poniedziałek, 30 września 2024

Isolations News 295: Nagrobkowa płyta the Cure? nowy film o the Beatles, wraca Interpol, U2 i Robin Guthrie bo musi, Żaba z Bagna w radio, najstarszy ser świata, dwa księżyce, z pamiętnika Niemki, żryj pasikoniki, zegarek Bonda i bezpłatny festiwal muzyczny dla osób z demencją


Na początek powieje chłodem, bowiem w zeszłym tygodniu The Cure zademonstrowali fragment singla Alone z nowej płyty, a w klipie można poznać słowa i muzykę do całej piosenki. Album który pojawi się 1 listopada już jest w przedsprzedaży (LINK). Może być hit na miarę wielkich albumów jak Faith czy Pornography. Czekamy, tym bardziej że Cure nagrywają z taką częstotliwością, że to może być ich ostatnia płyta (coś jakby nagrobkowa).
 
Matka i syn idą cmentarną aleją i mijają nagrobek z napisem: ”Tu leży dobry prawnik i człowiek honoru”. Chłopiec przeczytał napis, spojrzał na mamę i spytał: Mamusiu, dlaczego pochowali tu dwóch mężczyzn? 
 

Tyle w temacie mecenasa Romana. Ale nie w temacie nagrobków. Otóż podczas wykopalisk w 2003 r. na cmentarzysku Xiaohe w Xinjiang w Chinach znaleziono pochówek sprzed 3600 lat. Był badany 21 lat i po tym okresie zespół naukowców stwierdził, że na szyi mumii znajdował się ser, który pierwotnie został wzięty za naszyjnik. Zidentyfikowany kawałek sera został zrobiony z mleka koziego i krowiego. Skawalony nabiał został uznany za najstarszy ser na świecie (LINK). 

News ilustrujemy obrazem tworzenia tzw. paradoksu sera. Im więcej sera tym więcej dziur. Im więcej dziur - tym mniej sera... Taka zagadka krąży wśród ćwierćinteligentów którzy spali, kiedy na fizyce i chemii wykładali pojęcie gęstości. Dlatego nowoczesna szkoła likwiduje lekcje fizyki i chemii (LINK). W dalszym programie jest likwidacja szkoły. Nie ma chleba, za to są igrzyska...

 

Skoro o igrzyskach - info z Manchesteru: w Bridgewater Hall miał miejsce bezpłatny festiwal muzyczny dla osób z demencją. W zasadzie nie jest ważne kto grał czy śpiewał (program jest TUTAJ), ale wśród licznych patronów oczywiście jest LGBT Foudation.

- Mamo, dzieci w szkole się ze mnie śmieją że jestem homofobem.
- To nieprawda synku, ale jak ci tak ktoś jeszcze powie to przywal ped@@owi! 

W temacie par z takich samych. Ziemia będzie miała dwa księżyce. Ten drugi będzie asteroidą 2024 PT5  o rozmiarach mniej więcej autobusu. Kiedy w tą niedzielę przeleciał obok Ziemi został tymczasowo uwięziony przez grawitację naszej planety i będzie orbitował wokół przez około dwa miesiące po czym poleci dalej. Ale wróci w 2055 roku (LINK). Wtedy świat będzie uratowany, dzięki zmianom klimatu jakie zajdą po 20 latach uwolnienia się UE od zarazy samochodów spalinowych.


Za to wtedy ludzie będą inni, bowiem jeść będą nowoczesną żywność, między innymi... pasikoniki! Wprawdzie Unia Europejska na razie odrzuciła projekt wprowadzenia sztucznego mięsa, ale wiele wskazuje na to, że już niedługo do trzech rodzajów owadów, które możemy jeść, zostaną dopisane koniki polne (LINK). Ponoć ich jedzenie poprawia sen, włosy i ... libido. Już wiem czemu moja suczka ugania się za nimi i zajada na kilogramy... 
 
Kiedyś za komuny hasłem było: chłopy pijta brom, to nie stanie wom. Teraz za Eurokomuny będzie: Jak se chcesz pofikać żryj pasikonika!
 

Dnia 28 listopada na platformie Apple TV+ premierę będzie miał dokument zatytułowany po prostu: 1964. Produkcja pokaże kulisy organizacji podróży the Beatles do Stanów i koncertu z 27 lutego 1964 roku. Występ czwórki spowodował w Ameryce gwałtowną beatlesmanię. Dokument niejako zapowiada przewidzianą na 2027 r. premierę czterech fabularnych filmów produkcji Sama Mendesa, które ukażą biografię każdego z muzyków, czyli Paula McCartneya, Johna Lennona, Georga Harrisona i Ringo Starra. Filmy te będą opowieścią przedstawioną z punktu widzenia każdego muzyka.

Jaki to ma związek z fikaniem? Ano taki, że zarówno w Hamburgu, jak i w USA muzycy poczęli wiele nieślubnych dzieci, których liczba wciąż jest nieznana. 

Z pamiętnika Niemki:

- Nie znam tożsamości ojca mojej córeczki. Jeździ BMW, które teraz ma dziurę w obiciu drzwi po moim obcasie. Możecie sprawdzić w okolicznych serwisach BMW, czy ktoś tam ostatnio nie naprawiał takiej usterki.

Może w tym celu należy wynająć detektywa? Jeden z nich ostatnio został uznany winnym kradzieży kokainy z policyjnego magazynu w celu sprzedaży narkotyku na ulicach Manchesteru. Ukradł aż 4 kilogramy specyfiku kiedy pracował jako policjant. Wpadł po tym, gdy został zauważony na nagraniu kamery monitoringu jak upuszcza małą torebkę kokainy przed szkołą podstawową, do której chodzi jego córka (LINK).

Najlepszym detektywem - agentem był Bond. James Bond. 

Ten siedzi w barze i przysiada się atrakcyjna dziewczyna. Rozmawiają, gdy nagle ona zwraca uwagę na nietypowy zegarek Bonda. I pyta:

- Czemu ten zegarek jest tak duży?

- Bo on nie tylko wskazuje godzinę, ale też potrafi przewidzieć przyszłość, odpowiada Bond.

- I co przewiduje obecnie?

- Że jest pani bez bielizny...

- Ależ agencie Bondzie - ja jestem przecież ubrana! 

- A tak, faktycznie, potrafi śpieszyć się 15 minut...

A gdzie śpieszą się mieszkańcy Manchesteru? Do szmateksu! Miasto bowiem słynie z mnogości punktów oferujących ubrania z drugiej ręki. W dodatku w ten weekend po raz czwarty z rzędu w mieście odbyły się krajowe targi używanej odzieży. Mieszkańcy byli z tego bardzo, bardzo zadowoleni, choć aby wejść na targi trzeba było kupić bilet (LINK).  

Nam udało się zdobyć selfie typowego Brytyjczyka po dokonaniu zakupów.


Jeśli UK to w 1997 roku, po 15 latach istnienia, Cocteau Twins zakończyli działalność. Ich ostatni album studyjny ukazał się w 1996 roku (Milk And Kisses). Po rozpadzie zespołu Robin Guthrie rozpoczął udaną karierę solową. Wydał sześć albumów, kilka EP-ek i dziewięć kolejnych albumów we współpracy z Haroldem Buddem, Johnem Foxxem i innymi. W lipcu wydał nową EP-kę, złożoną z czterech utworów ambientowych Atlas:


A w zeszłym tygodniu udzielił wywiadu - opowiedział w nim jak doszło do powstania tej E-pki, wspominał Cocteau Twins i... zapowiedział nową płytę, która wyjdzie po tym, gdy pojedzie do Kanady. Wyda ją, bo jak mówi: muszę coś sprzedać, żeby mieć co jeść, ale gdybym nie musiał nic sprzedać, nie usłyszelibyście jej, więc może to i dobrze, że muszę (LINK).


Zespół U2 za to nie musiał, ale udostępnił dwa nowe utwory Country Mile i Picture Of You (X + W) pochodzące z sesji nagraniowej płyty How To Dismantle An Atomic Bomb. Obie piosenki, których kiedyś nie dołączono do wydanego albumu, teraz pojawią się na płycie Re-Assemble Edition zawierającej także inne utwory, które nie znalazły się na wymienionej płycie jak i na jak i na How To Re-Assemble An Atomic Bomb. Nowe wydawnictwo będzie dostępne jako podwójne wydanie cyfrowe od 22 listopada, ale jego przedsprzedaż ruszyła (LINK).

Pisaliśmy wiele razy, że oni skończyli się po Unforgettable Fire (LINK). Amen.


Za to Interpol, który skończył się po drugiej płycie, będzie świętował 20. rocznicę jej wydania, czyli albumu Antics z 2004 roku, który ukazał się nakładem Matador Records. To arcydzieło opisaliśmy TUTAJ. Rocznicowe wydanie wyjdzie w trzech etapach i edycjach: 18 października tego roku wydanie na czerwonym winylu, w tym samym dniu, ale tylko w Meksyku trójkolorowy album LP (czerwony, biały, zielony) a na końcu, dostępny od 24 stycznia 2025 roku: zestaw 3xLP zawierający także 30-stronicowy album i koncert zarejestrowany w 2005 roku w Palacio de los Deportes. W sklepach od 18.10.24. 
 

Przedsprzedaż TUTAJ.

Nic za to nie musi Jacek Żaba Żędzian, twórca festiwalu Rock na Bagnie, który ma własną audycję w radio! (nasz wywiad z Jackiem TUTAJ). Jej tytuł to Żaba z Bagna i można ją można usłyszeć w Radio AKADERA. Artysta zapowiedział, że będzie prezentował cały przekrój muzyki punkowej i jej pochodnych, gdyż wbrew pozorom, jest to muzyka bardzo różnorodna. Zajrzy też czasem na krajowe punkowe podwórko, opowie o historii i korzeniach punk rocka oraz tym, co nowego słychać w Rock na Bagnie (LINK).  

Polecamy, a mistrza pozdrawiamy!

Co myśli żaba tuląc się do jeża?
- Miłość jest cierpieniem.

Jak słuchanie nowych dokonań U2 i Interpol. Albo czytanie nas. A my wracamy już jutro, dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 29 września 2024

Dokument o Joy Division na kanale Stained Glass Stories: nasza recenzja

Jakiś czas temu opisywaliśmy bardzo dobry film o historii zespołu Cocteau Twins wyprodukowany przez kanał Stained Glass Stories (TUTAJ). Ponieważ miesiąc temu twórcy kanału postanowili zmierzyć się z historią głównych bohaterów naszego bloga, czyli Joy Division, warto co nieco o owym dokumencie napisać. 

Film zaczyna się od dość krótkiego wstępu opisującego każdego z członków zespołu. Oczywiście w tak krótkim dokumencie nie da się zawrzeć detali z życia artystów, jednak może warto dodać te, istotne dla późniejszej twórczości zespołu (te które wywarły wpływ na muzykę). Tak więc Bernard Sumner wychowywał się w bardzo trudnych warunkach (kalectwo matki i jej późniejszego męża), o czym można przeczytać w jego biografii streszczonej przez nas TUTAJ. Jeśli wspomniano o uzależnieniu od Legactilu Iana Curtisa w młodości (choć w jego biografii napisanej przez Middlesa i Reade tego faktu nie podano), to dlaczego nie wspomniano o przygodach Stevena Morrisa, który sam opisuje je w swojej biografii (streszczonej przez nas co środę TUTAJ)? 

Dalej  w filmie zaczyna się historia Joy Division i tradycyjnie już dla tego typu opracowań, podane są fakty wspólnej fascynacji punkiem Sumnera i Hooka, i rozpoczęcie przez nich gry w zespole, ale nie ma w tym miejscu nic na temat wcześniejszych udziałów w swoich zespołach zarówno Curtisa jak i Morrisa, a warto wiedzieć, że zanim dołączyli oni do Joy Division grali w innych grupach. Fakty te wspomina zarówno Morris w swojej biografii, jak i Jon Savage w swojej ostatniej książce (LINK). Co istotne, to Ian Curtis we wcześniejszym swoim projekcie z nijakim Iainem Grayem, wymyślił nazwę Warsaw dla ich wspólnego zespołu (warto zobaczyć TUTAJ): Po dokoptowaniu basisty zaczęli próby w klubie Great Western w Moss Side, choć mieli kłopoty ze znalezieniem miejsca prób, zewsząd byli wyganiani przez kurtkę Iana. Curtis wtedy nie śpiewał, bardziej recytował swoje teksty, jak opisuje to Gray: pochrząkiwał pochylony nad swoim tekstem. Nie mieli wtedy perkusisty, a jako nazwę Ian wybrał Warsaw  z powodu wpływu albumu Bowiego. W okolicach lutego ich zapał wygasł.. 

Dalej w filmie dowiadujemy się, że Warsaw grali jako support Buzzcocks... Taki fakt nie jest nam znany, owszem Joy Division supportowali Buzzcocks, ale Warsaw? Warsaw postrzegani byli w Manchesterze jako tandetny postfaszystowski band, ich koncerty raczej wzbudzały śmiech, a repertuar, którego głównym autorem był Hooky, nie wzbudzał entuzjazmu (przypomnijmy choćby At A Later date czy Gutz). Dlatego zespół oddalił się na chwilę z klubów by zmienić styl, więcej próbować i przechrzcić się na Joy Division (po drodze byli jeszcze Stiff Kittens). We fragmencie o debiucie Warsaw zamiast okładki An Ideal For Living pojawia się okładka jakiegoś bootlegu (An Ideal Begining). Debiut Warsaw przede wszystkim był nie tyle kiepskiej jakości jeśli chodzi o nagranie, ale był nagrany cicho. W jednej z książek o zespole jest opisana scena, kiedy poprosili DJa o puszczenie swojego singla w jakimś klubie w Manchesterze. Ten uległ prośbie, ale gdy tylko singiel zaczął grać, publika zeszła ze sceny bo nagranie było bardzo ciche. Problem tkwił też w fakcie, że okładka zaprojektowana przez Bernarda Sumnera kojarzyła się z nazizmem, i w pierwszej kolejności podczas wznowienia, to jej właśnie pozbył się menadżer zespołu Rob Gretton, zastępują okładką Stevea McGarrego (LINK). 

Jeśli natomiast chodzi o genezę nazwy Joy Division warto wspomnieć, że książkę Katzetnika przyniósł Sumner (LINK), który był też pośrednio inspiratorem okładki Unknown Pleasures. Inaczej wyglądała też historia wyboru menadżera zespołu. Owszem Gretton był na koncercie Joy Division, ale Sumner wspomina, że zaczepił go podczas rozmowy telefonicznej kopiąc w budkę i składając nietypową ofertę. Brzmiało to mniej więcej tak, że ma ofertę pracy przy sprzątaniu kibli, ale może zostać menadżerem Joy Division. Sumner zabrał go na próbę zespołu, a postali nie mieli pojęcia kim jest nowy obserwator ich gry. 

Kiedy omawiany jest debiut płytowy zespołu na minalbumie A Factory Sample powinno pojawić się nazwisko Martina Hannetta, miejmy nadzieję że pojawi się później (i tak też jest). Natomiast w całym filmie panuje dość mocny miszmasz jeśli chodzi o chronologię zdjęć, ale też i nagrań (choćby posiłkowanie się wersjami piosenek ze Still, które przecież ukazały się po śmierci Curtisa i brzmiały inaczej niż zespół sobie tego życzył w czasie ich nagrywania, a wersje z tego albumu są raczej mniej lub bardziej nieudanymi wizjami Hannetta). Podobnie jest ze zdjęciami, warto było jednak wspomnieć Kevina Cumminsa, jako jednego ze świadomych kreatorów ponurego wizerunku zespołu. Postać legendarnego fotografa nie powinna być  pomijana, zwłaszcza we fragmencie filmu kiedy omawiany jest unikalny wizerunek grupy (nie padają też nazwiska wielu innych osób, bez których dziś nie wiedzielibyśmy tyle o zespole, i które miały kolosalny wpływ na to jakim zespól się stał, czyli poza Cumminsem nie padają choćby nazwiska Micka Middlesa, Antona Corbijna czy Jona Savage'a). 

Przy omawianiu muzycznych inspiracji obok Kraftwerk, czy Velvet Underground, nie pada nazwa the Doors... A przypomnijmy, że Jim Morrison był wielkim idolem Iana Curtisa. Ten ostatni miał przecież podobny tembr głosu, przez co koncerty Joy Division w USA były reklamowane jako występy nowych the Doors

Podczas opisywania Hannetta i jego sposobu nagrywania koniecznie należało wspomnieć o uzależnieniu od narkotyków. Tak jak późniejsze albumy the Beatles są dziełem narkotyków w synergii z talentem muzycznym, tak samo produkcje Hannetta (jakże inaczej brzmiące niż zespół na żywo) były wynikiem jego eksperymentów z narkotykami, o czym wspominają sami muzycy. Martin po wyjściu zespołu ze studia zamykał się w nim, zażywał narkotyki, miksował, a rano, już na trzeźwo, słuchał swoich dzieł. 

Podczas omawiania okładki Unknown Pleasures warto było wspomnieć, że nie ma na niej nazwy zespołu (pierwsi ten zabieg zastosowali the Beatles), ale to może mniej istotne. Okładka jest fakturowana - to najważniejsze. Chodziło bowiem o to, żeby po wzięciu jej do ręki czuć było fakturę muzyki, co dotyczyło głównie słuchaczy z wadami wzroku lub jego brakiem. 

Odnośnie Closer to trudno też zgodzić się, że okładkę zaakceptował Curtis, wkoło tego faktu istnieją kontrowersje, a biorąc pod uwagę (pokazaną w filmie) ewolucję okładki LWTUA można sądzić, że Factory zastosowała chwyt reklamowy (jeśli tak to można nazwać - pisaliśmy o tym TUTAJ). Potraktowanie wątku samobójczej śmierci Curtisa w filmie to temat na zupełnie osobny wpis. 

Reasumując, film jest dobry dla początkujących fanów zespołu. Być może należało w nim poszerzyć kilka wątków, a inne skrócić. Niemniej można go (mimo kilku zastrzeżeń) polecić jako wstęp do budowania wiedzy o zespole. Takiej podstawowej wiedzy, pamiętając jednak, że diabeł tkwi w szczegółach... 

 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

                   

sobota, 28 września 2024

Bobry w sztuce i nie tylko czyli historia pewnej kastracji

Najstarsza wzmianka o bobrze znajduje się w opisie Scytii w Dziejach Herodota  (ok. 485–ok. 425 r. p.n.e.), którą lokalizowano w stepach gdzieś pomiędzy morzem Czarnym, a Siedmiogrodem oraz Wołyniem a Kaukazem. Scytię zamieszkiwali oczywiście Scytowie, ten przerażający lud wojowników znany z okrucieństwa, który, co potwierdziły ostatnie badania archeologiczne, pił krew wrogów a z ludzkiej skóry sporządzał odzież i kołczany. I właśnie w tej Scytii według świadectwa greckiego filozofa żyły bobry, których jądra leczyły różne choroby a futro świetnie nadawało się do obszywania ubrań. Późniejsi autorzy starożytnych tekstów swoje informacje o bobrach utrzymali w tej samej w konwencji, przestrzegając przed ostrymi zębami tych zwierząt, którymi bez problemu ścinali drzewa ale i miażdżyli kości i ścięgna myśliwych. Takie wzmianki o nich są u Ezopa, Arystotelesa,  Strabona, Pliniusza i Dioskurydesa.

 



Na tych antycznych źródłach swoje rewelacje o bobrach oparli autorzy średniowieczni. Najbardziej poczytnym dziełem był grecki Fizjolog (gr. Φυσιολóγος) powstały w Aleksandrii lub Cezarei między II a IV wiekiem. Anonimowy tekst opisał wiele gatunków zwierząt, nie tylko prawdziwych ale i fantastycznych oraz kamienie i rośliny. Każda informacja zawierała jeszcze wykładnię o symbolicznym znaczeniu. Bóbr ma tam o wiele łagodniejszą naturę, nie ma nic o ostrych zębach i ścinaniu drzew. Za to jest dłuższy passus o polowaniu na bobry, na który powoływali się i który powielali kolejni autorzy pism średniowiecznych: Izydor z Sewilli w Etymologiach, Gerald z Walii w Itinerarium Cambriae, Tomasz  z  Cantimpré  w Liber de natura rerum i Albert Wielki w  traktacie Experimentator. Otóż bóbr, który usłyszy myśliwych dokonuje autokastracji odgryzając sobie jądra, które rzuca myśliwym.  Jeśli zwierzę zostanie osaczone po raz drugi, stając na tylnych łapach pokazując brak organów a wtedy łowczy puszczają go wolno. Bo – jak przypominamy -  jądra bobrze (kastroteum) służyły do wytwarzania leków. Tekst konkluduje to zdarzenie wyjaśniając, że podobnie jak myśliwy na bobra, szatan poluje na człowieka, bo pragnie jedynie własnej korzyści. Ale gdy człowiek odrzuci grzech i zechce żyć w czystości, szatan przestaje go prześladować.


Ten aspekt natury bobra był często ukazywany na ilustracjach ksiąg. Warto przy tym zauważyć, że bóbr na nich wcale nie przypomina bobra,  nie ma charakterystycznego ogona ani zębów, a długim pyskiem i smukłą sylwetką w ogóle nie przypomina znanego nam krępego gryzonia. Jednak łacińska nazwa castor utrwala przypisywane mu cechy, bo pochodzi od czasownika od castrare (kastrować).

Autokastrację bobra wspominał nawet polski lekarz i botanik Stefan Falimirz w rozprawie O ziołach i o mocy ich (1534), gdzie tak pisze: Bóbr jest zwierzę psu podobne, skórę ma ościstą, bardzo rozkoszną, która im czarniejsza, tym droższa. Zęby ma bardzo ostre, któremi drwa siecze, a dom sobie bardzo misternie sprawuje. Nogi przednie ma jako pies, ale zadnie gęsi podobne, ogon bardzo tłusty, rybie podobny. To zwierzę, gdy go łowiec goni, tedy stroje sobie urywa, a łowcowi miecie. Po tym, gdy go drugi łowiec napadnie, tedy się na zadnie nogi naprzeciwko temu podnosi ukazując iż strojów nie ma, dla których go najwięcej łowią, albowiem stroje jego urznione, a w cieniu ususzone ku rozmaitym lekarstwom są godne.

Jak można wywnioskować z przytoczonego fragmentu, bóbr według średniowiecznych przyrodników był hybrydą trzech zwierząt wyraźnie od siebie oddzielonych: przednia połowa zwierzęcia jest podobna do psa i pokryta ciemnym futrem, tylna jest niebieska od łusek i przypomina rybę a z tyłu ma gęsie, czarne nogi. Ogon pokryty łuskami, który był w opinii tamtejszych ludzi rybą, można było jeść w okresie postu. 



Wraz z renesansem zaczęto weryfikować informacje o bobrach. Przede wszystkim obraz zwierzęcia stał się bliższy rzeczywistemu, ale jego alegoryczny sens nie uległ zmianie. Gryzoń został nawet umieszczony na arrasie naddrzwiowym z 1555 roku z herbem Polski na Wawelu. Przyjmuje się, że autorzy tapiserii wizerunek bobra wzorowali na rycinie z 1551 roku z Historii Zwierząt Conrada Gessnera (1516–1565). Bór niesie w pysku węgorza potomstwu, będąc symbolem chrześcijańskiej cnoty czystości oraz wystrzegania się wad i grzechu.  Po drugiej stronie polskiego godła jest jeżozwierz, o wymowie ambiwalentnej, ale tutaj jako symbol spokoju, zdolności do samoobrony i odwagi. 



Bobry w sztuce pojawiały się także pośród zwierząt towarzyszących św. Hieronimowi, są na dwóch obrazach o tej tematyce autorstwa Łukasza Cranacha. Na jednym widzimy św. Hieronima jako pustelnika, a na drugim św. Hieronimem jest Kardynał Albrecht (lub Albert) z Brandenburgii (1490-1545). 


W obu przypadkach bóbr symbolizuje pracowitość, która charakteryzowała to zwierzę według tradycji ludowej. Do dziś zresztą w języku angielskim funkcjonuje wyrażenie busy as a beaver czyli zajęty jak bóbr. Natomiast płakać jak bór” ma konotacje jeszcze antyczne. Według Pliniusza zabijany bóbr płakał rzewnymi łzami.



W Polsce podobnie jak i całej Europie bobry były wyjątkowo cenione. Istniało ogromne zapotrzebowanie na bobrowe skóry, którymi nawet w pewnym okresie płacono podatki, a także na kastroteum. Dlatego już w XI wieku król Bolesław Chrobry wprowadził zakaz polowań na bobry na ziemiach królewskich oraz ustanowił urząd bobrowniczego, do którego należała opieka nad bobrami: dokarmianie ich zimą i dbanie o całość ich żeremi. Jednak mimo to od XIII wieku obserwowano spadek populacji bobra w Polsce. Dlatego w 1529 roku sejm na Litwie przyjął zapewniające ochronę bobrom Statuty Litewskie zawierające przepisy chroniące żeremie bobrowe i nakładające kary za naruszenie przyjętych zasad.
 

Na spadek liczby bobrów wpływ miała głownie moda na kapelusze bobrowe. Wykonywano je z filcu do którego produkcji używano bobrowych futer. Były noszone przez każdego, kto tylko był w stanie je kupić, bo uważano jeszcze, że noszenie czapki bobrowej poprawia inteligencję i pamięć. Krążyły nawet pogłoski, że osoba głucha nosząca czapkę z bobra może odzyskać słuch. Nic więc dziwnego, że popularność filcowych nakryć głowy z bobra rosła wprost proporcjonalnie do ceny i odwrotnie proporcjonalnie do pogłowia bobrowej populacji w Europie. Początkowo głównym centrum kapelusznictwa była Francja,  jednak po Edykcie nantejskim w 1685 r. ponad 10 000 kapeluszników wyemigrowało do Anglii, co spowodowało upadek francuskiego przemysłu kapeluszniczego.
 

W krótkim czasie kapelusz z bobrowego filcu stał się oznaką statusu społecznego, stać na niego było tylko przedstawicieli najbogatszej warstwy społecznej. Stąd pewnie autoportret Rembrandta w takim kapeluszu i portrety arystokracji angielskiej pędzla Anthony'ego van Dycka. Dopiero książę Albert, mąż królowej Wiktorii noszący kapelusze z jedwabnego filcu zakończył modę na tą część męskiej garderoby.

Od XIX wieku bóbr traci swoje umoralniające cechy, na obrazach pokazywany jest jako część natury, bądź po prostu staje się elementem dekoracyjnym… (poniżej przycisk do papieru w stylu art. deco w kształcie bobra).

Niewątpliwie jednak kojarzy się z czymś pozytywnym, w bajkach dla dzieci jest dobrym zwierzęciem, pracowitym i dobrodusznym, wspomnieć tu można na przykład postać bobra z Opowieści Narnijskich

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 27 września 2024

Dom Książki: Brewiarz Franciszkanów Świeckich - modlitwa Kościoła dla pracujących


Każdy duchowny zobowiązany jest do odmawiana Brewiarza, który w formie dla kapłanów jest dziełem dość obszernym. Kilka razy już przymierzałem się do zakupu, ale stwierdziłem, że z powodu codziennych obowiązków związanych z pracą i rodziną, nie będę w stanie odmawiać brewiarza trzy razy dziennie. Jeśli do tego dodać Msze Święte to z braku czasu trzeba by było zaniedbać swoje obowiązki, a to przecież nie o to chodzi. Zatem szukałem czegoś bardziej dostępnego i znalazłem aplikację, ale jestem jednak zwolennikiem bardziej tradycyjnych form przekazu (książki jednak nie da się wyłączyć) i dotarłem do Brewiarza Franciszkanów Świeckich - bardzo pięknie wydanego i oprawionego, co biorąc pod uwagę jakość, jest zakupem niezwykle cennym. 

Mój Ksiądz Proboszcz w każdym razie uznał go za dzieło niezwykle wartościowe. Wydawnictwo zostało opracowane przez zespół: s. Jolanta Bogdanów FZŚ, br. Bernard Kozłowski FZŚ, o. Tobiasz Kołodziejczyk OFM, o. Alojzy Pańczak OFM. Zatem mamy dwóch duchownych i dwoje świeckich, a Brewiarz został wydany przez Wydawnictwo Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie w 2023 roku (można go nabywać TUTAJ).  Co ważne, jeśli ktoś ma w posiadaniu modlitewnik, to Brewiarz zrobi konkurencję, bowiem poza Liturgią Godzin do codziennego odmawiania, zawiera też inne typowe modlitwy, o czym za chwilę. 

Układ Brewiarza jest następujący: historia FZŚ, z historią zatwierdzenia  reguły zakonu i opisem zebrań wspólnoty, oraz metoda odmawiania Liturgii Godzin. Ten fragment uważam za nieco niejasny, w każdym razie udałem się do pobliskiego zakonu i poprosiłem jednego z Ojców o instrukcję, i ją dostałem. Brewiarz zawiera wkładkę z często odmawianymi modlitwami, co jest bardzo praktyczne.

Liturgia Godzin podzielona jest na 4 tygodnie w każdym oczywiście po 7 dni, natomiast bardzo dobre jest to, że dodano specjalne modlitwy na święta związane z Zakonem. Oczywiście ze wspomnianych powyżej powodów Liturgia zawiera tylko Jutrznię i Nieszpory. Układ jest taki, że mamy zawsze albo Pieśń Maryi abo Zachariasza (naprzemiennie), zawsze na początku jest wezwanie, później hymn, psalmy, antyfony, czytanie, responsorium krótkie, prośby i modlitwę końcową.

Po modlitwach Liturgii Godzin na 4 tygodnie (a brewiarz liczy prawie 900 stron!)  znajdują się modlitwy do Boga, nabożeństwa, nowenny i litanie, a na końcu też pieśni (Liturgia Godzin to zaledwie jedna z 5 części Brewiarza). Na końcu umieszczono alfabetyczny spis pieśni.


Format wydawnictwa jest poręczny (11.5 na 17.5 cm), mieści się ono do małej torebki na ramię. A samo wydawnictwo jest bardzo eleganckie i praktyczne (ładny papier i kursywy). 

Na koniec warto nieco wspomnieć o historii powstania Brewiarza (cytat STĄD): W XVII wieku pojawiły się pierwsze wydania modlitewników przeznaczonych dla tercjarzy franciszkańskich. Były wydawane też teksty Reguły z towarzyszącymi im komentarzami, do których dołączano krótkie modlitewniki. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku inicjatywę wydania jednego wspólnego dla wszystkich tercjarzy w Polsce modlitewnika podjął zaangażowany w posługę franciszkanom świeckim  o. Tarsycjusz Waszecki OFM. O. Tarsycjusz starał się, by modlitewnik miał czytelny układ, nawiązywał to tradycji publikacji przedwojennych i zaspokajał oczekiwania jak najszerszych grup odbiorców nie tylko spośród franciszkanów świeckich. Nowe, gruntownie zmienione wydanie modlitewnika, zawiera postulowaną przez wielu franciszkanów świeckich uproszczoną Liturgię Godzin rozpisaną na cztery tygodnie.  W samym modlitewniku usunięto niektóre fragmenty, a dodano nowe, np. związane ze czcią świętych tercjarskich. W nawiązaniu do tradycji nowy modlitewnik, który oddajemy w ręce franciszkanów świeckich, zatytułowano Brewiarz franciszkanów świeckich.   

Chyba lepszej rekomendacji nie trzeba, zwłaszcza że koszt to zaledwie 60 PLN. Warto więc kupić zanim neokomuniści z UE i okolic zabronią się modlić. Wtedy wrócimy do bibuły a to już nie taka sama jakość...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 26 września 2024

Zagadka srebrników Judasza

Istnieją różne relikwie… Na naszym blogu pisaliśmy o Weraikonie (LINK) o Graalu (LINK) a nawet o Arce Przymierza i o tym, co z niej zostało (LINK). Ale dzisiaj chcemy zająć się wyjątkowymi artefaktami, dość kontrowersyjnymi, jakimi są srebrniki, którymi zapłacono Judaszowi za wydanie Chrystusa.  Według Ewangelii św. Mateusza (26:15) Judasz dostał trzydzieści srebrników. Sumę tę dostał przed Ostatnią Wieczerzą od arcykapłanów ale po wszystkim, po pojmaniu Jezusa zwrócił pieniądze arcykapłanom, po czym powiesił się.


Ale wróćmy do zapłaty. Słowo użyte w Ewangelii (argyria) oznacza po prostu srebrne monety, dlatego zarówno historycy jak i numizmatycy spierają się o to, jakie to były nominały. Na przykład Donald Wiseman (Illustrations from Biblical Archaeology, Londyn: Tyndale Press, 1958, s. 87–89) sugeruje, że Judaszowi zapłacono albo tetradrachmami tyryjskimi, powszechnie zwanymi szeklami tyryjskimi, albo staterami z Antiochii (które miały na awersie głowę Augusta). Arcykapłani mogli także wręczyć Judaszowi tetradrachmamy Ptolemeuszy.



Z tych trzech rodzajów najczęściej wskazuje się jednak szekle z Tyru (tetradrachmy). Produkowano je w Tyrze od 125/5 p.n.e. do 65/66 n.e., a w czasach Cesarstwa Rzymskiego używano je (i tylko te monety) do płacenia specjalnego podatku na rzecz Świątyni w Jerozolimie (zob. Mat. 17:24). Na swoim awersie z rozkazu Rzymian widniała ukoronowana wieńcem w laurowym głowa bożka Melcharta, czyli Baala, interpretowana przez Greków jako Herkulesa, ale szyderczo Żydzi uważali ją za podobiznę Belzebuba. Wybór akurat tej monety do uiszczania podatku brał się z jej wartości:  szekle Tyru były ze srebra o wyższej czystości (94%) niż moneta rzymska (mniej niż 80%). Zatem  trzydzieści szekli z Tyru miało potencjalnie wyższą wartość niż 30 innych srebrnych monet używanych w tym samym czasie. Także didrachmy (statery) z Rodos, z wyobrażeniem Heliosa uznaje się za nominał wypłacony Judaszowi.


Czy 30 srebrników to było dużo? Przyjmuje się, że 30 takich monet otrzymywał za kwartał wykwalifikowany rzemieślnik, była to także cena niewykształconego niewolnika lub wartość zakupu małego pola (porównanie innych do szekla cen można znaleźć TUTAJ).  Jednak ogólnie uważa się, że otrzymana przez Judasza kwota nie była wygórowana.

Podobno zachowało się nie więcej niż 20 takich monet, z których historycznie udokumentowanych jest 16, ale obecnie tylko trzy są uważane za relikwie, a więc są oprawione i przechowywane w miejscach kultu. Najładniejsza z nich, najlepiej zachowana, jest od XIV wieku przechowywana w srebrnym relikwiarzu stojącym w skarbcu katedry pod wezwaniem św. Anzelma w mieście Nin w Chorwacji. Relikwiarz jest wykonany wprawdzie ze srebra, ale także ze szkła, a sam srebrnik podtrzymywany przez srebrną podpórkę w kształcie wyciągniętej ręki.



Nie ma precyzyjnych informacji kiedy moneta dotarła do Nin. Czy została znaleziona na miejscu, czy też jest darem jednego z wędrowców, a może była celową fundacją dla miejscowego kościoła? Według legendy monetę przywiozła Marcela, święta patronka miasta, która przyjaźniła się ze św. Martą i jej bratem Łazarzem. Według podań św. Marcela wspólnie z kuzynem, św. Anzelmem, założyli katedrę w Ninie, w której Anzelm był pierwszym biskupem.

Zwrócone judaszowe srebrniki nie powróciły do skarbca świątynnego, arcykapłani uznali, że są nieczyste, bo płacono nimi za śmierć człowieka. Kupili za nie działkę, nazywaną  Polem Garncarza w Dolinie Hinnon (Dolinie Gehenny) i przeznaczyli na cmentarz dla innowierców zmarłych w Jerozolimie. Dziś stoi tam grecki monastyr św. Onufrego… 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 25 września 2024

Stephen Morris: Record, Play, Pause - książka perkusisty Joy Division i New Order cz.17. Narodziny punk rocka w UK

 

W pierwszej części (TUTAJ) przedstawiliśmy streszczenie fragmentu książki, w którym Stephen Morris opisuje swoje dzieciństwo. W części drugiej (TUTAJ) wojenne pasje perkusisty Joy Division, a w kolejnej historię życia jego ojca (TUTAJ), rodzinne wycieczki (TUTAJ) i pierwsze single w kolekcji Stephena (TUTAJ). W następnym wpisie przedstawiliśmy pierwsze instrumenty z kolekcji Stephena i opisaliśmy jego fascynację the Beatles, jak i amerykańską TV (TUTAJ). W kolejnym (TUTAJ) męczarnie na kursie tańca i fascynację obserwatorium Jordell Bank, oraz kompletnie inne, niż rodziców, zainteresowania kinowe. W kolejnym (TUTAJ) lekcje gry na klarnecie i pierwsze zakupy płytowe. W kolejnym (TUTAJ) pierwsze koncerty i fascynację Davidem Bowie  wybór roli w zespole jako perkusista (LINK). W tej części (LINK) przedstawiliśmy pierwsze eksperymenty kolegów z LSD, epizod ze studiami i przeprowadzkę do nowego domu. TUTAJ opisaliśmy pierwszych idoli gry na perkusji i zakup instrumentu, a także pierwsze lekcje Stephena gry na nim, a TUTAJ perypetie związane ze zmianą szkoły. Wzrastające zainteresowania winylami i rozbudowę zestawu perkusyjnego opisaliśmy TUTAJ i TUTAJ. Pierwsze nagrania zespołu Stephena w Strawberry Studios opisaliśmy TUTAJ

W 1975 roku przyszły perkusista Joy Division i New Order pojechał na festiwal do Reading ze swoim kolegą Philem Sturgessem. Publika zachowywała się tam dość kontrowersyjne, np. niektórzy rzucali butelkami i puszkami w kierunku sceny, kiedy występ był słaby. Czasem w butelkach znajdował się mocz. Stephen chciał zobaczyć kolejny raz Hawkwind, ale ich występ był nudny, minęła fascynacja z 1972 roku, poza tym kilku członków odeszło z zespołu.


Za to Dr Feelgood wypadli doskonale. Podobnie kilka innych kapel, jak na przykład Kursaal Flyers. Yes i Supertramp za to były spoza obszaru zainteresowań, poza tym zdaniem Stephena, Yes uosabiał wszystko co najgorsze w muzyce. 

W tamtym czasie rodził się punk rock. Ogólnie przyjmuje się, że datą narodzin punka był rok 1976. Natomiast trwa spór jak to się zaczęło, wśród zespołów które stworzyły punka wymienia się the Stooges, MC5, New York Dolls, Velvet Underground, Roxy Music, Modern Lovers, Alice Cooper i inne. Warto dodać, że dziś za pierwsze punkowe zespoły brytyjskie uważa się the Damned, Sex Pistols i Buzzcocks, przynajmniej takiego zdania był Mick Middles, którego książkę streszczaliśmy jakiś czas temu.


Niemniej Morris uważa, że pierwsze zespoły punkowe jakie słyszał, to Stooges, MC5, Ramones i Modern Lovers. Pamięta jak pierwszy raz zobaczył występ Sex Pistols u Tony Wilsona. To był szok dla starszych. I to było dokładnie tym, co Stephen zapragnął grać. 
 

Warto nadmienić, iż Wilson wspominał, że zespół był pod wpływem, mało tego podczas próby zdemolowali sprzęt. W opinii Stephena New Rose zespołu the Damned to był pierwszy punkowy singiel wydany w UK.
 

Ukazał się szybciej niż płyty Pistols. Najważniejsze było jednak to, że punk niósł ze sobą bunt wobec wartości, w tym również chrześcijańskich. To było dla Stephena bardzo podniecające. Mogłeś nagrywać swoje płyty, robić co chcesz, i być kim chcesz. Stephen w tamtym czasie polubił też album Bowiego Low.


Muzyka ta bardzo na niego wpłynęła - była jak z innego wymiaru. Zatem punk był jedną, a Bowie i muzyka krautrockowa - drugą stroną które idealnie pasowały do gustu Stephena Morrisa.

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

wtorek, 24 września 2024

Tajemnice Dziewczyny z Perłą Vermeera

Znane obrazy kryją w sobie tajemnice, o czym lubimy pisać na naszym blogu. Tak jest z czołowymi dziełami Leonarda da Vinci (jest o nich TUTAJ) i tak jest z Dziewczyna z Perłą (z ok. 1665) Vermeera, która od wieków wzbudza zachwyt. Jednak mimo sławy, jaką się otacza, stosunkowo niewiele o tym obrazie wiemy, zresztą jak i o samym Vermeerze. Dlatego w 2018 roku powołano projekt badawczy The Girl in the Spotlight gdzie pod kierunkiem Abbie Vandivere, konserwatora z Mauritshuis (gdzie znajduje się obraz), pracuje grupa międzynarodowych naukowców.  


Wykorzystując nieinwazyjne techniki obrazowania i skanowania, na podstawie analizy próbek farby i mikroskopii cyfrowej, a także innych technik badacze po latach prac dokonali dwóch znaczących odkryć. Po pierwsze, ustalono, że tło, przez długi czas uważane za po prostu jednolicie ciemne, wyobrażało pierwotnie zieloną zasłonę. Z biegiem lat  zielone pigmenty na fałdach tkaniny wyblakły, pozostawiając stosunkowo płaską, ciemną powierzchnię, którą widzimy dzisiaj. Po drugie, wykorzystując skanowanie fluorescencji rentgenowskiej w skali makro i badanie mikroskopowe, badacze odkryli, że Dziewczyna kiedyś miała rzęsy. Przez lata uważano, że Vermeer je pominął aby w ten sposób bardziej wyidealizować twarz kobiety i jej oczy.  
 

Dużym odkryciem było ustalenie składu pigmentów i sposób tworzenia obrazu. Otóż artysta najpierw kładł odcienie brązu i czerni, zaczynając od malowania  tła a kończąc na tym, co znajduje się na planie pierwszym.  Po kolei więc wykonał każdy element osobno: zaczął od zielonej zasłony, a następnie: namalował chustę na głowę, twarz i na końcu słynną perłą – która jest w rzeczywistości złudzeniem optycznym bo klejnot wisi bez haczyka do zawieszenia i bez ostrych krawędzi.
 


Vermeer używał aż dwóch rodzajów białych pigmentów ołowiowych, aby uzyskać delikatną przejrzystość i płynne przejścia odcieni skóry, oświetlonej pełnym światłem do partii pozostających w cieniu.  Ponadto stwierdzono, ponad wszelką wątpliwość, że reszta malatury zawierała surowce pochodzące z całego świata: z Anglii, Meksyku i Ameryki Środkowej, a potencjalnie z Azji lub Indii Zachodnich. Duże pasma niebieskiego materiału na turbanie dziewczyny są malowane ultramaryną, wykonaną z mielonego lapis lazuli, pigmentu tak rzadkiego, że historycznie używano go do wizerunków Matki Boskiej. Ultramaryna wydobywana w północno-wschodnim Afganistanie, po pozyskaniu była transportowana przez góry i dopiero wysyłana do Europy. Z tego powodu ultramaryna była wtedy, w XVII wieku, najdroższym pigmentem, droższym niż złoto.
 

Vermeer użył również cynobru na ustach i skórze dziewczyny uzyskanego z owadów gatunku Dactylopius coccus (koszenili, służących dzisiaj do produkcji barwnika żywności) żyjących na krzakach opuncji figowych w regionie Andów i Meksyku. Zbiera się stamtąd same samice owadów, które po wysuszeniu i zmiażdżeniu przetwarza się w szkarłatno-karminowy barwnik.

Tak więc odkryto wiele, poza jednym – nadal nie wiadomo kim jest portretowana dziewczyna. Portret namalowany został, tak samo jak i pozostałe płótna, w domu Marii Thins, teściowej Vermeera, u której mieszkał z żoną Cathariną i ich 11 dziećmi. Przypuszcza się, że mieszkańcy tego zatłoczonego domu w Delft również mu pozowali. Idąc tym tropem, z dużą dozą pewności przyjmuje się, że jest to portret Marii, najstarszej córki Vermeera. Uważa się że pozowała mu również do Alegorii malarstwa (1668). Jeden z uczonych, Benjamin Binstock, postawił nawet w swojej książce Vermeer's Family Secrets (2008) śmiałą tezę, że Maria była utalentowana malarsko i pomagała ojcu jako jego asystentka,  ale także malowała własne obrazy…
 

Czy tak jest, czy nie, może kiedyś dowiemy się. Brak wiedzy o tym, kim jest młoda kobieta na obrazie nie przeszkadza przecież w odbiorze dzieła. A jest w nim coś, co fascynuje kolejne pokolenia widzów, coś tajemniczego a jednocześnie uniwersalnego. Turban, pochylona głowa, cień na twarzy sprawia, że nie wiemy dokładnie jak modelka wyglądała, nie znany nawet koloru jej włosów. Przez to dziewczyna z perłą Vermeera staje się kameleonem, bo to czego nie widzimy, możemy sobie wyobrazić. Takie przedstawienia określa się w Holandii niderlandzkim słowem tronie oznaczającym typ, który bardziej dotyczy przedstawienia emocji lub typu postaci niż rzeczywistej osoby.

Źródło ilustracji: LINK i LINK.