piątek, 30 czerwca 2023

Super deluxe edition Revolver - najważniejszej płyty the Beatles cz.17: I Want To Tell You - piosenka z magicznym riffem

 

Kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy na naszym blogu omawianie specjalnego wznowienia albumu Revolver zespołu the Beatles (TUTAJ) streszczeniem wstępu Paula McCartneya. Następnie streściliśmy relację Gilesa Martina (TUTAJ) - współrealizatora nagrań, a fenomen albumu omawiał raper Questlove (TUTAJ). Opisaliśmy też historię zastosowania sitaru (TUTAJ) i jak powstawały efekty specjalne (TUTAJ), oraz zaczęliśmy omawiać rozdział zatytułowany Track by Track, w tym historię powstania piosenki Taxman (LINK), Elanor Rigby (LINK), I'm Only Sleeping (LINK), Love You To (LINK), Here, There and Everywhere (LINK), Yellow Submarine (LINK), She Said She Said (TUTAJ), Good Day Sunshine (LINK), And Your Bird Can Sing (TUTAJ), For No One (LINK) i Doctor Robert (TUTAJ).

Dziś historia powstania piosenki I Want To Tell You.

Założeniem zespołu było, żeby na Revolver nie znalazły się covery, tylko własne kompozycje, tak jak miało to miejsce na Rubber Soul. Zespół wspomina, że nie czekał na inspiracje, tylko pisali piosenki pod presją czasu. W przypadku Revolver mieli nieco problemów z weną, co wynikało z okresu wakacyjnego. Na szczęście George rozwinął swój talent kompozytorski i komponował w tamtym czasie dość dużo, wzmacniając swoimi piosenkami duet Lennon - McCartney. Wspominał, że ważną dla niego była reakcja wielkiej dwójki, gdyby nie przyjmowali jego piosenek z entuzjazmem, zapewne by przestał je komponować. Przyznał też, że mniej problemów miał zawsze z muzyką, a więcej z tekstem. Wyjaśnił też znaczenie piosenki I Want To Tell You - jest ona o lawinie myśli które są trudne do spisania czy opowiedzenia.

  
Sesja nagraniowa trwała 8 godzin i rozpoczęła się 2.06.1966. Harrison na pytanie jaki jest tytuł piosenki, powiedział że nie ma pojęcia, co spotkało się z żartami ze strony Lennona. Nagrano na początku pięć wersji utworu. W sumie było ich 17. Na jednej z nich nagrano w tle cichy szum wiatru. Lennon na wersji 2 grał na tamburynie a Paul na pianinie. McCartney wspomina, że piosenka była dla nich bardzo trudna do nauczenia. Wynikała to z faktu, że została napisana dziwnie. Nie była ani w rytmie walca ani 4/4 zatem zespół uznał, że to dziwny rytm, i po przyjęciu tego do wiadomości szybko ją opracowali. Wokal George'a został podwojony i dodano chórki Paula i Johna. Dodano gitarę basową Paula i klaskanie. Przygotowano też mix monofoniczny.


Neil Innes, autor prześmiewczego filmu o zespole The Ruttles: All You Need is Cash był wtedy w studio Abbey Road ze swoim zespołem z którym nagrywał singla. Słyszał Beatlesów przez drzwi. Szczególnie oczarował go motyw grany na pianinie of E do F. Także znakomity riff gitarowy w piosence. 


Zmarły w 2019 roku artysta, po latach wspominał, że gdy był w domu Harrisona i opowiedział mu jak wtedy był oczarowany, zagrali ten motyw we dwóch. To był jeden z najważniejszych momentów jego życia.


Lider ELO Jeff Lynne, który zagrał ten utwór podczas koncertu dla Harrisona w 2002 roku, udziwnił ten riff twierdząc, że George był dobry w czynieniu rzeczy nieoczekiwanych. Nazwał wspomniany riff magicznym.            

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 29 czerwca 2023

Drewniane domki Olgi Bujko

O autorce prac, którymi dzisiaj chcemy zainteresować naszych czytelników w zasadzie niewiele wiadomo, pomimo zamieszczanych pozornie wielu o niej danych. Bo cóż zgodnie przepisują wszystkie portale, które informują o malarce? Jeden stały przekaz, z którego dowiadujemy się, że Olga Bujko urodziła się 8 grudnia 1991 roku w Grodnie na Białorusi. Jest absolwentką liceum ogólnokształcącego Nr 1 o rozszerzonym programie artystycznym w Grodnie, a potem pięcioletnich studiów w tym mieście na wydziale sztuki i wzornictwa Uniwersytetu im. Janki Kupały w specjalności Grafika komputerowa. Z pochodzenia jest Polką, bo w 2015 roku wstąpiła do Towarzystwa Plastyków Polskich przy Związku Polaków na Białorusi. Razem z mężem, Andrzejem Tolochko, wykonała cykl witraży do kilku kościołów na Białorusi:  do kościoła Świętej Teresy w Ostrino, kościoła Trójcy Świętej w Gerwiatach i kościoła Św. Aleksego w Iwiencu. I oprócz wzmianek o udziale w kilku wystawach na Białorusi i w Polsce - to wszystko.


Olga od pewnego czasu mieszka w Polsce, w Poznaniu. Jej przeprowadza prawdopodobnie spowodowana jest sytuacja polityczną na Białorusi. W Polsce wystawia swoje obrazy na wystawach organizowanych przez organizacje polonijne i w prywatnych galeriach. 

Co maluje? Na tak ogólnikowo zadane pytanie można równie nieprecyzyjnie odpowiedzieć: domy. Ale nie oddaje to istoty rzeczy. Olga maluje drewniane domki, charakterystyczne dla krajobrazu jej rodzinnej Grodzieńszczyzny, które wyglądają jak klocki lego rzucone na jednobarwne sukno… Czasem artystka dodaje jeszcze inne szczegóły tła: wicher przewalający masy powietrza oddany pozornie niedbałą kreską, rzędy turbin wiatrowych, latarnię morską… Bywa, że odczuwana nostalgia zmusza ją do namalowania rodzinnego miasta, i w ten sposób otrzymujemy miejski pejzaż, na którym jednak nie warto szukać przechodniów, ulic czy samochodów. Zamiast tego widzimy świat ułudy złożony z kilku wysokich budynków -klocków - przy których stoją tycie sylwetki przechodniów… Albo też krajobraz niczym projekt kilimu, cały w ciemnych barwach, jakby ich autorce zacierały się już wspomnienia i bazowała jedynie na tym, co zobaczyła we śnie…










Artystka dopiero zaczyna tworzyć prace malarskie, na razie obserwujemy jej początki, jednak na tyle oryginalne, że warto zapamiętać nazwisko Olgi Bujko. Artystka nie ma strony ale prowadzi konto w mediach społecznościowych TUTAJ i TUTAJ

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 28 czerwca 2023

A beginner’s guide to 4AD Records: śmiać się, czy płakać?

 

 

Jestem już dość dużym chłopcem, dlatego miałem okazję na żywo uczestniczyć w premierach albumów 4AD, ponieważ puszczane one były w dwóch fragmentach w zaprzyjaźnionym z wytwórnią Programie 3 naszego radia. Dlatego z dość dużym zażenowaniem zapoznałem się z artykułem, mającym być przewodnikiem dla początkującego, pt. A beginner’s guide to 4AD Records in five essential albums... Poziom zażenowania po jego przeczytaniu osiągnął u mnie maksimum, stąd dzisiejszy wpis. 

Najpierw rzut oka na autorkę. Vicky Greer (LINK) o ile jej zdjęcie jest aktualne, jest osobą dość młodą, stąd chyba nie wie zbyt wiele o 4AD. Z pewnością jej opinia, nie ma nic wspólnego z najważniejszymi płytami wytwórni. Ogólnie artykuł sprawia wrażenie tekstu napisanego po najmniejszej linii oporu, a przecież w sieci jest masa opracowań o wytwórni, na naszym blogu jest nawet wywiad Tomasza Słonia z Ivo, (LINK, starczy użyć przycisku translatora, żeby mieć tekst w dowolnym języku), są też książki. Swoją drogą Vicky na tym samym portalu napisała też o podstawowych książkach rocka...

Ale nie będę się pastwił. Przejdźmy do sedna, czyli artykułu, który jest TUTAJ

Zacznijmy od pytania, dlaczego tylko 5 albumów? Z 4AD jest taki kłopot, jak bywa na zawodach w sprincie, kiedy na metę wbiega niemal jednocześnie kliku zawodników i tylko bardzo precyzyjna fotokomórka potrafi zdecydować kto wygrał. Ja mam tak z płytami na powyższym zdjęciu. I jeśli przyjąć, że fotokomórka nie jest największej precyzji, nie jest człowiek w stanie zdecydować o tym, kto jest liderem. A i zaraz ci za czołem też są bardzo blisko, jak choćby niedoceniony w epoce debiut Cocteau Twins Garlands, czy ich Voctorialand...  Kilka płyt DCD też jest blisko...

We wstępie czytamy: 

Od momentu powstania angielska wytwórnia była domem dla zespołów, które zdefiniowały wiele alternatywnych gatunków, od gotyckiego rocka i shoegaze po indie i alt.pop nowego tysiąclecia.

Oto historia 4AD w pięciu przełomowych albumach.


Gotyk wcale nie powstał w 4AD, jak wiadomo pojęcia tego użył po raz pierwszy Martin Hannett, a nawet głupia Wikipedia pisze o tym, że Closer  Joy Division to arcydzieło gatunku. W opinii krytyki muzycznej Day Of The Lords tego samego zespołu, to pierwszy utwór gotyku. Ale to nie 4AD, tylko Factory Records...


Co do samego wyboru, zgodzę się z jednym albumem. Bauhaus. Tutaj rzeczywiście OK. Pixies jest ważny, ale czy ważniejszy niż w zasadzie dwie najważniejsze płyty 4AD czyli Dead Can Dance - Within... i Cocteau Twins - Treasure? Obawiam się, że nie. Czy nie warto było dla początkującego polecić przeglądu kapel 4AD ze swojego najlepszego okresu, czyli Lonely Is... i od tego zacząć całą historię?


 

Co z genialnymi albumami This Mortal Coil? Co z X Mal Deutchland i His Name Is Alive, oraz ich genialną Livonią? A co z Throwing Muses? Poziom ignorancji wybiega poza skalę, kiedy zauważymy na liście brak Clan of Xymox, czy Difuz... Nie wspominając już o absolutniej lekturze obowiązkowej zimnofalowca, czyli The Legendary Wolfgang Press... A gdzie improwizowany Moon And the Melodies?


Każdy, kto ma choć trochę pojęcia o 4AD wie o czym piszę. A kto nie ma go niemalże wcale, temu polecamy sugerowanie się: A beginner’s guide to 4AD Records in five essential albums. Ominie go wiele znakomitej muzyki i nie pozna arcydzieł, które są nie tylko takowymi w opinii autora tego wpisu, ale też wielu ludzi wiedzących o czym piszę.


Mój ojciec zawsze mawiał: jeśli nie potrafisz - nie pchaj się na afisz. I tym optymistycznym akcentem, kończymy ten wpis, zapraszając do odsłuchania płyt z zestawu prezentowanego na zdjęciu powyżej, jak i przeczytania naszych ich prezentacji (LINK).

P.S. Klipy wybrane są złośliwie, żadnej z płyt i kapel na liście nie ma...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.        

wtorek, 27 czerwca 2023

XIX wieczne "landszafty" na zdjęciach Andrzeja Berłowskiego

 Jutrznia: Gwiazdy bledną, prócz jednej. Jutrzeje. Oczekuję dnia – jakże bladego! Ciebie, Wenus zaranna, nazwano Planetą miłości. Ziemia szczerze się przyznaje, że nią nie jest, I dlatego Tak senną bywa tutaj noc, tak martwe rano…
 

A może inaczej: Świt, zazieleniło się stalowe niebo – porosło trawą brzegiem widnokręgu. Zza gór wypełzły smoki granatowe i popłynęły, kędy wzrok nie sięga. A po nich wielkie szafirowe ptaki swe długie skrzydła rozwiały w przestrzeni. Zaś naprzeciwko świat był szarociemny i jak sień pusty bez kształtów ni cieni. Gwiazda świeciła mocna i rzęsista, pacierza czarnej nocy ciche amen. Spod ziemi barwa żółta wykwitała – w powietrzu pachniał jak gdyby cyklamen.




















 
Zaczęliśmy mocno nietypowo, bo od poezji i obrazu, a może raczej od obrazu poezji? Autorką słów jest Maria Jasnorzewska-Pawlikowska, poetka i córka jednego z najbardziej znanych polskich malarzy, czyli Wojciecha Kossaka. A autorem obrazów, a raczej fotografii, jest Andrzej Berłowski, emeryt i mieszkaniec Bełchatowa

Zaczął fotografować dopiero wtedy, gdy zaprzestał zawodowej aktywności. Tematem jego prac głównie jest pejzaż. Kadruje widoki w taki sposób, że jego zdjęcia wyglądają niczym XIX wieczne landszafty, które wyszły spod pędzla artystów szkoły monachijskiej (o jednym z nich pisaliśmy m. in. TUTAJ)  Ujęcia są poste, składają się z wyraźniej, ostro i wyraźniej uchwyconego pierwszego planu, którym najczęściej jest pasmo roślinności, jakieś drzewo, zazwyczaj brzoza, a za nim lekko zamglony rozwija się dalszy ciąg: droga, otwarty widnokrąg szeroko po horyzont, na którego krańcu widać wschodzące słońce, bo fotograf najchętniej tworzy rano. Do niektórych pejzaży podochodzi kilka razy, uwiecznia je w jaskrawych kolorach lata a potem za niedługo pokazać je w zamglonej scenerii zimy.

I mimo powtarzających się motywów, zdjęcia Berłowskiego nie nużą. Bo czy poezja może zmęczyć? Pytanie z gatunku retorycznych, na które, jeśli już mamy odpowiedzieć, to muzyką...


 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 26 czerwca 2023

Isolations News 249: Nowe New Dawn Fades, Darker Waves Fest 2023, pamięci Johna Wettona, Rush 2112, Darryl Way - nowy klip, Tree, Andrew Wyatt i Paul Rodgers - nowe albumy, Musk i Zuckerberg w klatce, rekord w jedzeniu jajek, koniec świata, modelka 6XL i koreańscy kanibale


Zaczynamy jak zawsze od Manchesteru. Sonic Diary opublikował na swoim kanale utwory z nowej EP-ki Time and Time Again zespołu The New Distractions (LINK). Kanał reklamuje Tony Davidson TJM, Ep-ka zostanie także puszczona w audycji, obok muzyki m. in. Joy Division oraz krótkiego wywiadu z Mickiem Middlesem (LINK). Davidson także powiadomił, że wraz z producentem Nigelem Carr oraz oczywiście z  dramatopisarzem Brianem Gormanem i reżyserem  Markiem Jonesem pracuje nad nową wersją sztuki o Joy Division - New Dawn Fades, której premiera planowana jest na październik tego roku. Już można rezerwować bilety (TUTAJ).


Byli muzycy Joy Division czyli New Order, obok takich kapel jak: Tears For Fears, The Cardigans, Violent Femmes, Echo & The Bunnymen, The B-52's, The Human League, Kavinsky, Soft Cell, Orchestral Manoeuvres In The Dark, Devo, The Psychedelic Furs, Blossoms, She Wants Revenge, Death In Vegas, Molchat Doma, The English Beat, X, Cold Cave, ††† (Crosses), Chameleons, Clan of Xymox, T.S.O.L., Christian Death, Drab Majesty, Depresión Sonora, London After Midnight, 45, Grave, Skeletal Family, Twin Tribes, Urban Heat, Glass Spells - wystąpią na  festiwalu Darker Waves Fest 2023, który ruszy 18 listopada w Huntington Beach, Kalifornia, Stany Zjednoczone. Bilety na imprezę zostały już wysprzedane ale można wpisać się na listę oczekujących(LINK).


Dalej koncertowo: Rick Wakeman, Steve Hackett, Geoff Downes, Roger Chapman, Mel Collins, Annie Haslam, Phil Manzanera i Martin Orford to tylko niektóre z nazwisk, jakie pojawią się w sierpniu na specjalnym koncercie upamiętniającym zmarłego Johna Wettona. Podczas występu będą zbierane datki dla organizacji charytatywnej Macmillan Caring Locally, która opiekowała się Wettonem w jego ostatnich dniach. Koncert poprowadzi redaktor Prog Magazine Jerry Ewing wraz z Geoffem Downesem, Stevem Hackettem i artystą Rogerem Deanem.


 

Z kolei europejska trasa Red Hot Chili Peppers rozpoczęła się koncertem na stadionie w Warszawie. W supporcie grupy wystąpili The Mars Volta i Iggy Pop. Jak było, można zobaczyć na krótkich filmikach powyżej. 



Na koniec koncertów jeszcze o ciekawym znalezisku. Niedawno w sieci pojawił się odrestaurowany materiał 4K Rush z trasy koncertowej zespołu o nazwie 2112. Siedmiominutowy materiał filmowy został nakręcony podczas koncertu Rush w Oshawie w Kanadzie 18 czerwca 1976 roku.


Jeśli weszliśmy w klimat progrocka - Darryl Way  udostępnił nowy teledysk do swojej piosenki Morpehus, w której w wokalu występuje jego dobry przyjaciel z Marillion, Steve Hogarth. Utwór pochodzi z zeszłorocznego albumu koncepcyjnego The Rock Artisit's Progress a wideo można obejrzeć powyżej.  



Kompozytor, producent i aranżer takich zespołów i muzyków jak Coldplay i Peter Gabriel, John Metcalfe, zapowiada nowy album Tree. Ukaże się on 22 września  nakładem Real World Records lecz już jest dostępny w przedsprzedaży na CD i LP TUTAJ. W maju muzyk opublikował pierwszy singiel Xylem, a na 11 lipca zapowiedział kolejny.


Z innych nowości: Andrew Wyatt - frontman Miike Snow i zdobywca Grammy, Złotego Globu i Oscara, współautor A Star Is Born Lady Gagi oraz muzyki do Barbie Grety Gerwig - 18 sierpnia wyda nowy album Someday It Won't Feel Like Dying. Będzie to jego pierwszy solowy projekt od czasu Descender z 2013 roku. Singiel promujący album Beyond the Pale jest już dostępny z teledyskiem wyreżyserowanym przez Sebastiana Młynarskiego


Za to wokalista  Bad Company, Paul Rodgers, ma zamiar wydać swój pierwszy solowy album od czasu Electric z 2000 roku - Midnight Rose. Uruchomiono już preorder,  lecz album z ośmioma utworami ukaże się dopiero 22 września. Piosenki są autorstwa Rodgersa, z wyjątkiem Living It Up, w którym uczestniczyli jego basista Todd Ronning i perkusista Rick Fedyk. Album był nagrywany w Roper Recording and the Warehouse przez ostatnie 18 miesięcy.



Złymi kumplami stali się też Putin i Prigożyn. O obu Netflix właśnie kręci filmy.

W temacie filmów - Warner Bros. Discovery  negocjuje sprzedaż około połowy aktywów studia Warner związanych z wydawaniem muzyki filmowej i telewizyjnej za około 500 milionów dolarów. Nieoczekiwany zysk z takiej sprzedaży firmy – będącej na szczycie wciąż rozwijającego się rynku katalogów muzycznych – pomógłby jej spłacić dług w wysokości 49,5 miliarda dolarów (LINK).

 

Za to BMG ogłosiło nabycie znaczących udziałów Paula Simona w projekcie Simon & Garfunkel (LINK).

 

Inny news ze świata wielkiego biznesu - Elon Musk i Mark Zuckerberg zgodzili się na pojedynek na pięści w klatce. Zuckerberg w zeszłym miesiącu zdobył złoty i srebrny medal w swoim pierwszym turnieju jiu-jitsu. Musk jakby w odpowiedzi napisał na Twitterze: Prawie nigdy nie ćwiczę, z wyjątkiem podnoszenia moich dzieci i porzucania ich do góry (LINK).

List z koloni:
- Kochani rodzice, tutaj jest bardzo fajnie. Wczoraj z chłopcami uczyliśmy się boksować. Szczoteczka do zębów, kubek i pasta są mi już niepotrzebne, więc odsyłam je w paczce.


W temacie głupich zakładów. Frontman Fangz, Josh Cottreau, twierdzi, że pobił rekord w jedzeniu jajek podczas kręcenia teledysku do nowego singla swojego zespołu, Let's Talk Cottreau. Zjadł 143 jajka w mniej niż cztery minuty, czym pobił rekord rekord ustanowiony przez Joeya Chestnuta, który pochłonął 141 jaj na Mistrzostwach Świata w Jedzeniu Jaj na Twardo w Radcliff, Kentucky, w 2013 roku. 

Dobrze, że stało się to przed końcem świata, czyli przed 21 lipca. Obecnie nas już nie ma...

Ostatni dzień przed końcem świata. Bóg odwiedza Joe Bidena, Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę. Potem każdy z nich wygłasza orędzie do narodu.
 

Biden do Amerykanów: - Mam dla was dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra jest taka, że Bóg naprawdę istnieje. Zła - że jutro koniec świata.
Putin do Rosjan: - Mam dla was dwie złe wiadomości. Bóg rzeczywiście istnieje i jutro jest koniec świata.
Łukaszenka: - Mam dwie dobre wiadomości. Bóg uznał prawowitość mego przywództwa i będę rządził do końca świata.

Teraz o innym nowoczesnym wynalazku, jakim jest body positive, czyli promowanie grubasów jako modeli. Modelka 6XL, Jaelynn, pozuje w strojach kąpielowych. Influencerkę śledzi 200k ludzi, a większość z nich przyjęła bardzo pozytywnie jej zdjęcia w skąpym bikini. Ciekawe, czy mężczyzna 6XL w stringach spotkałby się z tyloma pochwałami...  (LINK). 

Link tylko dla ludzi o silnych nerwach i na czczo.

Jaś przychodzi do domu i mówi mamie:
- Mamo, wszyscy się ze mnie w szkole wyśmiewają, że jestem gruby.
Na to mama:
- Jasiu, oczywiście, że nie jesteś gruby. Tylko szybko zjedz zupę bo wanna mi potrzebna.

Z drugiego końca - według doniesień, niektórzy zdesperowani mieszkańcy Korei Północnej uciekają się do kanibalizmu, ponieważ ekstremalny głód który ogarnął części kraju wynika ze skrajnych niedoborów żywności. Informację tę przekazała rodzina, której udało się przejść przez granicę między dwoma Koreami (LINK). 


Wszystko to wskazuje, że niewątpliwi nadchodzi koniec świata. Czy nastanie on z powodu nowego chińskiego wynalazku w stylu Covid? Naukowcy bowiem przestrzegają przed kolejną zarazą. Miałby ją sprowadzić chiński lekooporny grzyb, a w zasadzie pleśń, która każdego dnia uwalnia w powietrze tysiące zarodników, co oznacza, że ludzie mogą nieświadomie wdychać je każdego dnia. Na szczęście grzyb żyje wysoko w górach, i to w niedostępnej części gór. Miejmy nadzieję, że himalaiści nie zapuszczą się w tamte miejsca, ani nietoperze, ani inne pandy (LINK).

Wiszą sobie trzy nietoperze w jaskini. Nagle jeden podniósł się do góry. Drugi mówi do trzeciego:
- Patrz, Stefan zemdlał!

 

Zemdleć można, kiedy obserwuje się jaką wiedzę muzyczną mają dzisiejsi internetowi znawcy. Historia dotyczy 4AD - jednej z najbardziej wpływowych niezależnych wytwórni płytowych w historii (pisaliśmy o niej wielokrotnie TUTAJ). Jeden z dziennikarzy podjął próbę opowiedzenia jej historii poprzez pięć wybranych przez siebie albumów (LINK). 

Do tego stopnia nas zdenerwował, że jeszcze o tym napiszemy. Powyższy mem dedykujemy autorce. 


Kończymy jak zawsze newsem ze świata nauki. Avi Loeb, najdłużej urzędujący przewodniczący Wydziału Astronomii Harvardu, twierdzi, że kosmici szybciej nawiążą kontakt ze sztuczną inteligencją niż z ludźmi. Agencje kosmiczne, takie jak NASA i ESA, już używają systemów sztucznej inteligencji, aby dokonać mapowania wszechświata, żywe organizmy żyją krótko a AI mogą funkcjonować dłużej, tak długo na ile starczy zasilania...(LINK).

Ostatnie słowa w życiu:
Matki:
- Zrobiłam porządek w Twoim pokoju!
Elektryka:
- O! A co to za kabel?
Pasażera:
- Z prawej wolna!
Listonosza:
- Dooooobry piesek ...
Chemika:
- A teraz ten roztwór wlewamy tutaj.
Sapera:
- Dobra, tnę czerwony!
Ikara:
- Jakoś leci. 

My wracamy jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 25 czerwca 2023

Wraca sukcesor Tangerine Dream i Vangelisa: Accretionist i dwa nowe albumy - klasyka muzyki elektronicznej

Accretionist to nowy, młody i interesujący artysta z zachodniej części Ukrainy. Pseudonim artystyczny związany jest z gwiezdnym pyłem. I taka też jest jego muzyka. Jak powiedział nam w wywiadzie (TUTAJ), mimo że my dopatrujemy się w jego muzyce wpływu Tangerine Dream, sam inspirował się muzyką Jacka Walla do gry Mass Effect 1. Oczywiście jak na kompozytora muzyki elektronicznej przystało, interesują i inspirują go filmy s-f jak choćby Diuna. Gatunek muzyczny w którym tworzy określa jako Spacewave, jest to odmiana Synthwave. Co ciekawe, nie ma w domu syntezatora, a postęp techniczny pozwolił mu na tworzenie muzyki za pomocą VST (Virtual Studio Technology). Nie wydaje płyt na stałych nośnikach dźwięku, mało tego sam projektuje okładki. 

Mimo że obiecał nam skontaktować się gdy pojawi się jakieś jego owe wydawnictwo, nie dotrzymał słowa. My jednak mamy subskrypcje tu i tam i sami śledzimy rynek muzyczny, na jałowym dość niebie którego, muzyka dzisiejszego bohatera lśni jak diament.

Po znakomitym debiucie Odyssey (warto zobaczyć TUTAJ) artysta wraca do nas z dwoma nowymi albumami. Mimo, że odżegnuje się od inspiracji Tangerine Dream, wszyscy ci, którzy znają brzmienie berlińskiej szkoły elektroniki natychmiast zauważą, że Accretionist jest obecnie najlepszym sukcesorem wielkiego zespołu z Niemiec. Mimo tego, że Tangerine Dream ciągle istnieje, nie ma już w jego aktualnym składzie żadnego muzyka z tamtych wielkich składów, co za tym idzie, ich twórczość stała się nijaka i jałowa. 

Za to  muzyka Accretionist dostarcza nam świeżości, to jakby sam wielki Edgar Froese powrócił do nas w nowym wcieleniu. Może coś w tym jest, bowiem wielki muzyk uważał, że śmierć jest jedynie przejściem w inny wymiar... 

 

Pierwszy nowy album Exogenesis (Quantum Dream, Holographic Universe, Infinite Horizons, Protomolecular Fields, Singularity) zdaje się być mocno mroczny. Przypomina chwilami, poza wspomnianym Tangerine Dream, dokonania Klausa Schulze (warto zobaczyć TUTAJ). Zdaje się też być bardziej spokojny od drugiej, bardziej melodyjnej i mniej mrocznej płyty pt. Proxima Solaris (Solarbound: First Chapter, Gateways (To Luminous Realms), The Radiant Expanse, Solarbound: Second Chapter, Core Worlds, Waypoint Delta - Sol. Region IV, Solarbound: Final Chapter, Navigators of The Icarus Traverse, Solaris Sanctuary). 

 
Ta z kolei przypomina najlepsze dokonania Vangelisa.

Jeśli do tego wszystkiego dodać sposób prezentacji obu albumów na kanale artysty (TUTAJ) zdajemy sobie sprawę, że Accretionist wprowadza nas w zupełnie inną i jakże nowoczesną metodę nie tylko tworzenia, ale i prezentacji muzyki. Jakże dramatycznie odmienną od tej, jaką z znamy z płyt winylowych, czy CD, jednak do tego rodzaju muzyki, pasującej idealnie.

Taki znak czasu...

A teraz pora założyć słuchawki, zamknąć oczy i dobyć podróż w świat gdzie nie ma ludzi i wszystkich tych złych rzeczy, jakie stworzyli, z których najgorsza to wojna.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.