Ostatecznie jednak śmierć wybitnych artystów i twórców muzycznych (takich jak wymienieni Jimi Hendrix, Janis Joplin oraz Brian Jones, Jim Morrison i opisywany przez Colina Sharpa Martin Hannett, którego książkę streszczamy na naszym blogu TUTAJ), przyczyniła się do tego, że przesłania antynarkotykowe stało się bardziej obecne w muzyce popularnej.
THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
środa, 30 września 2020
Seks, narkotyki i rock' n roll, czyli od pierwszej psychodelicznej symfonii do heavy metalu
Ostatecznie jednak śmierć wybitnych artystów i twórców muzycznych (takich jak wymienieni Jimi Hendrix, Janis Joplin oraz Brian Jones, Jim Morrison i opisywany przez Colina Sharpa Martin Hannett, którego książkę streszczamy na naszym blogu TUTAJ), przyczyniła się do tego, że przesłania antynarkotykowe stało się bardziej obecne w muzyce popularnej.
wtorek, 20 czerwca 2023
Malarze tworzący pod wpływem używek, czyli od Vincenta van Gogha do Witkacego przez Warhola
Narkotyki i alkohol wpływają na sposób myślenia. Mogą tak pobudzić, że pod ich wpływem twórcy realizują takie pomysły, na który normalnie nie wpadliby. Niektórzy sugerują nawet, że substancje odblokowują część świadomości, która normalnie jest tłumiona. Dlatego niektórzy uznani artyści tworzyli swoje arcydzieła pod wpływem używek. Ale chociaż historia sztuki pełna jest przykładów takich inspiracji, to taka sama ilość, jeśli nie większa, dotyczy tragedii spowodowanych przez narkotyki i alkohol.
Wymieńmy kilku z nich:
Vincent van Gogh – malował pod wpływem absyntu i używek na bazie naparstnicy
Vincent van Gogh był jednym z najbardziej nieszczęśliwych artystów na świecie. Jego zmagania z chorobą psychiczną i fizyczną do dziś są źródłem nieustannej inspiracji wielu dziedzin sztuki – w tym piosenek i filmów. Holenderski postimpresjonista znany jest z jaskrawych żółtych odcieni i wirujących cieni, co uważane jest za objaw skutków przyjmowanych używek, w tym głównie absyntu, który powodował zatrucie organizmu. Ale alkohol nie był jedyną substancją, której van Gogh używał na swoje dolegliwości. Podobno jego lekarz przepisał mu naparstnicę, powszechny wówczas lek na epilepsję, który w nadmiarze powoduje zaburzenia wzroku, widzenie podwójne lub barwne: żółte albo zielone mroczki przed oczyma. Z tego powodu piękny bursztynowy odcień słynnych Słoneczników był prawdopodobnie częściowo produktem ubocznym narkotyku. Jedno z jego najbardziej znaczących dzieł, portret doktora Paula-Ferdinanda Gacheta, przedstawia jego osobistego lekarza obok naparstnicy. Trzeba jednak dodać, że chociaż nadużywane substancje mogły przyczynić się do powstania takiej a nie innej formy jego obrazów, to sam van Gogh przyznawał, że najlepsze jego prace powstały w okresie trzeźwości, wtedy gdy nic nie brał. Gdyby więc van Gogh miał dostęp do lepszego leczenia uzależnień i zaburzeń psychicznych, być może żyłby dłużej i jego spuścizna byłaby znacznie bardziej okazała.
Thomas Kinkade – tworzył pod wpływem alkoholu i valium
Nazywany malarzem światła jest jednym z najpopularniejszych artystów XX wieku. Porywające obrazy Thomasa Kinkade przedstawiające bukoliczne krajobrazy i bajkowe chaty wiszą w wielu domach. Ale trzeba pamiętać, że jego życie nie było tak sielskie jak płótna. Przyjmowane przez niego substancje spowodowały przedwczesną śmierć w kwietniu 2012 roku. Informacja ta jest pewna, bo sekcja jego zwłok wykazała, że 54-latek uległ „ostremu zatruciu etanolem i diazepamem” – śmiertelną kombinacją alkoholu i Valium. Valium, lek z grupy benzodiazepin, jest stosowany w leczeniu lęku, drgawek i skurczów mięśni. Malarz przyjmował go w chwilach napadów niekontrolowanej złości, w którą wpadał pod wpływem alkoholu. Jego historia może posłużyć za przejmujące przypomnienie o tym, jak ważne jest utrzymanie zdrowia psychicznego i emocjonalnego nawet za cenę spadku popularności tworzonych dzieł.
Andy Warhol uzależniony od Obetrolu
Cudowne dziecko pop-artu, Andy Warhol, jest znany głównie z barwnych portretów celebrytów, takich jak Marilyn Monroe oraz puszek z zupą Campbella. Współczesny artysta fascynował się kulturą narkotykową, ale przede wszystkim jako tematem swojej sztuki. Tworzył pod wpływem narkotyków i alkoholu, a za jego przykładem masa osób popadała w modne branie używek. W 1963 roku Warhol otrzymał receptę na Obetrol, amfetaminową pigułkę, środek pobudzający, którego branie stało się dla artysty codziennym rytuałem. W końcu przyjmował go w celach rekreacyjnych a nie leczniczych. Zmarł w 1987 roku w wieku 58 lat po operacji pęcherzyka żółciowego. Śmierć przyspieszyła zła kondycja artysty. Nigdy w pełni nie wyleczył się z rany postrzałowej zadanej w latach sześćdziesiątych, jego stan pogorszyło odwodnienie spowodowane codzienną dawką Obetrolu.
Jackson Pollock- alkoholik
W 1949 roku magazyn LIFE opublikował błyskotliwy artykuł o Jacksonie Pollocku, zadając pytanie: Czy jest on największym żyjącym malarzem w Stanach Zjednoczonych? Czy był największy jeszcze nie wiadomo, ale na pewno zapoczątkował nową erę sztuki amerykańskiej. Pochodzący z prowincji, z Wyoming, szturmem podbił świat sztuki, prezentując wszystkie typowe cechy każdego wielkiego malarza: był małomówny i ponury. Fotografowany z papierosem w ustach, Pollock był przykładem tajemniczego i awangardowego artysty XX wieku. I wrażenie to nie było pozą. Pollock całe życie zmagał się z nałogiem, do którego skłonność prawdopodobnie odziedziczył po swoim ojcu. Pollock walczył także z depresją, która przerodziła się w schizofrenię typu borderline. W dniu 11 sierpnia 1956 roku malarz pił ponad swoje możliwości, po czym wsiadł do samochodu i spowodował wypadek, w którym zginął on oraz jedna z dwóch pasażerek.
Mark Rothko – używał kombinacji alkoholu i leków przeciwdepresyjnych
Podobnie jak wielu innych powojennych artystów, Mark Rothko używał substancji, aby uśmierzyć ból istnienia, a jednocześnie wywołać kreatywność. Gwoli wyjaśnienia Rothko zmagał się z różnymi trudnościami, w tym z antysemityzmem podczas I wojny światowej, problemami małżeńskimi oraz depresją. Jego abstrakcyjne dzieła odzwierciedlają żywe emocje. Stonowane geometryczne wzory przełamane zostały przez miękkie krawędzie, wyrażają odczucia ludzkiej świadomości płynących z wewnątrz umysłu. Ale malarz nie był wolny, nie mógł działać bez alkoholu, nikotyny i leków na receptę. Pod koniec życia Rothko przyjmował Sinequan i Valium wraz z wieloma innymi substancjami na nadciśnienie, dnę moczanową, stany lękowe i depresję. Rothko, syn farmaceuty został pokonany przez substancje, które miały go wyleczyć. 25 lutego 1970 roku 66-letni artysta został znaleziony martwy. Przedawkował leki na depresję i przepisane mu na skaleczony nadgarstek.
I polski przykład: Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) – kokaina, peyotl, meskalina, appendix i alkohol
Znany w Polsce artysta znany jest z malowania portretów pod wpływem środków odurzających. Eksperymentował z różnego rodzaju używkami, aby wykorzystać stan po ich zażyciu w procesach twórczych. Witkacy pozwalał narkotykom wpływać na wygląd swoich prac. Narkotyki decydowały o wszystkich aspektach formalnych dzieł Witkacego, o ich konstrukcji, kompozycji, o ostatecznym wyglądzie dzieła. Świadomie zażywał narkotyki w celu uzyskania odpowiednich efektów. Ich przyjmowanie wynikało z jego chęci przeżycia metafizycznego. Ale długotrwałe przyjmowanie leków psychotropowych i narkotyków doprowadziło do zaburzeń jego percepcji a przez to utraty zdolności do porozumiewania się z otoczeniem. Swoje doświadczenia spisał w książce Narkotyki będącej zbiorem esejów, każdy z nich dotyczy jednej używki. Ostatecznym gestem negacji wobec współczesnej rzeczywistości stała się samobójcza śmierć Witkacego, która nastąpiła dzień po wkroczeniu na tereny Polski wojsk sowieckich, czyli 18 września 1939 roku.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
sobota, 3 października 2020
Don't walk away in silence - smutek po śmierci Iana Curtisa, lidera Joy Division: streszczenie książki Colina Sharpa cz.14
piątek, 15 grudnia 2023
The Cure: Pornography nasączone LSD - unikalne klipy z okresu Faith i Pornography
W jednym z wywiadów (TUTAJ) Robert Smith zapytany co spowodowało powstanie strony dźwiękowej albumu Pornography, narkotyki, alkohol a może problemy osobiste odpowiedział śmiejąc się:
Wszystko razem! Ale patrząc wstecz, wiem, że nadmierne spożycie narkotyków miało bezpośredni związek z problemami osobistymi. To typowe błędne koło: bierzesz narkotyki, bo jesteś nieszczęśliwy – a im więcej narkotyków bierzesz, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy.
Na pytanie, czy kiedykolwiek zażywał narkotyki ze powodów artystycznych, jak na przykład nowojorski pisarz William Burroughs, Smith odpowiedział, że tak, ale wynikało to nie z uzależnienia, ale z cech charakteru. Ma silną wolę, o czym może świadczyć fakt, że rzucił palenie i narkotyki w ciągu tej samej nocy. Od tamtej pory nigdy nie brał dużych ilości narkotyków. Na pytanie, czy zażywanie narkotyków było także sposobem na podtrzymanie niezbędnej inspiracji, Smith odpowiedział twierdząco. Na przykład podczas nagrywania Faith był zagubiony, nie miał pojęcia, w jakim kierunku rozwinie się album. Był całkowicie niepewny i pozbawiony nadziei. Dlatego postanowił na jakiś czas zamieszkać w innym świecie. O desperacji Smitha świadczył sposób w jaki zażywał - a była to najgorsza kombinacja, najpierw upijał się aż do nieprzytomności, po czym na jej skraju łykał każdy narkotyk, jaki tylko był pod ręką. Spowodowało to, że zaczął się dziwnie zachowywać. Lol i Simon czuwali, żeby nie przesadził i nie przedawkował. Konkretnie Smith zażywał nie tylko kokainę i heroinę, ale przyznaje, że brał właściwie wszystko, a rodzaj narkotyku nie miał zupełnie znaczenia.
Na szczęście był wystarczająco młody, aby dochodzić po tych seansach do siebie, w wieku w jakim udziela wywiadu nie dałby rady i pewnie źle by się to skończyło. To był też powód, że wiek zmusił go do zaprzestania.
Wszystkie powyższe fakty doprowadziły autora filmu, jaki dziś prezentujemy, do zatytułowania go The Cure - Pornography nasączone LSD. I rzeczywiście jest to absolutny unikat, ponieważ z tego okresu istnieje dość dużo nagrań audio, natomiast mało jest wycinków z koncertów. Na filmie mamy też unikalne realizacje studyjne z TV. Do absolutnych rarytasów dla fanów Cure (jak ich nazywał Tomek Beksiński - kjurczaków) należy początek filmu - ujęcia z próby w Rhino Studio w Pippbrook Mill House w UK z 1981 roku.
Oni poważnie musieli być pod wpływem, skoro zgodzili się na realizację klipu z choreografią Nicolasa Dixona i królewskim baletem... Wszystko to do Siamese Twins - jednego z najsmutniejszych utworów o zdradzie w związku... Później mamy 4 utwory z unikalnego programu pt. L'Echo Des Bananes. 1 kwietnia 1982 The Cure wystąpili na żywo w Studio Davout w Paryżu. Program pod wspomnianym tytułem został wyemitowany na antenie FR3 w emisjach w latach 1982 i 1983. Co ciekawe, Cure zagrali tam także Primary i Siamese Twins, ale te dwie piosenki nie zostały wyemitowane (Primary jest w klipie, drugiego utworu brak).
Kolejny jest wywiad, który pozwolimy sobie pozostawić bez komentarza. Kolejne dwa klipy to nagrania live z koncertów we Francji w 1982 roku. Są to piosenki w wcześniejszego etapu twórczości. Dwie następne piosenki pochodzą z programu Generation 80 z czerwca 1982 roku, kiedy The Cure wystąpili w belgijskiej TV - nagranie miało miejsce w Brukseli. Program wyemitowano 12 czerwca 1982 roku, po ostatnim występie zespołu w trasie Pornography. Podczas piosenki Cold pojawia się w klipie nieznana postać ukryta we mgle. Całość kończy Short Term Effect z Paryża z 1982.
Dziś the Cure to już zupełnie inny zespół. Cieszmy się, że fani pozwolili odkryć i utrwalić ten rarytas. Z czasów, które już nigdy nie wrócą. Z pięknych czasów...
sobota, 25 lipca 2020
Jak rodziła się płyta Unknown Pleasures Joy Division - relacja oczami świadka: Kto zabił Martina Hannetta? - streszczenie książki Colina Sharpa cz.8
W pracy miał starszego kolegę, który edukował go muzycznie, co było pierwowzorem relacji z Martinem. Starał się pracować jako sprzedawca płyt, ale to nie było to, więc wrócił do poprzedniego zawodu. W 1974 roku pobrał się z Debbie. Później wszyscy zaczęli spotykać się w klubie Pips. Po koncercie Sex Pistols - który był przełomem, w Manchesterze powstało kilka klubów muzycznych, w których zaczęli przebywać dziennikarze muzyczni, jak Paul Morley, Mick Middles czy Jon Savage.
Jednym z ważniejszych klubów był Band On The Wall, z początku jazzowy i bluesowy, później najważniejszy klub punk - rocka. Nie było w nim sceny, zespołu grały pod ścianą w minimalnej odległości od publiki, która czuła wibracje muzyki. Ian Curtis wtedy zwykle ubrany na szaro, z zamkniętymi oczami, zaczynał tworzyć swój charakterystyczny taniec, machał rękami niczym Jagger czy Artur Lee. Wszyscy muzycy zespołu byli bardzo młodzi, dobrze zgrani, a Ian czarował swoimi dojrzałymi tekstami. Takimi zobaczył ich po raz pierwszy Martin z Suzanne. Drugim ważnym klubem był Rafters, tam rodziły się prawdziwe gwiazdy. Tam Tony Wilson spotkał po raz pierwszy Roba Grettona i tam grali też Joy Division. To Rob przedstawił zespół Martinowi pod koniec 1978. Grupa była po wydaniu własnym sumptem An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ),jednak z powodu okładki z chłopcem z Hitlerjugend kojarzyli się z pronazistami. Dlatego nie spodobali się w Rabid Records (pisaliśmy o tej wytwórni TUTAJ), ponoć szefowie wytwórni podważali też ich umiejętności muzyczne. W tym klubie Tony został zaczepiony przez podpitego Iana, który miał pretensje dlaczego ten nie puszcza ich w swoim programie TV Granada Reports - uważanym za bardzo opiniotwórczy. W końcu zespół wystąpił 20.09.1978, grając jedną piosenkę - Shadowplay. Ian w różowej koszuli, zawsze znakomicie zdawał sobie sprawę gdzie jest kamera, co widać choćby na zdjęciach Antona Corbijna, pozostali członkowie zespołu jednak byli dość speszeni obecnością w TV.
To Martin odkrył coś co Bono później nazwał świętym głosem Iana Curtisa. Nagrywali wtedy dwie piosenki: Digital i Glass. Zwłaszcza pierwsza z nich pokazuje, jak Hannett znakomicie wyczuwał Curtisa, niczym dobry terapeuta dał mu na końcu piosenki się wykrzyczeć. Hannett uważał wtedy że Joy Division to zespół składający się z genialnego wokalisty i kilku fanów Manchester United. Relacje pozostałych członków zespołu z nim były trudne.
Na Unknown Pleasures Hannett zastosował efekty windy którą wozili sprzęt w studio i tłuczonego szkła. Jednak specyficzne brzmienie uzyskał poprzez efekt opóźniania dźwięku, ale stosował go nie tak żeby powstawało echo, ale żeby opóźniony dźwięk pojawił się jak najbliżej dźwięku perkusji, stając się niemal niesłyszalny.
Album stał się inspiracją ale wielu zespółow muzyki gotyckiej, jak Bauhaus czy Sisters of Mercy. Andrew Aldritch bardzo chciał żeby Hannett z nim współpracował, Sharp nawet widział u Martina single Sisters. I mimo że płyta zyskała wielu naśladowców i znacząco wpłynęła na nurt gotyku nikomu nie udało się osiągnąć tego poziomu. Ian i Martin byli bardzo zadowoleni z efektu, w przeciwieństwie do pozostałych członków zespołu. Ci jednak przełknęli efekt bo podobał on się Tony'emu, Robowi i prasie, a całości dopełniła znakomita okładka Petera Savillea (o historii jej powstanie pisaliśmy TUTAJ).
Książka Colina Sharpa jawi się coraz bardziej interesującym dokumentem z epoki. Wkrótce przedstawimy streszczenie kolejnej części. Jeśli chcecie je poznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w minstreamie.
piątek, 17 lutego 2023
Streszczenie książki Joe Gooddena Riding So High. The Beatles and Drugs cz.1. Zaczęło się od... inhalatora, czyli o żuciu tektury
We wstępie autor podkreśla, że narkotyki pojawiały się w całym okresie twórczości zespołu, od Hamburga gdzie wspomagali się amfetaminą poprzez LSD w epoce Revolver i Peppera, a kończąc na ciężkich narkotykach. Książka nie ma na celu propagowania narkotyków a wręcz ma być przestrogą dla wszystkich tych, którzy chcą ich spróbować.
Pierwszy rozdział zaczyna się od spotkania młodego pisarza Roystona Ellisa z Georgem Harrisonem w czerwcu 1960 roku. Harrison z kolegami z koledżu sztuk pięknych Lennonem Sutcliffem, w towarzystwie młodszego McCartneya tworzą zespół nazywany Beetles albo Beatles. Są właśnie po występach jako zespół akompaniujący w Szkocji. Harrison mieszka sam i zaprasza Ellisa do siebie. Ten jest nie dość że biseksualistą, to jeszcze eksperymentuje z narkotykami. Jest zwolennikiem wolności seksualnej. On nauczył Harrisona jak narkotyzować się za pomocą inhalatora firmy Vick, którego używa się w zapaleniu górnych dróg oddechowych.
Kiedy w roku 1959 wprowadzono możliwość zakupu benzedryny jedynie na receptę, uwaga artystów skierowana została na cannabis (marihuanę). Lennon wspomniał że to Ellis poczęstował ich benzedryną pierwszy raz. Wcześniej palili tylko papierosy i pili alkohol, kiedyś też palili herbatę. Nie mieli doświadczeń z narkotykami mimo tego że przez port w Liverpoolu przemycano narkotyki. Harrison za młodu oglądał film o trębaczu uzależnionym od heroiny, wiedział też o uzależnieniu Franka Sinatry, dlatego miał negatywny stosunek do heroiny. Natomiast palił papierosy mimo tego że to było w jego wieku zabronione.
Wszyscy Beatlesi palili, Lennon zaczął palić w wieku 15 lat, w czasie Hamburga pili alkohol i zażywali tabletki. Ciocia Mimi paliła, palił też ojciec pierwszej żony Lennona, mało tego zmarł na raka. W 1997 roku u Harrisona zdiagnozowana raka gardła a muzyk obwinił nałóg. Z powodu palenia już jako nastolatek miał żółte palce co od razu demaskowało jego nałóg w oczach nauczycieli. Paul McCartney zaczął palić w podobnym wieku.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
poniedziałek, 4 czerwca 2018
Swans - jak to wszystko się zaczęło, Michel Gira o matce alkoholiczce, więzieniu, narkotykach Madonnie i blefowaniu na gitarze basowej, cz.1
Kiedy byłem młody i dziki, tzn. brałem regularnie twarde narkotyki i byłem agresywnie niemiły wobec każdego wokoło mnie, razem z jednym z przyjaciół zwykliśmy grywać w grę nazywaną "Bill Bronson". Nazwaną tak po Bilu Bronsonie basiście Swans, który grał w zespole w latach 1995 - 1997. Dostawało się punkt za każdego spotkanego danej nocy ex-członka Swans. Jeśli spotkało się samego Billa Bronsona, wygrywało się. Jeśli natomiast muzyka spoza orbity Swans, np. Jona Spencera czy kogokolwiek innego, przegrywało się.
Michael Gira zmienia się, ja się zmieniam. Mój manager zawołał mnie i powiedział: Michael Gira się zmienia. Wiesz, że mam reputację bycia prawdziwym kretynem, ale nim wcale nie jestem?
Michel Gira urodził się w Los Angeles w roku 1954. Jego dzieciństwo było z wielu powodów okropne. Matka była alkoholiczką i poświęcała czas głownie jego młodszemu bratu. Po tym jak Michel został aresztowany w Kalifornii za drobne przestępstwa, i groziło mu umieszczenie w wiezieniu dla nieletnich, ojciec zabrał go do Niemiec, gdzie sam pracował w fabryce narzędzi. Kiedy ojciec chciał oddać go do szkoły Gira uciekł podróżując autostopem przez Jugosławię, Grecję, Turcję i Izrael. Wcześniej raz już uciekł, w wieku 15 lat by pojechać do Belgii na festiwal Actuel (podobny w stylu do Woodstock). Tam widział Yes, Zappę i Pink Floyd.
Teraz kiedy sam jestem ojcem, trudno jest mi wyobrazić sobie, jak mogłem swoim rodzicom zgotować takie piekło.
Pamiętam jak pewnego razu leżałem w łóżku z Jarboe. Mieliśmy klimatyzator zawieszony w bramie i słychać było przez niego wszystko, co dzieje się na zewnątrz. To było koło 2 w nocy i wtedy usłyszałem taki dźwięk, jakby piły, i zadałem sobie pytanie - co to kurwa jest? Otworzyłem drzwi i zobaczyłem dzieciaka, jeżdżącego na rowerze trójkołowym, samego, po porozbijanym szkle wszędzie wokół niego.
Przyjechaliśmy do Nowego Jorku z poczuciem, że odniesiemy tutaj sukces - za pomocą psychodelicznej gotyckiej nowej fali. Mieliśmy dobre teksty. Pierwszy raz mogłem słuchać własnej muzyki przez więcej niż kilka sekund, nie odczuwając zażenowania.
Dan Braun który stworzył Circus Mort wraz z bratem Joshem, Girą i Rickiem Ollerem, nieco inaczej wspominają pierwsze próby zespołu.
Gira i Oller mieli zażyłą relację. Grali u nas swoje piosenki a my obaj bardzo je lubiliśmy. To było inne, niż wszystko co grano wtedy w Nowym Jorku. Były w tym elementy Kurta Weila, the Screamers i widać było wpływ zespołów z Los Angeles.
Braun pamięta też jak przyszła partnerka Giry, Madonna, (tak tak, TA Madonna) zapukała do ich drzwi. Pytała, czy któryś z nas ma papierosa. Wszyscy skoczyliśmy do niej, żeby być pierwszym częstującym. Powiedziała, że ma próby na dole w hallu, i że powinniśmy zamilknąć ze swoimi na jakiś czas. Kiedy poszła wszyscy zaczęliśmy wykonywać sprośne gesty. To była ta chwila kiedy Madonna i Gira spotkali się po raz pierwszy.
To był także początek końca Circus Mort, który implodował w 1981, po wydaniu pierwszego singla.
Warto posłuchać, bo rzeczywiście brzmieli bardzo interesująco. Przed nami ich singiel Circus Mort (Labor Records, 1981):
Tracklista: Swallow You, Children Remember, Yellow Light, Watch The Puppet
Pierwszy koncert zespołu po nagraniu singla miał miejsce w 1981 roku kiedy supportowali Bauhaus. Po tym Gira i Kane odeszli by stworzyć Swans. Dan Braun dołączył do nich krótko po tym, i wspólnie zrealizowali Body to Body, Job to Job.
CDN.
W tekście wykorzystano fragmenty wywiadu z Michelem Gira opublikowanym TUTAJ.
sobota, 15 lipca 2023
Urodziny Iana Curtisa: Czego nigdy nie dowiemy się o wokaliście Joy Division?
Gdybyśmy mieli z nim kontakt, być może mógłby nam odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście oglądał Stroszka w reżyserii Wernera Herzoga. Mówił siostrze, że miał taki zamiar, ale są tacy (np. Colin Sharp), którzy twierdzą, że to nieprawda.
Czy poznamy kiedyś treść ostatniego listu, jaki zostawił? A może dowiemy się, dlaczego owego fatalnego 18.05.1980 pozwolono mu zostać samemu, mimo wcześniejszych prób samobójczych? A może po prostu jego otoczenie było nim zmęczone, i z premedytacją pozwolono mu na wybór ostatecznego wyjścia?
Gdyby mógł, może by nam odpowiedział na pytanie, czy zaakceptował projekt okładki Closer, czy też Factory od pierwszych godzin po jego śmierci zaczęło robić na niej pieniądze, zmieniając np. okładkę wznowienia singla LWTUA, z tej pokazującej zdjęcie metalu polewanego kwasem, na tą z aniołem z nagrobka.. Mick Middles, jeden z największych ekspertów od Joy Division twierdzi, że Curtis okładki Closer nie zaakceptował... (LINK).
Być może też byśmy się dowiedzieli, co takiego miał na myśli Peter Hook, który w jednym z wywiadów powiedział, że nigdy nie poznamy prawdy o Joy Division.
Kto nastraszył Curtisa i powiedział mu, że w USA nie lubią epileptyków, i zapewne spotka się z negatywną reakcją publiki, gdy podczas koncertu dopadnie go atak.
A może odpowiedziałby nam na pytanie ile ataków epilepsji, które miał podczas koncertów, było prawdziwych? Jego była żona twierdzi w swojej książce, że potrafił je udawać, kiedy znajdował się w sytuacji bez wyjścia..
Nie poznamy też zapewne nigdy odpowiedzi na pytanie jakie narkotyki, poza marihuaną, zażywał. Jego idolem był Jim Morrison, ten już od młodych lat brał. Trudno oprzeć się myśli, że Curtis, tak zapatrzony w swego idola nie spróbował. Zwłaszcza, że Deborah w swojej książce pisze, iż mieszał narkotyki z lekami... Martin Hannett natomiast w wywiadzie dla Jona Savage'a (LINK) powiedział, że sekcja wykazała obecność 20 substancji w organizmie Curtisa...
Czy był na koncercie Bauhaus w Londynie, gdy Joy Division realizowali Closer? Bauhaus wtedy w Londynie nie występowali. A może to urban legend (LINK)?
Czy lubił literaturę Sartre'a? W jednym z wywiadów powiedział, że próbował czytać, ale stwierdził, że to nie dla niego. Dziś wszyscy jednym tchem wypowiadają nazwisko francuskiego egzystencjalisty, jako jednego z inspirujących lidera Joy Division.
W końcu zapewne nigdy nie dowiemy prawdy o tym, dlaczego Factory tworzyli obraz Joy Division jako smutnych, ponurych wręcz intelektualistów. Czarno - białe zdjęcia (prawdą jest że kolorowe klisze były wtedy bardzo drogie), i jeden z wywiadów Kevina Cumminsa, w którym powiedział, że specjalnie fotografował członków zespołu z ponurymi minami (LINK). Tony Wilson, zapożyczając maksymę z jednego z westernów i przerabiając ją na własną modę powiedział, że jeśli masz do wyboru drukować prawdę, czy legendę, drukuj legendę. Wydaje się, że jedynie Vini Reilly z Durutti Column był na tyle odważny, żeby w piosence Missing Boy przemycić coś, o czym oficjalnie się nie mówi.
Dziś Ian Curtis skończyłby 67 lat.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.




























