawiały były na prawdę ciekawe, zresztą sami oceńcie, oto fragment fanzina Azotox wydawanego w 1986 r. przez członków zespołu Dezerter:


Może nasi czytelnicy mają u siebie egzemplarze fanzinów i mogliby się nimi pochwalić? Skany zaprezentujemy na naszym blogu, czekamy pod adresem: isolations.blogspot.com@gmail.com

poniedziałek, 12 listopada 2018

Pierwsza recenzja Unknown Pleasures zespołu Joy Division z kultowego fanzinu City Fun, ukazujacego się w Manchesterze

Od dzisiaj notki o muzyce będą miały swoją nową  czcionkę. 

Jakiś czas temu opisaliśmy fanzin Photophobia i jego twórcę Matthew Higgsa LINK. Wydawane przez niego w latach 80 XX w. pisemko nie było jedynym. Takich pisanych na maszynie i kserowanych czasopism wychodziło wtedy dużo, w szczytowym okresie było ich ponad sto. Redagowane przez młodych ludzi były głosem pokaźnej grupy fanów. Gwoli ścisłości trzeba zauważyć, że era fanzinów rozpoczęła się w 1976 roku, w roku, w którym wybuchł ruch punk. Wśród nich wiodącym był Sniffin Glue, lecz niewiele ustępował mu City Fun redagowany przez Andy’ego Waide podpisującego swoje teksty pseudonimem Andy Zero. Z innych trzeba wymienić Shy Talk Steve'a Burke'a, Ghast Up Micka Middlesa i Trouble Girl Paula Morley'a.

City Fun był magazynem /fanzinem/ dokumentującym scenę muzyczną w Manchesterze w Anglii w latach 1977-1984 i mimo nierównego poziomu, oraz rozmaitych zawirowań wychodził w nakładzie ponad 2000 egzemplarzy. Był rozprowadzany na koncertach oraz za pośrednictwem sklepów muzycznych i wybranych agencji informacyjnych w Manchesterze, Liverpoolu, Sheffield i Leeds. Twórcą czasopisma był, jak już wspomniano Andy Waide (Andy Zero). W redakcji oprócz niego zasiadali: Neil Hargreaves, Martin Heywood (Martin X) i JC. 

Pierwszy numer poświęcony został The Distractions, o których pisaliśmy TUTAJ. W następnych dokumentowano i umieszczono bieżące informacje o scenie muzycznej w Manchesterze. Ponieważ żaden z oficjalnych dziennikarzy nie pisał o tym, co się działo w muzyce punk a jeśli coś nawet się ukazywało, to tylko o muzyce i kulturze Manchesteru widzianej jedynie z zewnątrz. Tymczasem teksty w Fun City były pisane przez zwykłych uczestników życia muzycznego, bo Andy zaprosił swoich czytelników do przesyłania artykułów i recenzji oraz do dzielenia się wrażeniami z tego, co się działo w sąsiedztwie.
 
City Fun przeszedł różne fazy, najpierw był pismem anarchistycznym, potem stał się bardziej umiarkowany. W 1982 r. Andy Zero odszedł z redakcji, jego rolę przejęli Liz Naylor, Cath Carroll i Nige Chatfield. Na początku siedzibą City Fun było biuro w Lower Broughton, w budynku, w którym ćwiczył zespół The Fall, potem był produkowany w mieszkaniu Liz Naylor i Cath Carroll w Hulme. Wśród autorów tekstów byli m. in.: Ray Lowry, Tony Wilson, Mark E Smith, Claude Bessey, Steve Morrissey.

Po wielu latach Abigail Ward, Dave Haslam i David Wilkinson postanowili zebrać zachowane egzemplarze City Fun i pokazać je na wystawie w centrum kultury w Manchesterze, w ramach projektu finansowanego przez Arts Council England w związku z obchodami Manchester Histories Festival. W efekcie zebrano ponad 650 numerów i postanowiono je zdigitalizować. A my dla naszych czytelników postanowiliśmy znaleźć w masie informacji i udostępnić wszystko na temat Joy Division.
 
Dzisiaj zaczynamy od numeru z 6 maja 1979 r. Jest on pełen plotek o miejscowych zespołach, nagraniach i ich występach. Dla nas najcenniejsza jest  pierwsza recenzja Unknown Pleasures Joy Division, zwłaszcza że została napisana zanim album został wydany. W tekście zamieszczono zdanie które wygląda na cytat z wypowiedzi jednego z członków zespołu. Po latach możemy się tylko domyślać, kim mógł być rozmówca Fun City:
10 utworów z albumu Unknown Pleasures zostało nagranych i oczekuje na zmiksowanie. W Factory Records powinny znaleźć się w końcu maja/na początku czerwca. W tej chwili „grana jest minimalna liczba koncertów, i przygotowujemy nowy set”, który niedługo odbędzie się w ramach trasy Factory - w programie także znajdzie się A Certain Radio, Orchestral Manouvres In The Dark i John Dowie. Mają propozycje występów w roli supportu na trasach krajowych i od największych firm fonograficznych - wciąż decydują się na przyjęcie oferty. Andy Zero.
 
To prawda, album Unknown Pleasures został wydany w czerwcu 1979 r. O kulisach nagrywania albumu opowiadał po latach Martin Hannett, o czym pisaliśmy TUTAJ. 

Dzisiaj fanzinów już nie ma, za to jest Internet i jesteśmy my. W końcu minęło już 40 lat... Najważniejsze jednak, że ciągle gra muzyka. Ona jest nieśmiertelna.

środa, 2 sierpnia 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.7. Debiut the Dammned, the Clash i rozmowa Iana Curtisa z Pete Shelly

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ.
 
Rozdział 5 nosi tytuł Wstyd i Wstręt... w Collyhurst (chodzi o śródmieście w Manchesterze). Na początku autor opisuje rolę klubu Electric Circus, podważając teorię, że klub był katalizatorem ruchu punk. Raczej kojarzył się z niedojrzałymi rozrabiakami, rzucaniem butelek z okien, pijaństwem. I choć wielu ludzi z kręgu punk tam bywało, ważniejsze dla animacji punka były koncerty w The Lesser Free Trade Hall. Wiele osób twierdzi, że bar the Range był też ważnym miejscem dla punka. Wielu członków zespołów punkowych tam przebywało. W 1976 roku natomiast, the Electric Circus stał się centrum rewolucji muzycznej. Sex Pistols zagrali tam dwa razy, jednak z powodu wspomnianego powyżej towarzystwa, udział w koncertach był bardzo ryzykowny. Z powodu publiki, oba koncerty Pistols stały się mniej znane niż te z Lesser Free Trade Hall.
 
Podobnie było w 1977 roku kiedy wystąpili tam the Damned, zastępując lokalny zespół the Enid. Spotkało się to z bardzo negatywną reakcją publiki i chóralnymi okrzykami Sh@t! Sh@t!. 
 
Ta sama publika kilka minut później szalała na parkiecie w rytm puszczonego z głośników utworu Black Sabbath pt. Paranoid. Ta noc jednak okazała się przełomowa, bowiem od tamtego koncertu w klubie zaczęły pojawiać się zespoły nowofalowe, spotykając się z coraz większym aplauzem publiki. W klubie krążyły też narkotyki, przy czym opium zaczęło być coraz mocniej wypierane przez amfetaminę.
 
 
W tamtym czasie, kiedy rodził się punk rock, czyli w latach 1976 - 1977 granie w zespole wystarczyło, żeby zwrócić uwagę innych w tym krytyki muzycznej. W centrum zainteresowania byli the Buzzcocks, którzy stawali się coraz bardziej znani w UK. Było tak dzięki koncertom z Sex Pistols, ale ważniejszy był koncert 29.09.1976 w Islington, gdzie debiutowali też the Clash.

Po tym koncercie the Buzzcocks pojawili się w najważniejszym z fanzinów Sniffin' Glue (warto zobaczyć TUTAJ).
 
Jednak najbardziej znanym koncertem the Buzzcocks był ten w Holdsworth Hall w Manchesterze, na którym debiutował młody zespół punkowy z Londynu, the Eater. Buzzcocks wtedy zaprezentowali antytezę punka, zarówno pod względem stroju, jak i repertuaru, co zdziwiło publikę. Piosenki stały się spokojniejsze, nawet o miłości. Wtedy w obszarze osób zainteresowanych ich twórczością krążył Ian Curtis. 
 

We środę 10.12.1976 roku, Ian Curtis szedł do Electric Circus w swojej kurtce z napisem HATE, i natknął się na Pete Shelly, co wprawiło go w osłupienie.
 
Rok później wspomniał to w wywiadzie tak: Byłem w pewien sposób rozczarowany, kiedy spotkałem Shelly. Był pierwszą gwiazdą, jaką spotkałem, a wcale na gwiazdę nie wyglądał. To był czas punka, a ja wtedy nieco przesadzałem ze strojem. Ciągle byłem przekonany, że koncert rockowy to jak Zeppelin w Earls Court. Było dla mnie niepokojącym, że kiedy punk zyskiwał na popularności, można było iść do baru i wypić drinka z ludźmi, którzy byli naszymi bohaterami. Brzmi to idiotycznie teraz, i mam nadzieję, że zawsze będę dostępny dla ludzi, jak Shelly, który wtedy długo ze mną rozmawiał. To mnie całkowicie rozwaliło.   
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     

sobota, 25 września 2021

Co się dzieje z nimi dzisiaj: Mick Middles - człowiek który widział wszystkie koncerty Warsaw i Joy Division, jakie grali w Manchesterze

Nikt chyba nie wie tyle o zespołach Manchester Sound co Mick Middles (ur. 1956 r.) - którego nazwisko wymienialiśmy na naszym blogu już kilka razy (TUTAJ) - od zawsze niezależny pisarz i dziennikarz, znany głównie ze swoich artykułów i wywiadów z muzykami, zamieszczanymi w poczytnych czasopismach: Sounds, The Face, The Guardian, Daily Telegraph, Mail on Sunday i The Daily Express. Napisał także książki i biografie wielu artystów, w tym o New Order, Marku E Smithie, Micku Hucknallu i Stone Roses oraz o Ianie Curtisie (jego książkę napisaną wraz z Lindsay Read zaczęliśmy właśnie streszczać TUTAJ).


Wszystko u niego zaczęło się  od fanzinu Ghast Up (LINK), jednego z pierwszych w Manchesterze, który Middles założył w 1977 roku z Martinem Ryanem. Na pomysł wydawania czasopisma pierwszy wpadł Mick, który prawdopodobnie zobaczył fanziny, Sniffin' Glue i 48 Thrills, w sklepie Virgin na Lever Street w Manchesterze. I pomimo, że wyszły tylko trzy numery Ghast Up (wypuszczane od kwietnia 1977 do lipca 1977), zmieniły one życie pracujących przy nim osób.



Magazyn napisany ręcznie na staromodnej maszynie Roneo Stencil został rozprowadzony w sklepach płytowych, także w Virgin na Lever Street oraz w sklepie Paula Morleya w Stockport. Jeśli dodamy, że zdjęcia w nim publikował Kevin Cummins, zrozumiemy czym było to wydawnictwo. 

Martin Ryan (ur. 1955 r.) następnie zaczął pisać dla NME, a także współtworzył kilka innych mankuńskich publikacji, w tym legendarny fanzin City Fun, który ukazywał się od 1978 do połowy lat osiemdziesiątych (o fanzinach, City Fun i innych pisaliśmy TUTAJ). Po latach został poproszony i stał się osobą, która przekazywała wiedzę na temat sceny muzycznej Manchesteru badaczom filmowym i studentom uniwersytetów. Kevin Cummnis zrobił karierę słynnego fotografa, a Mick Middles jest pisarzem i krytykiem muzycznym...


Wydaje się, że całe życie Micka Middlesa to zespoły i ich muzyka. O nim samym wiadomo bardzo niewiele. Nie ma swojego biogramu w popularnej Wikipedii, nie ma też strony internetowej. Z tego co udało nam się ustalić, był dwukrotnie żonaty. Pierwszą jego żoną była Julie Middlehurst, pielęgniarka w domu opieki, a potem wokalistka The Secret Seven, zespołu założonego przez Mike Finneya (Distractions), który wypuścił tylko jeden singiel. W skład Secret Seven wchodzili jeszcze producent/gitarzysta Martin Hayles, basista Bernard Van Den Berg, perkusista Danny Cummings i klawiszowiec Don Garbutt. Zespół podpisał kontrakt z Bronze Records i w 1983 roku wydał singiel Hold On To Love (LINK).

Drugą żoną Middlesa jest Vicky Bates, psycholog po Uniwersytecie w Manchesterze, z którą mieszka w Flixton (Great Manchester) (LINK). Prawdopodobnie oboje mają dzieci z partnerami z poprzednich związków.


Trzeba przyznać, że Mick Middles miał niewątpliwie szczęście i talent do rozpoznawania dobrych zespołów. Był pierwszym dziennikarzem, który przeprowadził wywiad z muzykami Joy Division dla prasy muzycznej oraz nawiązał z nimi bliską współpracę (LINK).  

Kontakt ułatwiła mu dobra znajomość z Robem Grettonem, którego poznał w 1976 roku. Gdy robił wtedy wywiady dla swojego fanzinu Ghast Up, Gretton często mu przy tym towarzyszył, a potem założył swój własny zin Manchester Rains. W tamtym czasie muzycy The Drones opowiedzieli Middlesowi o zespole Stiff Kittens. Jednak zanim zdążył ich zobaczyć w maju 1977 w Electric Circus, zmienili nazwę na Warsaw.


Grali w Manchesterze 12 razy w 1976 roku i Middles widział każdy ich koncert. To samo było z Joy Division. Widział ich 17 razy. Widział i te najlepsze i najgorsze koncerty. W jednej z gazet przytacza się jego opinię na ten temat: Najgorszy występ jaki dali miał miejsce w New Osborne Club, tuż za rogiem Electric Circus, w noc, kiedy Iggy Pop dał koncert z A Certain Ratio i Section 25. Byli u szczytu, ale pod dużą presją. Po prostu w ogóle nie występowali. Myślę, że to była największa publiczność, jaką kiedykolwiek mieli w Manchesterze, ale najgorszy występ, jaki zagrali. 

Zauważył także ogromną zmianę w ich grze i zdefiniował jej przyczynę: Hannett był tą iskrą, która wszystko zmieniła. Były te dwa koncerty w Russell Club, a w ciągu trzech tygodni miałeś stary Joy Division i nowy Joy Division. [W drugim] mieli już takie bębnienie w stylu disco i to musiał być ten czas, w którym pojawił się Martin (LINK).  

Swoje wspomnienia związane z Joy Division wydał drukiem w 1986 roku w książce From Joy Division to New Order wydanej przez Virgin Books (drugie wydanie wyszło pod tytułem Factory - LINK) . Jak ważną był postacią dla manchesterskiej sceny świadczy fakt, że został odnotowany w filmie 24 Hour Party People, jego postać zagrał tam zagrał Simon Pegg.



Co dzieje się teraz z Mickiem Middlesem? Prowadzi od 2014 roku cotygodniowe audycje radiowe oczywiście o muzyce w internetowym radio Fab International (LINK)  (niektóre są TUTAJ) oraz pisze dla Warrington Guardian Series (Newsquest North West Ltd). I chodzi z żoną na występy…

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.