Na scenę powraca sztuka o Joy Division New Dawn Fades. Przypominamy, że została napisana przez Briana Gormana (z którym rozmawialiśmy TUTAJ i to on nas poinformował na TT) - szczegóły dotyczące terminów i możliwość zakupu biletów jest TUTAJ.
Skoro mowa o Joy Division, w sieci pojawiło się zdjęcie Iana Curtisa z najlepszym przyjacielem z dzieciństwa Tonym Nuttallem i jego siostrami (Tony zapoznał go z Deborah, przyszłą żoną). Zdjęcie zostało zrobione w Hurdsfield, Macclesfield w latach 1961/62 (LINK).
Czy dobrze się stało, że Ian został zapoznany z Deborah? Wątpimy...
Z kolei Peter Hook reklamuje koszulki z przerobionym pulsarem, autorstwa Petera Saville'a. Motyw na wieki związany z Joy Division został przerobiony na płaskie linie, symbolizujące wieczną ciszę martwej planety (LINK).
Sprawa ma związek z szaleństwem klimatycznym. Jak widać, Hooky jest zachwycony tą profanacją. A dla tych którzy wierzą, że ocieplenie klimatu wynika z działalności człowieka zamieszczamy poniższy fragment z pamiętników Jana Chryzostoma Paska.
Gwoli wyjaśnienia zapusty były między Trzema Królami a Popielcem. Maszynę parową wynaleziono w 1763.
Skoro mowa o szaleństwie klimatycznym powyżej plakat z Niemiec. Napis głosi: Przyszłość, czy zabójstwo klimatu? (LINK).
Niemcy już dawno wpadli na to, że ludzi jest za dużo, co nie sprzyja klimatowi. Dlatego podczas II Wojny wyeliminowali ich aż 55 milionów. Nikt jednak wtedy jakoś nie troszczył się o emisję dwutlenku węgla z krematoriów...
Skoro Niemcy, teraz o zespole który śpiewa w ich języku, ale jest ze Szwajcarii. Istnieje strona dla fanów, na której można kupić płyty i gadżety ulubionego zespołu. Została nawet zauważona przez muzyków. Lacrimosa, o której mowa, anonsuje swój kącik (LINK). Reszta oferty związana jest głównie z grupami znanymi na półkuli południowej. A pozostając przy Lacrimosie - ich album Leidenschaft zdobył nagrodę TERRA RELICTA Music Awards za najlepszy album 2021 roku (LINK).
W klimacie mroku - Lycia, pionierzy darkwave z USA, powracają z nową płytą w niecały rok po wydaniu EP-ki Casa Luna (opisanej przez nas TUTAJ). Teraz nadszedł czas na Simpler Times, który pojawi się 4 marca (LINK). Powyżej gra jego zajawka, i jak zawsze jest ro znakomita muzyka...
Nostalgiczną muzykę gra także inna kapela, którą lubimy - Gazpacho. Zespół chce wydać DVD Gazpacho/Blu Ray z koncertem Fireworking at St.Croix. Płyta pojawi się 11 marca. Jakiś czas temu pochwalili się utworem z tej EP-ki, który gra powyżej. Niedawno udostępnili jeszcze jedną piosenkę TUTAJ. My opisaliśmy ich genialny album Night TUTAJ.
Skoro już zaczęliśmy o nowościach - Slipknot udostępnił nowy teledysk do swojej piosenki The Chapeltown Rag. Utwór został już opublikowany w listopadzie i ma być pierwszym singlem z najnowszego siódmego albumu studyjnego zespołu, który będzie kontynuacją We Are Not Your Kind z 2019 roku. Klip zawiera zmontowany fragment ostatniego występu grupy w listopadzie 2021 roku na Knotfest w Los Angeles.
Dla nas fenomen tego zespołu to jakieś szaleństwo.
Podobnie jak szaleństwem należy nazwać to, co ogarnia ludzkość w związku ze szczepionkami. W usuniętym liście zamieszczonym na swojej stronie Neil Young Archives, Young odniósł się do rozpowszechnianego przekonania, że jego poglądy na szczepionki zostały mu podyktowane przez Pfizera – który, zgodnie z teorią spiskową, jest właścicielem wydawnictwa muzycznego Younga. Nieporozumienie wynika z faktu, że były dyrektor generalny firmy Pfizer jest obecnie starszym doradcą firmy zarządzającej aktywami Blackstone, która obecnie współpracuje z wydawcą muzycznym Hipgnosis, z którym obecnie współpracuje Young. Oczywiście cały ten łańcuch jest kompletnie przypadkowy...
Przypominamy, że niedawno Young usunął swoją muzykę ze Spotify aby zaprotestować przeciwko podcastowi krytykującemu szczepienia.
Zapisków z krainy szaleństwa ciąg dalszy. Forestry and Land Scotland (FLS) instaluje w strategicznych miejscach na ścieżce migracji szarych wiewiórek z południa na północ - budki lęgowe dla 35 par kun sosnowych w celu ratowania populacji, ale wiewiórki czerwonej z regionu Highland.
Kuny podobno tworzą atmosferę strachu i skutecznie przez to zmniejszają populację wiewiórek szarych.
Wynika z tego newsa, że zdaniem ekologów czerwone wiewiórki mniej się boją, niż szare. Im kuny nie przeszkodzą w rozwoju populacji (LINK).
To dziwna wiadomość. Nam kolor szary kojarzy się z wróblami. Te mają bardzo stresujące życie (LINK), co nie przeszkadza im że w sprawach prokreacyjnych są mistrzami...
Niczym wróbel w młodości zachowywał się Paul McCartney zmieniając dziewczyny jak rękawiczki. Ale to było dawno. Obecnie były Beatles chce w odbyć serię koncertów w Ameryce Północnej w ramach nowej trasy Get Back. Minęło prawie trzy lata odkąd muzyk odwołał koncerty kończące ostatnią trasę Freshen Up. Teraz planuje zagrać 14 koncertów od kwietnia do czerwca w Stanach Zjednoczonych (LINK).
I jeszcze w temacie the Beatles: Rada Miejska Liverpoolu zezwoliła na wzniesienie pomnika Briana Epsteina. Pomnik stanie w 55. lecie śmierci menadżera spowodowanej przedawkowaniem leków w 1967 roku (LINK). Stanie w pobliżu dawnego sklepu z płytami jego rodziny w Whitechapel i będzie wyglądał jak powyżej (LINK).
Było o pomniku to teraz o rasistowskim obrazie. Specjalna KomisjaTate Britain zleci wykonanie nowego malowidła ściennego, które będzie musiało jednak artystycznie zharmonizować się z muralem Rexa Whistlera z 1927 roku. Przypominamy - znane malowidło Whistlera Wyprawa w poszukiwaniu rzadkich gatunków mięsa zostało uznane za rasistowskie. Do nowej grafiki zostanie dołączony materiał propagandowy który krytycznie ukaże historię i treść muralu, w tym zinterpretuje jego rasistowskie przesłanie (sic!). Autora nowego dzieła jeszcze nie wybrano (LINK).
Mural jest pokazany powyżej. No rasizm w czystej postaci. Przypomina się historia ubierania w majtki nagich postaci na Sądzie Ostatecznym Michała Anioła przez Daniela da Volterra. Ale to były ciemne czasy... Dziś za to mamy czasy oświecone. Jak tak dalej pójdzie, w UK niedługo zacznie się zrywanie asfaltu, lub co gorsza jego przemalowywanie. Oczywiście na biało i to już nie będzie rasizm.
Ciąg dalszy podróży w świat sztuki. Dzieła Leonarda Da Vinci, Caravaggia, Rafaela i Modiglianiego zostaną wystawione w jeszcze w lutym w Londynie, do obejrzenia za darmo. Jest jednak jeden mały haczyk - wszystkie są cyfrowe. Podobno nie do odróżnienia od oryginałów (LINK).
To musieli wymyślić informatycy. A propos ich, jest taki dowcip: Co mają wspólnego informatyk i blondynka? Oboje żyją dzięki sztucznej inteligencji.
To może za to wciskanie podróbek jeszcze jeden. Co robi informatyk na imprezie sado-maso? Page up, page down...
Najbliższy Record Store Day też wydaje się jakimś żartem, a może podróbką. Ogłoszono listę zespołów, których płyty będzie można kupić podczas już 15 edycji tej imprezy, czyli Record Store Day 2022. Wśród nich są: Blur, Taylor Swift, Elvis, Bring Me The Horizon, Pinkpanthress, Sam Fender, Blondie i wielu innych bliżej nieznanych. A może i całkiem (LINK), choć w zasadzie wszystko jest względne i zależy od tego, z której strony spojrzymy. Na przykład niedźwiedzie są przekonane, że ludzie żyją na drzewach i robią pod siebie...
Ludzie są zatem, według niedźwiedzi choćby, dziwni, jak śpiewa klasyk. Potwierdza to inny news. W Kanadzie, w nocy na dom spadł meteoryt. Znienacka przebił dach, strop i wpadł do łóżka emerytce. Stała się ona sławna dzięki tej przygodzie i... poczuła się opiekunem skały. Oświadczyła, że jeśli sprzeda meteoryt to tylko w jednym kawałku i po starannym wyborze kupca, bo chce znaleźć mu dobry dom. Jej już nie jest znaczy dobry, ma dziurę (LINK).
Emerytka, dziura, twarda skała - wszystko to rodzi dziwne skojarzenia. Co najmniej z takiego dowcipu o emerytach.
Jeden z nich mówi do drugiego, że u niego już koniec z seksem i to od dawna. A drugi na to, że raz na tydzień jeszcze daje radę. Ten się dziwi, jak to możliwe, przecież jego rozmówca jest o wiele starszy. Pyta więc dzięki czemu taki wynik? No wiesz, jem cały czas ciemne pieczywo i to pomaga.
- Nic o tym nie wiedziałem! Nikt mi nie powiedział! mówi pierwszy. Natychmiast biegnie do sklepu i prosi ekspedientkę o ciemne pieczywo. Ta pyta: - Krojone czy w całości?
- A jaka to różnica? odpowiada emeryt
- No wie pan, krojone to szybciej twardnieje....
- K*rwa, no wszyscy wiedzieli...
Meteoryt pewnie nie trafiłby w mikromieszkanie. To kolejny wynalazek postępu. Najmniejsze z nich w Londynie wystawiono na sprzedaż za 50 000 funtów. Ma 7 metrów kwadratowych. Nieruchomość znajduje się w starej kamienicy przy Lower Clapton. Jest wyposażona w łóżko, kuchenkę mikrofalową, i łazienkę. Nie ma kuchni, ale ma za to okno (LINK).
W sam raz dla pary hobbitów lub innych karzełków. A propos karzełków to jest taki dowcip.
Żona leży w łóżku z mężem. Znudzona mówi do niego:
- Kochanie, może odegramy scenę z twojego ulubionego pornosa?
Mąż patrzy na nią zdziwiony i mówi:
- Kobieto, gdzie ja o tej godzinie znajdę klauna z zespołem Downa, dwa karły i osła?
Wracamy jutro - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Zdjęcie pochodzi z okładki albumu zespołu KAT 38 minutes of life
Nie żyje Roman Kostrzewski, a ponieważ w pewnym okresie życia bardzo lubiłem muzykę KATA postanowiłem napisać tych kilka słów wspomnień.
KAT zobaczyłem pierwszy raz w 1984 roku w Jarocinie, i był to show którego nigdy nie zapomnę. Koncert odbywał się bardzo późno (z tego co pamiętam o 24:00) rozpoczął się od puszczenia jakiejś muzyki poważnej i to w dodatku od tyłu. Na scenie punktowo skierowano światło na trumnę. W oparach dymu wynurzył się z niej Kostrzewski w stroju jak na zdjęciu powyżej...
To był niesamowity show i pamiętam jak po nim wokalista KATA w otoczeniu fanów stał na masce jakiegoś wypasionego samochodu (bodajże Jaguara) i opowiadał jakieś historie. To był ten Jarocin na którym niby sataniści zabili na cmentarzu jakiegoś kota...
Drugi raz widziałem zespół w 1996 roku - podczas trasy z której zdjęcie biletu jest powyżej. To była już nieco inna energia.
KAT można było lubić z różnych powodów. Ja zawsze staram się skupić na muzyce, i nie interesuje mnie ideologia, czy wyznanie. KAT akurat robił znakomitą muzykę, do tego stopnia, że wtedy nie miał sobie równych (no może poza równie znakomitym TSA) i pewnie tak już pozostanie - zawsze będą metalową kapelą numer jeden.
Oczywiście w przypadku KATa za wszystkim stała też ideologia - religia - satanizm. Kostrzewski jednak, w mojej ocenie, nie potrzebował do jej propagowania jakiś happeningów z deptaniem obrazów, czy paleniem Biblii. Za to realizował się artystycznie krzewiąc satanizm w cywilizowany sposób (o ile tak można napisać) - wydając na przykład doskonałą (na 2 kasetach) Biblię Szatana, czy Listy z Ziemi Twaina. Te wydawnictwa są arcydziełem - klimat jaki Kostrzewski stworzył pisząc muzykę, czytając fragmenty książki LaVeya, czy Twaina i grając na organach nie ma sobie równych...
Jak wspomniałem ceniłem KAT za sztukę, nie za ideologię. Byli do tego stopnia wielcy, że w 1987 roku supportowali Metallicę co zostało uwieńczone na doskonałym albumie 38 Minutes of Life, który moim zdaniem jest jednym z najlepszych albumów life heavy metalu.
KAT próbował też kariery za granicą, mam w kolekcji ich album Metal and Hell, choć jakość realizacji nagrań pozostawia wiele do życzenia.
Po zespole KAT pozostały doskonałe albumy, część z nich wydawana jeszcze na kasetach, wspomnienia koncertowe i chyba jedna z najpiękniejszych, o ile nie najpiękniejsza ballada heavy metalu, skomponowana przez wokalistę zespołu...
Brian Ferry należy do grona dinozaurów sceny muzycznej. Urodzony w 1945 roku w angielskim Waszyngtonie w hrabstwie Durham, rozpoczął karierę muzyczną już w 1970 roku, zakładając wraz z grupą przyjaciół i znajomych zespół Roxy Music. Wśród jego członków byli Graham Simpson Dexter Lloyd i David O'List a następnie także Andy Mackay (saksofonista i oboista) i Brian Eno, który grał na syntezatorze Mackay'a. Ten skład zagrał 4 stycznia 1972 roku w brytyjskim BBC Radio 1, w programie słynnego dziennikarza muzycznego Johna Peela w Peel Sessions.
Loyda i O’Lista niedługo potem zastąpili Paul Thompson i Phil Manzaner, a stało się to, zanim team nagrał swój pierwszy album. Zespół działał do 1982 roku, po czym wokalista go rozwiązał. A było to wkrótce po wydaniu ich najlepiej sprzedającego się albumu Avalon (opisanego przez nas TUTAJ). Ferry postanowił się bowiem wtedy skoncentrować się na karierze solowej (której początki przypadają na 1973 rok).
Najpierw więc publikował single np. takie jak Slave to Love i Don't Stop the Dance a w 1985 roku wydał przez dłuższy czas numer 1 w Wielkiej Brytanii - album Boys and Girls (opisany przez nas TUTAJ), który został sprzedany w ilości ponad 30 milionów egzemplarzy. I przez cały okres działalności publikował także covery innych artystów w tym standardy z Great American Songbook, które ukazały się na płytach, m. in. These Foolish Things (1973), Another Time, Another Place (1974), Let's Stick Together (1976) i As Time Goes By (1999) oraz Dylanesque (2007).
W kolejnych latach muzyk koncertował, wydawał pyty i znów występował… Aż w 2001 roku wraz z Manzanerem, Mackayem i Thompsonem wspólnie reaktywowali i zreformowali Roxy Music. Pod tym szyldem występowali przez kolejne kilka lat, chociaż jako zespół nie nagrali żadnego nowego materiału. Ale za to w 2002 roku, z pomocą Manzanera i Thompsona, Ferry wydał kolejny album studyjny Frantic, na którym znalazło się kilka utworów napisanych wspólnie z Davidem A. Stewartem, a także powstałych w wyniku współpracy z Brianem Eno.
W ostatnich latach Ferry kontynuował głównie karierę solową choć ze wsparciem dawnych członków Roxy Music, w tym z wokalisty Thorntona i gitarzysty Neila Hubbarda. Zarówno Thornton, jak i Hubbard intensywnie koncertowali też z Ferrym podczas jego promocji albumu Avonmore w 2015 i 2016 roku.
W lutym 2018 roku artysta zdecydował o ponownym wydaniu debiutanckiego albumu Roxy Music z okazji 45. lecia jego publikacji. Nowa płyta została wzbogacona o dodatkowy materiał, w tym liczne dema piosenek a w warstwie plastycznej o nieznane zdjęcia zespołu. W tym samym roku dbający o solową karierę Ferry wydał jeszcze nowy album Bitter-Sweet, zrealizowany przez projekt: Bryan Ferry and His Orchestra, po czym ruszył w wielką światową trasę Bryan Ferry World Tour 2019.
A potem nastał czas pandemii… Ostatnio, 9 lutego muzyk ogłosił na swoim koncie TT na znów reedycję albumu Roxy Music oraz drugiego longplaya grupy: For Your Pleasure, tym razem z okazji 50. lecia i na winylu... (LINK).
Obie płyty pojawią się w sprzedaży w Prima Aprilis czyli 1 kwietnia 2022 r., ale oczywiście już ruszyła przedsprzedaż TUTAJ.
Natomiast 5 maja 2022 r. zostanie opublikowana książka zatytułowana po prostu Lyrics, zawierająca kompletny zbiór tekstów Bryana Ferry'ego. Publikacja wyjdzie w limitowanym nakładzie z autografem autora. Już można zamawiać egzemplarze TUTAJ.
Równie interesujące i obfitujące w wydarzenia jest także prywatne życie muzyka. Był trzykrotnie żonaty. Pierwszy raz z modelką Jerry Hall, której zdjęcie trafiło na okładkę albumu Siren, od czego wszystko się zaczęło... Hall pojawiła się także w niektórych teledyskach, m. in. w The Price of Love
Para rozstała się po tym, gdy Jerry zostawiła go dla Micka Jagerra. Ferry rzadko ją wspomina, ale fani spekulują, że z uczucia do niej powstała piosenka Kiss and Tell do albumu Bête Noire (1987), która była także jego polemiką z książką byłej żony o ich związku, opublikowaną kilka lat wcześniej. Ponadto, powszechnie uważa się, że solowy album Ferry'ego z 1978 roku The Bride Stripped Bare zawiera wiele aluzji do jego zerwania z Jerry Hall – szczególnie piosenka When She Walks in the Room.
Ale już 26 czerwca 1982 roku Ferry poślubił o czternaście lat młodszą londyńską przyjaciółkę, także modelkę i celebrytkę, Lucy Helmore, która spodziewała się wtedy ich pierwszego syna Otisa (ur. 1 listopada 1982 r.). Ona także pozowała do okładki, chociaż widać tylko jej sylwetkę a nie twarz (chodzi o album Roxy Music Avalon (1982), wydany na miesiąc przed ich ślubem). Małżeństwo doczekało się jeszcze trzech synów, Izaaka, Tarę i Merlina, po czy po 21 latach związku rozwiodło się. Helmore wyszła ponownie za mąż, za Robina Birleya. W 2018 r. popełniła samobójstwo strzelając do siebie podczas wakacji w hrabstwie Clare w Irlandii... Od wielu lat chorowała na depresję, zmagała się też z uzależnieniem od alkoholu. Swój majątek wart 3,5 mln funtów zapisała synom.
W 2009 roku Ferry związał się z Amandą Sheppard, byłą dziewczyną jednego z synów. W 2012 roku po trzech latach znajomości pobrali się podczas prywatnej ceremonii na wyspach Turks i Caicos. Ale już w następnym roku rozstali się. Rozwód był już tylko formalnością i nastąpił w 2014 roku. Na razie muzyk jest sam i nie zajmuje swoją osobą uwagi czytelników plotkarskich pism. W odróżnieniu od swoich synów...
Najstarszy syn Ferryego, Otis, stał się znany w brytyjskich mediach ze swojej pro-łowieckich akcji politycznych. Został kilkakrotnie aresztowany i oskarżony o udział w nielegalnych polowaniach. W 2004 roku był jednym z aktywistów, którzy wdarli się do izb Izby Gmin podczas debaty o zakazie polowań. Został oskarżony o zakłócanie porządku.
Isaac Ferry jest natomiast kolekcjonerem płyt i DJ-em. Tworzy mieszanki Soul, Afro-Funk, Disco i wszelkich form House i Electronica.
Kolejny syn Ferry'ego - Tara - występował w zespole rockowym Rubber Kiss Goodbye. Odbył również trasę koncertową z ojcem (i Roxy Music) For Your Pleasure w 2011 roku, grając na bębnach. Zresztą nie tylko on gra. Merlin wykonywał partie gitary w zespole Voltorb i słychać go było w albumach ojca: Olympia i Avonmore. Na Olympia w kilku utworach także Tara grał na perkusji, a w jednym utworze Merlin na gitarze, natomiast Isaac był producentem okładki albumu.
Co możemy jednak jeszcze napisać o Brianie Ferry? Otóż jest kolekcjonerem dzieł sztuki. Może dlatego, że sam studiował sztuki piękne na Uniwersytecie w Newcastle i uczył się lepić ceramikę w szkole Holland Park w Londynie. Jednak sam nie tworzy od 1972 roku. Pod pewnymi względami interesuję się obrazami z racji ich funkcji ozdobnej, ale nie wyobrażam sobie, żebym znów malował – powiedział kiedyś (LINK). Z czeluści Internetu wydobyliśmy jednak kilka obrazów Briana Ferry i są to abstrakcje...
Mimo, że już nie maluje, niemniej artystyczne wykształcenie zobowiązuje i Ferry przywiązuje wielką wagę do okładek albumów, sam nadzorował powstanie kilku z nich. Po latach pokazano je na wystawie (LINK).
Artysta lubi malarstwo nowoczesne, lecz poglądy ma konserwatywne. W 2012 roku Ferry był gościem balu Partii Konserwatywnej, a w 2020 roku określił urzędującego premiera Borisa Johnsona jako bystrego, ale odżegnał się od dyskutowania o polityce...
Muzyk we wrześniu skończy 77 lat. I chyba w końcu ustatkował się, choć kto wie, co jeszcze o nim usłyszymy, gdy tylko pandemia zakończy się? Cokolwiek to będzie dowiecie się tego u nas. Dlatego czytajcie nas...
Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29 i 30).
Od początku trasy z Buzzcocks każdy z muzyków dostawał wypłatę z konta zespołu - 35 GBP tygodniowo. Musieli rzucić swoje stałe prace żeby mogli koncertować. Terry wspomina, że bycie zespołem supportującym ma swoje zalety: nie trzeba troszczyć się o pełną salę, i nie ma znacznej presji. Na początku trasy musieli po koncertach wracać do domu, co im się nie podobało.
Ale od koncertu w Glasgow w Szkocji wszystko się zmieniło. Wtedy nocowali w hotelu i całą grupą poszli po koncercie do baru. Nie mieli pieniędzy więc prosili Roba żeby im zapłacił z funduszy grupy. Po dłuższej trasie nastąpiła przerwa związana w pierwszym występem zespołu za granicą w Plan K w Brukseli. Myśleli ze wystąpią w starej rafinerii ropy a okazało się, że w dawnej cukrowni. Zamiast hotelu dostali hostel z dwoma pokojami, jeden z nich zajął Ian i Rob żeby zapewnić wokaliście komfortowe warunki snu. Pozostałe 7 osób mieszkało w pokoju bez okna (była szyba na korytarz) z wielką popielniczką do której nasikał Ian gdy ich odwiedził.
Kolejnego dnia mieli koncert, występował też Burroughs, a Ian miał nadzieję, że ten wie coś na jego temat, zna jego teksty. Był wielkim fanem Burroughsa. W klubie były duże wymalowane na biało pomieszczenia. Ian lubił Cabaret Voltaire, ci mieli swojego oświetleniowca ze światłami stroboskopowymi. Zespoły dostały alkohol bez limitu, a w każdej z sal mieściło się około 300 osób (warto zobaczyć TUTAJ).
Po powrocie odbyła się druga tura koncertów z Buzzcocks. 26.10. zagrali w Electric Ballroom w Londynie. Tam Ian pierwszy raz pocałował Annik. Ta czuła się winna że jest w związku z żonatym mężczyzną, ale Ian zapewniał ją, że w domu wszystko skończone. Nie było między nimi seksu, była miłość na modę nastolatków.
27 i 28.10. zagrali dwa koncerty w Manchesterze w Apollo. 27 miał urodziny perkusista Buzzcocks John Maher, Curtis chciał rzucić w niego ciastem urodzinowym z okna Apollo i przypadkiem trafił do wnętrza jego nowego samochodu.
30.10 zagrali w Oxford New Theatre. Od tamtego koncertu sytuacja zdrowotna Curtisa zaczęła się mocno pogarszać - miał coraz więcej ataków. Jego zachowanie na scenie było coraz bardziej intensywne. Jednocześnie miał duże wahania nastrojów, raz wydawała się być wystraszony, innym razem wszystko było po staremu. Odnosiło się wrażenie, że chce odejść z zespołu. Podczas jednego z koncertów Buzzcocks wykonał ekstra bis tylko po to, żeby umożliwić karetce zabranie Iana po serii ataków. Według Terryego Masona miało to miejsce podczas koncertu 2.11. w Winter Gardens w Bournemouth.
Trasa zakończyła się koncertami w 9 i 10.11. w Rainbow Theatre w Londynie. Podczas tych dni zespoły robiły sobie kawały i wszyscy świetnie się bawili. W tamtym czasie Annik postanowiła zerwać z Ianem, ale to było niemożliwe. Wciąż do niej dzwonił a 8.12 gdy spotkali się po koncercie w Liverpoolu czuli się niezręcznie. To wszystko po czasie wydawało się Annik strasznie dziecinne.
Tak kończy się 13 rozdział książki.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Być może pierwszą rzeczą, którą czujesz, gdy patrzysz na prace Emila Melmotha, meksykańskiego rzeźbiarza (ur. 1986 r.), jest wstręt spowodowany rządzą krwi i okrucieństwem artysty.
Wszystko to z powodu jego rzeźb, ukazujących okaleczone i zestawione różnych kawałków przerażające fantomy ludzkiego ciała. Jego realistyczne, makabryczne wizje na pewno powodują u widza dyskomfort. Tym bardziej, że konsekwentnie wykonane są w odcieniach sepii, bieli i czerwieni, czyli kolorów martwego ciała, kości i zaschniętej krwi... Jak już wspomnieliśmy, rzeźby jednak nie są wykonane z fragmentów rzeczywistych zwłok, lecz z metalu, tworzywa sztucznego i gipsu, tworząc mroczny i przerażający projekt, który możemy określić mianem gotyckiego w tym znaczeniu, jaki temu słowu nadawali XIX-wieczni romantycy.
Samo nazwisko rzeźbiarza Melmoth wydaje się być pseudonimem zaczerpniętym od tytułowego bohatera powieści Charlesa Roberta Maturina z 1820 roku Melmoth the Wanderer. Opisywała ona koleje życia Johna Melmotha, który zawarł pakt z diabłem i oddał mu duszę w zamian za ponadnaturalne zdolności. Diabeł zgodził się jednak na to, by Melmoth po 150 latach uwolnił się, znajdując innego chętnego na podpisanie cyrografu. Opowieść wywarła wpływ na późniejsze pokolenia pisarzy, do postaci nawiązywali Honoré de Balzac, Alan Edgar Poe, Charles Baudelaire, Oskar Wild, James Joyce, Anthony Trollope, Charles Dickens i inni... Także obecnie wpływ tej powieści nie maleje. W filmie Dziewiąte Wrota Romana Polańskiego główny bohater wpada na podążającą za nim tajemniczą dziewczynę, czytającą książkę Maturina, a w 2018 roku Sarah Perry Melmoth publikuje popularną w krajach anglosaskich powieść o żeńskim wcieleniu tej postaci.
Ale wracając do prezentowanych dzisiaj rzeźb, ich autor z zapałem tworzy swoje prace, których zdjęcia prezentuje na profilu założonym na Instagramie, obserwowanym już prawie 100 tys. widzów. Co ich przyciąga? Czy tylko dreszczyk emocji, a może filozoficzna chęć zmierzenia się z egzystencją? A może jeszcze niezdrowa fascynacja nagimi, makabrycznie okaleczonymi ciałami? Trudno nam dociec, jaka jest przyczyna popularności Emila Melmotha. Na pewno inspiruje się on ikonografią religijną, anatomią medyczną, ludową, meksykańską kulturą śmierci, cyrkowym pokazem dziwolągów... Jego rzeźby wyglądają niczym drogie rekwizyty z hollywoodzkiego horroru, opowieści w typie Mechanicznej Pomarańczy, które jednak są w stanie wciągnąć w rozważania na temat kruchości życia i nieuchronności śmierci, łącząc idee religijnej nieśmiertelności i raju z rzeczywistością cielesnej niedoskonałości i prawdy wiedzy naukowej.
Ale czy jednak w świecie, w którym toczą się okrutne wojny a śmierć stałą się usługą oferowaną przez bogate społeczeństwa niechcianym krewnym coś jeszcze jest w stanie nami tak na prawdę wstrząsnąć?
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Mamy rok 1983, Ultravox znajdują się w życiowej formie. Są po wydaniu Quartet - absolutnie znakomitego albumu - opisanego TUTAJ) i Lament (równie znakomitej płyty - opisanej TUTAJ). Za nimi wydane z nowym wokalistą Midge Urem - Vienna (opisana TUTAJ), Rage in Eden i wspomniany Quartet, przed nimi ostatni znakomity album - Lament.
Nie ma się co dziwić, że w międzyczasie raczą fanów koncertówką, i to jaką! Takie koncerty spotyka się rzadko, i dla takich arcydzieł powstał nasz cykl niezapomniane koncerty.
Co ciekawe całości towarzyszy wideo, którego obszerny fragment możemy obejrzeć poniżej. Warto nadmienić, że okładkę do albumu projektował sam Peter Saville.
Album można podsumować stwierdzeniem: krótko i na temat. Zespół w bezlitosny sposób udowadnia swoją dominującą pozycję na rynku new romantic. Wirtuozeria instrumentalna, niesamowite zakończenie utworu Voice z potrójnym solo na perkusji, a całość w absolutnie odlotowej choreografii nawiązującej do okładki Quartet, również autorstwa Savillea. Jedyny niedosyt to zaledwie 6 piosenek, choć na reedycji CD jest ich więcej. Całość zarejestrowano między 4 a 7.12. 1982 roku w hali Hammersmith Odeon w Londynie.
Rzeźnię na wideo zaczyna wstęp z wysokiego C, mamy tutaj bowiem Reap the wild wind z albumu Quartet. Chwila przerwy i konkretny, szybki i zagrany doskonale technicznie The voice. Kończy się odlotowo, niesamowitym solo na perkusji w wykonaniu Crossa, Currie i Ure. Nie dziwne, że ten fragment koncertu znalazł się na okładce wydawnictwa.
Vienna - wiadomo, klasyka. Po niej - Mine for life (znowu z Quartet)- mój ulubiony utwór z tego albumu. Całość kończy bis: Hymn. Z jakże aktualnym w dzisiejszych czasach tekstem, choć od jego napisania minęło już 40 lat...
I powiedzieli,
że w naszych czasach wszystko co dobre, popadnie w niełaskę
Nawet święci odwróciliby twarze, w naszych czasach.
Ultravox live Monument, tracklista: Reap the wild wind - The voice - Vienna - Mine for life - Hymn. Chrysalis, 1983.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.