Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Licht und Blindheit, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Licht und Blindheit, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

środa, 29 września 2021

Przyjaźń między Ianem Curtisem a Genesis P-Orridgem cz.3/3: O genezie wydania singla Atmosphere Joy Division

W poprzednich wpisach podzieliliśmy się naszymi refleksjami na temat fragmentów książki biograficznej dotyczącej Genesisa P-Orridge'a (TUTAJ i TUTAJ) i jego przyjaźni z Ianem Curtisem. Dziś opisujemy ostatni fragment wspomnień i opatrujemy go komentarzami. 

Od opisywanego poprzednio spotkania między muzykami minęło kilka tygodni gdy rozmawiali ponownie telefonicznie. Jak ich zdezcydowana większść rozmów, ta również odbyła się nocą. Ian bardzo szanował Throbbing Gistle i chciał tak jako oni być innowacyjny i prowokujący. Zespół wydał wtedy niskonakładowy singiel We Hate You (Little Girls) a okładkę opatrzył komentarzem Jean-Pierre'a Turmel z Sordide Sentimental (warto zobaczyć TUTAJ i TUTAJ).

Turmel napisał wcześniej bardzo pozytywną recenzję (opracowanie) o płycie Throbbing Gistle i P-Orridge szanował fakt potraktowania jego twórczości poważnie, w przeciwieństwie do tego, jak traktowało ją zdecydowana większość brytyjskich dziennikarzy. 

Wtedy Ian pod wpływem tych informacji zapytał, czy Turmel byłby zainteresowany muzyką Joy Division. Ponieważ P-Orridge wiedział, że Turmel zna Joy Division skontaktował go z Curtisem i w ten sposób doszło do nagrania i wydania Licht und Blindheit.

I jeszcze dwa interesujące fakty. Pierwszy z nich - 10 lat po śmierci Iana Curtis Genesis P-Orridge napisał piosenkę dedykowaną wokaliście Joy Division i zatytułowaną IC Water. 


I see much more clearly everyday

And I sense I can see you play

And there's always some truth

And there's always something I should say

There's always someone there to give me water everyday


Water I hear you say

Water

Water I plead that you might stay


And everyday and every way I can see you die

And I could never go away and I could never tell you a lie

I can see you scream, I can see you cry

Now the story is all the hate that always comes to you [?]

Water

Water I hear you say

And I know

And I feel what you say is far too real

Everything and everywhere

And everything you say you care for

Water

I need some water

Water

I need some water

I am the devil's daughter

I am a lamb to slaughter

Water

Water everyday

Water

Water I hear you say

You tell me things and they're things I should've known

Where your tears are now, they're not quite your own

And at night you lie in dreams you haven't flown

We spin circle that look so blown

Water

Water in the ground


My tears are tears and fears more like me

The smile that I smile is not what I see

Water

Water everywhere

Water

Water, I know you care


And the tears stream down from the sky

Each tastes bitter

The salt of asking why

The word coming down and pour over me [?]

Each one is a friend and each one is the rain

Each is the sea

The worlds are so close, they're inside my heart

Falling, falling, falling

Ripping me apart

Like water

Water everyday

Water

Water I hear you say

Water

Water everyday

Water

Water I hear you say

Water

On the ground

Water

What a strange sound

Water, what a strange sound

Water, what a strange, strange sound        

Drugi ważny i ciekawy fakt, dotyczy koncertu Throbbing Gristle w Manchesterze. Okazuje się że Tony Wilson w ramach koncertów Factory zaprosił zespół, a ten wystąpił w Russel Club... Cały koncert ukazał się na kasecie magnetofonowej.


Na występie był ponoć obecny Ian Curtis. Co ciekawe - koncert odbył się dokładnie rok przed śmiercią wokalisty Joy Division, 18.05.1979 roku. 

Peter Hook kiedyś powiedział: nigdy nie dowiecie się prawdy o Joy Division. Ta zdaje się wyłaniać z ukrycia coraz bardziej. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 16 sierpnia 2020

Z mojej płytoteki: Closer Joy Division album na przejrzystym winylu z okazji 40-lecia wydania, kilka refleksji

Jest już z nami, przyleciała z UK - wznowiona wersja albumu Closer Joy Division, najlepszej płyty gotyku i jednej z najważniejszych płyt w historii muzyki. Tak tak, zapewne wielu w tym momencie ironicznie uśmiechnie się i pomyśli o Sgt. Pepper Beatlesów, czy Dark Side of the Moon zespołu Pink Floyd zadając ironicznie pytanie: Co? Gdzie tutaj jakieś Closer? Jakieś Joy Division, przecież ich nikt nie zna... Stawiamy zatem tezę, że biorąc pod uwagę upływ czasu, oraz wpływ tej płyty na muzykę, wcale nie mamy do czynienia z czymś mniej znaczącym. 

Powiemy więcej - Closer jest absolutnie ponadczasowe, i kto zna Peppera niech szczerze odpowie, czy jego zdaniem takie piosenki jak choćby When I'm 64 wytrzymały próbę czasu? A pod względem tekstowym - czy choćby She's Leaving Home jest dziś aktualne jak było wtedy, podczas ucieczek hippisów z domów w 1967 roku? Czy brzmieniowo i pod względem realizacji produkcja the Beatles uważana za płytę wszechczasów, trzyma do dziś poziom? Oczywiście że Closer zostało wydane później, ale do dzisiaj produkcja Hannetta (o współpracy z nim opowiedział nam w wywiadzie Dave Clarke TUTAJ) to genialne dzieło i rozważając je od strony zarówno graficznej (warto zobaczyć TUTAJ), muzycznej, jak i tekstowej, nie traci nic mimo upływu 40 lat od jego wydania. 
Pomijając to wszystko, album Closer nie jest, tak jak płyta Beatlesów, żadną kreacją artystyczną. Za Closer stoi bowiem autentyczna historia przypieczętowana samobójczą śmiercią genialnego tekściarza i performera, ostatniej prawdziwej legendy rocka, jak bywa nazywany mający wtedy niespełna 24 lata Ian Curtis. 

Peter Saville projektant okładki wspomina do dziś, że Isolation - jego zdaniem najlepsza piosenka albumu, wzbudza w nim smutek, płacz, że to autentyczny pamiętnik i jednocześnie wołanie o pomoc. Pytaniem otwartym natomiast pozostaje, kiedy okładka powstała. Saville opisuje, że byli u niego wszyscy członkowie zespołu i wspólnie ustalili, że zamieszczą na niej zdjęcie Bernarda Pierre Wolfa (o nim więcej TUTAJ). Jednakże sprawa wymaga, naszym zdaniem, potwierdzenia. Cały czas opisujemy na naszym blogu źródłowe materiały z tamtych czasów, które sobie na potrzeby tego bloga odświeżamy, i być może napotkamy na inne relacje niż Petera Savillea i Tony Wilsona.
W każdym razie Deborah Curtis o tym nie wspomina w swojej książce, nie ma tam słowa o okładce Closer.  Wspomina natomiast, że pod względem tekstowym to testament jej byłego męża i najlepsza płyta Joy Division.

Przejdźmy zatem do meritum tego wpisu, czyli porównania Closer z tamtych czasów (oryginał z epoki opisaliśmy TUTAJ, a jak doszło do wydania polskiej wersji powiedział nam pan Marek Proniewicz TUTAJ) i rocznicowego wydania. Podobną analizę przeprowadziliśmy jakiś czas temu dla wydanego z podobnej okazji debiutu zespołu, czyli Unknown Pleasures (TUTAJ). 

Zatem wydanie rocznicowe jest tłoczone na 180 gramowym winylu, w dodatku przejrzystym, a edycja jest limitowana.

Zarówno grzbiet jak i tył okładki to uwzględnia. Od razu rzuca się w oczy lepsza jakość papieru z którego wykonana jest koperta wewnątrz, zamiast szorstkiego mamy grubszy i kredowy. Pytanie, czy nie zżółknie w przeciwieństwie do oryginału, o czym napiszemy tutaj za kolejnych 40 lat. Co ciekawe, wnętrze koperty jest czerwone (w oryginale mamy białe).



Zatem to wydanie na pewno jest bardziej solidne. I o ile w przypadku wznowienia Unknown Pleasures, poza czerwonym winylem, zmiany kolorów na okładce i wkładce odzwierciedlają to jak miała w mniemaniu zespołu wyglądać okładka oryginału, tutaj poczynione zabiegi mają charakter czysto marketingowy. Oczywiście sam winyl jest znakomity, nie mam tak przejrzystego w swojej kolekcji (winyl jako tworzywo jest przejrzysty, a czerń pochodzi od dodatku węgla). Poniżej porównanie obu płyt celem wyeksponowania kolorystyki:




Co jest kiepskie to czerwona wklejka, mimo tego, że posiada logo Factory wygląda co najmniej dennie, czy nie było stać potentata jakim jest Universal Music na coś co nadawało piękna wydawnictwom Factory Records? Zresztą porównajmy:



           



Brakuje też grawerki z przesłaniem, no ale cóż... Teraz to już chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze.

Czy Ian Curtis byłby zadowolony z tych innowacji? 

Biorąc pod uwagę jego fascynację i dumę z malutkiego wydawnictwa Licht und Blindheit (TUTAJ) zapewne kolor winylu bardzo by mu się spodobał.

A my ciągle czekamy, kiedy muzycy dawnego Joy Division opublikują pełen zapis koncertu z Plan K, a władze Manchesteru w należny sposób uczczą genialnego artystę, bez którego (między innymi) miasto byłoby dziś zadupiem, a takie klimatyczne miejsca jak ten blog, nigdy by nie powstały. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 15 sierpnia 2020

Joy Division „Licht Und Blindheit” - w labiryncie wieczności

Wydarzenie na scenie to coś więcej niż spektakl. Intensywne światło punktowe izoluje sylwetkę, utrwala ją w przestrzeni i unieważnia czas. Oślepiony i przez chwilę oniemiały, oświetlony śpiewak nie dostrzega już granic otaczającego go pokoju. Echo w sercu przypadkowej ciszy wzmacnia przytłaczające wrażenie podziemnej wyprawy. Echa grot i zimnych katedr, echa nieskończonego kosmosu. Kategorie udręki mają tendencję do zlewania się ze sobą: ucisk głębi i zamknięcie budzą lęk przed pustką, korytarze królestwa umarłych reagują w głębi nas samych jak idea nieskończoności.

Ten spektakl jest rytuałem, nieskończenie rozpaczliwą samotnością.
 

Dreszcz… Te kilka sekund wolnych od wibracji to wieczność. W nich kondensuje się głębia wewnętrznych refleksji, pogrzebowa eksploracja mrocznych labiryntów, z których pewny jest tylko wyjątkowy i nieodwracalny koniec. Czy muzyka byłaby tylko interpunkcją i akcentowaniem, czymś w rodzaju ramy wykutej z absolutnej ciszy, poszukiwanej w tajemnicy?
 
Powyższy tekst autorstwa Jean-Pierre Turmela został przetłumaczony na angielski przez  Paula Bucka i wydrukowany na wkładce do 7-calowego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” wydanego we francuskiej wytwórni Sordide Sentimental z Rouen (opisaliśmy go TUTAJ). 

Należąca do Turmela firma emitowała nisko limitowane albumy muzyczne w wyjątkowo wysmakowanej, ekskluzywnej formie, zawsze ze starannie dobraną okładką i oryginalnym tekstem. Po wielu latach, Jean-Pierr Turmele w udzielonym wywiadzie dla francuskiego magazynu Les Inrockuptibles (nr 225, 22 grudnia 1999 LINK) dopowiedział szczegóły dotyczące historycznego singla: Sam wykonałem czarno-biały kolaż wzbogacony tuszem i węglem drzewnym, na temat promieni świetlnych słabo oświetlających przepaści, podziemne piekła, wewnętrzne labirynty i ukryte w nich niebezpieczeństwa.


Powtórzmy jeszcze raz ostatnie słowa: podziemne piekła, wewnętrzne labirynty i ukryte w nich niebezpieczeństwa. Czyż nie jest to sens poezji Iana Curtisa? Kluczowe znaczenie ma w tej metaforze odniesienie do labiryntu.

Słowo labirynt pochodzi z greki. Labyrinthos oznaczał w starożytności duży budynek ze skomplikowanymi podziemnymi przejściami. Po łacinie zaś labirynt odwoływał się do domus deadali, Dom Dedala, który także odnosił się do mitycznego labiryntu, antycznego mitu, według którego król Krety Minos skonstruował budowlę o systemie skomplikowanych korytarzy, w którym umieścił potomka swojej żony i byka Minotaura. Powstały potwór o ciele mężczyzny z głową byka pożerał tych, którzy przyszli do niego i zakłócili mu spokój. Klasyczny kreteński labirynt był strukturą, w której jedna kręta ścieżka nieuchronnie prowadziła do centrum, gdzie czyhało niebezpieczeństwo (Minotaur według starożytnych przekazów był zwykle umieszczany w jego środku).

Niewątpliwie, od początku ta konstrukcja miała znaczenie symboliczne. Zdaniem semiotyka Umberto Eco, labirynt jest pełen alternatyw, dlatego wszystkie jego ścieżki są ślepe, za wyjątkiem jednej, tej prowadzącej do celu.  (Umberto Eco From The Tree To The Labyrinth, Harvard 2014, s. 52–53). Zauważa on także, iż labirynt jest niczym sieć, w której każde skrzyżowanie łączy się z innymi. Znaczenie owej symboliki jest niejednoznaczne i dość sprzeczne. Najczęściej labirynt interpretuje się go jako obraz poszukiwania duchowego centrum, dążenia do samopoznania. W tym sensie jego obraz pojawiał się na posadzkach gotyckich katedr (najbardziej znany jest w Chartres).



Jednak współcześnie strach przed Minotaurem został zastąpiony strachem przed zagubieniem się. A wejście w labirynt oznacza nie tyle zmaganie się z własną niewiedzą, co totalnie ogarniające  człowieka  poczucie izolacji, wyobcowania i samotności. W labiryncie wprawdzie jest się wolnym, zwłaszcza w wyborze ścieżki, lecz boleśnie i ostatecznie samotnym. Wyizolowanym… Czy nie o tym są ostatnie utwory Iana Curtisa, Isolation i Colony, o których pisaliśmy TUTAJ? 

Kwintesencją tych znaczeń są zdjęcia Antona Corbijna, przedstawiające zespół wchodzący do podziemnego przejścia londyńskiego metra… (LINK). 



Trzej muzycy spoglądają bezrefleksyjnie w głąb korytarza i zaraz pewnie zbiegną po schodach, lecz na jednym ze zdjęć Ian Curtis stoi lekko z boku, oglądają się w tył, jakby się wahał…

I w końcu wszedł w labirynt, taki z którego nie ma już wyjścia...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 28 maja 2020

Caspar David Friedrich: rewolucjonista malarstwa pejzażowego

Caspar David Friedrich zmienił oblicze malarstwa pejzażowego. Intensywnie emocjonalny stosunek do natury, który widzimy w jego twórczości czymś nowym i stał się kluczowym dla sformułowania idei nurtu romantycznego, pisaliśmy o tym już kiedyś (TUTAJ), lecz ze względu na wpływ, czy punkty styczne w pojmowaniu zadań jakie stoją przed artystą, zauważalne także w muzyce new wave, każą nam ponownie przyjrzeć się jego obrazom.
 
W przeciwieństwie do większości artystów Caspar David Friedrich nie inspirował się mistrzami wcześniejszych wieków.  To pozwoliło mu zupełnie inaczej spojrzeć na krajobraz. Zwykły las, plaża, ba nawet drzewo nabiera u niego głębszego znaczenia, symboliki i treści. Ten sposób pojmowania otaczającej malarza rzeczywistości fascynował – wprawdzie niewielu – lecz za to czołowych artystów. Jednym z nich był Edvard Munch znany głównie dzięki obrazowi Krzyk (1893) (pisaliśmy o nim TUTAJ) który wydaje się być odpowiedzią na obraz Friedricha: Wędrowiec przez morze mgły, zwłaszcza, gdy przywołamy oryginalny tytuł niemiecki: Der Schrei der Natur  (Krzyk natury).  Krzyk Muncha uważany jest za dzieło wyrażające klaustrofobiczne odczucia artysty, które znamy z zapisków malarza: Szedłem ścieżką z dwoma przyjaciółmi - słońce zachodziło - nagle niebo zrobiło się krwistoczerwone - zatrzymałem się, byłem tak wyczerpany, że oparłem o płot - nad błękitem była krew i języki ognia - czarny fiord i miasto – moi przyjaciele szli a ja tam stałem drżąc z niepokoju - i wyczułem nieskończony krzyk przechodzący przez naturę. Jest to dokładnie to samo, co chciał przekazać nam Friedrich – moment przerażenia i osamotnienia w obliczu potęgi natury. Jedno co różni oba obrazy (poza stylistyką) to ostateczna konkluzja. Wędrowiec w przeciwieństwie do Krzyku wyzwala. Zrozumiał to doskonale Adolf Hitler, który widział w Wędrowcu apologię siebie, bądź narodu niemieckiego…

Inny obraz Caspara D. Friedricha, który chcemy ponownie pokazać naszym czytelnikom to Wapienne klify Rugii (Chalk Cliffs on Rugen) przechowywane w zbiorach Stiftung Oskar Reinhart w Winterthur w Szwajcarii. Skaliste brzegi na nim pochodzą z niemieckiej wyspy położonej na Morzu Bałtyckim. Obraz jest zapierającym dech w piersiach ujęciem niekończącego się horyzontu, który wabi widzów aby podeszli na skraj urwiska. Został namalowany na pamiątkę miesiąca miodowego artysty. Jest na nim malarz, jego żona Caroline i jego brat Christian.  Caroline pochyla się ostrożnie nad przepaścią, trzymając się kurczowo rosnącego nieopodal krzaczka i wskazuje coś, co widzi u dołu. Christian pewnie stoi wyżej jakby ufając, iż młode drzewo rosnące przed nim powstrzyma upadek. Najbardziej znaczącą i intrygującą postacią jest Friedrich. Uklęknął na ziemi, aby dokładnie zobaczyć to co  przykuło uwagę jego żony. Zdaje sobie sprawę z ryzyka, więc zdjął kapelusz kładąc go obok...

Dzięki śmiałej kompozycji Friedrichowi udało się stworzyć wizualną kombinację dwóch skrajności: głębokiego wąwozu z widokiem na morze i jednocześnie niekończącego się horyzontu. Obraz ten jest paralelą innego dzieła Friedricha: Wędrowca przed morzem mgły, który znalazł się na okładce unikalnego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” (TUTAJ) i (TUTAJ). O ile jednak tam malarz składa hołd samotności, która pozawala mu na adorację piękna natury, tutaj do podziwu nad pejzażem skłania go bliska mu osoba.


Tyle na razie o obrazach Caspara Davida Friedricha… Zachęcamy jednak do samodzielnego spojrzenia na inne jego dzieła, bo są one tymi nielicznymi, w których krajobraz ma dwóch widzów – tego na obrazie i tego przed nim. Czy nie tak również jest z piosenkami śpiewanymi przez Iana Curtisa? Z jednej strony wyrażają one emocje wokalisty, a z drugiej są katalizatorem emocji widza.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 10 lutego 2020

Isolations News 75: Joy Division na aukcji - nieznane zdjęcie zespołu, nowy album Smashing Pumpkins, David Gleave wystawia w Manchesterze, Antipole koncertuje, Tool i Zenek Martyniuk w Matrixie, Belive na winylu, Czas Ołowiu dotknął Romualda Lipko

Na aukcji jest do kupienia oryginał singla Joy Division - Licht und Blindheit, za jedyne ok. 5 K PLN. I pomyśleć że Rob wciskał to ludziom przy wejściu do metra w Londynie a ci wywalali do kosza. O albumiku pisaliśmy TUTAJ. Aukcja jest TUTAJ.

Skoro mowa o Joy Division to cały czas wypływają ich nowe zdjęcia. To powyżej jest autorstwa Francois Lagarde i zostało zrobione 16 października 1979 roku w klubie Plan K  (LINK). Warto zobaczyć TUTAJ - gdzie sam  Phlippe Carly opisał specjalnie dla nas swój album z innymi zdjęciami  z tego samego wydarzenia.

Skoro Joy Division to Factory i Manchester, a tutaj fotograf David Gleave zaprasza w dniach od 7 do 21 lutego na swoją pierwszą, indywidualną wystawę w Cass Art przy Oldham Street. Pokaże na niej zdjęcia z pierwszych sześciu lat działalności artystycznej, czyli od zdjęć Viniego Reillyego wykonanych w jego domu w Didsbury, do dnia dzisiejszego. Więcej TUTAJ.
Powiało chłodem, a skoro tak to warto zapowiedzieć występ naszego przyjaciela Karla Morten Dahla i jego Antipole, z którymi rozmawialiśmy TUTAJ. Całość czyli Antipole, The Snake Corps i The Pink Diamond Revue w Brighton 30.05.2020. Więcej TUTAJ.


Podobne nostalgiczne klimaty czyli Seven Windows - ostatni album Belive pojawi się w kwietniu w wersji analogowej. Przedsprzedaż drogą mailową management@believeprog.pl - decyduje kolejność zgłoszeń. Na specjalne życzenie płyty mogą zostać podpisane przez członków zespołu. Jest nieźle - nasza recenzja już niedługo.

Nieco cięższe brzmienia - Billy Corgan potwierdził, że The Smashing Pumpkins wyda w tym roku nowy, podwójny album (LINK). Ma się na nim znaleźć 21 utworów. Czy będą tam takie rarytasy?

Do kapeli wrócił James, ale nie ma D'Arcy... Zobaczymy.


Skoro ciężej, to każdy, kto chciałby kiedyś ułożyć zespół Tool z klocków Lego, niech zagłosuje na to na stronie firmy (TUTAJ). Potrzeba 10 K głosów. Ciekawe ile byłoby potrzeba na Zenka  Martyniuka z klocków Lego? 


To dopiero byłby Matrix...


Skoro o kultowym filmie mowa, to Keanu Reeves na Twitterze pokazał zdjęcia z planu Matrixa 4...  (LINK). Zenka na nich nie ma, ale ponoć prezes telewizji mocno zabiega.
Na koniec smutna wiadomość. Chociaż nie był z naszej bajki napiszemy o nim, bo miał w dorobku kilka utworów klimatem mieszczących się w atmosferze naszego bloga. 

Zmarł Romuald Lipko - jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów. W klimacie naszego bloga na pewno mieści się ta piosenka:


Słuchaj, to jest zwyczajne świństwo
Tak się nie mówi "do widzenia"
Nie można wyjść ot, tak
W połowie snu i w pół marzenia
Jeszcze wiruje Twoja płyta
Jeszcze się Tobą ekran pali
Pod zimnym światłem gwiazd
Jak ciężko żyć tym, co zostali...


Romku L. - proszę pozdrowić od nas Jurka Janiszewskiego (LINK)...   


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Isolations News 43: Nowy teledysk Joy Division, Dave Haslam o kolekcji płyt Tony Wilsona, Kristin Hersh o planach Throwing Muses, gitara Gilmoura jak za darmo, Joy Division o nagrywaniu Unknown Pleasures

O książce Dave Haslama pisaliśmy u nas kilka razy. Ostatnio ukazał się artykuł promujący wydawnictwo, w którym poznajemy kulisy kolekcji płyt samego legendarnego założyciela Factory Records - Tony Wilsona. Kolekcję udostępnił Haslamowi do wglądu syn Wilsona - Olivier. Po śmierci dziennikarza część kolekcji jest przechowywana w  Museum of Science & Industry w Manchesterze. Poza płytami znajdują się tam też notatki założyciela Factory Records. Kolekcję można eksplorować tylko w specjalnych rękawiczkach, jest w niej mało płyt wydanych przez Factory po 1987 roku, a raczej dominują wczesne wydawnictwa. 

Oczywiście są tam płyty Joy Division i New Order, również wydania limitowane i specjalne. Oczywiście nie brak bezcennego rarytasu: Licht Und Blindheit (pisaliśmy o nim wiele razy TUTAJ) wydanego przez Sordide Sentimental Records, czy An Ideal for Living - rzecz jasna oryginału... (pisaliśmy o nim TUTAJ). Więcej o książce Haslama TUTAJ.

         
Rammstein zagra znów w Polsce w 2020 roku (w tym roku wystąpi w Katowicach). Od lipca tego roku będzie można kupić bilet TUTAJ.


New York Times opublikował listę kilkuset artystów którzy utracili nagrania (taśmy-matki) w wyniku pożaru Studio Universal w 2008 r. (TUTAJ). Muzycy grożą teraz wytwórni procesami. Do tej pory wytwórnia trzymała ten spis w wielkiej tajemnicy. 

Portal flagpole.com publikuje wywiad z wokalistką Throwing Muses - Kristin Hersh. W wywiadzie o nowych płytach nad którymi pracuje i planach solowych oraz zespołowych. Całość jest TUTAJ. 
Poznaliśmy personalia człowieka, który wydał fortunę na zakup gitary Davida Gilmoura z Pink Floyd. O aukcji i nietypowej kolekcji można przeczytać więcej TUTAJ. A dlaczego to zrobił? I just fucking love Pink Floyd, man, I cannot deny it. Miłość do muzyki nie zna granic, skąd my to znamy...


Na koniec jeszcze trzy razy o Joy Division - najpierw o wspomnieniach sprzed 40 lat - i nagrywaniu Unknown Pleasures opowiadają byli członkowie zespołu. Warto również zajrzeć TUTAJ, gdzie opublikowano wspomnienia Morrisa, Saville'a i Savagea o tym albumie (w końcu jasnym jest że to Sumner, nie Morris odkrył pulsara).
I finalnie, o nowym teledysku Insight. Jest lepiej niż było w I Remeber Nothing, ale ciągle teledyski są o dupie Maryni. 

Ogarnijcie się i pomyślcie o Ianie Curtisie. Ten chłopak o czymś pisał i k*#@a mać, na pewno nie były to opowieści z fabryki ślimaków.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

niedziela, 19 maja 2019

Z mojej płytoteki: Licht und Blindheit Joy Division - legendarne wydawnictwo Sordide Sentimental

O legendarnym wydawnictwie Joy Division Sordide Sentimental napisaliśmy już chyba wszystko, choć sam minialbum nie był jeszcze w tym dziale prezentowany. Dzisiaj nadrabimay zaległości.  

Ian Curtis w swoim ostatnim wywiadzie wspominał  Licht und Blindheit z którego był bardzo (TUTAJ). Wydawnictwo rozdawane za darmo przy metrze w Londynie (zresztą zdjęcia Corbijna były robione na jednej ze stacji) dzisiaj na aukcjach osiąga niesamowite ceny..

U nas oczywiście przedstawiamy wznowienie, ale równie pięknie wydane, z zachowaniem wszystkich detali z epoki, włącznie z reklamą.
Jest jednak zasadnicza różnica, wznowienia są wydawane na kolorowych, przejrzystych winylach.. 

Resztę opisaliśmy w detalach TUTAJ i TUTAJ.

Dzisiaj, dzień po kolejnej rocznicy śmierci Iana Curtisa, ostatniej legendy rocka, postanowiliśmy być bardziej wyciszeni. 

Niech tego dnia zawładnie nami refleksja nad przemijaniem. Pomyślmy na tym, że kiedyś  przyjdzie nasza kolej.

By odejść w ciszy... 












Jutro wracamy z regularnym wpisem. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy post - tego nie znajdziecie w mainstreamie.