Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Kevin Cummins, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Kevin Cummins, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2019

O tym jak Kevin Cummins spotkał córkę Iana Curtisa z Joy Division - niesamowity dokument Sally Williams i Petera Davisa


Na kanale Vimeo Kevina Cumminsa (LINK), można obejrzeć film dokumentalny Sally Williams i Petera Davisa pt. Zdjęcia Kevina Cumminsa. Legendarny fotograf i kilka innych osób wspomina czasy popularności Joy Division. 

Na wstępie Cummins opowiada jak pracował z Paulem Morleyem dla NME i robił zdjęcia różnych kapel występujących w Londynie, zwykle w soboty. Paul Morley  kolei twierdzi, że Joy Division byli niesamowitym i niewiarygodnym wydarzeniem muzycznym. Cummins starał się zainteresować publikę Londynu zespołami z Manchesteru. Wtedy centralnym punktem miasta był Electric Circus, a w nim gościły takie gwiazdy jak the Clash, the Ramones, the Jam, co tydzień działo się coś ciekawego. Tam też Cummins zobaczył Joy Division po raz pierwszy, występowali jako support the Buzzcocks. 

Nazywali się wtedy Stiff Kittens, po czym zmienili nazwę na Warsaw. Przytoczony zostaje jeden z wywiadów z Ianem Curtisem, który opowiada że na początku ich muzyka była bardzo głośna i podobna do tego co robiły inne zespoły. Paul Morley wspomina, że pierwszy raz zobaczył zespół pod nazwą Joy Division kiedy uczestniczyli w konkursie zespołów Band on the Wall (w sumie widział ich wtedy trzeci raz). Te konkursy były czymś w rodzaju punkowego X-Factora, a zwycięzca mógł nagrać płytę. Wspominają je po kolei Cummins, Sumner i Morley. Ten ostatni zwraca uwagę na fakt jaką mocą dysponował zespół  Curtisa. Moc tą bardzo dobrze wyeksponował Martin Hannett, co podkreśla Cummins. Brzmienie zespołu kompletnie zmieniło się w stosunku do tego które prezentował kilka miesięcy wcześniej, a debiut zespołu brzmiał jak nic dotąd. 

Cummins opowiada, że gdy stał przed zespołem i robił zdjęcia podczas koncertów, miał wrażenie że Ian Curtis jest jakby poza kontrolą. Było to dość mocno zastraszające. Stepehn Morris wręcz stwierdza, że to wyglądało jak zachowanie szaleńca. Kiedy zobaczył je pierwszy raz był w szoku. 

Stewart Maconie wspomina zimową sesję zdjęciową zespołu (opisaliśmy ją TUTAJ) - to część mitologii, która doskonale komponuje się z ich muzyką. Występująca w filmie Natalie Curtis (pisaliśmy o niej TUTAJ) twierdzi, że zdjęcia Cumminsa pozwoliły jej lepiej zrozumieć kim był jej ojciec, jaką pracę wykonywał. Uważa ze na tych zdjęciach ojciec jawi się jako osoba bardzo delikatna. Noel Gallagher z Oasis stawia tezę, że zdjęcie Cumminsa, jakie wykonał na moście Epping Bridge (opisaliśmy ten most TUTAJ), jest ikoną Manchesteru.



W dalszej części filmu Kevin Cummins przytacza córce Iana Curtisa wspomnienia jak doszło do zrobienia tego historycznego zdjęcia. To on pokierował zespół na most celem zrobienia zdjęć na tle miasta. Najpierw wykonał dwa  - na tle przystanku autobusowego. Później kilka zdjęć na moście. Słynne, wykonane z oddali, różniło się od wszystkiego co ukazywało się w tamtym czasie, bowiem nie było to zbliżenie. Po nim wykonał kilka ujęć palącego Iana Curtisa. Na więcej nie starczyło już filmu. 

Cummins wspomina, że miał kilka zdjęć Iana kiedy się śmieje (opisywaliśmy takie zdjęcia TUTAJ), ale nie publikował ich, bo uważał że to nie był odpowiedni czas. Naszym zdaniem jednak było to świadome kreowanie wizerunku zespołu, co zresztą sam Cummins przyznał w jednym z wcześniejszych wywiadów, dokładnie dla The Telegraph w 2014 roku: Robiłem zdjęcia z uwagą. Postanowiłem, że nigdy nie będę fotografował Iana z uśmiechem, ponieważ nie chcieliśmy, żeby tak wyglądał. To była manipulacja medialna. Chcieliśmy, aby wyglądali jak bardzo poważni młodzi ludzie, wizualnie onieśmielający. (pisaliśmy o tym TUTAJ).

Następnie w filmie pojawiają się wspomnienia samobójczej śmierci wokalisty Joy Division. Morley twierdzi, że samobójstwo Curtisa potwierdziło fakt autentyczności dramatyzmu muzyki zespołu. 

Ostatnie 5 minut filmu przedstawia sesję fotograficzną Bernarda Sumnera z epoki New Order, oraz przytacza fragmenty recenzji i wypowiedzi na temat roli Cumminsa w dokumentowaniu historii muzycznej Manchesteru. Sam fotograf finalnie stwierdza, że mimo upływu 40 lat, jego zdjęcia ciągle cieszą się ogromnym zainteresowaniem, choć nie miał zupełnie pojęcia jak fotografować zespół, po prostu się wtedy uczył...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
      

.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Kevin Cummins: Chcieliśmy aby Joy Division wyglądali jak bardzo poważni młodzi ludzie, wizualnie onieśmielający

W styczniu 1979 r. fotograf Kevin Cummins sfotografował Joy Division. Powstało jedno z najsłynniejszych i najbardziej powielanych zdjęć zespołu. Przedstawia odległe sylwetki muzyków stojących na Epping Walk Bridge w Hulme, dzielnicy Manchesteru. Ta czarno-biała fotografia skutecznie utrwaliła nostalgiczny i ponury wizerunek Joy Division obejmujący wszystkie estetyczne elementy związane z zespołem, od zdjęć po okładki płyt i wygląd muzyków. Simon Reynolds widzi w tym ucieleśnienie etosu tzw. religii pustki, której początki przypadają na lata 80., objawiającej się w dążeniu do zaspokojenia nieograniczonej niczym wolności oraz równości we wszystkich dziedzinach, co ostatecznie przerodziło się w naszych czasach w ubóstwienie egoizmu i siły, w imię bardzo szeroko pojętej tolerancji (w zasadzie na każdy przejaw działania człowieka).
 
Fotografia mostu, z szerokim kadrowaniem i przewagą bieli, jest próbą oddania owej pustki. Zespół stojący na końcu perspektywy wydaje się zanikać w białej próżni, odpływać w otchłań, za którą na horyzoncie już nie ma nic. Ta fotografia różniła się znacznie od dotychczasowych zdjęć innych grup muzycznych, które zazwyczaj robiły sobie z tej okazji konwencjonalne zdjęcia portretowe. Tu jest inaczej - wszyscy są wyalienowani - a bez podpisu laikowi trudno zidentyfikować muzyków.  Odbitka pojawiła się w New Musical Express (NME) i dzięki temu pośrednictwu wielu przyszłych fanów zespołu po raz pierwszy o nim usłyszało.  Surowe, graficzne ujęcie na moście, dramatyzmem nawiązuje w pewien sposób do kolejnych wersji obrazów Edmunda Muncha pt. Krzyk, mimo, że te są utrzymane w jaskrawych, pomarańczowych barwach. Jednak z obu dzieł wydziera podobna samotność i smutek. Być może te emocje wynikają z kompozycji, w której brak planu pierwszego kompensują poziome linie mostu oddzielające nieokreślone ludzkie postaci od reszty krajobrazu.
 

To i inne zdjęcia Joy Division, graficzne i emocjonalnie zimne, ugruntowały publiczny, mroczny wizerunek zespołu. Cisza wokół muzyków (bo dawali bardzo mało wywiadów, a także nie istnieli inaczej w szerszym obiegu niż poprzez płyty) sprawiła, że po samobójczej śmierci Iana Curtisa dominującą cechą określającą Joy Division stała się Tajemnica. Dla tych, którzy nigdy nie widzieli występów grupy na żywo, jej zgłębianie było możliwe jedynie poprzez relacje nielicznych świadków, którzy mogli opisać swoje wrażenia albo przez amatorskie filmy, czy zdjęcia. To dzięki nim Ian Curtis pozostał na zawsze nieśmiertelnym, młodym i pełnym charyzmy muzykiem.
 
Znikome dokumenty urastające do rangi autentycznych zostały głównie wykonane przez dwóch fotografów: Kevina Cumminsa i Antona Corbjina. Zastępują one inne źródła i są nie tylko oglądane, ale wręcz czytane, w tym znaczeniu, że wydobywa się z nich więcej informacji, niż pozornie się na nich znajduje. Roland Barthes, teoretyk sztuki zauważył, że są zdjęcia, których oglądanie rodzi wyjątkowe emocje, wynikające ze szczególnego napięcia pomiędzy tym co widzimy, a tym co dodajemy z naszej pamięci o oglądanym obiekcie. Jako przykład podaje czynność oglądania zdjęć swojej niedawno zmarłej matki. Wyraz twarzy kobiety, jej postawa, ubiór dla postronnego widza jest nieistotny, ale u Barthesa wywołuje głębsze emocje i wspomnienia. Tak samo czarno-białe fotografie Joy Division w pokoju hotelowym, uchwyconych na próbie czy na ulicach Manchesteru, mogą zostać uznane przez niektórych obserwatorów za banalne, jednak dla fanów zespołu są czymś więcej. 

Wspomniana sesja zdjęciowa K. Cumminsa dla NME pojawiła się zanim został wydany debiutancki album Joy Division pt. Unknown Pleasures. Dlatego dla czytelników, którzy nie widzieli ich na żywo, te wizualne przekazy poprzedzały wrażenia muzyczne. Cummins przyznał, że próbował uchwycić taki obraz zespołu, który by narzucał klimat cichej kontemplacji. W wywiadzie dla The Telegraph z 2014 roku Cummins wyjaśnił: Robiłem zdjęcia z uwagą. Postanowiłem, że nigdy nie będę fotografował Iana z uśmiechem, ponieważ nie chcieliśmy, żeby tak wyglądał. To była manipulacja medialna. Chcieliśmy, aby wyglądali jak bardzo poważni młodzi ludzie, wizualnie onieśmielający. [cały wywiad TUTAJ] Oczywiście istnieją zdjęcia uśmiechniętego Iana Curtisa, można się przekonać, że wyglądał jak każdy chłopak w jego wieku.

 



Jednak bazując na wrażeniu, które było narzucone przez oficjalny wizerunek zespołu, wkrótce prasa brytyjska prasa zaczęła określać dźwięk Joy Division jako grey overcoat music - muzyka szarego płaszcza, co miało swoje źródło w późnych latach 70-tych, w których uznano, że dany styl dźwiękowy można wyrazić za pomocą elementów wizualnych (zresztą istnieje wiele zdjęć Curtisa w długim szarozielonym płaszczu). Rzeczywiście, dziennikarze muzyczni szybko zaszufladkowali Joy Division, jako poważnych artystów, do czego głównie przyczyniły się ponure, czarno-białe zdjęcia. 

Drugim istotnym czynnikiem budującym swoistą mistykę Joy Division był de facto brak szerokiego dostępu do obrazów grupy. W latach 70. i 80. zdjęcia nie były tak rozpowszechnione jak dzisiaj. Nie było jeszcze aparatów cyfrowych, które łatwo robiły tysiące ujęć. Niektórzy fani nawet nie wiedzieli dokładnie jak wygląda Ian Curtis. Ta nieobecność zdjęć reklamowych była świadomą decyzją Factory Records, która unikała okładek z portretami.
 
Kevin Cummins tak wspomina po latach moment wykonywania swojego najbardziej znanego zdjęcia: Miałem tylko dwie rolki filmu, ponieważ było to wszystko, na co mogłem sobie pozwolić, więc musiałem liczyć się z każdą klatką. Były trzy ujęcia tej konfiguracji: jedna w pionie i dwie w poziomie. Co kilka minut narzekali na zimno. To było wtedy zupełnie inne miasto. Wygląda jak wschodnia Europa. Zauważyłem, że kiedy uczniowie przenoszą się do Manchesteru, robią sobie zdjęcia na moście. To zaszczyt, że ludzie czują, że to zdjęcie określa i miasto i zespół (TUTAJ).


Cummins jest autorem zdjęć najbardziej kojarzonych z Joy Division i najczęściej powielanych. Jego biografia jest ogólnie dostępna (TUTAJ), zatem nie muszę jej powielać, może tylko wspomnę, że jest w zasadzie równolatkiem Iana Curtisa (raptem trzy lata starszy) a zaczynał od stoiska fotosów zespołów rockowych w miejscowym domu towarowym Manc w Manchesterze. Potem rozpoczął stałą współpracę z NME i The Face, prezentował swoje prace na licznych wystawach indywidualnych. Warto zapoznać się z jego świadectwem o Joy Division i jego liderze, zamieszczoną w 2005 r. na stronie Factory Record, którą zachował jeden z fanów grupy (LINK). Po raz pierwszy spotkałem Iana Curtisa w 1977 roku, kiedy Joy Division występowało z Buzzcocks w Electric Circus w Manchesterze. Mim pierwszym wrażeniem było, że był trochę dziwny, ponieważ pojawiał się z torbą na zakupy pełną zapisków na kartkach papieru. Miał na sobie ten swój szarozielony płaszcz i wszędzie nosił tę torbę. Ale był po prostu typowym chłopakiem: rozmawiał z tobą o piłce nożnej, muzyce, piciu i kobietach. Obaj kibicowaliśmy Manchester City i lubiliśmy The Stooges, więc się skumplowaliśmy. Był duży kontrast między Ianem na scenie i poza sceną. Na scenie wydawał się zagubiony w dźwięku. Czasami był dość przerażający, ponieważ czuło się, że nie jest on świadomy niczego co się wokół niego dzieje. Czasami miał napady padaczki, z których ludzie nie zdawali sobie sprawy. Ludzie nigdy nie byli do końca pewni, ile z nich było wywołanych przez chorobę, a ile wynikało z narkotyków, które wziął. Nigdy nie miałem przeczucia, że Ian może popełnić samobójstwo. Tego dnia   wieczorem, gdy się zabił, poszedłem z Robem Grettonem, menadżerem zespołu, na wspólny ślub naszego przyjaciela. Rob i zespół byli bardzo podekscytowani pomysłami koncertowania w Stanach, a Rob pytał mnie, czy faktycznie zechcę pójść i robić zdjęcia. Około czterech godzin po powrocie do domu Rob zadzwonił do mnie i powiedział: "Koniec z wycieczką po Ameryce. Ten głupi c *** się zabił". Nikt nie miał pojęcia, że Ian był tak nieszczęśliwy. Najwyraźniej miał osobiste problemy. Był związany z Annik (Honoré) i chciał z nią żyć. Jego żona, Deborah chciała, by był odpowiedzialny za swoje dziecko. Więc jego życie było trudne. Był uwikłany, po prostu myślał, że to się w ten sposób samo rozwiąże. I tak się stało, ale w najgorszy sposób. Jeśli chodzi o filmy, zostawiłbym ten temat. Uważam, że film 24 Hour Party People jest fatalny. Kawałek, w którym Sean Harris grał na scenie Iana, wyglądał bardzo autentycznie, ale sposób w jaki traktowano jego śmierć był tandetny i krzywdzący. Mam też wątpliwości co do filmu Corbijna. Rozumiem powody Deborah do napisania książki - ona musiała wykrzyczeć swoje racje - ale myślę, że to dość cienka przesłanka do filmu. To książka o dwóch robotniczych dzieciach, które związały się niewłaściwym małżeństwem. Nie chodzi tu o Iana Curtisa, gwiazdę rocka. Ludzie zawsze myślą, że jest coś głębszego w ludziach, którzy się zabijają. Kochają tę ich ciemną stronę. Ale osiągają one status ikony, ponieważ zdjęcia, na których są przedstawieni zachowują ich młodymi. Nie musisz patrzeć, jak twój bohater starzeje się i staje się krępujący. Opinia Cummisa, czy nam się podoba, czy też nie, jest szczera. W odróżnieniu od wypowiadanych przez wiele innych osób związanych z Joy Division w tamtym czasie.
 
Temat zdjęć zespołu jest szeroki i jeszcze do niego wrócę…

środa, 25 września 2019

Factory Records było jak układ słoneczny, Tony Wilson był w orbicie wszystkich - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.7

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).



Kolejny, siódmy już rozdział książki Jona Savagea obejmuje okres X 1987 - V 1979. Na wstępie rozdziału Paul Morley podkreśla dziwną syntezę muzyków Joy Division. Tak też Salford było wtedy dość niebezpiecznym miejscem, a Macclesfield wręcz przeciwnie. Powodowało to, że między Hannettem, Wilsonem i Grettonem dochodziło do częstych konfliktów, co było bardzo samo w sobie ciekawe. 

Morley wspomina, że Hannett był człowiekiem z pogranicza muzyki i biznesu i pierwszym człowiekiem który zażywał narkotyki, jakiego spotkał w życiu. Miał bardzo trudny charakter. Wszyscy razem (plus Alan Erasmus) tworzyli niesamowicie ekscentryczną grupę. 

Następnie omawiane jest nagrywanie A Factory Sample - FAC 2 (opisywaliśmy je TUTAJ), które miało miejsce w Cargo Studios, w Rochdale, 11.10.1978. Muzycy Joy Division i Wilson wspominają Martina, który był realizatorem nagrań tego wydawnictwa. JD nagrali wtedy Digital i Glass, które były ich najnowszymi piosenkami dlatego uważali je za najlepsze. Studio było Hannetta, i było wyposażone w cyfrowy system opóźniania dźwięku AMS DB 16. 

Stephen Morris wspomina, jak wtedy efekty, które wywarzało to urządzenie były magiczne, za to dziś są dla każdego normalne. Nazywa Hannetta szamanem. Sam Hannett wspomina rzeczy dość dobrze znane, mówi że JD byli prezentem dla realizatora, czystą kartą. Miał linę opóźniającą AMS zaledwie od dwóch tygodni, nazywała się Digital, i była darem niebios. Używała przesterowanych rejestrów, nierealistycznych, dziwnych. 

Wspomina też koncert w Salford, kiedy pierwszy raz zobaczył JD i ich fatalne wyposażenie. Wilson twierdzi, że Hannett był pierwszym który stworzył współczesne brzmienie perkusji z opóźnieniem dźwięku. Jednak nie było to proste opóźnianie, bowiem Hannett poddawał dźwięk własnej dodatkowej obróbce ustawiając głośnik maszyny opóźniającej w toalecie (przez lata wszyscy się do tego szaleństwa przyzwyczaili).

Stuart Nevinson z AMS wspomina jak spotykał się z Hannettem, który przyjeżdżał swoim starym Volvo i potrafił godzinami opowiadać o dźwiękach które słyszy w swojej głowie. Na tej podstawie dźwiękowcy tworzyli swoje innowacyjne maszyny. 

Jon Wozencroft porusza sprawę tekstu piosenki Digital - ten fragment wypowiedzi jest identyczny, jak przytoczony w filmie dokumentalnym o zespole (chodzi o bipolarną osobowość Curtisa). Peter Saville opowiada o okładce wydawnictwa. Wspomina, jak strasznie ekscytujące było to wyzwanie, kiedy postanowili z Tonym i Alanem wydać pierwszą płytę (Boże Narodzenie 1978). 

Lindsay Reade opowiada o śmierci matki Tonyego w 1975 roku i spadku, jaki dostał (15 000 GBP). Była wrogiem trzymania pieniędzy w banku, a Tony jako lewicowiec chętnie przychylił się do idei wydania pieniędzy na realizację płyty. Bardzo się przy tym bawili. Finalna wersja okładki była wytworem Factory, choć zespoły decydowały o naklejkach wewnątrz. Joy Division dostarczyli biało czarny kolaż ze zwariowanym brzuchomówcą. Saville nie miał bezpośredniego kontaktu z muzykami, miał go jedynie tylko przez Tonyego. Wszystko było wytwarzane chałupniczo (opisaliśmy to TUTAJ).

Wilson zaproponował zapakowanie płyt w folię, i żeby była to folia z plastikowych torebek. Wszystkie 5 tysięcy opakowań z folii powstało w domu Alana Erasmusa, Saville jednak nie pamięta jakim cudem udało mu się uniknąć udziału w etapie ich sklejania. 

13.01.1979 - ukazuje się okładka NME z Bobem Last z Fast Records i Ianem Curtisem. 


Do umieszczenia Iana Curtisa na okładce NME doprowadził Paul Morley, który wyjechał z Manchesteru do Londynu po samobójstwie ojca. Kevin Cummins z kolei przypomina, jak bombardował NME zdjęciami z koncertów w Manchesterze, a Morley niektóre z nich opisywał w NME. Morley miał zadzwonić do Cumminsa i poprosić go o zdjęcia z Manchesteru bo chciał pisać jak najwięcej o tamtejszych wydarzeniach muzycznych. Chciał też przeprowadzić wywiad z JD, i w tym celu umówił się z nimi w pubie i przeprowadził najbardziej nieudany wywiad z zespołem, bowiem ci nie mieli nic do powiedzenia. Wypili znaczne ilości piwa a Kevin wziął zespół na zewnątrz i zrobił zdjęcia, które okazały się o wiele bardziej znaczące niż nieudany wywiad. 

Kevin Cummins udziela podobnej wypowiedzi jak w filmie dokumentalnym o zespole, zwraca uwagę na oczy Iana Curtisa. Patrzy w kamerę paląc - ma tak przenikliwy wzrok, że chłodzi wzrokiem patrzących na okładkę. Dalej Cummins przytacza wypowiedź o tym jak powstało słynne zdjęcie na moście (opisywaliśmy to TUTAJ i TUTAJ, ponadto warto zobaczyć dokument TUTAJ). 

Dalej Cummins opowiada o zdjęciu Iana Curtisa siedzącego przy długim stole. 

 
Zostało ono zrobione w sklepie Art&Furniture, przy ulicy Cross Street w Chapek Walk. Właścicielem był Jonathan Silver, właściciel kilku sklepów odzieżowych w Manchesterze (w jednym z nich Curtis zakupił garnitur ślubny).

26.01.1979 - Factory I, Russell Club, Manchester. Alan Hempsal opisuje występ JD jako powalający. Działali jak naoliwiona maszyna. Wszystko było minimalistyczne i idealnie dopasowane, Ian w świetnej formie. Byli też w na swój sposób ubrani. Hook opowiada, że ówczesny wygląd zespołu kształtował Ian i Bernard. Kupili koszulki w sklepie dla skautów, ubrania wojskowe w sklepie z militariami (były tanie). Ian zwykle wyglądał normalnie, Steve jak nauczyciel geografii - był ubierany przez matkę. Sumner opowiada, że charakterystyczny krawat kupił w sklepie Oxfam w Charloton (o modzie zespołu pisaliśmy TUTAJ). 27.01.1979 roku ukazuje się recenzja A Factroy Sample Jona Savagea. Opisuje w niej, że JD nagrali mocne piosenki, o klaustrofobicznym charakterze. 

14.02.1979 - audycja Johna Peela w BBC Radio 1 i nagrania JD. Jon Wozencroft wspomina, jak ludzie wymieniali się kasetami z nagraniami z audycji Peela, istniał ich nielegalny obieg. C.P. Lee wspomina audycję z piosenkami JD. Kiedy puścił ich piosenkę zaraz po niej odtworzył the Doors i powiedział, że teraz wiadomo jak zespół chce brzmieć. Lee czuł że pierwsze nagrania były zbyt w stylu Morrisona zwłaszcza pod względem tekstów. 

Luty 1979 - zespół udziela wywiadu Bobowi Dickinsonowi w New Manchester Review. Wspomina, że pierwszy raz spotkał się z zespołem postpunkowym, wtedy Cummins wykonał zdjęcia. Użyto zdjęcia z mostu. Spotkali się w sali prób T.J. Davidson's Rehealsal przy Little Peter Street (warto zobaczyć TUTAJ) około 18  - 18:30. Poszli do pubu przy połączeniu St. Peter z Albion Street. Barney nie poszedł - powiedział ze nie chce udzielać wywiadów, pozostali z Robem poszli. Wywiad przeprowadzono w małym pokoju na tyłach pubu gdzie był TV. Panowała dość napięta atmosfera zwłaszcza Hook był nastawiony wrogo. Większość zespołów tak się wtedy zachowywała, obawiając się ataków ze strony prasy. Ale Stephen i Ian byli w pełni zrelaksowani. 

Ian opowiadał jakie zespoły lubi, o pracy w Rare Records i Iggy Popie. Rob wtedy przyniósł stertę singli z USA z wczesną elektroniczna muzyką taneczną, hip hopem, i powiedział zespołowi że powinni iść w takim kierunku: elektroniczna perkusja, syntezatory, muzyka taneczna. Mimo że byli z innej bajki wzmocnili wtedy brzmienie perkusji, używali jej jak perkusji automatycznej, także słuchając ich muzyki ma się wrażenie, że perkusja jest automatyczna. Były jakby dwie równoległe ścieżki w tym wywiadzie, Dickinson starający się uzyskać odpowiedzi na pytania i Gretton sugerujący zespołowi co powinien teraz robić muzycznie. Było to ciekawe doświadczenie. 


4.03.1979 Wilson z Grettonem, w związku z rosnącym zainteresowanie JD jadą do Londynu i spotykają się z impresario Andrew Lauderem. Wtedy w nocy Wilson i Gretton decydują, że sami nagrają płytę JD i pójdą z nią do Warner Brothers. Miała kosztować 10 K GBP, kosztowała 25 K. Zaproponowali podział zysku po 50 %. Siłą napędową był Gretton, który argumentował że skoro A Factory Sample przyniosło zyski (choć niewielkie) to album przyniesie większe, zespół stanie się sławny i popłyną pieniądze. 

Lindsay Reade twierdzi, że o ile motywacja Tony Wilsona była czysto idealistyczna to Gretton robił wszystko dla pieniędzy. 14.03.1979 roku zespół występuje w Bowdon Vale Youth Club w Altrincham (patrz TUTAJ i TUTAJ). 

Malcolm Whitehead który filmował koncert wspomina, że potrzebowali ostrego światła dlatego chcieli nagrać tylko 2 piosenki. Liz Naylor opowiada o funzinie City Fun (pisaliśmy o niej TUTAJ). Magazyn wcale nie był w stylu punk, jak wiele osób dziś go postrzega. 

Następnie omówione są notatki Roba Grettona o utworach Joy Division z których można dowiedzieć się, że na przykład Shadowplay ma bardzo dobry tekst i gitarę, a Day of the Lords dobry tekst. 

Po tym następuje opis sesji Unknown Pleasures w kwietniu 1979 roku. Bernard Sumner wspomina nagrywanie, grali głownie live, wiele razy powtarzali, później dodawane były efekty specjalne. W 1979 roku to było niespotykane i bardzo ciekawe doświadczenie. Tony Wilson wspomina jak pierwszego dnia Hannett kazał rozmontować perkusję (scena ta jest uwieczniona w filmie 24 Hour Party People - TUTAJ). Morris i Hook zwracają uwagę na trudności we współpracy z Hannettem, który nie wiedział czego chce, ale mówił że to jest to, kiedy usłyszał to o co mu chodziło. Pojawił się konflikt, bo Joy Division byli bardzo głośni i agresywni na scenie a Hannett chciał to wyciszyć i nadać płycie formę eksperymentu. Sumner wspomina jak Hannett przekształcił bit She's Lost Control. Użył sprayu który nagrał, co wybijało z rytmu  Stevena Morrisa. 

Hook wspomina, że mimo iż z Sumnerem nie lubili Unknown Pleasures to podczas nagrywania uświadomił sobie, że brzmienie koncertowe i studyjne mogą się od siebie różnić.  

Peter Saville wspomina jak powstałą okładka, o czym pisaliśmy TUTAJ. Podkreśla że nie znał muzyki. Uważa, że Factory Sample sprzedał się ponieważ ludzie wyrazili w ten sposób poparcie dla niezależnego wydawnictwa. Unknown Pleasures natomiast zostało zaprojektowane tak, żeby ludzie kupili z powodu atrakcyjnej szaty graficznej. Testową wersję płyty zaproponował mu do odsłuchania Rob Gretton. Znał tylko dwa nagrania zespołu z Factory Sample, i uważał je za bardziej słuchalne od pozostałości na tym wydawnictwie. Niemniej uważał że 40 minut odsłuchu i to w obecności menadżera może być ciężkie do zniesienia. Usiadł więc na kanapie Roba i od pierwszych taktów wiedział, że to będzie jedno z jego ważniejszych doświadczeń w życiu. Jego zdaniem Martin zaproponował sposób zrozumienia muzyki zespołu. Nigdy nie dyskutował o tym z Hannettem, wymienili przez całe życie najwyżej z 20 słów. Żyli w różnych światach. Jego zdaniem Factory można porównać do układu słonecznego. Tony był w orbicie wszystkich, a każdy z nich był osobnym bytem. Tony sprawiał że każdy z nich mógł egzystować.


Wkrótce omówimy kolejny rozdział książki Jona Savage'a - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 6 października 2019

Joy Division zdefiniowali muzykę gotyk: atmosfera jest rzeczywiście diabelska, ale czujesz się w niej komfortowo - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.8

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Kolejny, ósmy już rozdział historii Joy Division autorstwa Jona Savage'a obejmuje okres czerwiec - wrzesień 1979. Rozdział rozpoczyna wypowiedź Bernarda Sumnera, który przypomina jak z Hookym byli sfrustrowani brzmieniem Unknown Pleasures. Było to powodowane rozbieżnością brzmienia na koncertach i albumie. Live grupa brzmiała bardziej rockowo i agresywnie. Ian Curtis miał wtedy powiedzieć dwie rzeczy: że nigdy nie chciał aby ich zespół stał się sławniejszy niż the Kinks, dwa: że chciał aby grupa dostała się do obiegu zespołów metalowych w USA, coś jak the Stooges, których uwielbiał.  

Nie znacie? Poniżej ich hit, znany zresztą w wersji polskojęzycznej z wykonania Świetlików:



Hooky pamięta, że na prawdę wydano w pierwszym tłoczeniu 10 000 płyt a nie jak się błędnie przyjmuje połowę tej ilości. Pamięta dlatego, że razem z Robem wnosili płyty po schodach do siedziby wytwórni. 

Bardzo ciekawym uzupełnieniem tego rozdziału jest zdjęcie notatek Roba Grettona, z planowaną zawartością płyty i jej ewolucją. Do tego tematu warto jeszcze wrócić. 

Stephen Morris wspomina, jak bardzo dużo wtedy ćwiczyli. Wspomina też, jak dziwnym było zderzenie ze światem dziennikarzy, którzy nagle zainteresowali się zespołem. Kevin Cummins przytacza wspomnienia dwóch koncertów zespołu w lipcu, jeden blisko drugiego, w okresie ukazania się płyty. Wspomina, jak wielu ludzi było przekonanych, że to będzie płyta roku, a jeszcze kilka miesięcy temu traktowali zespół jako artystyczny żart. 

Dalej przytoczone są recenzje albumu, gdzie porównany jest do debiutu the Clash. 


Liz Naylor opisuje wrażenia po pierwszym odsłuchaniu Unknown Pleasures, to była ambientowa muzyka idealnie pasująca do jej otoczenia. Widziała Joy Division osiem razy na żywo, i zawsze były to doskonałe występy.

Sumner uważa, że na świecie są trzy typy ludzi: ekstremiści, tacy którzy czasem są ekstremistami i ludzie idący gdzieś po środku. Uważa się za przedstawiciela trzeciego typu, natomiast Iana opisuje jako ekstremistę. Wypowiada się dokładnie tak jak na filmie dokumentalnym, uważał ze UP będzie zbyt mroczne dla ludzi, że nikt tego nie będzie słuchał. Opowiada o chorobach w swojej rodzinie: porażenie mózgowe u matki, stratę wzroku przez babcię po nieudanej operacji, czy wuja który zmarł na raka od palenia. Dziadek miał guza mózgu... 

Następnie kilka osób opisuje swoje wrażenia po odsłuchaniu debiutu zespołu. Najciekawsze są wypowiedzi Iaina Graya, który twierdzi, że posłuchał płyty nocą i wydawała mu się nieco przerażającym studium desperacji. Z kolei w opinii Richarda Boona, Martin Hannett zbyt przekombinował z głosem Iana Curtisa, który jest podniesiony zbyt wysoko, co czyni przekaz nazbyt intensywnym, tak jakby nie płynął wprost z serca.
 

Jill Furmanovski opisuje koncert Joy Division z 2.08.1979 roku w Prince of Wales Conference Centre w Londynie. Wyglądali jakby nie byli zespołem muzycznym, a Ian Curtis jakby właśnie został wyciągnięty zza ławki szkolnej. Po koncercie w garderobie byli w dobrych nastrojach, wtedy zrobił pamiątkowe zdjęcia zespołu.



Sumner wspomina, że nie mieli na siebie pomysłu, nie wiedzieli jak rozmawiać z dziennikarzami, później rolę kreatora wizerunku przejął na siebie Rob Gretton. Peter Hook stwierdza, że wszystkie ich wywiady z tamtego czasu są gówniane i o tym samym. Nie wiedzieli skąd wzięła się ich muzyka, to było coś magicznego.  

Terry Mason twierdzi, iż w tamtym czasie wszystko potoczyło się lawinowo, natomiast Tony Wilson uważa, że był na to przygotowany, bowiem zawsze twierdził, że Joy Division będą najważniejszym zespołem swojej generacji, coś jak Sex Pistols. 

Kevin Cummins opowiada o swoich zdjęciach z próby w T.J. Davidson's Rehearsal Rooms z 19.08.1979. Widział Joy Division kilka razy na próbach, miejsce było odrażające, śmierdziało bo toaleta była piętro niżej i nikomu nie chciało się tam schodzić  więc sikali do puszek po coli (Hook w jednym z wywiadów twierdził, że do słoików, ale może mniejsza o takie detale).

Sumner opowiada jak T.J. Davidson kupił jedną z fabryk i adaptował na miejsce prób. W toaletach były szczury, a zimą zbierali śmieci w koncie i palili żeby się ogrzać. Pod nimi próbowali Slaughter and the Dogs, a zimą Hooky sikał prze dziurę w podłodze na ich perkusję bo byli bardzo denerwujący i głośni. Było zimno i akustyka była kiepska, ale zespół napisał tam wiele znakomitych piosenek. 

Następnie opisane są wspomnienia z festiwalu w Leigh, który był kiepsko zorganizowany i podczas którego padało.


8.09 zespół zagrał na Futuramie w Leeds. Sala była niesprzątnięta i walały się śmieci, poza tym było zimno, sala była w stylu areny.  

Kevin Cummnis opowiada o tym, jak trudno było uchwycić w kadrze taniec Curtisa, i opisuje że zawsze miał wrażenie, iż wokalista Joy Division jest nieco poza kontrolą. Jedyną osobą która tak się zachowywał na scenie był Iggy Pop.



Dave Simpson opowiada, że ten festiwal był pierwszym na którym widział Joy Division. Utkwiło mu też w pamięci Section 25. Joy Division zostało wprowadzone przez Tony Wilsona jako awesome Joy Division i zaczęli od Dead Souls. Zaszokował go długi wstęp, bo zwykł być przyzwyczajony do kilkusekundowych. Prawdopodobnie Ian powiedział tylko: dobry wieczór - jesteśmy Joy Division a później nastała muzyka. Mówi, że ten występ całkowicie odmienił jego życie. Przestał z dnia an dzień słuchać Sham 69 czy UK Subs... Zaczął Joy Division, the Bunnymen i audycji  Peela. 



15.09. miał miejsce występ zespołu w BBC w programie Something Else. Tony Wilson zwraca uwagę, jak wielki postęp poczynili od pierwszego występu w TV. Jon Wozencroft zwraca uwagę an fakt, że występ zespołu totalnie różnił się od plastikowego przekazu TV. Występ został nadany w sobotę w prime-time około 17:30 - 17:45.


28.09.1979 zespół zagrał w Factory w Manchesterze. Podczas koncertu Hook zaatakował jakiegoś mężczyznę  swoją gitarą i doszło do bójki. Hook wspomina, że podczas tego koncertu był kompletnie pijany, wcześniej pili wódkę ze znajomym magikiem. Chcieli go upić, ale to on upił ich. Krzyczał podczas występu na Steve'a żeby grał szybciej. Podczas koncertu Hooky stanął w obronie jednego z zaatakowanych fanów zespołu. Podczas bójki zespół grał dalej co rozzłościło Hooka bo oczekiwał od kolegów pomocy.

Przytoczona jest recenzja Mary Harron z Melody Maker, w której pada stwierdzenie, że Martin Hannett nazwał muzykę Joy Division muzyką taneczną z wydźwiękiem gotyku, a Bernard Sumner, kiedy opowiadał o swoim ulubionym filmie Nosferatu (pisaliśmy o nim TUTAJ) miał powiedzieć, czym jest gotyk: atmosfera jest rzeczywiście diabelska, ale czujesz się w niej komfortowo. Na zakończenie tego rozdziału Mary Harron wspomina ten wywiad, przeprowadzony w chińskiej restauracji.   

Kolejne części książki Jona Savage'a zostaną u nas omówione wkrótce. Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.         

środa, 9 listopada 2022

Streszczenie książki Davida Nolana o Tony Wilsonie cz.2: Kevin Cummins i Tony Wilson chodzili do jednaj szkoły

 

Bez niego kariera Joy Division byłaby inna. To on odpowiadał za wydanie debiutu zespołu, albumu Unknown Pleasures (wydał go za spadek po matce), który dziś uważany jest za najlepszy debiut w historii rocka. A ponieważ opisaliśmy już na naszym blogu życiorysy wielu osób z kręgu zespołu (warto popatrzeć na prawy pasek gdzie zawarliśmy linki do streszczeń), dziś kolej na pierwszą część opowieści o Tony Wilsonie. Książka, którą zaczynamy dziś omawiać znalazła się w naszych rękach dzięki Tony'emu Costello, którego serdecznie pozdrawiamy.

Część pierwsza streszczenia była TUTAJ.

Matka Wilsona - Doris była osobą bardzo religijną, cała rodzina uczestniczyła w każdą niedzielę we mszy. Jako szkołę podstawową wybrano mu St Mary's Catholic. Był jednym z 300 uczniów a rodzice - Doris i Sydney, regularnie wizytowali wywiadówki. 

Wilsonowie przenieśli się znowu do Salford gdy Tony miał 11 lat w 1961 roku. Tony musiał codziennie jeździć do De La Salle 35 mil w jedną stronę. Miał pociąg o 7:30 rano do Manchesteru. Szkoła postrzegana była jako bardzo rygorystyczna, a podejście do uczniów było surowe. Do tej samej szkoły, co ciekawe, uczęszczał późniejszy fotograf Joy Division - Kevin Cummins (młodszy od Wilsona), ten kompletnie nie potrafił zrozumieć surowych zasad panujących w szkole. Tony z początku pasjonował się naukami ścisłymi. Był wybitnie zdolnym uczniem, lubianym przez nauczycieli. Kiedy stał się starszy zaczął sam poszerzać swoją wiedzę w bibliotece głównej.

Gdy skończył 14 lat zmienił drastycznie swoje zainteresowania, odwrócił się od nauk ścisłych. Wszystko zmieniło się kiedy zobaczył sztukę Hamlet w reżyserii Petera Halla. Największe wrażenie zrobiła na Tonym gra Davida Warnera. 

 
Po tym Tony zdecydował, że pójdzie na uniwersytet i będzie studiował anglistykę. Wtedy w De La Salle zaczął bardziej interesować się przedmiotami humanistycznymi. Zaczął brzdąkać na gitarze, nosić pod pachą opasłe tomiska książek, wśród nich TS Eliota. Zaczął też sam pisać wiersze, nawet publikować w szkolnym magazynie. Uczestniczył też w konkursach krasomówczych i grać w sztukach w szkolnym teatrze. 
 
Kiedy wrócił z wakacji w Irlandii oczarowany, zaczął posługiwać się ich językiem zwłaszcza słowem feckin (fucking). Cały czas był w centrum zainteresowania swojej matki. Na święta dostawał zwykle pieniądze, więc był zdziwiony, że rówieśnicy dostają pod choinkę prezenty. Nie lubił nocnych klubów. Wolał samemu słuchać muzyki, zwłaszcza the Beatles. Na prywatkach lubił intymną atmosferę i delikatną muzykę jazzową. De La Salle skończył w roku 1968 z doskonałymi ocenami.
 

Na 18. urodziny dostał od matki samochód - Sunbeam Siletto. Jeździł nim do jednego z pubów. Wtedy zaczął głosić idee lewicowe, a jeden z bywalców pubu zapytał go, dlaczego nie odda samochodu biedakom? Od wtedy zaczęto uważać go za przedstawiciela lewicy kawiorowej. 

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Isolations News 76: Katana z Joy Division, Kevin Cummins o Joy Division i Sex Pistols, Bill Wyman sprzedaje pamiątki, the Cure zapowiada, Cruel World 2020, winyle w natarciu

Były już rajstopy, torby, czapki, opaski, chustki itd, przyszła pora na katany z legendarnym logo Unknown Pleasures - okładki debiutu Joy Division. Katana jest do kupienia TUTAJ,a o genezie logo pisaliśmy TUTAJ.

Czekamy na stringi z logo które pewnie z powodu szerokości paska nie będą zawierały wszystkich linii tylko jedną osiemdziesiątą. 

Wzdłuż rowka na dupie.

Skoro o Joy Division mowa, to ich legendarny fotograf Kevin Cummins zapowiedział na TT publikację nowej książki ze zdjęciami. Skontaktowaliśmy się z mistrzem, który zaczął nas śledzić na TT. W albumie nie będzie niepublikowanych zdjęć Iana. Za to artysta zaprasza na spotkanie 12.03.2020 które będzie poświęcone koncertowi Sex Pistols w Manchestrze w 1977. Od tego show zaczęło się Joy Division. Reszta TUTAJ.


W temacie spotkań i wystaw - były członek zespołu Rolling Stones, Bill Wyman, wystawi na aukcji ponad 1000 przedmiotów. Dochód z niej ma być przeznaczony na cele charytatywne. Licytacja odbędzie się w dniach od 29 do 31 maja i będzie realizowana we współpracy z Ripple Productions Limited i Julien's Auctions. Pod młotek pójdą instrumenty, nagrody, różne artefakty gromadzone przez muzyka przez ponad 30 lat (LINK). W sumie nie chcieliśmy o tym pisać, ale zainteresowało nas, czy muzyk wystawi na aukcji urnę po prochach dziadka innego Stonesa - Keitha Richardsa. Samą urnę? Tak, bo zawartość Richards miał wciągnąć przez rurkę kiedy na jednej z imprez był na głodzie. Urny się już nie dało, stąd dla nas ma niezwykłą wartość.


Skoro Rolling Stones, to podobnie brzmi Rolling Stone. Pisaliśmy kiedyś o pożarze studio Universal Music Group i stratach z tego powodu nagrań wielu znanych artystów (TUTAJ). Są dalsze informacje: Rolling Stone, który od lat toczy proces z UMG wydał oświadczenie na ten temat: Universal twierdził, że 17 000 artystów zostało dotkniętych pożarem, gdy starał się o odszkodowanie. Teraz, gdy został pozwany przez artystów, twierdzi, że strata dotyczy zaledwie 19. Ta rozbieżność jest niewytłumaczalna (LINK).




W temacie rozbieżności, Robert Smith podczas rozdania nagród NME 2020 po raz kolejny zapowiedział, że wkrótce pojawi się nowy album The Cure (LINK). Wspomniane rozbieżności dotyczą owego kolejnego wkrótce. Mamy nadzieję, że nastąpi to zanim Smith rozpadnie się na kawałki, co może mieć miejsce również wkrótce. 


Co do rozpadających się na kawałki i to w sposób straszny: Morrisey, Blondie i Bauhaus poprowadzą nowy, jednodniowy festiwal Cruel World, który odbędzie się 2 maja w Grounds w Dignity Health Sports Park w Los Angeles. Bilety w przedsprzedaży były dostępne 14 lutego i szybko rozeszły się, ale można zapisać się na listę oczekujących na stronie festiwalu (LINK).


Winyle też mogą się rozpadać i to lawinowo. Ich kolekcjonerów powinna zainteresować informacja o pożarze zakładu Apollo Masters w Kalifornii, który 6 lutego całkowicie zniszczył wytwórnię, dostarczającą lakier używany do produkcji płyt głównych (płyt matek) koniecznych do edycji właściwych płyt. Może to się stać poważnym problemem dla przemysłu winylowego na całym świecie, bo istnieją tylko DWIE firmy produkujące taki lakier na świecie. Druga - MDC w Japonii - nie jest w stanie pokryć popytu. Na razie trwają prace nad opanowaniem sytuacji, o czym tutaj (LINK).

Jeśli mowa o winylach, to Earache Records wyda album z kompilacją The New Wave of Rock N Roll. Premiera nastąpi 13 marca a szczegóły są TUTAJ.


My za to nie rozpadamy się, jesteśmy ognioodporni i niezniszczalni. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

niedziela, 3 czerwca 2018

Philippe Carly - exclusive post for Isolations. blogspot. com: My Joy Division photos from Plan K/ Specjalnie dla Isolations: Philippe Carly o swoich zdjęciach Joy Division z koncertu w Plan K


After the two Joy Division gigs at Plan K I printed an 8x10 set of the photos I had taken. I was aware that Annik knew the band, their management and Factory Records. So I gave her the photos and asked her to forward them to the group as a souvenir of their Brussels gigs. And then I forgot about them. 

In 2002, a friend, Nicolas Warztacki, advised me to retrieve my negatives from storage. So I began to scan them and created a website (www.newwavephotos.com) to share my photos with the online community. The rapid success of the site caught me off guard: I thought it would only attract a few nostalgic old timers, but I soon came to realise that many visitors are quite young, and eagerly searching for information about that particular musical period. So I set out to provide as many relevant links (fan sites, blogs, interviews) as possible for each band featured. This was way before most of the bands had any official sites, MySpace, Facebook, Twitter, etc. Searching for Joy Division links to add to my site, I realised that this picture of Ian and it’s twin sister had travelled far and wide, without credit, on multiple web pages, in books, on merchandise, etcetera. I also discovered the photo had been used on the cover of Deborah Curtis’ book Touching From a Distance - and credited to Kevin Cummins! There followed a long investigation lasting many months, during which everyone pleaded innocence and tried to shift the blame. But Kevin provided much needed help and encouraged me to continue and persevere to obtain what was due. Little by little the puzzle pieces fell into place: Annik had indeed handed the photos over to the band, Factory liked them, but since they were somewhat disorganised they just copied them and added them to their press kits, which in turn led to their uncontrolled distribution. Ian’s tragic demise did the rest. 

But how did my picture end up on the front cover of Touching From a Distance? The first, hardcover, edition of the book featured a Kevin Cummins photo on the cover. When the publisher produced a second edition they didn’t want to pay another licensing fee. So they used my photo instead from the Factory press kits. And forgot to update the credit. Being the author of an iconic photo has been both a blessing and a curse. A blessing, because very few photos reach, in their field, such a level of celebrity. A curse, because it is a like the proverbial tree that hides the forest, and I often feel my work has been reduced to that single image, the success of which is mostly due to Ian’s tragic fate. 

Philippe Carly - for Isolations.blogspot.com

New York had CBGB, Paris had Les Bains Douches, Amsterdam had the Paradiso, Manchester had its Haçienda. And from 1979 to 1986 the Belgian capitol Brussels had Plan K, a wondrous countercultural centre housed in a former sugar refinery, and destination of choice for those seeking cutting edge music, avant-garde happenings, films, dancing, and industrial architecture. The list of headline attractions at Plan K reads like a who’s who of post-punk. Joy Division, Cabaret Voltaire, William S. Burroughs, The Human League, Orange Juice, Josef K, Scritti Politti, James White, Tuxedomoon, Front 242, Bauhaus, The Slits and many more. Most of these legendary performances were documented by noted new wave photographer Philippe Carly, who has selected the best of his images for this rich and varied book, giving readers a unique opportunity to relive these moments as if they were standing in the front row. Pride of place goes to all 54 images shot by Philippe at two landmark shows by Joy Division at the venue on 16 October 1979 and 17 January 1980. However, he has scanned and carefully restored 270+ original negatives from more than 70 different performances at Plan K. In addition, Philippe has invited musicians, journalists, collaborators, designers and spectators to share their memories and anecdotes. From taking these photos to designing this book it’s been a labour of love says Philippe. Whether you are interested in photography and design, or simply nostalgic about some of the greatest bands of the post-punk era, this book will be what your coffee table has always been waiting for.

Born and raised in Belgium, Philippe Carly was taught photography by his father. Caught up in the punk explosion of 1977, he soon realized his own musical skills were sorely lacking even by the modest one chord wonder standards of the day, and that the only way for him to ride the new wave was through photography. Embracing the punk motto Get up and do it he began to shoot right away, learning as he went along.


For more than a decade Philippe spent most of his free time photographing famous (and not so famous) groups in concert halls, clubs, bars, school gyms, back rooms and recycled industrial halls. Many of these images were published in rock magazines including More, En Attendant, Sounds, Vinyl, Télé Moustique, Pulsion, Ecoute and Trespassers W, and also used as artwork for books and record sleeves.
 

After access at concerts became increasingly problematic for free-lance photographers Philippe largely withdrew from the music scene. However in 2001 he launched a website drawn from his unique archive (www.newwavephotos.com), which proved an immediate and unexpected success among young and older music lovers alike.

Currently Philippe awaits delivery of a prototype machine that will carry him back in time to re-shoot these landmark concerts (as well as several he missed) with the aid of increased skills and modern digital equipment, and unhindered by the cost of 35 mm film.

Translation into Polish: 

Po dwóch koncertach Joy Division  w klubie Plan K wydrukowałem serię zdjęć 8x10 które wtedy zrobiłem. Wiedziałem, że Annik (Honore) zna zespół i ich managerów z Factory Records. Dlatego dałem jej te zdjęcia i poprosiłem, żeby podarowała zespołowi, na pamiątkę koncertów w Brukseli.  I później zapomniałem o tym zupełnie. 

W 2002 roku, mój przyjaciel, Nicolas Warztacki, doradził mi, żebym wyszukał tamte stare negatywy. Tak więc zeskanowałem je i utworzyłem stronę www.newwavephotos.com (TUTAJ) by podzielić się zdjęciami ze społecznością sieci. Nagły sukces tej strony strasznie mnie zaskoczył. Myślałem, że przyciągnie tylko kilku nostalgicznych ludzi  żyjących starymi czasami, ale wkrótce przekonałem się, że odwiedzający to młodzi ludzie, szukający konkretnych informacji o tamtym szczególnym czasie w muzyce. Tak więc starałem się śledzić i podawać tak wiele linków ile to możliwe do fanów i zespołów z tamtych czasów, lub je opisujących. To były czasy zanim większość zespołów miała swoje oficjalne strony w sieci, na MySpace, Facebook, Twitter itd. Szukając linków do stron o Joy Division, tak aby zamieścić je na mojej stronie, zrozumiałem, że to zdjęcie Iana i jego bliźniaczki obiega świat bez wskazania źródła, i to nie tylko na stronach www ale i w książkach czy innych materiałach. Odkryłem też, że zdjęciu użytemu na okładce książki Deborah Curtis, Touching From a Distance, przypisano autorstwo Kevina Cumminsa! Następnie przeprowadzono wielomiesięczne śledztwo, podczas którego każda ze stron udowadniała swą niewinność i przerzucał winę na innych. Ale Kevin pomógł mi najbardziej i zachęcił do trwania w ustalaniu, co tak na prawdę zaszło. Pomału klocki układanki znalazły swoje miejsca: Annik rzeczywiście przekazała zdjęcia zespołowi, a w Factory bardzo się spodobały, i ponieważ panował tam bałagan, skopiowali je i dodali do materiałów promocyjnych, poddanych niekontrolowanej dystrybucji. Tragiczny zgon Iana dopełnił sprawę. Ale jak moje zdjęcie trafiło na okładkę Touching From a Distance? Pierwsze, twardookładkowe wydanie książki miało rzeczywiście zdjęcie Cumminsa na okładce. Kiedy produkowano drugie wydanie, wydawca nie chciał płacić za licencję. Dlatego użyli mojego zdjęcia zamiast tego z wydawnictw reklamowych Factory. I zapomnieli zaktualizować dane autora.  

Będąc autorem kultowego zdjęcia, czuję się jednocześnie błogosławionym, jak i przeklętym. Błogosławionym, bo wiele zdjęć osiągnęło w społeczności znamiona znakomitych. Przeklętym, bo to jest jak przysłowiowe drzewo, za którym kryje się las, dlatego często czuję się jak autor którego dorobek jest zredukowany do tego jednego zdjęcia, którego popularność ma swoje źródło w tragicznym losie Iana Curtisa.

Philippe Carly dla Ioslations.blogsport.com

Nowy Jork miało swoje CBGB, Paryż, Les Bains Douches, Amsterdam - the Paradiso, Manchester Haçiendę. A od 1979 do 1986 stolica Belgii Bruksela miała swój Plan K, cudowne  centrum antykulturowe, umiejscowione w dawnej rafinerii cukru i bedące miejscem przeznaczenia dla szukających ostrej muzyki, wydarzeń awangardowych, happeningów, filmów, tańca i industrialnej architektury. Lista zespołów grających w Plan K wygląda jak who is who post-punka. Joy Division, Cabaret Voltaire, William S. Burroughs, The Human League, Orange Juice, Josef K, Scritti Politti, James White, Tuxedomoon, Front 242, Bauhaus, The Slits i wielu, wielu innych. Wiele tych legendarnych występów została udokumentowana przez Philippe Carly, który wybrał najlepsze zdjęcia ubogacajac książki i dając czytelnikom możliwość unikalnego obcowania  z wydarzeniami twarzą w twarz. Na zaszczytne miejsce wysuwają się jego historyczne zdjęcia Joy Division na występach 16.10.1979 i 17.01.1980. Poza tym, autor zeskanował i przechowuje ponad 270 oryginalnych negatywów z ponad 70 różnych koncertów w Plan K. Ponadto Philippe zaprasza muzyków, dziennikarzy, współpracowników, kreatorów mody, do dzielenia się z nim anegdotami i wspomnieniami. Zrobienie tych zdjęć i opracowanie książki to wynik prawdziwego zamiłowania, mówi Philippe. Bez względu na to, czy jesteś zainteresowany zdjęciami, czy po prostu wspomnianiami tamtych czasów i wielkich zespołów, ta książka będzie tym na co oczekiwał twój czytelniczy stolik.

Urodzony i dorastający w Belgii Philippe Carly nauczył się fotografowania od swojego ojca. W obliczu eksplozji punka w 1977, szybko zrozumiał, że jego muzyczne zainteresowania nie muszą skupiać się tylko na jedynie muzycznym akordzie, ale może też skupić się na dokumentowaniu wydarzeń tamtych czasów poprzez fotografię. Podchwytując motto punka: Rusz tyłek i zrób to! zaczął fotografować zdarzenia wkoło siebie. Więcej niż dekadę, Philippe spędził większość swojego wolnego czasu na fotografowaniu znanych i nieznanych zespołow, koncertów w klubach, barach, holach, szkołąch itd.  Wiele z jego zdjęć zostało opublikowanych w znanych magazynach, jak More, En Attendant, Sounds, Vinyl, Télé Moustique, Pulsion, Ecoute and Trespassers W, a takze użytych przez artystów na okładkach płyt. Kiedy dostęp na koncerty stał się dla fotografów ograniczony, wycofał się ze sceny muzycznej. W 2001 roku otworzył stronę, o której piszemy powyżej (www.newwavephotos.com).
 

Obecnie Philippe oczekuje na dostarczenie mu prototypu maszyny, która zabierze go do przeszłych czasów, tak aby mógł ponownie je fotografować (również te których nie dał rady) za pomocą nowoczesnego sprzętu cyfrowego nie posiadającego takich ograniczeń, jakie ma film 35 mm.

Isolations: All rights reserved. We gratefully acknowledge Mr. Philippe Carly for this text, his memories, and the promise to visit the past again, to take better photos. Please, if you go there on your machine, do not forget to take us with you. Regards. 

The link to the book by Philippe Carly (BOOK)