Wojciech Malicki urodził się w 1981 roku w Zawierciu i nadal tam mieszka, a co więcej uczynił z tego faktu - życia na prowincji - swój atut. Przywiązany do swojej miejscowości, inspiruje się jej historią. Tak było od czasu obrony pracy dyplomowej na Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, wykonał wówczas plastyczne kopie macew i napisów w języku hebrajskim, znajdujących się na dwóch cmentarzach żydowskich w Zawierciu. Były to w zasadzie wariacje na tematy historyczne ukazane w grafikach litograficznych. Podobnie było w przypadku pracy magisterskiej, która była analizą zjawiska neogotyku nadwiślańskiego na przykładzie Bazyliki Mniejszej p. w. św. Piotra i Pawła w Zawierciu. I tak już zostało. Ale obrazy Malickiego nie są przykładem typowego pejzażu miejskiego. Raczej surrealistycznym komentarzem do otaczającego go świata, z którego czerpie plastyczne formy, by potem je po swojemu przekształcić.
Takim osobistym komentarzem jest jego cykl O'KNO, który tworzy ze starych ram okiennych pochodzących z wyburzanych lub z remontowanych budynków. W te ramy wprawia swoje obrazy, umieszczając na nich kompozycje aluzyjnie nawiązujące do tradycyjnych schematów ikonograficznych – na przykład postać, którą można zidentyfikować jako Temidę, Arkę, postać którą zinterpretować jako śmierć itp. W ten sposób pokazuje nam swoją i tylko swoją wizję świata, bo jego okno prowadzi nas tylko tam.
Na innych obrazach witamy, niczym starych znajomych, motywy znane z malarstwa Zdzisława Beksińskiego: Wieżę Babel, Katedrę czy bezwłose, anonimowe postacie ludzkie. Jednak Malicki znacznie różni się od Mistrza Beksińskiego, ma swój własny styl, nie epatuje czaszkami a mimo to jego obrazy są niczym otwarte wrota krypty, pełnej pajęczyn, zasuszonych roślin, martwych motyli i wykwitów pleśni... Cisza, smutek i spokój. Wydaje się, że takie emocje chce nam przekazać artysta. Który niestety nie posiada własnej strony internetowej, a jedynie profil na FB (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Peter Hook, wezwał opinię publiczną do wykonania stałego upamiętnienia Iana Curtisa. Basista przypomniał, że od ponad 10 lat prowadzi kampanię na rzecz postawienia pomników zarówno frontmana Joy Division, jak i nieżyjącego już założyciela Factory Records, Tony'ego Wilsona. Przedstawiał pomysły na posągi zarówno w Macclesfield – gdzie mieszkał Ian – jak i w Salford, gdzie urodził się Tony, a teraz proponuje publiczną zbiórkę funduszy na ten cel (LINK).
Wypowiedź Hooka została wywołana zniszczeniem muralu z podobizną Iana Curtisa. W tej sprawie wydawnictwo Amazon Music, które odpowiada za zdarzenie wydało oświadczenie: W ramach naszych wysiłków na rzecz promocji nowego albumu Aitcha poprosiliśmy naszą agencję reklamową o stworzenie muralu w jego rodzinnym mieście Manchester. Bez wiedzy ani dla nas, ani Aitcha, agencja wybrała ścianę z freskiem – na cześć zmarłego wielkiego Iana Cutisa. Gdy tylko się o tym dowiedzieliśmy, kazaliśmy zatrzymać prace i pracujemy z Aitchem, aby jak najszybciej przywrócić lub na nowo wykonać oryginalny mural Iana Curtisa. Przepraszamy wszystkich, którzy są słusznie zdenerwowani.
Także autor muralu Iana Curtisa - Akse_p19, zabrał głos: Jestem w kontakcie z biurem promocyjnym Aitcha, agencją działającą w imieniu Amazon Music i przedstawicielem Rady Miasta Manchester, i pracujemy razem, aby mural Iana Curtisa został przywrócony (LINK).
Pytanie kto wydał decyzję? A wiecie jak to było? Jakiś dupek w krawacie, który nigdy nie słyszał kim był Ian Curtis. Nie dziwi skoro na świecie jest coraz więcej dupków nie wiedzących kim byli the Beatles...
Słowo dupek ma swoją etymologię. Taki oto zrzut krąży na TT. Autorem błyskotliwej riposty jest Mariusz, z zawodu gazownik.
Tak oto płynnie znaleźliśmy się za naszą zachodnią granicą. A tutaj takie perełki.
W związku z tym czołowa aktywistka klimatyczna wydała już odpowiednie oświadczenie.
W temacie innych wynalazków ekologicznych. Larwy chrząszczy, takie jak larwy mącznika, są często uważane za obrzydliwe, pełzające utrapienie. Ale te owady są według niektórych uważane za jadalne i za możliwą alternatywę dla tradycyjnych źródeł białka mięsnego. Oto pewni amerykańscy naukowcy donoszą, że ugotowali larwy mącznika z cukrem, i stworzyli wyrób o smaku mięsopodobnym (LINK).
W dwudziestym trzecim wieku jedynie garstka ludzi jeszcze protestowała przeciwko żywności modyfikowanej genetycznie. Na tle większości wyróżniali się brakiem sierści i kopyt.
Z innych postępowych odkryć, choć końcówka rzeczywiście inspiruje, o czym świadczy zamieszczony powyżej przykład Mariusza gazownika.
Żarty żartami, ale zespół naukowców odkrył, że pojenie szczurów napojami bezalkoholowymi, takimi jak Coca-Cola i Pepsi ogłupia. Popularne specyfiki powodują uszkodzenie kory mózgowej w płacie czołowym szczurów, co w rezultacie prowadzi do złego funkcjonowania pamięci i oceny sytuacji, a są to elementy odgrywające główną rolę w procesie uczenia się. W efekcie gryzonie nie były w stanie przejść przez labirynt (LINK).
Dlaczego szczur ma cztery nogi?
- Żeby być szybciej przy śmietniku od emeryta.
No chyba że jest po puszce Coca - Coli...
A co tam u muzycznych emerytów? The Cure udostępnili wcześniej niepublikowaną wersję demo piosenki Cut, jednego z kluczowych utworów z ich dziewiątego albumu Wish, pierwotnie wydanego w 1992 roku, którego reedycja planowana jest na 25 listopada.
Type O Negative za to umieścili w sieci nowy oficjalny teledysk do September Sun z albumu Dead Again, co ma zachęcić fanów do zakupu zremasterowanej płyty we wszystkich formatach. Przedsprzedaż już ruszyła, album wyjdzie w edycji limitowanej (LINK). O zespole pisaliśmy TUTAJ, tym co dzieje się po śmierci Steele'a pisaliśmy TUTAJ. Szkoda, to była znakomita kapela...
Nie ma też już wśród nas innego wielkiego artysty. 23 sierpnia 2022 roku zmarł Gerald Potterton, brytyjsko-kanadyjski reżyser, scenarzysta, producent i rysownik, animator słynnego filmu z Beatlesami - Żółta Łódź Podwodna.
W 1981 roku wyreżyserował dla Columbia Pictures inny kultowy, animowany klasyk Heavy Metal. World Animation Celebration w 1998 roku obdarzył go tytułem jednego z dziesięciu mężczyzn, którzy wstrząsnęli światem animacji. Zmarł w Brome-Missisquoi-Perkins Hospital w Cowansville w Quebecu, miał 91 lat (LINK).
Nothing is real Gerald...
Również unreal jest pomoc, jaką Niemcy przekazują Ukrainie, co nie przeszkadza kanclerzowi Sztoletzowi lansować się w mediach.
Bo Niemcy i Sowieci mają taką samą twarz. Powyższe zdjęcie pochodzi z Gelsenkirchen gdzie 27.08. odsłonięto pomnik Marksa. Stanął koło Lenina. A TUTAJ fotorelacja - czerwone flagi, sierpy i młoty. Te ostatnie nie tylko na sztandarach.
Podobno na imprezie odsłonięcia pomnika każdy aktywista dostał 3 prezerwatywy z Putinem. Dlaczego trzy? Bo einmal is keinmal.
Ale Niemcy opublikowali też zdjęcia satelitarne potwierdzające, że w Odrze to nie rtęć zabiła ryby... Nasza opozycja podejrzewa sabotaż - za wszystkim ma stać partnerka Mariusza gazownika, która po solidnej, podwójnej porcji larwy mącznika w cukrze nie podjęła negocjacji z pewną częścią swojego ciała i pozwoliła jej na upust emocji wprost w prądy Odry.
Ile cukru było w cukrze który zatopił mączlika? Mało tego, jaka była jego cena? Tego nie wie nikt, natomiast jedno jest pewne. Nastąpił kompletny kataklizm teorii rtęci i kryzysu cukrowego.
Może te palety zalegające w piwnicach zwolenników opozycji zakupi zwycięzca loterii Mega Millions o wartości 1.34 miliarda dolarów, który jak na razie... nie odebrał nagrody od około miesiąca. Ma jeszcze 11 miesięcy na zgłoszenie się po należność... (LINK).
A może nie ma czasu, bo zajęty jest czymś bardziej konstruktywnym, niż odbieranie nagród?
Według Księgi Rekordów Guinnessa Sebastian Suski, Polak mieszkający w Southampton w Anglii, ustanowił rekord hodowli najdłuższego ogórka, gdy potwierdzono, że jego okaz jest o 2.5 cala dłuższy niż ogórek poprzedniego rekordzisty i mierzy 3 stopy i 8.6 cala (112.88 cm) (LINK).
Wygląda na to, że Suski jest lepszy od Rasputina...
Dwóch starszych panów dyskutuje przy kawiarnianym stoliku.
- Wiesz, ja o dziwo wciąż nie mam żadnych problemów z potencją.
- Jak ty to robisz?
- Jem pumpernikiel.
Gdy się pożegnali, ten drugi uderzył natychmiast do najbliższego spożywczego.
- Czy jest pumpernikiel?
- Jest.
- Proszę dziesięć opakowań.
- Dziesięć? Połowa panu stwardnieje.
- To proszę dwadzieścia opakowań!
W temacie - hiszpańscy archeolodzy odkryli największą rzymską płaskorzeźbę przedstawiającą fallusa. Rzeźba została znaleziona na stanowisku archeologicznym, w rejonie zabudowań koszarowych, w El Higuerón koło Cordoby. Miejsce to było pierwotnie osadą iberyjską zamieszkiwaną w IV wieku p.n.e. do 206 p.n.e., kiedy to Rzymianie podbili region. Przedstawienia falliczne można znaleźć wśród rzymskich rzeźb, mozaik, fresków i wisiorków. Na przykład starożytne rzymskie miasto Pompeje pełne jest graffiti i płaskorzeźb przedstawiających falliczne obrazy. Jednak jedno z największych skupisk symboli fallicznych znajduje się pod Murem Hadriana w Anglii. Tam, wzdłuż korytarza ściennego i przy obiektach wojskowych, znajduje się 59 zidentyfikowanych rycin penisa (LINK).
Tak oto wróciliśmy na wyspy, a tam w ostatni weekend czyli od 26 do 28 sierpnia na festiwalach w Richfield Avenue w Reading i Bramham Park w Leeds można było zobaczyć na scenie Arctic Monkeys, Bring Me The Horizon, Dave, Megan Thee Stallion, The 1975 i Halsey. Możliwe, że niektóre występy będą dostępne w sieci, dlatego warto może śledzić stronę imprezy (TUTAJ).
Koncertów ciąg dalszy - frontman Pearl Jam, Eddie Vedder, podał, że jego nowy zespół, Earthlings, zagra jesienią tego roku dwa koncerty, poza wcześniej zapowiedzianym występem na festiwalu Ohana. Występy odbędą się w środę, 5 października w Vina Robles Amphitheater w Paso Robles w Kalifornii oraz w piątek 7 października w Dolby Live w MGM Park w Las Vegas. Bilety były dostępne za pośrednictwem platformy Ticketmaster po wcześniejszej rejestracji 23 sierpnia, weryfikacji i sprzedaży w piątek 26 sierpnia (LINK).
I ostatni news muzyczny, też z UK. Ścieżka dźwiękowa Moonage Daydream, najnowszego filmu dokumentalnego reżysera Bretta Morgena o Davidzie Bowie zawiera niepublikowane utwory, fragmenty wywiadów, występy orkiestrowe i remiksy klasycznych utworów artysty. W zapowiedzi udostępniono właśnie nieznaną wersję utworu Modern Love, która znajduje się w dokumencie. Cyfrowa wersja ścieżki dźwiękowej Moonage Daydream pojawi się 16 września, tego samego dnia, kiedy dokument trafi do kin i IMAX. Towarzyszący premierze album jest już dostępny w przedsprzedaży w formacie CD TUTAJ, a wydanie winylowe planowane jest na 2023 rok.
Jak wiemy prochy Bowiego zostały rozsypane na wyspie Bali. Za to prochy legendy Star TrekNichelle Nichols zostaną wysłane w kosmos. Celestis, prywatna firma zajmująca się lotami kosmicznymi, która współpracuje z NASA, wyśle część prochów gwiazdy rakietą United Launch Alliance w stronę Vulcan Centaur jeszcze w tym roku. Lot rozpocznie się na przylądku Canaveral na Florydzie i ma zakończyć poza teleskopem Jamesa Webba w międzyplanetarnej przestrzeni kosmicznej, gdzie firma twierdzi, rakieta stanie się najbardziej odległym stałym posterunkiem ziemian i drogowskazem pokazującym kierunek eksploracji kosmosu przez człowieka.
Nichols, która grała rolę oficera łączności, porucznika Nyotę Uhurę w oryginalnej serii Star Trek z 1966 roku, zmarła pod koniec lipca w wieku 89 lat. To nie pierwszy raz, kiedy członkowie filmowej rodziny Star Trek zostali wysłani w kosmos. Prochy Gene'a zostały wysłane w partiach, w kilku misjach Celestis, ostatnie w 2014 roku (LINK).
Na koniec o próbkach, ale nie prochów tylko śliny... Naukowcy stwierdzili, że stan stresu może być pozytywny dla procesu nauczania. Swoje dane uzyskali w prosty sposób, zmierzyli zmienność tętna za pomocą specjalnych czujników przez cały czas trwania zajęć, czyli 120 minut u dwóch grup studentów - uczących się online i tych stacjonarnie.. Pobrali również próbki śliny na początku, po 60 minutach i na końcu kursu. Okazało się że ci pierwsi byli znacznie bardziej zmotywowani a ci drudzy za bardzo zrelaksowani. Czyli - zbytni luz działa negatywnie na komórki mózgowe (LINK).
Egzamin z medycyny z rozpoznawania narządów. Na stole przed egzaminatorami skrzynka z otworem na rękę. W niej narządy do rozpoznawania. Wchodzi pierwszy student, wkłada rękę, rozpoznaje nerkę, wyjmuje ją, dostaje pięć, wychodzi. Wchodzi drugi, grzebie, grzebie, w końcu rozpoznaje serce, wyjmuje, dostaje pięć, wychodzi. Wchodzi trzeci, grzebie, grzebie, nie może nic rozpoznać, w końcu mówi:
- Kiełbasa!
- Panie jaka kiełbasa, czyś pan zwariował?!
- No przecież mówię, że kiełbasa.
- Proszę wyjąć.
Student wyjmuje ze skrzynki kiełbasę. Zakłopotani egzaminatorzy postanawiają dać mu w końcu pięć, student wychodzi, po czym jeden egzaminator mówi do drugiego:
- Panie profesorze, czym myśmy wczoraj tą wódkę zagryzali?
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Kolejny rozdział książki Sumner poświęca ostatniemu etapowi istnienia Joy Division. Zaczyna od nagrywania Closer. Na początku porównuje sytuacje zespołu podczas nagrywania debiutu, czyli Unknown Pleasures z obecną. Tak więc Unknown było nagrywane przez trzy weekendy i na żywo, ewentualnie z poprawkami. Sytuacja zespołu podczas realizacji Closer była drastycznie inna.
Po pierwsze mieli pieniądze więc było ich stać na lepsze studio. Co za tym idzie zmieniła się technika nagrywania bowiem Hannett teraz nagrywał każdy instrument osobno a później całość miksował. Pozwoliło to na uzyskanie pełniejszego brzmienia płyty. Kolektywnie stwierdzili, że na Closer pojawią się klawisze, co nieco zmieni brzmienie, jedynie wrogiem tego był Ian, który twierdził, że zespół zacznie brzmieć jak Genesis. Mieli syntezator, który Bernard zbudował sam i go wykorzystali. Ciekawe jest, że Sumner wspomina że U2 przyjechali do Londynu podczas sesji Closer, ponieważ chcieli aby Hannett był realizatorem ich nagrań i byli zakochani w debiucie Joy Division. Ta informacja nie zgadza się ze wspomnieniami U2 którzy twierdzą, że wizytowali Joy Division ale w Manchesterze gdy ci nagrywali LWTUA (warto zobaczyć choćby TUTAJ czy TUTAJ).
Mieszkali we wspólnym mieszkaniu, przy czym on mieszkał w pokoju z Robem i Martinem. Ian dzielił pokój z Annik. Robili sobie różne żarty, zwłaszcza Hooky który czasem przesadzał z dokuczaniem Ianowi i Annik, których porównywał do Johna i Yoko. Rob polewał ich wodą ze szklanki w której trzymał zęby. Bywał bardzo męczący kiedy potrafił na głos, po całonocnej sesji, czytać NME. Wszystko włącznie z reklamami. Zmieniał wtedy odpowiednio tonację głosu, a Hannett nieraz prosił go żeby powtórzył czytanie jakiegoś fragmentu, co ten chętnie robił.
Płytę nagrywali nocami zwykle zaczynali około 16:00, kończyli nad ranem. Dobrze się pracowało bo był ciekawy klimat. Studio Brittania Row należało do Pink Floyd i miało znakomitą akustykę. W portierni znaleźli książkę telefoniczną z numerami różnych osób z branży muzycznej więc kiedy się nudzili postanowili z Ianem dla żartów do kilku z nich zadzwonić, o czwartej nad ranem. Jedną z takich osób był sam John Peel.
Sumner twierdzi, że nie było żadnych oznak tego, że Ian za kilka miesięcy popełni samobójstwo (jest to sprzeczne z wywiadami jakich zespół później udzielał). Owszem miał kilka ataków podczas koncertów granych w tamtym czasie, miał problemy, czuł się winny temu, że musi zostawić córkę, miał problem wyboru między dwoma kobietami. Ale nic nie zapowiadało że popełni samobójstwo. Najchętniej chciałby żeby ktoś podjął decyzję za niego, ale to było niemożliwe. Później kiedy zaczęli analizować teksty Iana dostrzegli że były w nich sygnały tego co chciał zrobić. Kilka dni po powrocie z Londynu zadzwonił do nich Rob i powiedział że Ian przedawkował leki i sam zadzwonił po pogotowie.
Kiedy wrócili z Londynu Sumner miał kłopoty z bezsennością, wtedy nocami oglądał dużo filmów głownie Kubricka i budował syntezatory.
Ian załamał się podczas incydentu w Bury. Po awanturze siedział w garderobie, płakał i powtarzał że to wszystko przez niego (incydent opisaliśmy dokładnie TUTAJ).
Gdy Ian zamieszkał z nim dużo rozmawiali, poddawał też Curtisa hipnozie (warto zobaczyć TUTAJ). Zapytał go wprost, czy chciał się zabić gdy przedawkował, czy też był to gest rozpaczy. Curtis odpowiedział, że chciał to zrobić, miał natomiast zbyt mało tabletek i pomyślał, że może dostać porażenia mózgu i będzie musiał tak żyć, wiec zadzwonił po pogotowie. Kiedyś gdy szli przez cmentarz Sumner pokazywał mu groby i starał się uzmysłowić, że byłoby idiotyczne gdyby na którym z nich widniało imię i nazwisko: Ian Curtis. Uświadamiał mu, że samobójstwo nie zmienia niczego. Ten jednak nic mu nie odpowiedział. Napisali wtedy dwie nowe piosenki, gdy Ian był w w szpitalu: Ceremony i In A Lonely Place, chcieli mu je zagrać kiedy wróci. Wtedy też zagrali ostatni koncert w Birmingham gdzie je wykonali.
Ian kupił sobie przed wyjazdem do USA zamszowe buty ze sznurowadłami na piętach a Sumner stwierdził, że to buty umarlaka. Nie wie dlaczego tak powiedział.
Koncert w Birmingham został nagrany, Rob coś przeczuwał i załatwił dobry magnetofon. Nie wypadli dobrze z powodu słabej akustyki - nie słyszeli się na scenie. Rob też załatwił że ich inżynier dźwięku Harry de Mack nagra wideo z kilku koncertów zespołu i tak się stało. Ten jednak zażądał wielkich pieniędzy za taśmy wiec Rob ich nie odkupił.
Ostatnią niedzielę przed wylotem do USA Sumner spędził z kolegami z Section 25 jeżdżąc na skuterze wodnym. Chciał zabrać ze sobą Iana ale po wspólnym pobycie Curtis stwierdził że musi odwiedzić bliskich przed odlotem do USA. Kiedy zadzwonił Rob Bernard myślał że Ian tylko próbował się zabić, ale Rob kilka razy powtórzył że tym razem nie, że Ian Curtis nie żyje.
Dzień przed Sumner był na spacerze z Simonem Toppingiem z A Certain Ratio. Podbiegł do nich biały dziki koń i dał się kilka razy pogłaskać. To był znak...
Sumner nie odzywał się do nikogo do dnia pogrzebu. Nie poszedł do kostnicy, chciał pamiętać Iana takim jakim był.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Wszystko, czego nie był w stanie wyrazić, znalazło się w jego tekstach, one mówią więcej niż jakakolwiek rozmowa z nim. Rękopis z przekreśleniami i poprawkami przywołuje obraz [Iana] krążącego w niebieskim pokoju, palącego papierosa i ledwo zauważającego mnie i podawaną mu filiżankę kawy (LINK).
Przytoczony cytat pochodzi ze wstępu autorstwa Deborah Curtis do książki Jona Savage'a, So This Is Permanence, którą dokładnie omówiliśmy jakiś czas temu TUTAJ. Książka ta ogólnie mówiąc jest o tekstach, notatkach, zapiskach wokalisty Joy Division. Pisał dużo, zazwyczaj na kartkach wielkości A4 kanciastymi, prawie drukowanymi literami. Zapiski trzymał w plastikowej torbie, którą zabierał ze sobą wszędzie, a po przyjściu do domu zanosił do niebieskiego pokoju który służył mu za gabinet do pracy.
Czy nigdy nie zastanawialiście się, co stało się z nią po śmierci Iana Curtisa? A w ogóle co to była za torba, jak wyglądała itd? Bo nie zachowało się żadne zdjęcie Iana i torby. Nieco światła rzuca na tę kwestię wywiad Petera Hooka z Johnem Robbem nagrany w 2020 roku z okazji 40 rocznicy śmierci Iana Curtisa. Robb zdawkowo rzucił w nim, że plastikowa torba była firmową reklamówką Tesco.
Zadaliśmy sobie trud i odszukaliśmy torbę z Tesco z okresu około 1980 roku (LINK). Była czerwona i w zasadzie niezbyt duża, lecz z racji koloru musiała się wyróżniać gdziekolwiek nie leżała. Wyobraźmy sobie zatem, dla pełnego obrazu, niebieski pokój Iana, gdzie w półmroku rzucała się w oczy czerwona końcówka żarzącego się papierosa i czerwona torba leżąca obok sofy…
A jeśli chodzi o jej zawartość, to Deborah twierdzi, że wśród rękopisów nie było niczego nowego, to znaczy nie znalazła w nich niczego, co nie stało się słowami do piosenek Joy Division. Co więcej, gdy muzycy New Order szukali wśród nich tekstów do Ceremony i In a Lonely Place, przypomniała sobie słowa swojego męża, który jej kiedyś powiedział, że uważa swoją pracę z Joy Division za zakończoną.
Może dlatego nie chciał dalej ciągnąć tego projektu, nie chciał jechać do USA, marzył o przeprowadzce na kontynent i otwarciu księgarni albo stworzeniu nowego zespołu wraz z Genesisem P Orridgem (LINK).
W każdym razie, niezależnie od tego czy Ian przed śmiercią rozdał część swoich tekstów, czy też dlatego że z powodu pogorszenia stanu zdrowia nie było nowych utworów, pakiet notatek i tekstów z plastikowej torby po śmierci Iana nie był kompletny. Deborah twierdzi, że kilka rzeczy zaginęło po jego śmierci, i podejrzewam, że rozdał część materiału, który przygotowywał. Ciągle posiadam jego notatnik kołowy, który wrzucił za szafę, nienapisaną nowelę, w której jest tylko kilka akapitów pełnych niesprecyzowanej bliżej rozpaczy. Skąd jego żona wiedziała, że coś zaginęło? Musiała doskonale znać zawartość plastikowej torby. Wyjęła z plastikowej torby papiery męża? A co zrobiła z samą torbą?
Cuda się zdarzają, kto wie czy za kilka lat na jakiejś aukcji nie pojawi się plastikowa torba Iana Curtisa? Albo może, co byłoby cenniejsze, brakujące kartki, których brak zauważyła Deborah Curtis?
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Tak się przypadkiem złożyło, że postanowiłem napisać o debiucie Yazoo, albumie Upstairs at Eric's. A tutaj okazało się, że właśnie niedawno bo 23.08. minęło dokładnie 40 lat od wydania tej niesamowitej płyty. Już śpieszę z wyjaśnieniami dlaczego niesamowitej.
Jest to płyta pełna innowacji, muzyki zróżnicowanej - od czystego electropop, poprzez muzykę eksperymentalną, do typowego (przepraszam za to określenie) babskiego śpiewu. Są na niej hity, i są piosenki które nigdy nawet nie miałyby szans się nimi stać - wydaje się, że to wynik dwóch zupełnie różnych osobowości - Alison Moyet i Vince'a Clarke'a. Wystarczy prześledzić karierę Moyet po rozpadzie Yazoo, i pamiętać, że Clarke był w Depeche Mode, żeby zrozumieć o co chodzi. Zaowocowało to miksem utworów wręcz genialnych i nieco słabszych, paradoksalnie jednak to Moyet jest autorką najlepszej piosenki na albumie, o czym poniżej. Po latach jednak jest pewność, że płyta obroniła się muzycznie, a wymierzona w nią fala krytyki po wydaniu, była chybiona (tak to jest z produkcjami wyprzedzającymi swoją epokę).
Dobrze, że obchodzimy 40-lecie bowiem z tego powodu wokalistka napisała kilka słów o każdej z piosenek. Poniżej cytujemy po kilka zdań z jej opowieści zamieszczonej TUTAJ i piszemy trochę na temat zawartości każdej z piosenek.
Album otwiera Don't Go - pierwszy w karierze klip Yazoo.
Nie byłam dobra podczas tego klipu...
We wspomnieniach Moyet opisuje dlaczego tak się stało, impreza, perypetie z włosami - to tak pokrótce. Piosenka jest najprościej mówiąc o zabójczej randce - zresztą jej żartobliwa forma jest pokazana na teledysku...
Przyjechał z miasta
Wszedł przez drzwi
Odwróciłam się, gdy usłyszałem
Odgłos kroków na podłodze
Powiedział, że jest zabójcą
Teraz wiem, że to była prawda
Jestem martwa, kiedy wychodzisz przez drzwi
Hej, kochanie, jestem uzależniona od ciebie
Too Pieces - napisana przez Clarke'a - to jedna z ulubionych piosenek Moyet, żałowała że smutno jej, iż nie mogła w niej śpiewać więcej.
Był powód żeby zatrzymać wokale po jednej zwrotce - i tak się stało.
Napisz do mnie list
Z twarzą na korytarzu
Ukrywam się przed kimś, kto boi się upadku
I czeka, aż ktoś zabierze ją z powrotem do miejsca, z którego przyszła.
I będzie czekać sama godzinami, nie będzie miała nic przeciwko, bo jest ktoś
W historii którą pamięta, pamięta w liście
A łzy schowane w niej sprawiają, że jej serce pęka mocniej
Zamyka oczy i bierze zdjęcie ze ściany
Bad Connection zaczyna się popowo, wręcz banalnie, ale to nie znaczy że tak się musi kończyć. Występuje w nim bowiem genialna wstawka - oryginalna rozmowa z operatorem. Moyet wspomina, że wtedy jeszcze nie było automatów a operatorzy na żywo informowali o połączeniu. Tak też było w tym przypadku:
Eric[chodzi o inżyniera dźwięku Erica Radclife'a] ustawił mikrofony, a Vince wybrał 100 i milczał. Nagrało się odebranie połączenia i zrozumiały zirytowany operator zadający pytania...
Wypadło to znakomicie i nadaje tej piosence świetny, niekomercyjny szlif.
Kontynuacją tego eksperymentu jest kolejny utwór: I Before E Except After C - wydaje się jakby tekst był powtarzany przez maszynę. Moyet nie czuje się związana emocjonalnie z tym utworem, to eksperyment Erica i Vince'a z opóźnieniem głosu wbudowanym w mikrofon.
Vince, Eric i mama Erica nagrali fragmenty czytanego przez nich przypadkowego tekstu z zastosowaniem opóźnienia.
Moyet nie uczestniczyła w tym eksperymencie, co potwierdza tezę z początku tekstu, że skłaniała się ona bardziej do tradycyjnych piosenek.
Midnight to piosenka napisana przez Moyet w wieku 18 lat.
Wszystkie kobiety, których wtedy słuchałam, były dość nieszczęśliwe.
To nie jest zła piosenka, jest średnia i niech tak zostanie.
Po niej In My Room - wspomina przeżycia Moyet kiedy matka opowiadała jej o Jezusie, a ponieważ twierdziła, że w jej pokoju jest dużo bluźnierstwa, rozmowy te nie były łatwe. Stąd wplecione fragmenty modlitwy i opowieść o przeżyciach wokalistki.
Only You - znany wszystkim hit - pierwszy singiel promujący album.
Lubię myśleć, że wybierając patetyczne podejście wokalne, przywiązywałam odpowiednią wagę do kompozycji Vince'a i jej późniejszego odbioru.
Wszystko, czego potrzebowałam, to miłość, którą mi dałeś
Wszystko, czego potrzebowałam na kolejny dzień
I wszystko, co kiedykolwiek wiedziałam
Tylko ty
Goodbye Seventies jest znowu typową piosenką, choć ma w sobie ładunek pozytywnego psychopopu.
Kiedy byłam punkiem, wierzyłam, że zawsze będę punkiem. Żegnajcie lata 70. moja 17-letnia jaźń zareagowała na pobudkę, że wszystko się zmieni. Tak będzie.
Smutna refleksja, pożegnanie z młodością, no nie da się ukryć, że nie widać jakoś wokół nas 60 - letnich punków...
Cieszę się, że już o was nie słyszę
Jestem zmęczona przegrywaniem w modowej wojnie
Do widzenia lata 70-te
Situation - nieco słabsza piosenka, chyba najsłabsza na albumie.. Po niej jednak wynagradzają nam z nawiązką. Mamy bowiem najlepszy utwór albumu: Winter Kills... Gdyby taką Moyet była zawsze - to by było coś...
Napisałam ten utwór, gdy byłam świeżo w Yazoo. Była część mnie, która czuła się tak obca na świecie, że wszyscy inni wydawali mi się obcy. Byłam zafascynowana i nieco przerażona wizją romansu.
Zielony w swojej miłości w jasne dni
Stałeś się ślepy na słońce, myślałeś, że jestem niemiła
Zatem chcę przypomnieć ci, jak zima zabija
Zagubiony w marzeniach jechałeś zbyt szybko i nigdzie nie dotarłeś
Jechałeś za pół taryfy, kiedy się za bardzo przestraszyłeś
A zima zabija
Łzy na moim ciele szukają słabszych szwów
Ból w twoich oczach czyni mnie okrutną, czyni mnie złośliwą
Łzy są zachwycające na powitanie zmroku
Jak zima zabija
Rozedrę cię w poszukiwaniu słabszych szwów
Tak zima, tak zima zabija
Całość kończy Bring Your Love Down (Didn't I), który powinien być przez poprzednim utworem. Bo po nim, nic już nie zabrzmi lepiej, nawet jeśli jest tak bardzo optymistyczne...
My wracamy jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Yazoo, Upstairs at Eric's, producent: E.C. Radcliffe i Yazoo, Mute 1982. Tracklista: Don't Go, Too Pieces, Bad Connection, I Before E Except After C, Midnight, In My Room, Only You, Goodbye Seventies, Situation, Winter Kills, Bring Your Love Down (Didn't I)
Na naszym blogu zajmujemy się głównie muzyką, wśród wielu postów są także i takie, w których opisywaliśmy efekty akustyczne, głównie autorstwa Martina Hannetta (LINK). Często posiłkował się on odgłosami przyrody (pierwsze spotkanie Hannetta z Tonym Wilsonem miało miejsce podczas nagrywania odgłosów ciszy w plenerze), może dlatego postanowiliśmy przedstawić takie twory natury, które są źródłem dźwięków albo takie, które mogą służyć za instrument. Wśród nich znajduje się zespół ponad 50 jaskiń Bell Caves położonych na południe od Tel Avivu w rejonie Beit Guvrin-Maresha National Park. Gdy dźwięk przemieszcza się między komorami wzdłuż korytarzy, słychać bardzo charakterystyczny pogłos
Jaskinie były kamieniołomami, które drążono w różnych okresach historii, twierdzi się nawet, że niektóre z nich pochodzą z IV wieku pne (LINK).
Artefakty muzyczne dostarczają pewnych dowodów na to, czego słuchali nasi przodkowie. Choć może się to wydawać mało prawdopodobne, niektóre duże głazy dzwonią metalicznym brzękiem po uderzeniu innym kamieniem. Wybite wgłębienia na dużych głazach, takich jak Gong Rocks w Serengeti w Kenii pokazują nam, że w przeszłości uderzano w niego i w ten sposób wydobywano muzykę ze skał. Przypuszcza się, że niektóre z tych gongów skalnych używano już w starożytności, ale uzyskanie dokładnych dat użytkowania ze znaków perkusyjnych jest trudne.
Podobne Ringing Rocks znajdują się w innych miejscach na Globie: w Ugandzie, w Pensylwanii w USA, a także w rejonie Szczelińca Wielkiego gdzie leży tzw. Dzwoniący Kamień.
Nie jesteśmy przyzwyczajeni do słuchania całkowitej ciszy. Normalnie wokół nas rozlegają się mnogie dźwięki: odległy warkot ruchu ulicznego, szelest liści na wietrze, bzyczenie owadów itp. Aby znaleźć zupełną ciszę na łonie natury, trzeba udać się do miejsc ubogich w roślinność, najlepiej w bezwietrzny dzień. Dobrym miejscem, gdzie nie słychać absolutnie nic, są głębiny Kolorowego Kanionu na Synaju.
Niektóre wydmy wydają dziwny dźwięk o niskiej częstotliwości, przypominający buczenie silników samolotu. Dźwięk może być zaskakująco głośny: w niektórych przypadkach można go usłyszeć z wielu kilometrów, jest to znane zjawisko od wieków, pisali o tym Marco Polo i Karol Darwin. Marco Polo usłyszał je na pustyni Gobi i tak opisał: [śpiewające piaski] czasami wypełniają powietrze dźwiękami wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, a także bębnów i szczękiem broni. Wynika to z budowy piasku, który tworzą drobinki kwarcu. Kiedy ziarenka piasku tej samej wielkości zostają wprawione w ruch przez wiatr bądź przez przechodzące zwierzę, zaczynają małymi falami staczać się po zboczach wydmy, niczym olej po szkle. Niekiedy podczas przetaczania piasku daje się słyszeć wibrujący jęk, który przeradza się w łoskot, zamierający wtedy, gdy fale piasku nieruchomieją.
Wydaje się, że temperatura odgrywa istotną rolę w procesie śpiewania – im bardziej rozgrzana jest wierzchnia warstwa piasku, tym głośniejszy wydaje dźwięk.
I na koniec tego krótkiego przeglądu, który oczywiście nie wyczerpuje tematu a jedynie zwraca uwagę na cuda natury: Możemy jeszcze wskazać Ucho Dionizjusza (Orecchio di Dionisio) - część syrakuzańskich kamieniołomów związana z podaniem o tyranie Dionizjuszu Starszym 405-367 p.n.e. - który słynął z podejrzliwości i jakoby wykorzystywał akustykę jaskini do podsłuchiwania skazańców. Nazwę podobno jednak wymyślił odwiedzający to miejsce Caravaggio, który zauważył, że wysokie na 23 metrów wejście do jaskini ma kształt podobny do ucha ludzkiego.
Pitagoras twierdził, że muzyka jest prawdziwym lekarstwem, a w starodawnych tradycjach religijnych i śpiewy i dźwięki były wykorzystywane do fizycznego i duchowego uzdrawiania.... Może nasz blog nikogo nie uzdrowi fizycznie ale mamy nadzieję że wybawi z nudy...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.