Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania an ideal for living, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania an ideal for living, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2024

Stephen Morris: Record, Play, Pause - książka perkusisty Joy Division i New Order cz.26: Niepowodzenie EPki Warsaw

 

W pierwszej części (TUTAJ) przedstawiliśmy streszczenie fragmentu książki, w którym Stephen Morris opisuje swoje dzieciństwo. W części drugiej (TUTAJ) wojenne pasje perkusisty Joy Division, a w kolejnej historię życia jego ojca (TUTAJ), rodzinne wycieczki (TUTAJ) i pierwsze single w kolekcji Stephena (TUTAJ). W następnym wpisie przedstawiliśmy pierwsze instrumenty z kolekcji Stephena i opisaliśmy jego fascynację the Beatles, jak i amerykańską TV (TUTAJ). W kolejnym (TUTAJ) męczarnie na kursie tańca i fascynację obserwatorium Jordell Bank, oraz kompletnie inne, niż rodziców, zainteresowania kinowe. W kolejnym (TUTAJ) lekcje gry na klarnecie i pierwsze zakupy płytowe. W kolejnym (TUTAJ) pierwsze koncerty i fascynację Davidem Bowie  wybór roli w zespole jako perkusista (LINK). W tej części (LINK) przedstawiliśmy pierwsze eksperymenty kolegów z LSD, epizod ze studiami i przeprowadzkę do nowego domu. TUTAJ opisaliśmy pierwszych idoli gry na perkusji i zakup instrumentu, a także pierwsze lekcje Stephena gry na nim, a TUTAJ perypetie związane ze zmianą szkoły. Wzrastające zainteresowania winylami i rozbudowę zestawu perkusyjnego opisaliśmy TUTAJ i TUTAJ. Pierwsze nagrania zespołu Stephena w Strawberry Studios opisaliśmy TUTAJ. Późniejszy wpis za to (TUTAJ) przedstawiał narodziny punk rocka w UK wg. Morrisa. Natomiast narodziny Warsaw opisaliśmy TUTAJ, a ich pierwsze próby i występy TUTAJ. W TYM wątku opisaliśmy pierwsze poważne koncerty Warsaw i ich pierwszy bis. Natomiast TUTAJ incydent w Electric Circus, a TUTAJ perypetie z dziewczynami. W kolejnym wpisie (TUTAJ) opisaliśmy wynajęcie przez Warsaw studia i pierwsze nagrania, a TUTAJ genezę nazwy Joy Division i pierwsze nagrania w studio. A TUTAJ jak zespół szukał dla siebie miejsca na ziemi.
 
Po nieudanych próbach znalezienia klubu na koncert w Londynie, i powrocie do domu, Stephen Morris rozchorował się. Nadal przychodziły listy z odmowami z klubów i wytwórni. Jedyny pozytywny list przyszedł od Andrew Laudera z Radar Records. Poprosił ich o nowe nagrania i odesłał kasetę, była to owa fatalna kaseta z muzyką zespołu, ale też w tle z nagraniami z Coronation Street bo Terry kopiował kasety przez mikrofon. Bardzo zdenerwowało to Iana, ale Andrew dostrzegł mimo tego potencjał w zespole.
Kolejnym rozczarowaniem była EP-ka An Ideal For Living. Brzmiała dobrze ale tylko na full głośności, normalnie była nagrana ciszej niż pozostałe albumy. Pożyczone pieniądze Iana wyrzucone zostały w błoto. Niestety cały nakład - tysiąc sztuk, tak brzmiał. Żaden DJ nie chciał tego grać. Dodatkowo odkryli, że wytwórnia Enigma, jaką wymyślili dla swojego wydawnictwa, już istnieje. 
 
Starali się zainteresować znane osoby wydawnictwem ale bez sukcesu. O tym mogła też zdecydować okładka Bernarda z chłopcem z Hitler Jugend. Niektórzy wypowiadali się źle na jej temat.
Zdjęcie: LINK
 
Drukowanie okładki załatwił Stephen w małym sklepiku w Macclesfield. Niestety wszystko pakowali i sklejali sami. Ludzie nie chcieli kupować ich płyty, jedynie kolega Stephena perkusista innego zespołu wziął jedną i stwierdził że jest OK. 
 
W końcu urok Iana zadziałał. Udało mu się zainteresować dwie osoby z RCA. Postanowili zapłacić za nagranie albumu, bo chcieli rozszerzyć działalność na nową falę. Album wydawał im się bardzo udany.
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     

niedziela, 29 września 2024

Dokument o Joy Division na kanale Stained Glass Stories: nasza recenzja

Jakiś czas temu opisywaliśmy bardzo dobry film o historii zespołu Cocteau Twins wyprodukowany przez kanał Stained Glass Stories (TUTAJ). Ponieważ miesiąc temu twórcy kanału postanowili zmierzyć się z historią głównych bohaterów naszego bloga, czyli Joy Division, warto co nieco o owym dokumencie napisać. 

Film zaczyna się od dość krótkiego wstępu opisującego każdego z członków zespołu. Oczywiście w tak krótkim dokumencie nie da się zawrzeć detali z życia artystów, jednak może warto dodać te, istotne dla późniejszej twórczości zespołu (te które wywarły wpływ na muzykę). Tak więc Bernard Sumner wychowywał się w bardzo trudnych warunkach (kalectwo matki i jej późniejszego męża), o czym można przeczytać w jego biografii streszczonej przez nas TUTAJ. Jeśli wspomniano o uzależnieniu od Legactilu Iana Curtisa w młodości (choć w jego biografii napisanej przez Middlesa i Reade tego faktu nie podano), to dlaczego nie wspomniano o przygodach Stevena Morrisa, który sam opisuje je w swojej biografii (streszczonej przez nas co środę TUTAJ)? 

Dalej  w filmie zaczyna się historia Joy Division i tradycyjnie już dla tego typu opracowań, podane są fakty wspólnej fascynacji punkiem Sumnera i Hooka, i rozpoczęcie przez nich gry w zespole, ale nie ma w tym miejscu nic na temat wcześniejszych udziałów w swoich zespołach zarówno Curtisa jak i Morrisa, a warto wiedzieć, że zanim dołączyli oni do Joy Division grali w innych grupach. Fakty te wspomina zarówno Morris w swojej biografii, jak i Jon Savage w swojej ostatniej książce (LINK). Co istotne, to Ian Curtis we wcześniejszym swoim projekcie z nijakim Iainem Grayem, wymyślił nazwę Warsaw dla ich wspólnego zespołu (warto zobaczyć TUTAJ): Po dokoptowaniu basisty zaczęli próby w klubie Great Western w Moss Side, choć mieli kłopoty ze znalezieniem miejsca prób, zewsząd byli wyganiani przez kurtkę Iana. Curtis wtedy nie śpiewał, bardziej recytował swoje teksty, jak opisuje to Gray: pochrząkiwał pochylony nad swoim tekstem. Nie mieli wtedy perkusisty, a jako nazwę Ian wybrał Warsaw  z powodu wpływu albumu Bowiego. W okolicach lutego ich zapał wygasł.. 

Dalej w filmie dowiadujemy się, że Warsaw grali jako support Buzzcocks... Taki fakt nie jest nam znany, owszem Joy Division supportowali Buzzcocks, ale Warsaw? Warsaw postrzegani byli w Manchesterze jako tandetny postfaszystowski band, ich koncerty raczej wzbudzały śmiech, a repertuar, którego głównym autorem był Hooky, nie wzbudzał entuzjazmu (przypomnijmy choćby At A Later date czy Gutz). Dlatego zespół oddalił się na chwilę z klubów by zmienić styl, więcej próbować i przechrzcić się na Joy Division (po drodze byli jeszcze Stiff Kittens). We fragmencie o debiucie Warsaw zamiast okładki An Ideal For Living pojawia się okładka jakiegoś bootlegu (An Ideal Begining). Debiut Warsaw przede wszystkim był nie tyle kiepskiej jakości jeśli chodzi o nagranie, ale był nagrany cicho. W jednej z książek o zespole jest opisana scena, kiedy poprosili DJa o puszczenie swojego singla w jakimś klubie w Manchesterze. Ten uległ prośbie, ale gdy tylko singiel zaczął grać, publika zeszła ze sceny bo nagranie było bardzo ciche. Problem tkwił też w fakcie, że okładka zaprojektowana przez Bernarda Sumnera kojarzyła się z nazizmem, i w pierwszej kolejności podczas wznowienia, to jej właśnie pozbył się menadżer zespołu Rob Gretton, zastępują okładką Stevea McGarrego (LINK). 

Jeśli natomiast chodzi o genezę nazwy Joy Division warto wspomnieć, że książkę Katzetnika przyniósł Sumner (LINK), który był też pośrednio inspiratorem okładki Unknown Pleasures. Inaczej wyglądała też historia wyboru menadżera zespołu. Owszem Gretton był na koncercie Joy Division, ale Sumner wspomina, że zaczepił go podczas rozmowy telefonicznej kopiąc w budkę i składając nietypową ofertę. Brzmiało to mniej więcej tak, że ma ofertę pracy przy sprzątaniu kibli, ale może zostać menadżerem Joy Division. Sumner zabrał go na próbę zespołu, a postali nie mieli pojęcia kim jest nowy obserwator ich gry. 

Kiedy omawiany jest debiut płytowy zespołu na minalbumie A Factory Sample powinno pojawić się nazwisko Martina Hannetta, miejmy nadzieję że pojawi się później (i tak też jest). Natomiast w całym filmie panuje dość mocny miszmasz jeśli chodzi o chronologię zdjęć, ale też i nagrań (choćby posiłkowanie się wersjami piosenek ze Still, które przecież ukazały się po śmierci Curtisa i brzmiały inaczej niż zespół sobie tego życzył w czasie ich nagrywania, a wersje z tego albumu są raczej mniej lub bardziej nieudanymi wizjami Hannetta). Podobnie jest ze zdjęciami, warto było jednak wspomnieć Kevina Cumminsa, jako jednego ze świadomych kreatorów ponurego wizerunku zespołu. Postać legendarnego fotografa nie powinna być  pomijana, zwłaszcza we fragmencie filmu kiedy omawiany jest unikalny wizerunek grupy (nie padają też nazwiska wielu innych osób, bez których dziś nie wiedzielibyśmy tyle o zespole, i które miały kolosalny wpływ na to jakim zespól się stał, czyli poza Cumminsem nie padają choćby nazwiska Micka Middlesa, Antona Corbijna czy Jona Savage'a). 

Przy omawianiu muzycznych inspiracji obok Kraftwerk, czy Velvet Underground, nie pada nazwa the Doors... A przypomnijmy, że Jim Morrison był wielkim idolem Iana Curtisa. Ten ostatni miał przecież podobny tembr głosu, przez co koncerty Joy Division w USA były reklamowane jako występy nowych the Doors

Podczas opisywania Hannetta i jego sposobu nagrywania koniecznie należało wspomnieć o uzależnieniu od narkotyków. Tak jak późniejsze albumy the Beatles są dziełem narkotyków w synergii z talentem muzycznym, tak samo produkcje Hannetta (jakże inaczej brzmiące niż zespół na żywo) były wynikiem jego eksperymentów z narkotykami, o czym wspominają sami muzycy. Martin po wyjściu zespołu ze studia zamykał się w nim, zażywał narkotyki, miksował, a rano, już na trzeźwo, słuchał swoich dzieł. 

Podczas omawiania okładki Unknown Pleasures warto było wspomnieć, że nie ma na niej nazwy zespołu (pierwsi ten zabieg zastosowali the Beatles), ale to może mniej istotne. Okładka jest fakturowana - to najważniejsze. Chodziło bowiem o to, żeby po wzięciu jej do ręki czuć było fakturę muzyki, co dotyczyło głównie słuchaczy z wadami wzroku lub jego brakiem. 

Odnośnie Closer to trudno też zgodzić się, że okładkę zaakceptował Curtis, wkoło tego faktu istnieją kontrowersje, a biorąc pod uwagę (pokazaną w filmie) ewolucję okładki LWTUA można sądzić, że Factory zastosowała chwyt reklamowy (jeśli tak to można nazwać - pisaliśmy o tym TUTAJ). Potraktowanie wątku samobójczej śmierci Curtisa w filmie to temat na zupełnie osobny wpis. 

Reasumując, film jest dobry dla początkujących fanów zespołu. Być może należało w nim poszerzyć kilka wątków, a inne skrócić. Niemniej można go (mimo kilku zastrzeżeń) polecić jako wstęp do budowania wiedzy o zespole. Takiej podstawowej wiedzy, pamiętając jednak, że diabeł tkwi w szczegółach... 

 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

                   

środa, 20 września 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.14. Pierwszy krajowy wywiad Joy Division

  


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Później opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ). Fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru opisaliśmy (TUTAJ). Ostatnia noc w Electric Circus i skandal na koncercie Warsaw jak i wizyty Iana Curtisa w RCA opisaliśmy TUTAJ. Nagrywanie przez Joy Division albumu dla RCA opisaliśmy TUTAJ. TUTAJ natomiast przedstawiliśmy historię pozyskania przez zespół Roba Grettona na pozycję menadżera. 

Joy Division uważali dziennikarzy muzycznych za idiotów. Zatem autor książki miał poważny problem, kiedy postanowił przeprowadzić z nimi pierwszy wywiad do krajowej prasy, dokładnie dla Sounds. Towarzyszyły temu dwie ważne okoliczności. 
 
Pierwsza z nich to Rob Gretton kompletnie zalany, marudzący jak to autor był na koncercie zespołu w Russel Club w Hulme. Wypowiadał podpuszczające zdania: Dalej rób wywiad, są dobrymi rozmówcami, cholera świetnymi. Świetna kapela. Zapytaj ich o sprawy związane z Nazistami, jeśli chcesz. Zapytaj ich o cokolwiek. To będzie dobry artykuł, nikogo nie skrzywdzi. Oni będą kiedyś popularni itd. 
 
Druga ciekawa rzecz to była reakcja dwóch wydawców Sounds, którzy słyszeli plotki o zespole i zaszufladkowali ich jako zespół nazistowski.
 
Na płycie An Ideal For Living napisano że piosenki są autorstwa Joy Division. Zawsze piszecie je wspólnie? Kto podaje ideę?
 
Ian: To różnie bywa, w każdym razie muzycznie
 
Bernard: Zwykle zaczynamy od perkusji, dodajemy bas, i na samym końcu gitarę. Ian dostarcza tekstów.
 
Ian: Tak.. widzisz mam tutaj małą książkę. Jest pełna tekstów. Wyciągam jakiś tekst i próbuję dopasować. Mam pełno tekstów w rezerwie... wszystkie tutaj czekają. Używam ich kiedy pojawiają się pasujące dźwięki. Czasem mieszam linijkę jednego tekstu z linijką innego. Czasem zmieniam oryginalny tekst całkowicie, tak że staje się nowym i zupełnie innym. Nigdy nie wiadomo do czego to doprowadzi, niemniej mam dużą rezerwę - taki bank tekstów. Niektóre są dwu, trzy letnie, jak na przykład The Leaders of Men.
 

A o czym są te teksty?
 
Ian: Nie piszę o niczym szczególnym. To przekaz podświadomy. Bazgroły... czasem odczucia lub rzeczy które wpadną do głowy. Nie brzmi to pretensjonalnie? 
 
Steve: Jeśli teksty byłyby o czymś szczególnym to by się zestarzały. 
 
Ian: Tak - zostawiam je otwarte na interpretacje. Zatem nie powinno się narzekać, jeśli ludzie źle je interpretują. Tak jak jest z tymi nazistowskimi skojarzeniami bo nazwaliśmy się Warsaw.
 
Barnard: Nazwaliśmy się Warsaw, bo nikt tak się nie nazwał. Nie chcieliśmy być nazywani "ktosie".
 
Rob: Wracając do Nazistów, ludzie powinni wyciągnąć wnioski. Ludzie czasem są bardzo naiwni. 
 
Bernard: Ludzie czasem przybierają radykalne punkty widzenia, a kiedy myślą o zmianie, zdają sobie sprawę, że to było kompletne nic. 
 
Rob: Ty na przykład napisałeś w recenzji że Joy Division ciągle utrzymują się w nurcie sztuki Nazizmu. Co to znaczy?
 
Teksty, to jak wyglądają na scenie...
 
Rob: Mogą wyglądać mrocznie i zagadkowo, ale jak to łączyć z Nazizmem? 
 
Ian: Wszyscy nazywają naz Nazistami. 
 
Ale piszecie o historii Nazistów, więcej niż inni (Tutaj pada fragment piosenki They Walked in Line).
 

Bernard: Każdy to mówi, ale porównaj to z tekstami Jimmy Pursey, który cały czas jest rasistowski. 
 
Dlaczego? 
 
Nie myśl tak, to dowodzi że mam rację. Nikt nie pamięta początków Sham 69 i co wtedy mówili. On teraz się chce od tego odciąć, choć i tak jego teksty ciągle są znakomite (po tym stwierdzeniu cała grupa zaczęła się głośno śmiać). 
 
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 13 września 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.13. Zespół Micka Hucknalla doprowadzał Petera Hooka do szału

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Później opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ). Fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru opisaliśmy (TUTAJ). Ostatnia noc w Electric Circus i skandal na koncercie Warsaw jak i wizyty Iana Curtisa w RCA opisaliśmy TUTAJ. Nagrywanie przez Joy Division albumu dla RCA opisaliśmy TUTAJ.
 
Rozczarowanie Curtisa faktem, że zespoły mniej wartościowe zyskiwały zainteresowanie prasy, a nawet TV spowodowało opisywany wiele razy incydent z Tony Wilsonem. Wilson wspomina, że nie poczuł się obrażony faktem nazwania go przez Curtisa pierdo##nym fiu@@m. Kilkanaście sekund ich koncertu utrwaliło go w przekonaniu, że zespól powinien wystąpić w TV. 
 
Rob Gretton posiadał wtedy kopię An Ideal for Living dostał ją od dziewczyny Hooka. Nawet grał ją w klubie Rafters. Po jednym z koncertów podszedł do Sumnera w szatni i zapytał, czy istnieje możliwość żeby został menadżerem zespołu (warto dodać, że w książce Savage'a to zdarzenie wspominane jest w inny sposób - Sumner opowiada, że akurat telefonował a Gretton zapukał do budki z takim zapytaniem). Sumner się zgodził, zaprosił go na próbę, ale nie powiedział nic zespołowi. Grali utwór po utworze a on się im przyglądał. Hooky wspomina, że zastanawiał się kim jest ten fi@t. Kiedy skończyli i zapanowała cisza Sumner przedstawił go zespołowi. To było w jego stylu. 
 
Później autor opisuje koncerty zespołu w ramach Band On The Wall.
 
W serii występowały takie kapele jak Frantic Elevators Micka Hucknalla (później Simply Red), IQ Zero, Fast Cars, i inni. Joy Division wierzyli, że ponieważ koncerty były bliżej centrum zyskają większe zainteresowanie. Tydzień przed występem zespołu w Band on the Wall, 29.08.1978 Paul Morley napisał recenzję, porównującą zespół do Siouxsie and the Banshees, co było z jego strony ogromnym komplementem. W magazynie Zig Zag autor książki za to wyraził przekonanie, że scena miasta przestała się rozwijać. Podchwycił to Tony Jasper z Manchester Evening News i w rubryce o muzyce napisał, że to nie jest prawdą, bowiem Rob Gretton i zespół którego jest menadżerem - Joy Division, robią wiele ciekawych rzeczy, są też żywym dowodem, że scena miasta jest daleka od zgonu.  
 
Rob zaprosił autora 4.09.1978 roku na drugi koncert zespołu, a Middles napisał recenzję do Sounds. Może nie  była to do końca pozytywna recenzja, nie do końca była też dobrym artykułem, niemniej kończyła się wnioskiem, że basista Joy Division mógłby zjeść JJ Burnella z the Stranglers na śniadanie. Gretton poinformował go, że jest fi#tem, że to napisał, bowiem Hooky uwielbia JJ Burnella, i teraz boi się że tamten go zabije (Burnell jest mistrzem kung-fu).
 

Kolejny rozdział książki rozpoczyna się od opisu ulicy Little Peter Street  i Knott Mill, gdzie mieściło się studio Tony Davidsona. Próbowało tam wiele zespołów o czym już pisaliśmy, ale ciekawostką jest, ze autor dodaje kilka mniej znanych faktów. Kolor ścian (z tego co wiemy był brązowy) i atmosfera postrzemysłowa skłaniały zespół do bardziej mrocznych dźwięków. Curtis czuł się w tym klimacie świetnie. Próbował tam też zespół Hucknalla - Frantic Elevators (coś zbliżonego do Smiply Red). Mieli taką piosenkę Every Day I Die.
  

Kiedy ją grali rozlegała się w całym budynku i niosła rurami. Hooky zawsze denerwował się, że znowu grają tą ohydną piosenkę, i zastanawiał czy umieją zagrać coś innego. Joy Division w zasadzie nie zadawali się z innymi zespołami, również w pubach siedzieli osobno i spędzali czas we własnym gronie. Ale nie były to ponure chwile, rozmawiali o piłce, dziewczynach i innych zespołach, bardzo wiele też żartowali. 
 
C.D.N.
                  
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 6 września 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.12. Keep On Keepin On, czyli Ian Curtis wył jak pies

 

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Później opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ). Ostatnio fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru (TUTAJ).Ostatnia noc w Electric Circus i skandal na koncercie Warsaw jak i wizyty Iana Curtisa w RCA opisaliśmy TUTAJ.

Dzisiejszy fragment dotyczy nagrywania przez Joy Division albumu dla RCA. Derek Brandwood (opisany w poprzednim odcinku TUTAJ), mimo kiepskiej jakości An Ideal For Living obiecał sobie, że nie spuści oka z zespołu. Jego asystentem był Richard Searling, który rozmawiał z Amerykaninem Bernie Binnickiem. Ten z kolei szukał zespołu punkowego z UK, który byłby w stanie wykonać cover przeboju N.F. Potera pt. Keep On Keepin On.
 
 
Joy Division byli mocno zdesperowani i zgodzili się. Zorganizowano spotkanie z Searlingiem. Hooky nie przyszedł. Pieniądze na nagranie  dali Binnick, Searling i Anderson. Ten ostatni został producentem. Sesje odbyły się w Arrow Studios, nagrano 24 wersje piosenek. Studio mieściło się blisko Granada TV, a Ian Curtis był oniemiały z wrażenia, że nagrywano w nim w 1976 roku Marc Bolan Show.
 

Po trzech dniach było wiadomo że nic z tego nie będzie. Kasa została wyrzucona w błoto. Zdesperowany Searling przyszedł do Brandwooda i poprosił żeby poszedł zobaczyć co dzieje się w studio. Kiedy się tam pojawił, zobaczył ekstremalnie ponurych Joy Division. Anderson siedział milcząco i gapił się w ścianę. Brandwood chciał rozładować atmosferę żartem mówiąc, że Joy Division nie chcą produkować byle czego. Anderson odpowiedział, że się zbuntowali i nie chcą grać. Zaproponował im syntezator ale powiedzieli, że nie zniżą się do takiego poziomu. 
 
Podczas sesji nagrali połowę albumu, były piosenki Ice Age, Leaders of Men, They Walked In Line (intrygujący ponieważ Curtis używał w nim odniesień do faszystowskich Niemiec, inspirowanego nazizmem surrealizmu).
 

Zespół miał wtedy problem, zbyt mocno brzmiał jak grupa zbliżona do Banshees, zbyt mało się wyróżniał, żeby zwrócić uwagę publiki. Curtis był wtedy pod wpływem Throbbing Gristle, zwłaszcza ich Third Annual Report, chyba jego ukochanej płyty wszechczasów.
 
 
Nagrań nie kasowano, bo mogło tak się stać, że zespół kiedyś będzie znany. 
 
Warto dodać, że w książce znajdujemy jedyny, bardzo dokładny opis przebiegu sesji dla RCA. Jest on jednak niepełny, bowiem tajemnicą poliszynela jest, że zespół wtedy z rozczarowania nie tylko popadł w depresję, ale też i ostro pił. Upił się zwłaszcza Ian Curtis, ale mimo swojego stanu, i tak nie udało mu się zaśpiewać piosenki Keep On Keepin On. Mówi o tym w filmie Granta Gee Stephen Morris. Dosłownie powiedział: Ian wył jak pies
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.         

środa, 30 sierpnia 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.11. Skandal na koncercie Warsaw i wycieczki Curtisa do RCA

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Później opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ). Ostatnio fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru (TUTAJ).
 
Ostatnia noc w Electric Circus została zapamiętana przez brawurowy występ Warsaw. Nie byli znani, ale wzbudzili zainteresowanie swoją desperacją i zaangażowaniem. Nie byli wyśmienici, ale nie byli też beznadziejni. Uwagę zwrócił również swoim występem zespół Prefects z Birmingham
 
 
Występ Warsaw został udokumentowany w prasie i na winylu, gdzie ukazał się utwór At A Later Date. Płyta Live At The Electric Circus pokryła się niesławą z dwóch powodów: notatek Paula Morleya i okrzyku Iana Curtisa: Czy Pamiętacie Jeszcze Rudolfa Hessa? (tutaj autor popełnia błąd bowiem okrzyk brzmiał: Czy zapomnieliście już Rudolfa Hessa?). 
 
Po zamknięciu pubu Buzzcocks zaczęli nagrywać dla United Artists), Howard Devoto utworzył Magazine, zamieszczając ogłoszenie w wytwórni Virgin, że poszukuje grających szybką i wolną muzykę
 
Ian Curtis w tamtym czasie przeżywał coś na kształt rozgoryczenia. Oglądał programy Wilsona w Granadzie, czytał recenzje w prasie, i nie potrafił zrozumieć, z jakiego powodu wiele zespołów będących na znacznie niższym poziomie niż Warsaw, zdobywa takie zainteresowanie. Wierzył też, że Bernard Sumner, który procował wtedy w wytwórni filmów animowanych Chorlton Cum Hardy w Cosgrove Hall znajdzie jakimś sposobem dostęp dla Warsaw do TV Granada. Uważał że to jedyna szansa żeby zaistnieć. 
 
Wielu fanów Joy Division wyobraża sobie romantyczne spacery Iana Curtisa przez miasto celem szukania inspiracji. Tak jednak nie było, raczej udawał się on ze swojej pracy (w Picadilly Tower, gdzie pracował z żoną w komisji do spraw kadrowych) do siedziby wytwórni RCA. Chodził tam codziennie w porze lunchu, to dla niego był kontakt z żywą branżą muzyczną. Budynek był poobwieszany posterami promocyjnymi takich gwiazd jak Iggy Pop, David Bowie, czy Lou Reed. Szefem wytwórni był wtedy Derek Brandwood. Nadał on siedzibie RCA nowy kształt - bardziej miejsca promującego muzykę, niż biura. Wspomina Curtisa jako człowieka cichego i młodego. Ten jak wielu ludzi w jego wieku, chciał zdobyć postery promocyjne, jak tylko wygaśnie ich aktualność. Kiedy Brandwood zaczął rozmawiać z Curtisem odkrył jego dużą wiedzę muzyczną, choć dla niego nie była ona bezpośrednio użyteczna. 
 
W RCA pojawiali się też miejscowi DJ-je, ale też inni ludzie z kręgu muzycznego, jak choćby Martin Hannett.
 
Pewnego dnia Curtis wspomniał Brandwoodowi, że ma zespół muzyczny. Marzył żeby Warsaw wydali płytę w tej samej wytwórni, w jakiej nagrywają jego idole. Nie brał pod uwagę faktu, że Brandwood nie pracuje w dziale naboru muzyków, tylko w marketingu. Kidy Curtis przyniósł mu An Ideal For Living był bardzo rozczarowany. Źle nagrane, źle wyprodukowane, zwykłe śmiecie. W tamtym czasie Brandwood miał do czynienia z Bowiem czy Dolly Parton, stąd kontrast i wielkie rozczarowanie. Jednak zabrał singla do domu i co go zaskoczyło, muzyka bardzo spodobała się jego 14 letniemu synowi. Było to coś innego niż ojciec zwykle przynosił, ten więc postanowił wysłać płytę do punktu naboru artystów do wytwórni. Jednak zespołem się nie zainteresowano.               
C.D.N. 
 
Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 7 grudnia 2022

Archiwum artykułów o Joy Division, Mick Middles dla Sounds 20.10.1978: recenzja koncertu Joy Division w Russel Club

Mick Middles w artykule z 20.10.1978 opisuje koncert Joy Division w Russel Club w Manchesterze, pod szyldem Factory

Zaczyna się od opisu nieletniego, próbującego bezskutecznie zakupić piwo, podczas gdy za jego plecami występują właśnie Joy Division. Wyglądają nietypowo, bowiem basista stoi tyłem do publiki, kołysząc się ze strony na stronę w rytm muzyki. Z boku w pełniej nieruchomości gitarzysta, za nim perkusista z dość ubogim zestawem, a na czele frontman machający ręką w epileptycznym stylu i krzyczący teksty. Widziałem okropności zakopane w piachu,  bezpieczeństwo zagwarantowane nielicznym, kiedy trzymamy się za ręce.

Pada po tym krótka prezentacja zespołu, który rok wcześniej debiutował jako Warsaw. Atmosfera jednak (a jest wieczór z piątku na sobotę) jest dość nieciekawa, ludzie bowiem chcą bardziej się zalać w trupa, niż oglądać zespół. Ten brak zainteresowana deprymuje muzyków, przez co grają poniżej możliwości. A przecież 3 tygodnie temu otrzymali niesamowite owacje, gdy startowali w konkursie Band On The Wall, przed mocno wymagającą publiką.

Kończą antyklimatycznie, a autor wychodzi rozczarowany z klubu zabierając ze sobą darmowy egzemplarz 12-calowego singla. 

Kolejnego dnia rano Middles odpala singla zespołu. Zaczyna się, ponuro i głośno, coś jakby w stylu wczesnego Black Sabbath. Padają pierwsze wersy tekstu piosenki Warsaw. Autor przyznaje, że nigdy nie słyszał tak głośno nagranej płyty, jest głośna, ale też i eksperymentalna. Chyba da się ją porównać do Wire. Jest wspaniała i bardzo szczera. Nazywa się An Ideal For Living i jest wydana przez Anonymous Records jako 12 calowy singiel (warto zobaczyć TUTAJ). Wcześniej wydana była na zwykłym singlu, ale bez mocy jak teraz. 30 godzin później rozpoczyna się wywiad z zespołem, który omawialiśmy na naszym blogu wiele razy.


Podsumowując można dodać tylko, że Rob Gretton trafił w dziesiątkę ze wznowieniem An Ideal For Living, w nowej okładce i wreszcie z odpowiednim poziomem głośności. Oryginał był bowiem nagrany zbyt cicho i miał kojarzącą się z Niemcami szatę graficzną (autorstwa Bernarda Sumnera). Warto też dodać, że stojący tyłem do publiki Hook jest już w tamtym czasie znakiem rozpoznawczym zespołu, a ponieważ było to przed pierwszym atakiem epilepsji Curtisa, trudno dać wiarę twierdzeniom, że basista zespołu stał tyłem, z troski o Iana, żeby mieć go na oku i pomóc w razie ataku. 

Wkrótce kolejne artykuły z archiwum, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 17 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.9: Pierwszy atak epilepsji Iana Curtisa

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ.

Rozdział 8 książki Bernarda Sumnera nosi tytuł Cold Winds Blowing i dotyczy dość trudnych perypetii związanych z  nagrywaniem w 1978 roku debiutu Warsaw

Ian Curtis poznał człowieka o nazwisku Richard Searling, który chciał wydać płytę z muzyką punk, bo uważał że jest na nią moda. Po wydaniu An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ) członkowie Warsaw nie spodziewali się że coś może pójść równie źle, a jednak tak się stało. Wynikało to z faktu, że Searling był zainteresowany tylko i wyłącznie robieniem pieniędzy. Narzucał im styl, chciał żeby wokale Iana brzmiały bardziej soulowo, żeby zespół nagrał materiał w jeden dzień, mieli dodać albo saksofon albo keyboard, poza tym był nerwowy bo płacił za wynajem studia. Po jednym dniu pracy Curtis oznajmił, że już nie wróci do studia. Jednak Sumner go namówił do zmiany zdania. Kolejnego dnia facet zapytał ich jaki rodzaj muzyki lubią, powiedzieli że Kraftwerk i Donnę Summer. Chciał żeby nagrali cover Keep on Keepin on, ale odmówili i nagrali swoją podobną piosenkę i tak powstało Interzone, do którego tekst napisał Hooky.


Cała ta sesja to była katastrofa i Rob postanowił odkupić taśmy, jednak facet od miksów zrobił kopie i te ukazały się na bootlegu. Postanowili od wtedy być bardziej ostrożni i nie działać bez menadżera, podpisali też kontrakt z Factory i na święta 1978 roku ukazał  się A Factroy Sample (warto zobaczyć TUTAJ). 

Nagrali wtedy Digital i Glass dla studia Martina Rushnetta ale nie wydali ich więc przekazali do Hannetta taśmy, a ten je zmiksował. 27.12 zagrali w The Hope and Anhor w Londynie, to był ich pierwszy koncert w stolicy. To był fatalny koncert, obserwował go jeden człowiek z psem. Wszyscy przed koncertem byli w kiepskich nastrojach. Ian był marudny, było zimno nawet jedzenie w pubie było kiepskie.


Kiedy wracali do domu Bernard czuł się fatalnie bo miał grypę. Pokłócili się wtedy z Ianem o śpiwór który Curtis w końcu wyrwał mu z rąk i zawinął sobie wkoło głowy. Wtedy dostał ataku. Położyli go na drodze a później zawieźli do szpitala w Luton. Tam dowiedzieli się że ma padaczkę. Wracali w milczeniu do domu, nikt się nie odzywał, Curtis dostał bardzo mocne leki. Te leki go zmieniły miewał wahania nastrojów. Ale nie był ponurym człowiekiem, zawsze potrafił świetnie żartować. Jeden z dowcipów to sikanie w stronę samochodu Stephena. Zawsze gdy gdzieś jechali i Ianowi chciało się sikać to sikał na koło samochodu, co strasznie wkurzało Morrisa. Tłumaczył się, że nie chce by ludzie którzy ich mijają widzieli go z siusiakiem w ręce. Był wielkim fanem Joy Division, uwielbiał koncertować i komponować. Powiedział podczas nagrywania Closer, że teksty napisały się same, czuł się jakby był w wielkiej pralce. Tamtej nocy miał atak, nosił ranę na czole bo się przewrócił. To były czasy, kiedy przestawał kontrolować to co dzieje się w zespole i jego życiu osobistym. Uwielbiał Doors, Velvet, Neu, Kraftwerk, Iggy Popa. Mimo że był fanem Joy Division odczuwał ogromną presję podczas koncertów. Raz po sesji Closer oświadczył, że odchodzi z Joy Division i otwiera księgarnię w Bournemouth, gdzie ma starego znajomego. Ale ten pomysł miał tylko przez jeden dzień. 

Dodatkowym problemem były ataki epilepsji podczas koncertów. Często widzieli że kiedy Stephen kończył grać, a Ian dalej tańczył to jest właśnie początek ataku. Wtedy delikatnie usuwali go ze sceny i pilnowali żeby przeszedł atak. Chciał po ataku zostawać sam, w obcym miejscu i obcym mieście, zwykle siedział i płakał. Podczas występów dawał z siebie zawsze wszystko a epilepsja mu to uniemożliwiała.     

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

piątek, 5 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.8: Pojawia się Rob Gretton jako menadżer

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki ma tytuł The Organization

Rzeczywiście tytuł jest adekwatny do zawartości, bowiem autor pokazuje na początku chaos organizacyjny jaki panował w zespole, po czym z chosu wyłania się porządek spowodowany pojawieniem się Roba Grettona. 

Pierwszy koncert zagrali w Pips, 25.01.1978, zakończył się masową bijatyką. Później wystąpili w dość popularnym konkursie młodych zespołów w kwietniu 1978 roku w klubie Rafters na Oxford Street. Konkurs organizowały dwie wytwórnie płytowe Stiff Records i Chiswick Records. Wtedy też doszło do sceny która została zresztą dość dobrze opowiedziana przez Sumnera w filmie dokumentalnym o zespole. Ian Curtis zniecierpliwiony perspektywą dość późnego występu (a im później, tym mniejsza publika) wtargnął do garderoby w której znajdowała się kapela tworzona przez Richarda Boona (menadżera the Buzzcocks), Kevina Cumminsa (późniejszego fotografa zespołu) i Paula Morleya (dziennikarza muzycznego). W bardzo niegrzeczny sposób oznajmił im, że teraz wystąpi Joy Division i domagał się przepuszczenia swojego zespołu poza kolejką. Tak też się stało. Sumner, podobnie jak w filmie, podkreśla, że Ian był zwykle bardzo grzeczny i czarujący, niemniej czasem wpadał w furię i potrafił być wybuchowy, nieraz też niegrzeczny (na przykład kiedy obraził Wilsona mając pretensje, że nie pokazuje ich w swoim programie w TV). Dali tej nocy dość dobry ostry, agresywny wytęp. 

Na drugi dzień gdy rozmawiał przez telefon w budce zaczepił go Rob Gretton, oświadczając że widział ich w Rafters i że są świetni, oraz że chciałby zostać ich menadżerem. Sumner zaprosił go na wtorek do TJ Davidson (warto zobaczyć omówienie książki DavidsonaTUTAJ), gdzie wtedy próbowali i.. zapomniał o tym. 

TJ Davidson pochodził z bogatej rodziny, ojciec był jubilerem. Kupili budynek celem przekształcenia go w miejsce prób dla zespołów z Manchesteru. Tam Cummins wykonał im słynną sesję zdjęciową, między innymi Iana z jego płaszczem ze skóry, w którym zdaniem Sumnera wyglądał bardzo nędznie, tam też nagrali klip do LWTUA. Samo miejsce było bardzo obskurne, w toalecie leżały martwe szczury i nie było ogrzewania, ale uznali, że lepsze takie miejsce prób, niż żadne.

Rob był wtedy menadżerem the Panik. Przyszedł na spotkanie, a ponieważ Sumner zapomniał poinformować o jego wizycie innych członków zespołu, wzbudził lekkie zamieszanie swoim wejściem. Przerwali na chwilę grę i Bernard go przedstawił, po czym poszli do pubu na końcu ulicy żeby wszystko omówić. Wzbudzili zdziwienie Roba bo nikt nie postawił mu drinka. To były czasy gdy każdy kupował sobie drinka sam, dopiero później zamawiali kolejki. Gretton pochwalił się że zna Tony Wilsona, że powstanie w Manchesterze wytwórnia, i że ma plany żeby tam coś nagrali, ale najpierw proponuje im wydanie ich An Ideal For Living w lepszej okładce i jako 12 calowy EP. Bernard wspomina, że bardzo kogoś takiego potrzebowali, on a później też Tony, zajęli się sprawami organizacyjno - finansowymi, a oni mieli tylko robić dobrą muzykę. Był też dla niech w pewnym sensie opiekunem, uważając np. podczas tras żeby nie robili głupot  w hotelach. 

Następnie Sumner opisuje Manchester, konkludując, że zarówno Rob jak i Tony byli wielkimi fanami tego miasta, robili wszystko żeby Manchester był wielki, na kształt Londynu, byli prawdziwymi Macunian. On się tak nie czuł, uważał że każde miasto ma swoją specyfikę. Rob był też przy okazji wielkim fanem Manchester City, a obaj z Tonym fanami muzyki. Chcieli promować młode talenty z miasta.

Tony był zawsze w ruchu, cały czas coś organizował, nie mógł usiedzieć w miejscu. Wyglądał nieco dziwnie w swojej marynarce wśród miejscowych punków. 

W końcu 20.09.1978 roku zadebiutowali w jego programie. Zagrali Shadowplay, w tle pokazano samochody z filmu World in Action o CIA w odwróconych kolorach (jak to się stało opisaliśmy TUTAJ). Sumner uważa, że występ wyszedł im bardzo dobrze. Teraz przyszła pora, żeby pokazać co potrafią w studio nagraniowym. 

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mianstreamie.             

piątek, 29 lipca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.7: Narodziny Joy Division

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ.

Dzisiejszy fragment to streszczenie rozdziału szóstego - Przebudzenie. Zaczyna się od opisu próby i pierwszego wstępu w Electric Circus, który zdaniem Sumnera, był wybudowany jako sala kinowa, później przerobiona na pub. 29.05.1977 roku wraz z Penetration, John Cooper Clarke  i the Buzzcocks (zamykającymi wieczór) wystąpili. Mieli wtedy w repertuarze około 7 piosenek które zdaniem Sumnera były słabe. Sytuację z pierwszym występem artysta porównuje do lekcji pływania bez instruktora. Zawsze dziadek pomagał mu podejmować różne decyzje, czy mówił jak ma się zachowywać, tym razem jednak, nie było znikąd pomocy i musiał radzić sobie sam. Cały czas zastanawiał się czy chce być muzykiem, wahał się. Po występie ukazało się kilka recenzji, w tym jedna pozytywna Paula Morleya. Reszta była jednak negatywna. 

Zaczęli wtedy próbować w rożnych miejscach, nawet w kruchcie kościelnej, ale zwykle byli wyrzucani. Po czasie jednak Sumner odkrył, że mimo iż jest amatorem, gra w zespole coraz bardziej go pochłania i staje się coraz ciekawszym zajęciem. Tony Tabac był dobrym perkusistą, ale odszedł z zespołu. Zastąpił go Steve Brotherdale z the Panik. Niestety nie przypadł im do gustu, przyprowadzał na próby dziewczynę, czego nie lubili i uważali za nieprofesjonalne. W końcu Ian umieścił ogłoszenie w witrynie sklepu Jones Music Store w Macclesfield i zgłosił się Steven.


Sumner określa Stevena jako pozytywnie zakręconego, uprzejmego i miłego. Często żeby zrobić komuś przyjemność mówi to co się chce usłyszeć, a nie to co myśli. Jednak jest mało wymagającym człowiekiem, jak wielu perkusistów. Ponadto kolekcjonuje czołgi.. Nie makiety, tylko prawdziwe czołgi. Tak więc skład się ustabilizował i postanowili znaleźć jakieś zajęcie dla Terry Masona. Miał zostać kimś w stylu ich menadżera. 

Nagrali kasetę i Ian poprosił Terryego żeby zrobił kopie i wysłał do wszystkich renomowanych wytwórni w UK. Terryemu zabrało to dużo czasu, a ponieważ nic nie mówił w końcu Ian zapytał co z kasetami? Otrzymał odpowiedź, że Terry zrobił kopie i wysłał. Jednak gdy dostali od niego kopię, po jej włączeniu z przerażeniem odkryli, że spod ich muzyki przebija się dźwięk serialu Coronation Street a nawet słychać mamę Terrygo nawołującą go do wypicia herbaty, zanim ta ostygnie. Terry kopiował kasetę przez mikrofon stąd niezamierzone efekty. Na pewno nie był Brianem Epstainem

Następnie Sumner opisuje jak tworzyli, tutaj jego wersja opisu różni się od innych. Wspomnienia świadków, jakie dotychczas znamy, informowały nas o tym, że zwykle Steven podawał rytm, i kiedy jamowali Ian wyłapywał z chaosu jakiś riff i wtedy nad nim się skupiali, a Ian szukał w swojej torbie odpowiedniego tekstu. Sumner pamięta to inaczej, twierdzi, że (w przeciwieństwie do Deborah), Ian nie był autorem linii melodycznych ich piosenek, a teksty do gotowej już melodii (którą nagrywali na magnetofonie) dopisywał lub dobierał w domu, zwykle z butelką piwa (wtedy jego ulubionym był Carlsberg Special). Ian w niektórych piosenkach grał też na gitarze, zwykle na Vox Phantom (warto zobaczyć TUTAJ), zagrał w LWTUA i Heart and Soul (choć tutaj tylko jeden akord), ale chciał bardziej angażować się w proces twórczy. W tamtym czasie Ian został też nieformalnym agentem zespołu, grali w różnych dziwnych pubach i na dziwnych imprezach, a Ian skakał ze sceny na publikę. 

Za pieniądze jakie Curtis dostał na swoje 21. urodziny wydali An Ideal For Living (choć istnieją też wspomnienia, że Curtis wydał pieniądze z kredytu, jaki wziął na zakup mebli do domu). Niestety nie mieli doświadczenia, i umieszczenie 4 piosenek na singlu spowodowało kiepską jakość dźwięku. Okładkę projektował Sumner, który w tamtym czasie przybrał pseudonim artystyczny Albrecht (na cześć filmu z Brechtem jaki oglądał z matką). Chciał żeby jego nazwisko pasowało do nazwy zespołu - Joy Division, którą znalazł w książce Dom Lalek (genezę nazwy opisaliśmy TUTAJ). Nie chciał być Dickinem, i kiedy pierwszy raz w życiu mógł zdecydować jak się nazywa wybrał to nazwisko. 


Nazwę zaproponował najpierw Ianowi, a kiedy ten się zgodził innym członkom zespołu, którzy też niemieli nic przeciwko.

Aby jednak uniknąć takich błędów jak z ich EPką potrzebowali kogoś do pomocy - profesjonalnego menadżera. 

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.