sobota, 16 lutego 2019

Antipole: Joy Division has been and is a huge inspiration / Joy Division zawsze byli i są inspiracją dla mrocznej i nostalgicznej muzyki - nasz wywiad z Karlem Morten Dahlem (wersje językowe EN i PL)



Karl Morten Dahl tworzy projekt nazwany Antipole. Początkowo ich muzyka przypominała the Cure, ale obecnie ewoluowała w bardzo interesującym kierunku, zwanym często "elektropunkiem". Postanowiliśmy zadać  Karlowi kilka pytań, bowiem w twórczości Antipole widać wyraźne wpływy Joy Division, mało tego na pierwszym albumie ukazała się instrumentalna wersja utworu "Insight" z płyty "Unknown Pleasures".
 
Karl Morten Dahl is the creator of the Antipole project. At the beginning Anipole  music was similar to the Cure however, now it has evalueted into very interesting electronic music sometimes called "electropunk". We decided to ask Karl few questions because in his music we clearly discover strong influence of Joy Division, moreover on the first Antipole album the instrumental version of "Insight" from the the "Unknown Pleasures" album was recorded.

Could you please say few words about you, just introduce yourself, how old are you, when have you started to make music, and what music did you like when you were young? 

Czy możesz powiedzieć kilka słów o sobie, przedstawić się ile masz lat, kiedy zacząłeś słuchać muzyki, i czego słuchałeś w młodości?

From and living in Trondheim, Norway. 44 years old and started writing making music more seriously around 1999. During the 90s and early 80s I was listening mostly to indie rock like Sonic Youth, Built To Spill, Guided By Voices. In the later years it has been all about old and not least new postpunk. It’s so much great new bands out there - and the old of course, like Chameleons, The Sound, The Cure, Joy Division.

Jestem z i mieszkam w Trondheim, Norwegia, mam 44 lata, zacząłem pisać muzykę około 1999 roku. W latach 80. i 90. słuchałem głównie muzyki indie, czyli takich zespołów jak Sonic Youth, Built To Spill, Guided By Voices. Później starego i nowego postpunka. Jest tyle znakomitych zespołów, że tylko wspomnę Chameleons, The Sound, The Cure, Joy Division.

How did you start to make music? What was the breaking point to make decision that you will be do this? Is making music your job or only hobby? 

Jak rozpocząłeś komponowanie muzyki? Co było momentem przełomowym podjęcia takiej decyzji? Czy żyjesz z komponowania czy też jest to Twoje dodatkowe zajęcie poza normalną pracą?

I’ve always admired the songwriting part of music. Who wrote the songs interested me more than fancy guitar solos. With a full time job it takes a lot of my time off work. Postpunk is not what you if you want to make a living if it I guess, but it’s all about the music. I’ve always been into writing songs. Always the next song.  

Zawsze byłem zauroczony komponowaniem. Kompozytorzy zawsze bardziej interesowali mnie niż fantazyjne solówki gitarowe. Komponowaniu poświęcam cały swój wolny czas poza pracą, trudno wyżyć akurat z postpunka, ale to zależy od rodzaju muzyki. Zawsze pisałem, zawsze myślałem o kolejnej piosence.


OK. Thus when you have started the Antipole project? What is the name "Antipole" taken from? Taking a look on your bandcamp page I see that Juliette s'endort (feat. L'Ordre d'Héloïse) is your debut, am I right? For me it sounds like the Cure in French. What is this song about? 

OK, zatem kiedy powstał projekt Antipole, skąd zaczerpnąłeś nazwę, Z Twojej strony na bandcamp dowiaduję się, że Juliette s'endort (feat. L'Ordre d'Héloïse) to Twój debiut, prawda? Dla mnie brzmi to jak the Cure po francusku... O czym jest ta piosenka? 

Early 2014. My girlfriend Anne-Christel came up with the name. Antipoles, the opposite pole. The debut was Panoply. Songs for AC (2014). It was a lofi postpunk Recording done by myself. I then did some collaborations like the one you mention. But I consider Getting Frequent Now (April 2017) the real debut. I had started working with producer and vocalist Paris Alexander in Brighton UK and was able to achieve much more of the sound I wanted. A few months later Unknown Pleasures Records approached me and wanted to release our music. More songs were recorded with Paris Alexander (and Eirene, also Brighton UK) and Northern Flux was released November 2017. Panoply, Songs for AC is HERE, Getting Frequent Now HERE, and Northern Flux HERE. This album is available for listening also HERE.  

Zacząłem na początku 2014. Moja dziewczyna Anne-Christel zaproponowała nazwę. Antipoles, przeciwpole. Debiutem było Panoply. Songs for AC (2014). To było amatorskie nagranie które zrealizowałem sam. Później zacząłem współpracę o którą pytasz. Ale za prawdziwy debiut uważam Getting Frequent Now (kwiecień 2017). Zacząłem współpracę z producentem i wokalistą Paris Alexander z Brighton w UK i dzieki temu osiągnąłem brzmienia o jakich myślałem. Kilka miesięcy później Unknown Pleasures Records zaproponowali mi realizację naszej muzyki.  Nagraliśmy więcej piosenek z Paris Alexander (and Eirene, też z Brighton w UK) i zrealizowaliśmy Northern Flux w listopadzie 2017. Panoply, Songs for AC można wysłuchać TUTAJ, Getting Frequent Now TUTAJ, a Northern Flux HERE. Ten album jest też dostępny TUTAJ.

Could you say few words about your clips - by the way Narcissus is is probably the most beautiful video) - who is the producer? 

Czy możesz powiedzieć kilka słów o swoich klipach, kto je realizuje? Swoją drogą Narcissus jest chyba najpiękniejszy?


I edited the video. Shot some footage on a trip to Sweden (driving). Some of the clips are taken from a YouTube video I found though. 

Sam je realizuję, ten zawiera ujęcia z podróży do Szwecji, czasem dodaję coś co znajdę na YouTube.

Woow congratulations, it is really nice, so nostalgic. Almost all your videos are in black and white however, I have seen one in colour - "Closer". It is also very exciting. Who is Eirene? 

Gratulacje!, jest na prawdę piękny, taki nostalgiczny. Prawie wszystkie Twoje klipy utrzymane są w konwencji czarno-białej, ale widziałem jeden kolorowy, zatytułowany "Closer". Jest bardzo ekscytujący, kim jest grająca w nim Eirene?  


The video for Closer was done by Piperbrigadista. Pros Alexander and Eirene lives in Brighton UK. She’s doing vocals on many of my songs. We’ve done three shows together. Brighton, London and W festival in Belgium

Wideo do Closer zostało zrealizowane przez Piperbrigadista. Pros Alexander i Eirene mieszkają w Brighton w UK. Ona śpiewa w wielu moich piosenkach. Razem już trzykrotnie koncertowaliśmy w Brighton, Londynie i na Festiwalu W w Belgii.)



She has nice voice. By the way, the title "Closer" and your instrumental version of "Insight" form the album Northern Flux brings the associations with Joy Division. Could you please say few words about the role of Joy Division's music in your art? Do they inspire you? How? 

Ona ma piękny głos, a swoją drogą tytuł "Closer", czy Twoja instrumentalna wersja "Insight" z płyty Northern Flux nasuwają oczywiste skojarzenia z Joy Division. Możesz proszę powiedzieć kilka słów o roli Joy Division i ich twórczości w Twojej muzyce? Czy oni Cię inspirują i w jaki sposób?

Joy Division has been and is a huge inspiration. There are those two references of course but also the title of the Getting Frequent Now EP (2017). Which is a quote from the song Disorder. Their simple yet so effective guitar and bass lines. And maybe even more so the early New Order.  

Joy Division są moją inspiracją. Poza tymi dwoma tytułami jest jeszcze Getting Frequent Now EP (2017) zapożyczony z ich piosenki Disorder. Mieli takie oddziaływające gitary i linię basu. Podobnie jest z wczesnym New Order.

Excellent. Say please few words about the album Getting Frequent Now - I see 8 tracks HERE. 

Znakomicie, czy zatem możesz teraz powiedzieć kilka słów o płycie Getting Frequent Now - widzę TUTAJ, że zawiera 8 piosenek?

Deco Blue, Someday 45 and Narcissus had already been released as instrumentals with me doing everything - quite lofi.


Paris did a remix of Narcissus. I was excited about the results and wanted to more. I sent him more tracks to produce and after 2-3 months Getting Frequent was done. It’s a digital release only. Mats Davidsen from my hometown Trondheim sings on Deco Blue. Paris on the rest of the songs. 

Deco Blue, Someday 45 i Narcissus były już realizowane wcześniej jako utwory instrumentalne które robiłem amatorsko sam. Paris zrobił remix Narcissus. Bardzo zadowoliły mnie wyniki więc chciałem więcej. Wysłałem mu kolejne piosenki do produkcji i po 2-3 miesiącach Getting Frequent był gotowy. Jest dostępny tylko w wersji cyfrowej. Mats Davidsen z mojego miasta Trondheim śpiewa w Deco Blue. Paris w pozostałych piosenkach.

Sounds fine. The title of you recent album "Perspectives" is no a quote from Ian Curtis poem, isn't it? Is the title general or it means anything special for you?

Brzmi świetnie. Tytuł Twojego ostatniego albumu "Perspectives" nie jest zaczerpnięty z poezji Iana Curtisa. Czy to taki zwyczajny tytuł, czy też oznacza dla Ciebie coś specjalnego?

No not by intention. It’s about perspectives on songs. Each artist has put their unique mark and perspective on an Antipole track. 

Nie, nie jest jakoś specjalnie zamierzony. Jest o perspektywach w piosenkach. Każdy z wykonawców zostawił swój unikalny znak, wniósł perspektywę do piosenek Antipole.

This album is very good, has more space than the previous ones. The vocals are so nostalgic. I was listening it so often that they blocked me on Bandcamp :). Could you please say few words about your forthcoming gigs and your future plans? 

To bardzo dobra płyta, ma więcej przestrzeni niż poprzednie. Wokale są takie nostalgiczne. Tak go często słuchałem, że Bandcamp mi zablokowali dostęp :). Możesz nam coś powiedzieć o swoich najbliższych koncertach i planach?

Thanks! Melancholy and nostalgic are crucial part of Antipole. I’ll do two shows with IAMTHESHADOW - Leicester UK DARKER DAYS FESTIVAL and Cologne in July COLD TRANSMISSION FESTIVAL. We’re working on gigs Ft Paris Alexander and Eirene. Hopefully to able to confirm soon. I’ve done some collaborations with IAMTHESHADOW from Portugal:


Dzięki! Melancholia i nostalgia są kluczowe w twórczości Antipole. Będę występował na dwóch koncertach z IAMTHESHADOW z Leicester w UK na DARKER DAYS FESTIVAL i z Cologne w lipcu na COLD TRANSMISSION FESTIVAL. Pracujemy nad występami z Ft Paris Alexander i Eirene. Wkrótce powiem więcej. Zacząłem także współpracę z IAMTHESHADOW z Portugalii.

Sure, thank you I will hear them with great pleasure (Unknown Pleasure for sure :)). Finally, is this true that in Norway black metal music is donated by the government? If so do you believe that sometimes cold wave music will be donated also? 

Jasne, dzięki, posłucham z przyjemnością (nawet z Ukrytą Przyjemnością:)). Na koniec zapytam, czy prawdą jest że norweski black metal jest dotowany przez rząd? A jeśli tak, to wierzysz że muzyka chłodnofalowa też kiedyś uzyska takie dotacje?
 
I assume that the government doesn’t look at musical genre when considering supporting musical projects. So I assume it’s true. Found this from 2015. So he’s definitely true (see HERE). Yes pretty sure coldwave or whatever genre is valid for application. Got some money from Fond for Lyd og Bilde (government) with me early 2000s project AqPop. But we did indie psych pop and not coldwave). 

Zakładam że rząd nie kieruje się rodzajem muzyki kiedy wspiera projektu muzyczne. Zakładam, że tak jest od 2015 roku. Tak zobacz - to definitywnie prawda (patrz TUTAJ). Tak, coldwave i inne gatunki są jak najbardziej uzasadnione do dotowania. Sam dostałem trochę pieniędzy od Fond for Lyd og Bilde (rząd) na początku lat 2000 na projekt AqPop. Ale wtedy graliśmy indie psych pop a nie coldwave. Odezwę się z kodami do Ciebie wkrótce;).

OK. So maybe you wish to add something for this interview? Finally I thank you for interesting interview, for your music, and please keep us informed about your new releases! 

OK, zatem może chcesz na koniec coś więcej dodać, chciałem Ci podziękować za ciekawy wywiad, Twoją muzykę i informuj nas o sowich nowych projektach!

Forgot to mention we're almost done with the follow up to Northern Flux. It’s scheduled for May 2019. Recording with Paris Alexander and Eirene. In addition two of the songs on the album feature Marc Lewis of The Snake HERE will be released on Unknown Pleasures Records. The first single from the album was released as a video last summer:



Thanks for asking! I will definitely stay in touch!!

Zapomniałem dodać, ze prawie skończyliśmy uzupełnienie do Northern Flux. Planowane jest na maj 2019. Nagrane z Paris Alexander i Eirene. Dodatkowo dwie kolejne  piosenki z albumu zrealizowane są z Marc Lewis z The Snake HERE a wszstko zostanie zrealizowane przez Unknown Pleasures Records. Pierwsza piosenka z płyty ukazała się jako wideo ostatniego lata. Dzięki za wywiad, na pewno będziemy w kontakcie!!!.

A my posłuchajmy nowej wersji wideo Closer do którego ujęcia kręcone były ostatniego lata w Krakowie. 

A Wy? Jeśli chcecie zostać z nami w kontakcie to czytajcie nas - codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

ISOLATIONS 2019 - All rights reserved, none part of this material can be published without permission. For the permission, please contact us via e-mail.  

piątek, 15 lutego 2019

Isolations News 24: Manchester City przeprasza piosenką Joy Division, Jon Savage w Londynie, wieżowiec z Salford, Tribute to Oldfield, Variete w trasie

Dobra, nadchodzi wielkimi krokami promocja wielkiej książki Jona Savage'a o Joy Division. Pisaliśmy o niej TUTAJ (podawaliśmy linka - gdzie można zamówić ze zniżką). Tymczasem w Londynie 31.03.2019 o godzinie 17:00 w Walthamstow spotkanie z autorem promujące książkę (więcej informacji TUTAJ). Bilety od 13 do 43 GBP. 

My już swoją książkę zamówiliśmy dawno i na pewno o niej napiszemy. A propos, jeśli mowa o autorze, to pochwalimy się...
Pozdrawiamy i wielki szacunek za to, że kocha Joy Division co najmniej tak jak my. O ile nawet nie mniej.  

Jak czytamy na stronie transfery.info (TUTAJ) Manchester City wystosował przeprosiny do Chelsea w sprawie utworu, który popłynął w głośnikach na Etihad po meczu Premier League, informuje Sky Sports. Gospodarze wygrali mecz 6-0.
 
„One Step Beyond” zespołu Madness jest piosenką tradycyjnie puszczaną na Stamford Bridge po zwycięstwach Chelsea, dlatego odegranie jej po klęsce 0-6 miało iście ironiczny wydźwięk. Sami działacze City mieli być zaskoczeni tym, co usłyszeli po końcowym gwizdku i błyskawicznie skontaktowali się z osobą odpowiedzialną za udźwiękowienie meczów, nakazując zmianę utworu. Wówczas wybrzmiał „Love Will Tear Us Apart” zespołu Joy Division.

Przedstawiciele Chelsea, chociaż zaskoczeni wyborem, bez namysłu przyjęli przeprosiny.

Manchester City pokonał Chelsea po hat-tricku Sergio Agüero, dwóch golach Raheema Sterlinga i golu İlkaya Gündoğana.

To była słaba aluzja, pewnie chodziło o to, że piłkarze Chelsea mają wziąć przykład z Iana Curtisa, który krótko po realizacji teledysku popełnił samobójstwo... Powinni przeprosić piłkarzy Chelsea w bardziej bezpośredni sposób - puszczając im Atmosphere, wszak to najczęściej grana piosenka Joy Division na pogrzebach... (pisaliśmy o tym TUTAJ).
Zburzony zostanie blok - wieżowiec w Salford. Blok zbudowany został w latach 60-tych ubiegłego wieku, a obszar w jego pobliżu był opisywany w książce basisty Joy Division, Petera Hooka (pisaliśmy o niej TUTAJ). Więcej o budynku i jego historii TUTAJ.

Swoją drogą Brytyjczycy mają swoistego rodzaju podejście do historii. W zasadzie budynków związanych z Joy Division jest coraz mniej... A muzeum w domu Iana Curtisa ciągle nie ma. Dziwny kraj...

1.03.2019 w klubie Desdemona w Gdyni odbędzie się pierwszy w Polsce koncert z serii Tribute to Mike Oldfield. Informacji na razie mało, ma być więcej TUTAJ.
Widać, że w projekt zamieszany jest Michał Miegoń, z którym rozmawialiśmy TUTAJ. Mike'a lubimy zwłaszcza z początków kariery za dzieła takie jak choćby to ilustrujące wpis. Tribute dla Oldfielda? - Tak, na pewno za dzieła do Discovery and Lake włącznie. 

Reszta jest milczeniem...

Jeden z najlepszych zespołów chłodnofalowych, legandarne bydgoskie Variété, o którym pisaliśmy u nas kilkakrotnie TUTAJ, rusza w trasę. 27.03.2019 zagrają w Warszawie (godzina 19:00 sala widowiskowa Broadway - bilety TUTAJ), a dzień później 28.03.2019 w  Toruniu (Klub NRD, godzina 20:00 - bilety TUTAJ). Swoją drogą wejściówka w Warszawie 10 PLN, w Toruniu 30 PLN. Kultura rodem z Broadwayu ciągle tańsza niż socjalizm... 

Niemniej  widać, że w marcu bydgoszczanie twarzą do Wisły.      
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 14 lutego 2019

Henry Pether: Delikatne odcienie nocnych krajobrazów

Henry Pether to tajemnicza postać, o której próżno szukać wzmianki w książkach o brytyjskim malarstwie pejzażowym. Pochodził z rodziny artystycznej, był najmłodszym dzieckiem malarza Abrahama Pether'a (1756-1812) i jego żony Elizabeth

Urodził się w Chelsea 15 marca 1800 r. i z stamtąd, wraz rodzicami i dwunastką starszego rodzeństwa, przeniósł się ok. 1805 r.  do Southampton. W księdze parafialnej chrztu tamtejszego kościoła Wszystkich Świętych odnotowano go pod datą 31 maja 1812 roku, w siedem tygodni po śmierci ojca.  

Abraham był malarzem specjalizującym się w scenach księżycowych, podobnie jak i Sebastian (1790-1844), starszy brat artysty. Natomiast kuzyn jego ojca, William Pether (1738-1821), był znanym grawerem.
 
Młody Pether w latach 1828-1862, czyli zaraz po ukończeniu szkoły, wystawiał swoje obrazy w Royal Academy, a także w British Institution i Society of British Artists. W tym samym czasie rozpoczął współpracę ze szwagrem, litografem Thomasem Henrykiem Skeltonem, której rezultatem jest cykl grafik z wedutami miasta datowany na rok 1830. Wiadomo, że w połowie lat 30. przeprowadził się do Greenwich

Życie Henry'ego obfitowało w wiele dramatycznych i nieoczekiwanych wydarzeń. W 1836 roku objął stanowisko geodety i inżyniera linii kolejowej z Londynu do Portsmouth, której budowę jednak wstrzymano.  W styczniu 1837 r. został skazany za długi na karę więzienia, ale już w kwietniu 1839 roku wraz Alfredem Singerem z Vauxhall Pottery opatentował maszynę, która produkowała płytki z gliny. Układano z nich ozdobne powierzchnie mozaikowe w modnej wówczas stylistyce greckiej, arabskiej i gotyckiej. Mimo, że wyprodukowano je na prowincji, bo w Vauxhall Pottery, użyto je do ozdoby kilku ważnych budynków, w tym siedziby Reform Club zaprojektowanego przez Charles'a Barry oraz Royal Exchange i Blenheim House

Kolejny patent, zdobyty również w 1867 r., dotyczył nowej metody wykonywania glinianych ozdobnych cegieł, których wytwórstwa podjęła się, z miejscowych złóż gliny Gault, niewielka manufaktura Burham z Aylesford w hrabstwie Kent. Pochodzące z niej bladozielone cegły były swego czasu niezwykle popularne, bo tanie, trwałe i wypuszczane w wielu wzorach. Szczególnie polubił je znany architekt William Butterfield, który użył ich do ozdoby neogotyckiego kościoła św. Augustyna w Kensington. Także Thomas Alfred Skelton - bratanek Henry'ego - który również był architektem, zastosował cegły z maszyny wuja do dekoracji willi chemika Edwina Whitlocka przy 153 High Street w Southampton
 
Przez całe swe burzliwe życie Henry Pether tworzył księżycowe pejzaże. Wydaje się, był zdecydowanie najbardziej utalentowanym i najzdolniejszym artystą spośród swojej rodziny. Jego prace względem kompozycji, kolorystyki - a przede wszystkim - emanującej z nich romantycznej aury, są znacznie lepsze od dzieł ojca i brata. Mimo dość sztampowej konstrukcji (zawsze widzimy na nich budowlę położoną w dolinie, często na tle gór, nad akwenem wodnym, z pojedynczą sylwetką ludzką) oświetlający je księżyc oddany jest z wirtuozerią, która musiała brać się z obserwacji natury. Delikatne odcienie jego nocnych krajobrazów różnią się od siebie i wydają się być zależne nie tylko od pory roku, lecz również nocnej godziny. Mamy oto niebieskawe światło pogrążonego w śnie świata o północy i blednący księżyc z godzin porannych, kiedy noc powoli ustępuje, lecz jeszcze nie nastaje brzask; czyste barwy przejrzystego powietrza mroźnej zimy oraz perłowe w czas letniego zmierzchu. Popatrzmy teraz na kilka. I zachwyćmy się spokojem, który z nich promieniuje.











Oryginały można podziwiać w Southampton City Museums, Southampton Art Gallery, Museum of London oraz Tate Britain w Londynie.
 

Henry Pether zmarł w Stockwell Green w Lambeth w dniu 20 lutego 1880 roku, kilka dni przed swoimi 80. urodzinami.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 13 lutego 2019

Z mojej płytoteki: dwa oblicza Love Will Tear us Apart Joy Division - Factory Records kontra Tonpress



O kulowym singlu Joy Division LWTUA napisano już chyba wszystko, a piosenka (jej historia omówiona została przez nas TUTAJ i TUTAJ) do dzisiaj jest masowo wznawiana (o oryginale z pierwszego tłoczenia pisaliśmy TUTAJ, a o jednym z ciekawszych wydań na przejrzystym winylu pisaliśmy TUTAJ). Napisano może wszystko, bo mało kto dzisiaj pamięta, że w czasie panowania w Polsce ustroju komunistycznego, dokładnie w roku 1985, wydano LWTUA na singlu i u nas. Wydało go wydawnictwo Tonpress. Posiadam własny egzemplarz zakupiony w kiosku Ruchu, który wtedy zajmował się dystrybucją ale tylko singli Tonpressu (albumy dostępne były w Domach Książki). Single tłoczone były na średniej jakości winylu, który łatwo deformował się pod wpływem ciepła. Ale trzeba oddać honor wydawnictwu, bo w tamtych czasach wiele wydawnictw muzyki alternatywnej czy punkowej ukazywało się właśnie w taki sposób (Kate Bush, Dezerter, TZN Xenna, Brygada Kryzys, Variete, Madame, Made in Poland i wiele innych). 

Do innych singli z tamtych czasów jeszcze wrócę, a dzisiaj konfrontacja cywilizacyjna, bowiem porównanie oryginału Factory Records i wydawnictwa Tonpressu, które wypada tak jak porównanie obu panujących w dwóch krajach systemów. 

Singiel Tonpressu ukazał się w wersji LWTUA na stronie A i She's Lost Control na stronie B.

Prawdopodobnie celem obniżenia kosztów, lub być może z powodów ideologicznych, singiel ukazał się w autorskiej wersji okładki Alka Januszewskiego. Warto wspomnieć, że artysta ma w dorobku projekty kultowe, jak choćby niesamowita okładka płyty Siekiery - Nowa Aleksandria (opisywanej TUTAJ), czy albumu Jeszcze Młodsza Generacja (opisanego TUTAJ). Niemniej należy powiedzieć, że okładka utrzymana jest w konwencji Joy Division, choć wersja singla z takim zestawem piosenek nigdy nie została wydana przez Factory Records.

A teraz kolejny z oryginałów, który posiadam w kolekcji. Poprzednio opisywałem pierwszą wersję singla z kwietnia lub czerwca 1980 (TUTAJ) zawierającą wygrawerowane ukryte przesłanie od zespołu. Dzisiaj wersja singla z drugiego wydania z 1983 roku. Na okładce zaprojektowanej przez Petera Saville'a  zdjęcie Bernarda Pierre Wolffa, o którym pisaliśmy TUTAJ.


Płyta z 1983 roku posiada wygrawerowane napisy:  FAC 23 T A3, GG, Townhouse, MVS S4 FAC 23 T B3, GG, Townhouse, P, umożliwiające rozpoznanie wersji.



Singiel zawiera trzy utwory, dwie wersje LWTUA i These Days.

Zwraca uwagę solidny papier, w porównaniu z wersją Tonpressu co najmniej trzy razy grubszy. Nie rozkleja się jak Tonpress, choć jest o dwa lata starszy.

Porównanie singli pokazuje w jakich czasach przyszło nam kiedyś żyć. Miał być powiew zachodu, ale był to jedynie malutki wietrzyk, jedynie wycinek tego, co mieli ludzie na zachodzie Europy. Wtedy, kiedy wszystko było tak trudne kształtowanie własnego gustu muzycznego wymagało na prawdę wielkiego samozaparcia. Paradoksalnie, dzisiaj jest podobnie. Wtedy nie było dostępu niemalże do niczego, za to dziś świat tonie w komercyjnym szambie, zalewającym nas z mainstreamu, i podobnie trzeba samemu szukać w nim czegoś sensownego. Nie wiadomo co gorsze...

Ale my się nie poddajemy.

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Więcej o LWTUA TUTAJ

wtorek, 12 lutego 2019

William S. Burroughs: Narkotyki, cenzura, dewiacja seksualna, egzotyczne kraje i podróże, czarny humor i anty-establishment

Kiedy masz prawo powiedzieć NO FUTURE, znaczy to tylko, że żyjesz w dostatnim społeczeństwie. Punk to tylko kolejny ruch powstały w łonie społeczeństwa dobrobytu - te słowa Williama S. Burroughsa (TUTAJ i TUTAJ) dobrze definiują istotę korelacji pomiędzy pisarzem a subkulturą skupioną wokół muzyki undergroundowej. Paradoksalnie, mimo, że nie miał on dobrego zdania ani o bitnikach lat 50., ani o hipisach lat 60., ani wreszcie o punkach l. 80., nieodmiennie fascynował swoją osobą cyganerię artystyczną każdej epoki.

Burroughs, jeden z ulubionych pisarzy wokalisty Joy Division Iana Curtisa,  jest uważany za jednego z założycieli Beat Generation, obok Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga. Był otwarcie homoseksualnym i uzależnionym od heroiny pisarzem, który rozpoczął przygodę z literaturą, po tym gdy zabił swoją żonę strzelając jej w głowę podczas zabawy w Wilhelma Tella. Wkrótce stał się popularny. Książki Burroughsa infiltrowały kulturę pop za pośrednictwem artystów i muzyków, którzy byli jego zagorzałymi fanami. Wystarczy tylko nadmienić, że na przykład termin Heavy Metal został zaczerpniętym z jego powieści The Wild Boys.

Pisarz spotkał się lub współpracował ze znanymi muzykami, wystarczy wymienić kilka nazwisk i nazw zespołów aby zobaczyć  jak szeroki był
wpływ Burroughsa: Sonic Youth, Frank Zappa, Patti Smith, Richard Hell, Tom Waits, Nick Cave, Mick Jagger, Led Zeppelin, Philip Glass… Poza tym kupował heroinę od tego samego dostawcy, co Keith Richards, mieszkał w mieszkaniu Ringo Starra w Londynie, w latach 60. współpracował z Paulem McCartneyem i koncertował z Joy Division a także gawędził z Davidem Bowie i Kurtem Cobainem. Z tym ostatnim w 1992 r. nagrał płytę pt. The „Priest” they called him. Artyści nie spotkali się jednak w studiu. Kurt Cobain wykorzystał jedno z opowiadań ze zbioru Exterminator, czytane przez Burroughsa. Powstała dość dziwna płyta zawierająca tylko jeden utwór trwający tylko dziesięć minut, w którym słychać tylko głos Burroughsa i dźwięk gitary Cobaina. Spotkali się na żywo dopiero rok później. Rozmawiali ze sobą kilka godzin. Kilka miesięcy później Cobain popełnił samobójstwo. Kiedy pisarz się o tym dowiedział, ze smutkiem zauważył: Pamiętam, że podczas spotkania miał bardzo szare policzki. O ile wiem, już wtedy był martwy.
Tak w ogóle fenomen Burroughsa wybuchł pod koniec lat sześćdziesiątych. Wtedy Burroughs stał się kimś w rodzaju osoby publicznej, znanej szczególnie w kręgach nonkonformistycznych ruchów młodzieżowych. Nazwisko - Burroughs - podobnie jak Ginsberg, dużo wówczas znaczyło. Narkotyki, cenzura, dewiacja seksualna, egzotyczne kraje i podróże, czarny humor, anty-establishment - te słowa wymieniano zawsze, gdy przyszło mówić o Burroughsie, nic więc dziwnego, że wywiady z Burroughsem stały się cenną częścią niezależnych gazet - fanzinów - które wychodziły w podziemiu. Wywiady te przeprowadzono za pośrednictwem poczty elektronicznej i redagowano przy pomocy osoby udzielającej wywiadu. W 1972 r. jeden z takich wywiadów ukazał się w oficjalnej prasie - w tygodniku Rolling Stone. Dzięki niemu pisarz wszedł do mainstreamu.
Burroughs miał już spore doświadczenie dziennikarskie. Jak już wspomniano pod koniec 1965 i na początku 1966 kilka razy spotkał się z Paulem McCartney’em. Założył z Ianem Sommerville'em studio nagrań w mieszkaniu McCartneya na Montagu Square w londyńskiej Marylebone, za co został nagrodzony portretem na okładce płyty Beatles’ów: Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band (więcej o tym TUTAJ ).


W 1974 r. Burroughs spotkał się z Davidem Bowie (o wpływie tego muzyka na Joy Division pisaliśmy TUTAJ). Muzyk przygotował się do tego starannie, postarał się o wszystkie powieści Burroughsa, lecz zdążył przeczytać tylko jedną. Burroughs znał dwa utwory Bowiego: Five Years i Star Man, ale przeczytał wszystkie teksty Bowiego. Przygotowania rozpoczęto w listopadzie 1973 r. z inicjatywy amerykańskiego dziennikarza Craiga Copetasa. Zredagował on rozmowę obu twórców w formie pytań i odpowiedzi. Spotkanie miało miejsce w londyńskiej rezydencji Bowiego. Dom Bowiego urządzony był z rozmachem w stylu science-fiction: w pokoju, dokąd zaproszono pisarza wisiał gigantyczny, surrealistyczny portret artysty, a pod nim stała plastikowa sofa... Relacja z tego wydarzenia została opublikowana w magazynie Rolling Stone 28 lutego pod znamiennym tytułem Beat Godfather Meets Glitter Mainman. Bowie był wtedy w trudnym momencie, jego kariera znalazła się na zakręcie. Po pierwszych sukcesach i bardzo wiedział, w którą stronę powinien podążyć. Tak więc listopadowe spotkanie z Burroughsem odbyło się w odpowiednim czasie. Zapis przeprowadzonej rozmowy ukazał się w 1974 r. najpierw w Rolling Stones (TUTAJ) a potem w formie książki pod redakcją Matteo Boscarola. Sam pisarz natomiast był dobrze znany, ale nie był tak kultowy, jakim się stał później. Mieszkał w Londynie od 1968 roku, a jego twórczość uległa znacznego osłabieniu, mimo to w 1971 roku opublikował The Wild Boys: A Book of the Dead, koszmarną wizję przyszłości dziejącą się w 1988 r. - świat zaludniony przez młodzieżowe partyzanckie armie wyspecjalizowanych humanoidów. Bowie natomiast poszukiwał wyjścia z rutyny w którą zaczynał popadać. Ich spotkanie pozwoliło muzykowi na zmianę metody pisania tekstów i tworzenia muzyki. Zaczął używać metody cięcia, nawet ułożył program komputerowy, który do rytm muzyki ciął przygotowany tekst i składał w nową całość.


W 1975 r. Burroughs przeprowadził wywiad z Jimmy Pagem z Led Zeppelin. Ukazał się on potem w Crawdaddy Magazine. Rozmawiali o… magii. I o tym, co ich łączy. A także o muzyce trance i na ile jest możliwa synteza muzyki rockowej z niektórymi starszymi formami muzyki trance, które rozwijały się przez stulecia, aby wytworzyć potężne, czasem hipnotyczne efekty na widowni. Taka synteza umożliwiłaby starszym formom muzycznym wyjście poza ludowość, a jednocześnie dostarczyłaby nowych technik grupom rockowym. Rozmawiali również o efektach specjalnych używanych podczas koncertów i o niebezpieczeństwach jakie mogą spowodować. Burroughs dał Page’owi artykuł o broni opartej na ultradźwiękach czyli dźwiękach poniżej 16 Hz, określanej nazwą ultra-soud. Dźwięki bliskie 7 Hz są już zabójcze, jednak Burroughs uważał, że muzyka grana blisko tej granicy może być interesująca. Szczególnie interesująca według niego byłaby możliwość emisji rytmicznych impulsów infra-dźwięku, na których są oparte buddyjskie mantry. Dlatego obaj się zgodzili, że być może infra-sound mogłoby dać nowy wymiar muzyce rockowej i jeszcze w wielu innych rzeczach. Całość można przeczytać TUTAJ.


Burroughs współpracował również z Tomem Waitsem, z którym skomponował The Black Rider, musical oparty na niemieckiej opowieści ludowej, do której Burroughs ułożył słowa, a Waits muzykę.

A potem… potem spotykały się z nim kolejne gwiazdy muzyki pop, łącznie z Madonną, choć ich rozmowa była dość przypadkowa na przyjęciu z okazji jego 70 urodzin i podobno Burroughs nie do końca wiedział kim ona jest. Z tych wszystkich rozmów powstały potem publikacje, opracowania, krytyczne relacje.
Pisarz próbował wszystkiego, nawet eksperymentował z rapem nagrywając z The Disposable Heroes of Hiphoprisy album Spare Ass Annie and Other Tales. Niewątpliwie, szokował całe życie i całe życie był zbuntowanym artystą. Oczywiście jego wpływ był znacznie większy i można by wymienić jeszcze więcej muzyków, którzy świadomie nawiązywali do jego powieści, lecz na razie poprzestańmy na tych kilku.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w maistreamie.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Isolations News 23: Fields of The Nephilim i Toten Hosen w PL, Antyradio daje ciała, wiele gwiazd muzyki na W Fest, wystawa o Beksińskim, Joy Division undercover zagrają, odlew domu Curtisa w Niemczech

To się w końcu stało. To musiało kiedyś nastąpić. Legenda chłodnofalowych brzmień Fields of The Nephilim w Polsce. 5.03.2019 roku Carl McCoy i jego kumple dadzą do pieca, a jak to robią pisaliśmy TUTAJ

Gdzie? We Wrocławiu, ale spokojnie, bez obawy, na szczęście tym razem w Centrum Koncertowym A2. Może tam nie chrzczą wódki i nie ma obowiązkowej szatni za 2 PLN, oraz chamskiej ochrony? 

Przekonamy się.

Kupujcie bilety - są do nabycia po 110 PLN TUTAJ.
Już w sierpniu 2019, dokładnie w dniach 15-18.08. odbędzie się festiwal W Fest. Impreza lokuje się w belgijskim mieście Waregem. Wśród wykonawców cała masa gwiazd o których pisaliśmy na naszym blogu, albo wkrótce napiszemy, między innymi: Peter Hook and The Light (TUTAJ), The Stranglers (TUTAJ), Killing Joke (TUTAJ), Lebanon Hanover (TUTAJ), Cassandra Complex, New Model Army, czy Tuxedomoon.    
Na dwa koncerty w Polsce zawitają weterani niemieckiego punk rocka - die Toten Hosen. Zagrają 6.06. w Klubie Stodoła w Warszawie i 7.06. 2019 w Klubie Studio w Krakowie. Bilety idą jak ciepłe bułeczki, także nie wiem czy dostaniecie, ale jakby co są/były (*) do nabycia TUTAJ.

(*) niepotrzebne skreślić 

Późny okres twórczości Zdzisława Beksińskiego - spotkanie z Wiesławem Banachem - dyrektorem Muzeum Historycznego w Sanoku, odbędzie się w Służewskim Domu Kultury z okazji upamiętnienia 90. urodzin wybitnego artysty, o którym pisaliśmy TUTAJ. 23.02.2019 - sobota, godzina 17:00. 

Więcej TUTAJ
Antyradio daje ciała - inaczej tego się nie da nazwać. W artykule TUTAJ  jakiś ekspert napisał o Joy Division - cytujemy: Mamy rok 1976 i paczkę chłopaków z Salford. 

Tony Wilson był z Salford, Martin Hannett również, nawet Peter Hook był z Salford i  Bernard Dicken, Albrecht vel Sumner też - o ile wiecie o kim piszemy, ale na miłość boską, 1/2 Joy Division nie! 

Ale za to Kopernik była kobietą. 

Nie cierpimy tzw. tribute band, ale raz zrobimy wyjątek. Bowiem rocznica jest wyjątkowa, 30.05.2019  Joy Division undercover zagra koncert w 40. rocznicę nagrania kultowej płyty - najważniejszego debiutu w historii muzyki, płyty Unknown Pleasures

Co, gdzie kiedy, oraz bilety - TUTAJ

Nie dajcie się nabrać, że ktoś może niemalże idealnie naśladować Iana Curtisa. To tak jak Thomsonic i Adodis nigdy nie będzie Thompsonem i Adidasem, a Orlex Rolexem.  
 
Muzeum które otwiera wystawę z odlewem woskowym domu Iana Curtisa przy 77 Barton Street w Macclesfield (pisaliśmy o tym TUTAJ), publikuje zapowiedź wystawy (TUTAJ). 

Dodatkowo na Instagramie można zobaczyć film z tworzenia odlewu - polecamy (TUTAJ). 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

niedziela, 10 lutego 2019

Nav: Okruchy - opowiadanie science - fiction ilustrowane płytą Postcards from Patmos zespołu the Residents


Mike Butterworth, właściciel księgarni w Manchesterze wspomina, że Ian Curtis, który był stałym bywalcem księgarni, czytał skopiowany New Words - magazyn promujący literaturę science fiction.  Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by  od dzisiaj na blogu poza tym co było dotychczas, pojawiały się opowiadania science fiction pisanie specjalnie dla nas. Autora znamy od dość dawna i zawsze bardzo podobały nam się Jego dzieła. Postanowił wyjść z cienia i będzie publikował. Zatem przenieśmy się do zupełnie innego ze światów... Przed Wami Nav. w opowiadaniu Okruchy, które pozwoliliśmy sobie zilustrować muzyką the Residents i ich niesamowitą płytą Postcards from Patmos.

    Grube, ciężkie warstwy chmur o burożółtym zabarwieniu powoli przesuwały się po ogromnym globie, mieszając się z eliptycznymi burzami i ciemnymi pasami, podczas gdy nieoświetlona półkula tonęła w mroku, pozbawiona szczegółów, tak wyraźnych i ostrych tam, gdzie gwiazda rzucała swoje żółtawe światło. Te promienie, które zdołały się przedrzeć przez skorupę obłoków, więzły pod nią bez możliwości odwrotu, lecz większość, odbita i rozproszona, uchodziła w przestrzeń. Jedna z takich fotonowych wiązek napotkała na swojej drodze w nicość lśniącą, twardą powłokę metalicznego ciała.

    Sunąc w doskonałej ciszy przez międzyplanetarną próżnię, sonda powoli zbliżała się do powierzchni planety, zasnutej grubymi chmurami niby ochronną zbroją. Z wolna, łagodnie, zaczęła tracić prędkość, podróżując po zacieśniającej się spirali, bliżej i bliżej celu. Wreszcie szła już z minimalną możliwą chyżością, drobny manewr obrócił lekko jej połyskujący korpus i opływowy kształt począł wkraczać w najwyższe, niezwykle rozrzedzone warstwy planetarnej atmosfery, regulując pęd pomocniczymi silnikami. Była coraz niżej, gazowa opoka stawiała bierny opór, z początku łagodny, lecz z każdą chwilą coraz bardziej zdecydowany, ostry, dziki, jakby miliony lotnych ton celowo napierały na sondę, by zgnieść ją jak łupinę, osłony termiczne nagrzewały się i żarzyły, wyły wewnętrzne dysze chłodzące, huczały silniki, zmuszone do wytężonej pracy. Wreszcie nastał koniec i napęd lądowniczy milcząco przejął kontrolę nad pojazdem kosmicznym, który łagodnie osiadł na jałowym gruncie.


    Przez pewien czas sonda stała bezczynnie, jakby próbując otrząsnąć się z pomanewrowego szoku i tylko wysokie zawodzenie wiatru rozcinało okoliczną ciszę. Zagłuszone przez wicher, z mechanicznym odgłosem otwarły się sprawnie automatyczne drzwi, a z powstałego otworu wysunęła się pochylnia, pewna i mocna, dotykając samym końcem obcej ziemi. Po niej zaś leniwie stoczył się niewielki łazik na groteskowo dużych względem swych rozmiarów kołach i począł badawczo kursować wokół podstawy sondy, podczas gdy w jej wnętrzu czujniki, wysuwające się jeden po drugim zza pancernej pokrywy, analizowały skład atmosfery i przekazywały dane do komputerów. Przygniatające ciśnienie, kwas siarkowy, tlenek i dwutlenek węgla, środowisko niezwykle trudne. Temperatura znacznie powyżej przewidywanej przez pokładowe systemy. Fakty powoli a nieprzerwanie gromadziły się w bankach pamięci.


    Tymczasem łazik oddalił się już na znaczny dystans, szybko pokonując nierówny, gorący teren, lawirując zręcznie między większymi skałami, a po mniejszych, często ostrych odłamkach przejeżdżając bez szwanku dzięki swym kołom, elastycznym i wytrzymałym. Jego antenka krążyła wokół własnej osi, badając najbliższe otoczenie falami radarowymi i utrzymując stały kontakt z sondą, do której łazik słał nieprzerwaną transmisję. Co kilka chwil przystawał, raz na pustym, twardym gruncie łagodnego wzniesienia, którego zabarwienie wahało się, od buroczerwonawego po szary o lekkim odcieniu żółci, to znów przy rozmaitych rozmiarów kamieniach, aby nawiercić je i pobrać próbkę, na miejscu przetwarzaną i analizowaną. Odnajdywał granity, bazalty, piryty i magnetyty, krzem, aluminium, żelazo, siarkę, ślady tytanu i potasu, wyraźna była obecność kwasu siarkowego, pochodzącego najpewniej z atmosfery. Do zachodu słońca - tego obcego słońca, które ledwie przebijało się przez szczelną osłonę chmur, aby oświetlić powierzchnię swoim bladym, żółtawym blaskiem - łazik jeździł niestrudzenie, wykonując swe badawcze obowiązki, aż zaplanowana procedura nakazała mu odwrót, zawrócił więc, aby przetransportować swe cenne próbki i wolno wtoczył się na pochylnię, ledwie widoczny w ostatnich promieniach zachodzącej gwiazdy.


    Upłynęła niecała godzina i z przepastnych trzewi sondy, w całkowitej już niemal ciemności, rozświetlanej jedynie wschodzącą powoli, niezwykle zniekształconą, ogromną tarczą naturalnego satelity, zaczął się wyłaniać prawdziwy mechaniczny potwór. Była to wielka, mobilna platforma, której lwią część stanowił własny silnik atomowy, dostarczający jej energii niezbędnej do rozruchu tak wielkiej masy, oraz pokaźnych rozmiarów, teleskopowe wiertło z najtwardszych materiałów, zamocowane na masywnym, dużym, ruchomym ramieniu. Ociężała ta maszyneria ruszyła naprzód, miażdżąc co drobniejsze skalne okruchy, aż zatrzymała swe stalowe cielsko na niewielkim skrawku w miarę równego podłoża i wirującym wiertłem zadała ziemi planety głęboką ranę. Rozkruszony u wejścia otworu grunt ulatywał na wszystkie strony, machina warczała wściekle, przebijając się przez kolejne warstwy, od wierzchniego, chropowatego gruntu, nadżartego kwasowym deszczem, po kolejne, coraz niższe, kopalne pokłady podłoża i skał, a jednocześnie wyrastające z ramienia chwytaki pobierały drobne próbki z każdej warstwy, przekazując je natychmiast do przebadania bogatemu asortymentowi urządzeń analitycznych. Wreszcie maszyna dotarła do końca swego zasięgu, wiertło wycofało się, zaś do otwartego w ten sposób powierzchniowego skaleczenia wprowadzone zostało inne, zakończone wysoce czułą aparaturą, która bardzo powoli, miarowo opuszczało się w głąb otworu, dokładnie sondując podziemie w promieniu wieluset metrów, by wychwycić każdy znak obiektu ukształtowanego inaczej, niż kamienne formacje, co powstały naturalnie. Badania trwały wiele godzin, przynosząc rozliczne rezultaty. W warstwach dosyć niskich trwały w wiecznym spoczynku duże, różnokształtne szkielety, przywodzące na myśl szczątki gadów, zaś w wyższych porcjach badanych ziem wypierały je kośćce coraz mniejsze, bardziej jednorodne. Dosyć wysoko tkwiły pojedyncze pozostałości istot o większych niż wszystkie pozostałe czaszkach, być może kiedyś rozumnych, towarzyszyły im zaś drobne, czworonożne szkieleciki w dużych ilościach. Wyżej nie było już nic. 


    Monstrualna platforma z trudem wjechała na powrót do rozległego wnętrza sondy, a za nią wsunęła się pochylnia i zamknęły z głośnym hurgotem automatyczne drzwi. Gwiazda stała już w najwyższym punkcie, rzucając wokół blade światło, gdy ze szczytu kosmicznego pojazdu wystrzelony został nieduży pocisk, który wzniósł się na wielką wysokość, rozpostarł metalowe skrzydła i pomknął żwawo, tnąc gęste powietrze jak nóż masło, podążając w stronę wschodu. Mały samolocik pokonywał kolejne metry i kilometry, bezustannie bombardując powierzchnię pod nim falami radiowymi szerokiego zasięgu, uzyskując, jeden za drugim, radiolokacyjne obrazy wzniesień, pagórków, głazów, równin, wgłębień, wąwozów, wybrzuszeń i kraterów. Długo trwał jego lot, aż zmienił nagle kurs i zanurkował ostro, gdyż niezawodne czujniki dały mu znać o wykryciu formy terenu odbiegającej od znanych schematów. Zawisł więc nad celem w powietrzu i uruchomił cyfrową kamerę, skrytą za osłoną pancernego szkła. Wznosił się nad sporą, burą górką, na zboczach której spoczywały tysiące drobnych kamyków, gniecionych ciśnieniem, prażonych gorącem i przeżeranych przez padający gęsto deszcz kwasu siarkowego, którego krople bezsilnie rozpryskiwały się na korpusie samolotu i tłukły z wielką mocą o podłoże. Na szczycie wzniesienia, niewyraźna w oku kamery, majaczyła ciemna, niekształtna konstrukcja dużych rozmiarów. Nieregularna masa, zrujnowana i metodycznie niszczona przez zabójcze warunki planety, stanowiła jedynie żałosny zewłok dawnego megalitu, nędzne, wypalone resztki, które swą nieosobową pamięcią mogły jedynie wspominać dawne epoki ogromu, splendoru i chwały. Inne czarne odłamy walały się u podstaw pozostałości, a odległe, rozmazane, mroczne kształty zalegały w oddali, przesłaniane przez strugi kwasowej ulewy, miotanej potężnym wichrem.


    Pośród ciemnej nocy sonda niestrudzenie trwała, opierając się szalejącej burzy, na tle nieba upiornie rozjaśnionego przez groteskowo zniekształconą, ogromną księżycową tarczę. Była gotowa do odlotu. Wszelkie pojazdy spoczywały w jej mrocznych wnętrzach, umocowane solidnie w swych lukach, aparatura badawcza schowała się z powrotem wewnątrz jej metalowego ciała, a wszelkie zgromadzone dane, bezcenne terabajty, nagrane na setki mikrodysków, leżały szczelnie i bezpiecznie zamknięte w pancernej szkatule. Reaktor atomowy od godziny pozostawał na jałowym rozruchu, gotów w każdym momencie rozpocząć manewr startu. I chwila ta nadeszła. Rozdzierający ryk przeszył otoczenie, wylot silnika zapłonął białym światłem, skałami targnął wstrząs i sonda poczęła odrywać się od gruntu, walcząc z grawitacją planety i pokonując ją, szybko wznosiła się, opuszczając niegościnną atmosferę i już za sobą zostawiła ostatnie chmury i rozcinające je mrowie piorunów. Wystrzeliwując z atmosferycznej skorupy, stanowiła jedynie niezmiernie mały punkcik na tle plamy masywnego sztormu, ale oddalała się, coraz szybciej i szybciej, aż wreszcie, gdy ogromny dotąd dysk planety był już zaledwie świetlistą kropką, napęd jądrowy ustąpił anihilacyjnemu i sonda, kierowana komputerem sterującym, rozpędzała się tysiąckroć prędzej, do swej maksymalnej chyżości, będąc kosmicznym pociskiem, co chce się mierzyć z fotonami.


    Niemal tak szybko, jak światło, opuszczała obcy system planetarny, by ruszyć w kierunku międzygwiazdowej próżni, a u kresu swej podróży osiągnąć jedną z miriad otaczających ją gwiazd, ledwie widoczną żółtą plamkę. Przez wiele lat przemierzała ogromne połacie przestrzeni, przechodząc przez niezwykle rozrzedzone gazowe obłoki, niemal już nieodróżnialne od próżni, pokonując lata świetlne, a automatyczne teleskopy, sprzężone z głównym komputerem, kazały jej omijać jedynie ciemne, gęste gazowo-pyłowe chmury, skrywające rodzące się gwiazdy, gdyż tam czekałby ją straszny koniec. Gwiazda, do której zmierzała, wolno lecz stale przybierała na jasności, a gdy, po latach lotu, była już dużym, płomiennym dyskiem, sonda zwolniła, zaś komputer sterujący skierował ją w stronę trzeciej planety. Sunęła więc dalej, choć teraz już leniwie, gdyby porównać tę prędkość z jej poprzednim pędem, aż była już blisko powierzchni i rozpoczęła zautomatyzowane procedury, zacieśniając orbitalną spiralę, by gotować się do lądowania. Powoli i delikatnie weszła w niezbyt gęstą, przejrzystą atmosferę i obniżała lot, lekko tylko żarzyły się termiczne powłoki, chłodzenie pracowało cicho i sprawnie. Powierzchnia zbliżała się. Wygasł napęd atomowy i pomocnicze silniczki weszły płynnie w rytm działania, korygując wysokość i szybkość, pewnie sprowadzając sondę w dół. Ucichł wreszcie ich cichy syk, wygasł ostatni zielony płomień wydobywający się z dysz i lądowanie dobiegło końca. Wśród wszechogarniającej szarości, w płowym słonecznym świetle, sonda stała na stopionych skałach pokrywających lądowisko, naprzeciw strzaskanej w kawały wieży kontrolnej, pośrodku promiennego pogorzeliska.



The Residents: Postcards from Patmos, Ralph America/Santa Dog Records 2008, produkcja: the Residents,  tracklista:  The Winged Serpent Repents to the Father, Soulless Flies Visit the Graves of Ancestors, Cold Metal Strikes a Soldier's Bible, Stained Hands Pass the Silverware, I Wish the Remote Could Control Me, Fabrics Drape the Unseen God, There Is Power in the Chord, Silk From Spiders, Green Feathers & The Blood of Circumcision, Knees Bent, Toes Painted Orange  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.