THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
piątek, 11 marca 2022
Z mojej płytoteki: Wojna Światów - Następne Stulecie, doskonała muzyka filmowa Józefa Skrzeka
czwartek, 10 marca 2022
Metafora samotnej ludzkości w fotografii Ramina Hossaini
Ramin Hossaini mieszka w Winhuk w Namibi. Jest technologiem informatykiem (w 2005 roku ukończył studia na Uniwersytecie w Cape Town), obecnie pracuje w firmie importującej żywność, a prywatnie w zeszłym roku ożenił się… Tyle oficjalne informacje.
Z mniej ceremonialnych informacji: Ramin robi zdjęcia. Zdjęcia w stylu surrealistycznym, który jest jednym z naszych ulubionych. Jak wszyscy, którzy chcieliby zostać zauważeni, ma swoją stronę (LINK) a także kilka kont otwartych na portalach fotograficznych. I w zasadzie można uznać iż już odniósł sukces, ponieważ zauważyliśmy go, a co więcej, chcemy jego prace pokazać naszym czytelnikom.
Ramin rejestruje najczęściej krajobrazy. Lecz nie są to zwykłe pejzaże. Malutką postać ludzką przeciwstawia na nich nieubłaganej naturze: wzburzonemu morzu, zachmurzonemu groźnie niebu, jałowej pustyni… Pojedynczą sylwetkę stawia nad urwiskiem, na kruchej łódce pośród bezkresu fal. Czy ów samotnik to on sam, czy raczej jest to metafora ludzkości? Ale czy zazwyczaj nie nadaje się zbiorowisku ludzkiemu cech, które głównie dotykają nas samych? Idąc więc tym tropem trzeba skonstatować, iż szczęście Ramina Hossaini być może jest pozorne i nie do końca tak naprawdę jest przez niego odczuwane. Jego alter ego jest wyizolowane, samotne i zagubione w wielkim, groźnym świecie…
Inne jego zdjęcie ukazuje człowieka, który w miejscu twarzy i serca ma mechanizm z zębatymi kołami. I tu już nie trzeba sięgać do znaczenia symboliki takiego ujęcia, więc nie trzeba rozpisywać się co artysta miał na myśli. Obraz sam nam mówi za siebie… I to jest właśnie najlepsze w dobrej pracy, w obrazach, w zdjęciach - ich autor posługuje się w nich zrozumiałymi elementami kodu stworzonego przez cywilizację. Możemy za ich pośrednictwem w ten sposób przekazać niewerbalnie najgłębsze przeżycia twórcy. Koła zębate symbolizuje najczęściej bezpowrotny upływ czasu i tak chyba powinniśmy w ogóle postrzegać treść fotogramów Ramina Hossaini.
Nieubłaganie mijający czas stawia go poza głównym nurtem, świadomość przewijania zamyka go wewnątrz jego jaźni, sprawia, iż czuje się wyalienowany i samotny… I nawet jeśli otwierają się przed nim rajskie ogrody, które także rejestruje, to wydaje się, że nie ma do nich wstępu. Są one nierealnie piękne, lecz zupełnie odludne… Niemniej czymś, co pozostaje poza czasem, jest twórczość. A ta istnieje tylko dzięki widzom. Dlatego czytajcie nas…
Wracamy jutro.
środa, 9 marca 2022
Władysław Horodecki: polski Gaudi, autor Domu pod Chimerami w Kijowie
Świat zapamięta odwagę prezydenta Ukrainy, Władymira Zelenskiego, który pozostał w Kijowie pomimo ataku Rosjan na to miasto. W jednym ze swoich przemówień polityk specjalnie stanął na ulicy, na tle pałacu prezydenckiego, ogromnego budynku o niebanalnej architekturze udowadniając iż nie uciekł ze stolicy. I właśnie o tym gmachu i jego twórcy chcemy opowiedzieć dzisiaj naszym czytelnikom. Pałac Prezydenta Ukrainy mieści się w tzw. Domu pod Chimerami, zbudowanym przez Władysława Horodeckiego (1863-1930), a właściwie Leszka Dezyderego Władysława Horodeckiego (ukr. Владисла́в Владисла́вович Городе́цький) – polskiego architekta, tworzącego głównie w Kijowie.
Dom pod Chimerami został wzniesiony w 1903 r., zatem dość powszechne określanie Horodeckiego polskim Gaudim jest jak najbardziej uprawnione. Według legendy oryginalna forma budynku jest tak naprawdę pomnikiem ku czci córki architekta, która odebrała sobie życie skacząc do Dniestru (a w innej wersji: topiąc się w głębinach Morza Śródziemnego). Podobno w następstwie tego dramatu Horodecki zaprojektował ten dość szokujący swoimi detalem dom, w którym zresztą mieszkał przez kilka lat. Ale nic z tych rzeczy nie jest prawdą. Horodecki poślubił Kornelię Francis Marr, pochodzącą z bardzo zamożnej rodziny miejscowych fabrykantów, z którą miał dwoje dzieci: córkę Helenę, która wcale nie utopiła się za to dwukrotnie wyszła za mąż i ostatecznie po 1945 roku via Polska emigrowała do Szwajcarii, i syna Aleksandra, który także ostatecznie zamieszkał w Polsce. Natomiast niezwykła architektura Domu pod Chimerami do dzisiaj stanowi reklamę umiejętności jego projektanta i jest przykładem nowatorskiego zastosowania cementu i betonu, produkowanego zresztą przez zakład, którego właścicielem był sam Horodecki.
Budynek jest faktycznie niezwykły. Zdobi go detal o motywach myśliwskich i mitologicznych: głowy nosorożców, słoni, antylop, jaszczurek, jak również mityczne stwory podwodnego świata oraz liczne atrybuty polowań: rzygacze są w formie węży, na kalenicach syreny dosiadają ryb i jeszcze te chimery… Łzawa historia o utopionej córce jest nieprawdziwa, ale oryginalna jest chyba bardziej interesująca. Mówi o zakładzie dwóch architektów. Jego świadkiem był prof. Włodzimierz Leontowicz: otóż Aleksander Kobielew rzucił kiedyś wyzwanie Horodeckiemu, który snuł opowieści o budowie domu: Chyba jest pan pomylony. Tylko komuś szalonemu mógł przyjść do głowy taki pomysł. Architekci założyli się. Po dwóch latach w wyznaczonym dniu Horodecki podjął jego i innych gości w tym swoim dziwnym, nowym domu prosiakiem z rożna. Wznosząc toast, powiedział wówczas: Może to i dziwny dom, ale nie będzie w Kijowie człowieka, który przechodząc obok nie zatrzymałby się, aby go obejrzeć. I tak rzeczywiście jest. Zgodnie ze stylem art. nouveaux dom jest asymetryczny: fasada główna jest cztero-, a tylna – sześciokondygnacyjna, co wynika z położenia na wzgórzu.
Horodecki niedługo mieszkał w swoim fantazyjnym budynku. Wyruszył na wyprawę po Afryce i jej koszty okazały się tak wielkie, że musiał go zastawić w Kijowskim Towarzystwie Wzajemnego Kredytu. Nie spłacił zastawu i w 1913 r. jego dom stał się własnością inż. Daniela Bałachowskiego, a on sam z rodziną zamieszkał w wynajętym mieszkaniu przy ul. Katerynińskiej 11.
Po rewolucji bolszewickiej i jeszcze później w 1920 r., gdy przez Kijów przechodził z rąk do rąk, Horodecki, przeprowadził się do Warszawy. Tam otrzymał poważne zlecenia, m. in. przebudował pałac Wiśniowieckich w Tarnopolu i stanął na czele państwowego biura projektów. Wzniósł stołeczną wieżę ciśnień oraz kilka obiektów handlowych oraz przyjmował zlecenia z prowincji. W roku 1928 przyjął zaproszenie amerykańskiej kompanii Henry Ulen & Co, z którą współpracował w Polsce oraz padyszacha Persji i kierował w tym kraju budową kolei. Do dzisiaj w Teheranie można podziwiać dworzec i pałac Rezy Szacha Pahlawiego, wzniesiony według jego projektu. Tam niestety także nagle zmarł, na zawał serca w 1930 roku i został pochowany na miejscowym cmentarzu…
Pamięć o Horodeckim jednak w Kijowie przetrwała. Jego trofea myśliwskie, które pochodziły z wypraw po Rosji, Turkiestanie, Afganistanie, Azerbejdżanie, Azji Środkowej, z gór Ałtaju oraz Afryki zdobią kijowskie muzeum myślistwa - jest ulica jego imienia oraz pomnik. Historię swoich polowań w Afryce Horodecki spisał i wydał w książce zatytułowanej Pamiętnik myśliwego. W głębi Afryki. Książkę zdobią zdjęcia i rysunki, wykonane przez autora. A co z Domem pod Chimerami? Został oczywiście upaństwowiony i w 1918 r., w zamieszkał w nim prezes Rady Ministrów Ukrainy, Wsiewołod Hołubowicz – działacz Ukraińskiej Centralnej Rady. Po zdobyciu miasta przez bolszewików w budynku tym urządzono biura Kijowskiego Okręgu Wojennego, dokładnie od 1943 r., gdy naprzeciw stanęła siedziba Komitetu Centralnego KP(b)U. Potem w budynku umieszczono poliklinikę CK, która znalazła inne lokum dopiero w 2002 r. W 2004 roku dom został poddany gruntownym pracom renowacyjnym i w od maja 2005 r. pełni funkcję jednej z oficjalnych siedzib prezydenta Ukrainy.
Oczywiście Dom pod Chimerami nie jest jedynym dziełem Horodeckiego w Kijowie, o reszcie można przeczytać choćby TUTAJ. Ostatnio jeden z kijowskich architektów wydał opracowanie dotyczące naszego budowniczego zatytułowane Władysław Horodecki. Penetracje archiwalne, autorstwa Dymitro Makałowa (Дмитро Малаков, Архітектор Городецький. Архівні розвідки, Кий, 2013). A chimery, istoty z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża symbolizujące nieubłagany upływ czasu do dzisiaj czuwają nad miastem...
Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
wtorek, 8 marca 2022
Z mojej płytoteki: Still Joy Division na przejrzystym winylu jest już z nami
Jest bardzo ładne, pytaniem otwartym natomiast pozostaje, dlaczego wybrano przejrzysty winyl jak w przypadku Closer? Czy nie ciekawiej byłoby wydać jedną płytę na winylu czerwonym a drugą na przejrzystym - żeby nawiązać do wznowień dwóch płyt z oficjalnej dyskografii? No ale nie wybrzydzajmy. Ciekawe jest jeszcze kilka innych rzeczy.
Miło wiedzieć, że jest się posiadaczem jednego z 10 K egzemplarzy albumu, bowiem wznowiono go w limitowanej edycji (LINK). Co innego jednak jest ciekawe i dziwne, że wielcy eksperci z NME tego nie zauważyli (LINK). Otóż przy labelu na jednej z płyt znajduje się grawer Abbey Road. Być może chodzi o upamiętnienie faktu, że remaster Still na wznowieniach dokonany był przez Franka Arkwrigha w legendarnym studio Abbey Road.
Przypomnijmy, że oryginalne wydanie Still zawierało grawery nawiązujące do filmu Stroszek Wernera Herzoga (opisaliśmy go TUTAJ), który miał obejrzeć przed śmiercią Ian Curtis (choć zdaniem Colina Sharpa tak nie było). A1: The chicken won't stop *****, B1: (3 pairs of 'chicken tracks'), C1: (2 pairs of 'chicken tracks'), D1: The chicken stops here.
poniedziałek, 7 marca 2022
Isolations News 183: Alan Erasmus pomaga Ukrainie, Bauhaus koncertuje, gwiazdy odwołują koncerty u Sowietów, Gilmour do nich apeluje, a ci lecą na Słońce, jaja z sekretarką Putina, nowy Cure, Lifeson, Guthrie i Pixies
72-letni Alan Erasmus, współtwórca Factory Records postanowił we wtorek w zeszłym tygodniu via Kraków pojechać z pomocą humanitarną na Ukrainę do Kijowa. W Krakowie znalazł się ostatecznie 4 marca i przekonał się, że nie da się dotrzeć do Kijowa. Dlatego udał się 5 marca do Lwowa, gdzie koleją przybywają uciekający przed wojną cywile, aby schronić się w Polsce (LINK).
Miejmy nadzieję, że legendzie Factory nic się nie stanie, wszyscy bowiem czekamy na jego pamiętniki...
I jeszcze jeden news o Dave Haslamie: 4 marca udzielił on publicznie na scenie wywiadu poecie Oliverovi Lomax (LINK).
Legendarny festiwal lat 80., The North, tego lata powróci do Macclesfield jako Rewind 2022. Będzie trwał od piątku 5 sierpnia do niedzieli 7 sierpnia, a głównymi gwiazdami na nim będą: Holly Johnson i The Human League (LINK).
Ciąg dalszy koncertów: BAUHAUS (Peter Murphy, Daniel Ash, Kevin Haskins, David J) ogłaszają nowe daty tras koncertowych po Zachodnim Wybrzeżu USA i przełożone terminy koncertów w Nowym Jorku. Zapowiedziany wcześniej Cruel World Fest muzycy zaczną od koncertów w dniach 14-15 maja w Pasadenie w Kalifornii. Reszta dat i miejsc jest TUTAJ.
Z tego samego powodu Bjork odwołuje swój koncert w Moskwie. Rosyjskie tournee piosenkarki miało rozpocząć się 8 czerwca (LINK). To samo zdecydował Nick Cave (LINK).
Co do mioteł to idealnie latają na nich teściowe, pewnie amerykańskie też. Co do sowieckich planów kosmicznych - CIA ujawniło, że ci zamierzają lecieć na Słońce. Jak to możliwe, Słońce ich nie spali? Nic z tych rzeczy, następcy Gagarina planują lot nocą.
W temacie. Astronomowie byli świadkami działania gwiazdy wampira. Międzynarodowy zespół badaczy z Chile zaobserwował pewną gwiazdę w układzie o nazwie HR 6819, znajdującą się około 1000 lat świetlnych od Ziemi, która wyssała z sąsiedniej gwiazdy całą jej atmosferę. Dotąd naukowcy podejrzewali że ten układ składa się z czarnej dziury i gwiazdy, ale rzeczywistość okazała się po prostu makabryczna (LINK).
Z kolei jedna trzecia Cocteau Twins - Robin Guthrie opublikował utwór, który skomponował w 2017 roku lecz pozostawił w szufladzie (LINK).
niedziela, 6 marca 2022
Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz.34: Ten moment Reeder przypomniał sobie, gdy Ian popełnił samobójstwo
Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32 i 33).
Kolejny 15 już rozdział książki zatytułowany jest Destination Always Change i zaczyna się od cytatu z wypowiedzi Annik Honore o tym w jak dziwny sposób Ian został przedstawiony w filmie 24 Hour Party People (warto zobaczyć TUTAJ). Naszym zdaniem Ian został w tym filmie przedstawiony jak świr i mamy w tej sprawie identyczne zdanie. Annik uważa, że był delikatnym człowiekiem, wypowiadał się spokojnie, w filmie natomiast przeklina i jest pokazy bardzo negatywnie.
Święta w 1979 roku Annik spędziła na trzytygodniowych wakacjach z matką w Tunezji. Chciała zapomnieć o Ianie, ale to było bez sensu i określiła to jako stratę czasu.
Annik w liście do siostry Iana pisała o tym, że dowiedziała się o trasie zespołu po Europie. Mieli zagrać w Holandii i Belgii a ona, ponieważ była zakochana, postanowiła pojechać i ich zobaczyć. 11.01. w Holandii spotkała się z Ianem i doszli do wniosku, że ich rozłąka była bez sensu. Od wtedy przez tydzień przebywali ze sobą non-stop 24 godziny na dobę. Postanowili, że tak już zostanie na zawsze.
Wcześniej 7 i 8 zespół wszedł do studia żeby nagrać Sound of Music, LWTUA i These Days.
Reeder wspomina, kiedy Ian Curtis opowiadał mu przy piwie, jak Lindsay Reade oglądała jego dłoń i powiedziała mu, że ma bardzo długą linię życia i dożyje 80-tki. Reeder miał wtedy przebłysk olśnienia i wizję, że tak jednak nie będzie. W oczach znajomych uchodził za człowieka obdarzonego zdolnościami paranormalnymi, ale w to nie wierzył. Zawsze starał się wszystko uzasadniać logiką. Niemniej ten moment, kiedy uświadomił sobie, ze Ian nie dożyje tak zaawansowanego wieku, przypomniał mu się w chwili, gdy dowiedział się o jego samobójstwie...







