Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Pepper club, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Pepper club, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 listopada 2023

Piątek z the Beatles: Po Revolver był Pepper - cz.3. John Lennon cały czas dbał o eksperymentalną stronę albumu

 

Tak się złożyło, że od jakiegoś czasu piątkowe wpisy poświęciliśmy the Beatles. A ponieważ po Revolver nadeszły czasy Peppera, warto napisać co nieco o tym albumie. Zwłaszcza, że dysponuję oryginałem z epoki w stanie idealnym, jak i wydaniem rocznicowym CD z 1987 roku, czyli wydaniem specjalnym 20 lat po ukazaniu się oryginału. I tym wydaniem zajmiemy się teraz. W części pierwszej opisaliśmy fakty związane z narkotykami, oraz opinię o albumie George'a Martina (TUTAJ). W części drugiej (TUTAJ) pracę inżynierów nad albumem.


 
Jako drugi chronologicznie nagrano A Day In The Life. Było to 19.01.1967 roku. Tytułem roboczym piosenki był In the Life Of. Wersja na albumie jest miksem z take 6 i 7. Autorami piosenki są John i Paul, obaj też ją wykonują. Obok Georgea Martina w nagraniu jako inżynier brali udział Geoff Emerick, Richard Lush i Phil McDonald.
 
 
W dalszej kolejności nagrano tytułową piosenkę Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band. Miało to miejsce 1.02.1967. Zmiksowano ją z take 10. Napisał i zaśpiewał ją Paul, a obok Georgea Martina w nagraniu jako inżynier brali udział Geoff Emerick i Richard Lush.
 

 
Jako czwarty, 8.02.1967 nagrany został Good Morning Good Morning. Była to piosenka napisana  i zaśpiewana przez Johna, a zmiksowana z take 2. Skład realizatorski jak w piosence powyżej.
 
Kolej na następną piosenkę Johna, którą jest Being for the Benefit of Mr Kite! z 17.02.1967. Zmiksowano ją z take 9. Skład jak powyżej.


 
Po tym jakże eksperymentalnym utworze, zespół nagrywa Fixing A Hole, a jest to dokładnie 21.02.1967. Co ciekawe, nie robią tego w studio Abbey Road (gdzie nagrali wszystkie wspomniane powyżej piosenki) tylko w Regent Sound Studio w Londynie, a w Abbey Road odbyła się jego obróbka i miks z take 3. Napisał go Paul, i on oczywiście śpiewa. W nagraniu obok Georgea Martina uczestniczyli Adrian Ibbetson (ze studia Regent Sound), Geoff Emerick i Richard Lush.
 
Reasumując, chronologia nagrywania piosenek pokazuje nam jak znakomicie balansowała się na albumie twórczość McCartneya z twórczością Lennona. Na dziwaczny i staromodny When I'm 64 Paula, Lennon odpowiada najlepszym utworem na płycie i uważanym za najlepszy utwór zespołu, A Day In The Life. Co prawda piszą go obaj, ale nie jest tajemnicą, że to pomysł Johna, który w Daily Mail przeczytał słynny wycinek o dziurach na drogach. Paul za to wpada na doskonały pomysł z orkiestrą, mało tego dyryguje nią kiedy muzycy zostają pozostawieni sami sobie w graniu chaotycznego fragmentu  w górę skali. Zdaje się, że Lennon cały czas pozycjonuje muzykę zespołu, żeby nie zboczyć z mocno eksperymentalnego kierunku, bowiem po dość zwyczajnym tytułowym utworze Paula, znowu wkracza z mocno zakręconym Good Morning... A po nim ponownie eksperymentuje w pikowym utworze albumu czyli Being for...         
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 5 grudnia 2019

William S. Burroughs - spoiwo między the Beatles a Joy Division

Zbliża się kolejna rocznica śmierci Johna Lennona, a skoro nasz blog jest blogiem muzycznym to może warto poświęcić choć jeden post Beatlesom? Co prawda nie odpowiadają oni stylistycznie temu miejscu, zwłaszcza w początkowym etapie twórczości, ale są co najmniej cztery fakty zmuszające nas do napisania o Fab 4. Fakty te, łączą się zarówno z Joy Division, jak i klimatem naszego bloga. 

Zatem od klimatu zaczynając, każdy na pewno zna takie hity jak Elanor Rigby, czy Only a Northern Song, które bez wątpienia są piosenkami bardzo smutnymi, miejscami dołującymi, a poruszane w nich tematy śmierci, samotności i opuszczenia to coś co przecież nas tutaj absorbuje w pełni...

Po drugie, innowacyjność okładek. Przecież Rubber Soul the Beatles jest pierwszą okładką na której nie ma nazwy zespołu, Revolver kolejną... A okładka Unknown Pleasures, Joy Division, zaprojektowana przez Petera Saville'a to krok dalej - nie ma na niej ani nazwy zespołu, ani nazwy płyty... (historię jej powstania opisaliśmy TUTAJ).

Trzeci fakt to efekty specjalne, zapoczątkowane przez Beatlesów na Revolver, później kontynuowane na Pepperze i kolejnych albumach, chciałoby się powiedzieć Martin Hannett kontunuatorem idei wielkiej czwórki... I to jak godnym kontynuatorem... 

I w końcu last but not least. William S. Burroughs (TUTAJ). Tak tak, ten sam kontrowersyjny pisarz, malarz, dziennikarz, ten którym pasjonował się Ian Curtis i ten sam z którym Kurt Cobain nagrał piosenkę o której pisaliśmy (TUTAJ). Ten sam który występował w Plan K z Joy Division i który wyrzucił żebrzącego o jego nową książkę Iana Curtisa, słowami fuck off kid! (TUTAJ). Co zatem ma wspólnego kontrowersyjny W.S.B. z Beatlesami? 

Otóż został uwieczniony na okładce najważniejszej płyty wszechczasów, czyli na okładce Sgt. Pepper's Lonely Heart Club Band. Stoi koło Marylin Monroe (oznaczyliśmy go strzałką). 


Sam on. Dlaczego? W jednym z wywiadów (dokładnie książce wywiadzie Victora Bockrisa z nim) - autor oświadczył, że trafił do domu Paula McCartneya w Londynie, kiedy ten komponował Elanor Rigby. Burroughs miał powiedzieć wtedy, że nie zna się na muzyce, ale widział, że McCartney wie co robi i jest fachowcem w swojej dziedzinie. 

I się nie mylił...  Historia kołem się toczy...

Czytajcie nas - codziennie  nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

wtorek, 12 lutego 2019

William S. Burroughs: Narkotyki, cenzura, dewiacja seksualna, egzotyczne kraje i podróże, czarny humor i anty-establishment

Kiedy masz prawo powiedzieć NO FUTURE, znaczy to tylko, że żyjesz w dostatnim społeczeństwie. Punk to tylko kolejny ruch powstały w łonie społeczeństwa dobrobytu - te słowa Williama S. Burroughsa (TUTAJ i TUTAJ) dobrze definiują istotę korelacji pomiędzy pisarzem a subkulturą skupioną wokół muzyki undergroundowej. Paradoksalnie, mimo, że nie miał on dobrego zdania ani o bitnikach lat 50., ani o hipisach lat 60., ani wreszcie o punkach l. 80., nieodmiennie fascynował swoją osobą cyganerię artystyczną każdej epoki.

Burroughs, jeden z ulubionych pisarzy wokalisty Joy Division Iana Curtisa,  jest uważany za jednego z założycieli Beat Generation, obok Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga. Był otwarcie homoseksualnym i uzależnionym od heroiny pisarzem, który rozpoczął przygodę z literaturą, po tym gdy zabił swoją żonę strzelając jej w głowę podczas zabawy w Wilhelma Tella. Wkrótce stał się popularny. Książki Burroughsa infiltrowały kulturę pop za pośrednictwem artystów i muzyków, którzy byli jego zagorzałymi fanami. Wystarczy tylko nadmienić, że na przykład termin Heavy Metal został zaczerpniętym z jego powieści The Wild Boys.

Pisarz spotkał się lub współpracował ze znanymi muzykami, wystarczy wymienić kilka nazwisk i nazw zespołów aby zobaczyć  jak szeroki był
wpływ Burroughsa: Sonic Youth, Frank Zappa, Patti Smith, Richard Hell, Tom Waits, Nick Cave, Mick Jagger, Led Zeppelin, Philip Glass… Poza tym kupował heroinę od tego samego dostawcy, co Keith Richards, mieszkał w mieszkaniu Ringo Starra w Londynie, w latach 60. współpracował z Paulem McCartneyem i koncertował z Joy Division a także gawędził z Davidem Bowie i Kurtem Cobainem. Z tym ostatnim w 1992 r. nagrał płytę pt. The „Priest” they called him. Artyści nie spotkali się jednak w studiu. Kurt Cobain wykorzystał jedno z opowiadań ze zbioru Exterminator, czytane przez Burroughsa. Powstała dość dziwna płyta zawierająca tylko jeden utwór trwający tylko dziesięć minut, w którym słychać tylko głos Burroughsa i dźwięk gitary Cobaina. Spotkali się na żywo dopiero rok później. Rozmawiali ze sobą kilka godzin. Kilka miesięcy później Cobain popełnił samobójstwo. Kiedy pisarz się o tym dowiedział, ze smutkiem zauważył: Pamiętam, że podczas spotkania miał bardzo szare policzki. O ile wiem, już wtedy był martwy.
Tak w ogóle fenomen Burroughsa wybuchł pod koniec lat sześćdziesiątych. Wtedy Burroughs stał się kimś w rodzaju osoby publicznej, znanej szczególnie w kręgach nonkonformistycznych ruchów młodzieżowych. Nazwisko - Burroughs - podobnie jak Ginsberg, dużo wówczas znaczyło. Narkotyki, cenzura, dewiacja seksualna, egzotyczne kraje i podróże, czarny humor, anty-establishment - te słowa wymieniano zawsze, gdy przyszło mówić o Burroughsie, nic więc dziwnego, że wywiady z Burroughsem stały się cenną częścią niezależnych gazet - fanzinów - które wychodziły w podziemiu. Wywiady te przeprowadzono za pośrednictwem poczty elektronicznej i redagowano przy pomocy osoby udzielającej wywiadu. W 1972 r. jeden z takich wywiadów ukazał się w oficjalnej prasie - w tygodniku Rolling Stone. Dzięki niemu pisarz wszedł do mainstreamu.
Burroughs miał już spore doświadczenie dziennikarskie. Jak już wspomniano pod koniec 1965 i na początku 1966 kilka razy spotkał się z Paulem McCartney’em. Założył z Ianem Sommerville'em studio nagrań w mieszkaniu McCartneya na Montagu Square w londyńskiej Marylebone, za co został nagrodzony portretem na okładce płyty Beatles’ów: Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band (więcej o tym TUTAJ ).


W 1974 r. Burroughs spotkał się z Davidem Bowie (o wpływie tego muzyka na Joy Division pisaliśmy TUTAJ). Muzyk przygotował się do tego starannie, postarał się o wszystkie powieści Burroughsa, lecz zdążył przeczytać tylko jedną. Burroughs znał dwa utwory Bowiego: Five Years i Star Man, ale przeczytał wszystkie teksty Bowiego. Przygotowania rozpoczęto w listopadzie 1973 r. z inicjatywy amerykańskiego dziennikarza Craiga Copetasa. Zredagował on rozmowę obu twórców w formie pytań i odpowiedzi. Spotkanie miało miejsce w londyńskiej rezydencji Bowiego. Dom Bowiego urządzony był z rozmachem w stylu science-fiction: w pokoju, dokąd zaproszono pisarza wisiał gigantyczny, surrealistyczny portret artysty, a pod nim stała plastikowa sofa... Relacja z tego wydarzenia została opublikowana w magazynie Rolling Stone 28 lutego pod znamiennym tytułem Beat Godfather Meets Glitter Mainman. Bowie był wtedy w trudnym momencie, jego kariera znalazła się na zakręcie. Po pierwszych sukcesach i bardzo wiedział, w którą stronę powinien podążyć. Tak więc listopadowe spotkanie z Burroughsem odbyło się w odpowiednim czasie. Zapis przeprowadzonej rozmowy ukazał się w 1974 r. najpierw w Rolling Stones (TUTAJ) a potem w formie książki pod redakcją Matteo Boscarola. Sam pisarz natomiast był dobrze znany, ale nie był tak kultowy, jakim się stał później. Mieszkał w Londynie od 1968 roku, a jego twórczość uległa znacznego osłabieniu, mimo to w 1971 roku opublikował The Wild Boys: A Book of the Dead, koszmarną wizję przyszłości dziejącą się w 1988 r. - świat zaludniony przez młodzieżowe partyzanckie armie wyspecjalizowanych humanoidów. Bowie natomiast poszukiwał wyjścia z rutyny w którą zaczynał popadać. Ich spotkanie pozwoliło muzykowi na zmianę metody pisania tekstów i tworzenia muzyki. Zaczął używać metody cięcia, nawet ułożył program komputerowy, który do rytm muzyki ciął przygotowany tekst i składał w nową całość.


W 1975 r. Burroughs przeprowadził wywiad z Jimmy Pagem z Led Zeppelin. Ukazał się on potem w Crawdaddy Magazine. Rozmawiali o… magii. I o tym, co ich łączy. A także o muzyce trance i na ile jest możliwa synteza muzyki rockowej z niektórymi starszymi formami muzyki trance, które rozwijały się przez stulecia, aby wytworzyć potężne, czasem hipnotyczne efekty na widowni. Taka synteza umożliwiłaby starszym formom muzycznym wyjście poza ludowość, a jednocześnie dostarczyłaby nowych technik grupom rockowym. Rozmawiali również o efektach specjalnych używanych podczas koncertów i o niebezpieczeństwach jakie mogą spowodować. Burroughs dał Page’owi artykuł o broni opartej na ultradźwiękach czyli dźwiękach poniżej 16 Hz, określanej nazwą ultra-soud. Dźwięki bliskie 7 Hz są już zabójcze, jednak Burroughs uważał, że muzyka grana blisko tej granicy może być interesująca. Szczególnie interesująca według niego byłaby możliwość emisji rytmicznych impulsów infra-dźwięku, na których są oparte buddyjskie mantry. Dlatego obaj się zgodzili, że być może infra-sound mogłoby dać nowy wymiar muzyce rockowej i jeszcze w wielu innych rzeczach. Całość można przeczytać TUTAJ.


Burroughs współpracował również z Tomem Waitsem, z którym skomponował The Black Rider, musical oparty na niemieckiej opowieści ludowej, do której Burroughs ułożył słowa, a Waits muzykę.

A potem… potem spotykały się z nim kolejne gwiazdy muzyki pop, łącznie z Madonną, choć ich rozmowa była dość przypadkowa na przyjęciu z okazji jego 70 urodzin i podobno Burroughs nie do końca wiedział kim ona jest. Z tych wszystkich rozmów powstały potem publikacje, opracowania, krytyczne relacje.
Pisarz próbował wszystkiego, nawet eksperymentował z rapem nagrywając z The Disposable Heroes of Hiphoprisy album Spare Ass Annie and Other Tales. Niewątpliwie, szokował całe życie i całe życie był zbuntowanym artystą. Oczywiście jego wpływ był znacznie większy i można by wymienić jeszcze więcej muzyków, którzy świadomie nawiązywali do jego powieści, lecz na razie poprzestańmy na tych kilku.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w maistreamie.

piątek, 7 lutego 2020

Okładki płyt wykonane przez uznanych twórców, które same są dziełami sztuki

Pokazaliśmy naszym czytelnikom okładki, na których umieszczono dzieła sztuki znanych artystów TUTAJ i TUTAJ . A dzisiaj chcemy zaprezentować okładki wykonane przez uznanych twórców, które same są dziełami sztuki. 

Na początek projekt Salwadora Dali dla komika i aktora Jackie Gleason który w 1955 r. wydał album Lonesome Echo,  zawierający tzw. nastrojową muzykę. Dali tak opisał ją w swoich notatkach: Pierwszym wrażeniem jest udręka, przestrzeń i samotność. Drugim, kruchość skrzydeł motyla, rzucających długie cienie późnego popołudnia, co odbija się echem w krajobrazie. Kobiecy element, odległy i odizolowany, tworzy idealny trójkąt z instrumentem muzycznym i jego odbiciem na powierzchni.
Następny przykład jest również znany. W 1967 r. Andy Warhol zaprojektował okładkę dla The Velvet Underground & Nico. Banan na niej miał wywoływać skojarzenia seksualne. Ponadto na pierwszych wydaniach albumu odchylająca się skórka banana ukazywała  jasnoróżowe wnętrze, a napis obok zachęcał:  Obierz powoli i zobacz.



Teraz pora na kultowy album (zarówno pod względem muzyki, jak i sztuki), który już wzmiankowaliśmy TUTAJ. Chodzi oczywiście o Sgt. Pepper's Lonely Heart Club Band The Beatles z 1967 roku. Okładkę zaprojektował brytyjski artysta Peter Blake. Zbiorowy portret na niej składa się z kolażu zdjęć  88 różnych postaci, a wiele z nich to gwiazdy i artyści (Brian Epstein, kierownik zespołu, musiał uzyskać pozwolenie na wykorzystanie wizerunku każdej osoby przed wydaniem albumu). Blake i jego żona Jann Haworth na potrzeby projektu musieli za to wyciąć z kartonu sylwetki postaci historycznych, po czym gotowy zestaw został sfotografowany przez Michaela Coopera wraz z członkami zespołu.

Artysta neo-dada  Robert Rauschenberg  jest prawdopodobnie jedynym twórcą, który zdobył  nagrodę Grammy. Otrzymał ją za charakterystyczny wzór kolażu z okładki z 1983 albumu Talking Heads. Kolaż składa się z rozbitego samochodu, sypialni na przedmieściach i billboardu autostrady, które obrócone, powodują różne efekty wizualne. Co ciekawe zespół nigdy nie otrzymał nagrody Grammy za swoją muzykę.

Artysta uliczny Keith Haring został poproszony przez Davida Bowie o zaprojektowanie  w 1983 roku okładki płyty na jego singiel Without You, który w tym samym roku znalazł się na płycie Let's Dance. Na okładce znalazły się wymyślone przez niego, charakterystyczne, pozbawione płci i twarzy ludziki, dzięki którym przesłanie grafiki stało się  uniwersalne i zrozumiane przez wszystkich. Bowie był wielkim fanem nowojorskiego artysty i miał w kolekcji jego wiele dzieł.
Red Hot Chili Peppers zlecił kontrowersyjnej brytyjskiej artystce Damien Hirst zaprojektowanie okładki dla ich dziesiątego albumu studyjnego I'm With You. W efekcie mamy ewidentny przejaw miłości Hirst do środków farmaceutycznych. Jak wyjaśnił piosenkarz zespołu Anthony Kiedis: To sztuka.  Obraz.  Nie nadaliśmy mu znaczenia, ale jest ono wyraźnie otwarte na interpretację. Po tej realizacji Hirst i RHCP zaprzyjaźnili się: zespół wystąpił na otwarciu wystawy jej prac w Wenecji (był to ekskluzywny mini-koncert, utrzymany w tajemnicy do chwili rozpoczęcia wernisażu).

Artysta uliczny Shepard Fairey zrobił okładkę do siódmego albumu studyjnego The Smashing Pumpkins,  czyli do Zeitgeist w 2007 roku . Wypowiedział się w niej na temat zmian klimatu – w tym celu użył czarno-czerwonej sylwetki Statuy Wolności, zanurzonej częściowo w wodzie. Myślę, że globalne ocieplenie jest obecnie ważnym zagadnieniem, podatnym na czas symptomem krótkowzroczności Stanów Zjednoczonych, powiedziała Fairey dla The Gauntlet. Jako szersza metafora tonąca Statua Wolności, czczona ikona USA, wybitnie symbolizuje upadek wielu ideałów, na których naród nasz został założony LINK.
Znany fotograf Robert Mapplethorpe jest autorem okładki debiutanckiego albumu Patti Smith: Horses z 1975 roku. Zdjęcie, które jest na niej, artysta zrobił w swoim mieszkaniu w Nowym Jorku, używając  naturalnego  światła i aparatu Polaroid.

Rok po zdobyciu Oscara za film  Obcy (Alien), HR Giger (który inspirował się malarstwem Zdzisława Beksińskiego, o czym pisaliśmy TUTAJ) stworzył okładkę do debiutanckiej solowej płyty Debbie Harry: KooKoo  z 1981 roku. Jest na niej twarz piosenkarki przebita gigantycznymi igłami do akupunktury. Giger wyreżyserował także teledysk z  Backfired”, singlem KooKoo  i do Now I Know You Know, które mają te same motywy i styl.



W 2003 roku Blur zwrócił się do mało znanego wówczas artysty ulicznego Banksy'ego (Roberta Banks'a), aby ten zaprojektował okładkę albumu do ich nowej płyty Think Tank. Jest na niej obejmującą się para, z hełmami do głębinowego nurkowania na głowach. Chociaż Banksy zwykle nie tworzy sztuki komercyjnej, podjął decyzję o współpracy z Blur, ponieważ był wielkim fanem ich brzmienia. Oryginalny projekt tej okładki sprzedano później w 2007 roku na aukcji za 75 000 £. Banksy  skwitował to z właściwą sobie nonszalancją: Zrobiłem kilka rzeczy, aby zapłacić rachunki, m. in. album Blur. To była dobra płyta i [prowizja] była też całkiem spora. Myślę, że to naprawdę ważne rozróżnienie. Jeśli robisz coś, w co naprawdę wierzysz, robienie czegoś komercyjnego nie zmienia tego w pieprzenie tylko dlatego, że jest komercyjne.

Ostatnim przykładem niech będzie rysunek z 1996 roku stworzony przez grafika wykonującego komiksy: Dave Gibbons'a, na debiutancką płytę Kula Shaker: K. Są na niej różni politycy, gwiazdy i sportowcy - w tym John F. Kennedy, Karol Marks, Gene Kelly, Katharine Hepburn, King Kong, Martin Luther King, Jr. i Grace Kelly - wszyscy otaczają literę K.
 

Tuzin płyt, dwunastu artystów, dwanaście dzieł sztuki. Mogło ich być więcej (warto przypomnieć tu niezwykłe okładki projektowane przez Alka Januszewskiego, z którym przeprowadziliśmy wywiad (TUTAJ). Co chcieliśmy przez nie pokazać? Że prawdziwe dzieło sztuki nie musi kosztować setki tysięcy funtów, czy dolarów. Możemy je mieć za dużo mniejsze pieniądze a w dodatku wraz z równie cenną muzyką. Trzeba je tylko dostrzec... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Isolations News 66: Peter Hook, Swans, Sisters of Mercy i Molchat Doma w Polsce, film o klubie Hacienda, rzeźba Joy Division, zdjęcia Natalie Curtis, remiksy Peppera

Zespół, któremu kibicujemy - Molchat Doma znów Polsce  (TUTAJ) 6 i 7 marca 2020 w Poznaniu (TUTAJ) i Wrocławiu(TUTAJ). 

A my przypomnijmy wywiad jakiego niedawno nam udzielili, (TUTAJ) i opis ich niesamowitego albumu Etazhi (TUTAJ) wydanego w niezależnej niemieckiej wytwórni Detriti Records, z której właścicielem rozmawialiśmy TUTAJ.

Skoro o koncertach mowa, to 30.04.2020   w klubie Progresja w Warszawie wystąpią SWANS, ich supportem będzie Norman Westberg.  O zespole pisaliśmy wiele razy TUTAJ.

Bilety od 120 PLN do nabycia TUTAJ. 



Peter Hook and the Light w Polsce... Zagrają we Wrocławiu w kompleksie Hali 100 - lecia na festiwalu 3 majówka, 1-3 maja 2020 set poświęcony pamięci Iana Curtisa, czyli oba albumy zespołu: Unknown Pleasures i Closer. 

Wejściówki w zależności od ilości wykupionych dni do nabycia TUTAJ. Wystąpi też the Sisters of Mercy. My przypomnijmy naszą relację z poprzedniego koncertu basisty Joy Division we Wrocławiu TUTAJ.

Skoro o Hooku mowa, to All3Media’s Witchery Pictures zekranizowały jego książkę o Haciendzie. Film w 6 odcinkach ma zostać pokazany w telewizji BBC. Więcej TUTAJ.      

Tony Costello, rzeźbiarz pochodzący z Hurdsfield robi pomnik czwórki artystów z Joy Division. Pomnik można obejrzeć w kawiarni Corner Macclesfield, więcej o tym TUTAJ. 

Z treści zawartej w tekście wynika, iż są to te cztery pieńki widoczne za plecami artysty, na powyższym zdjęciu.

Z drugiej strony chłop robi co może i łatwo pewnie nie jest, weźmy pod uwagę fakt, że upamiętnienia Joy Division w mieście brak, za to jego ziomale otworzyli właśnie śnieżną knajpę dla psów (LINK). Jak to powiedział Hannett: zabraliście nam narkotyki, daliście piwo i football, także ten...   
Natalie Curtis promuje na TT płytę (TUTAJ) której okładka zawiera jej zdjęcia. Jest to wydawnictwo publikowane przez klub z Salford White Hotel z kompilacją poezji i muzyki ambient, więcej o nim TUTAJ.


Na eBay ktoś licytuje starą gazetę z wzmianką o Joy Division (TUTAJ). Jeśli jakość wzmianki jest taka jak zamieszczonego w niej zdjęcia to za 10 GBP nie opłaca się...



I skoro mowa o Joy Division, to stworzono listę 100 najlepszych albumów lat 1974-1985, na piątym miejscu jest Closer, na 4 Unknown Pleasures. Więcej TUTAJ.

Z ciekawostek, ostatnio sprzedano poster Savillea (FAC 15) reklamujący imprezę ZOO meets Factory za bagatela 8000 GBP, o czym poinformowali z dumą na TT członkowie zespołu the Distractions (TUTAJ). Istnieje domniemanie graniczące niemal z pewnością, że gdyby na owym posterze nie widniała nazwa Joy Division nikt nie dałby za ten kawałek papieru złamanego pensa... 



Za to z na funty liczy kolejna firma, która wypuściła serię t-shirtów z motywem inspirowanym Joy Division, New Order i Factory  (TUTAJ). Całkiem fajne.

Giles Martin, syn legendarnego producenta Beatlesów, George'a Martina i sam zdobywca nagrody Grammy, zremiksował album Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band z oryginalnych nagrań. 

Całość będzie można odsłuchiwać w dniach od 19 grudnia do 9 stycznia w Muzeum w Liverpoolu - szczegóły TUTAJ. 

Gdyby okazało się pewnego dnia, że Giles nam się wziął i zszedł, nagrania Beatlesów zmiksuje wnuk Georga z kumplami z przedszkola.

Kolejne newsy już wkrótce - czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 29 stycznia 2020

Edgar Alan Poe: Muzyka w połączeniu z przyjemnym pomysłem jest poezją


Czy co widzę, co się zdaje
Snem we śnie tylko ostaje? - Edgar Allan Poe


Wpływ poezji Edgara Alana Poe (1809–1849) na muzykę rockową nie od razu jest zauważalny, jest niczym oddziaływanie snów, marzeń i poezji. Niby ich nie ma, a jednak istnieją i silnie stymulują. Gdy Beatlesi skompilowali zdjęcia różnych znanych osób na okładce płyty Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band w 1967 roku (pisaliśmy o niej m. in. TUTAJ), jedną z najbardziej rozpoznawalnych spośród nich była osoba Edgara Alana Poe, stojącego pośrodku najwyższego rzędu. W tym samym roku John Lennon napisał znaną piosenkę z absurdalnymi słowami I am the Walrus, która zawierała wers: Zwykły pingwin śpiewa Hare Krishna / Człowieku, powinieneś był widzieć, jak kopali Edgara Allana Poe.


Oczywiście, twórczość Edgara Allana Poe była źródłem inspiracji dla wielu innych twórców piosenek rockowych i metalowych, których poeta pociągał atmosferą grozy i tajemniczością. Emocje te wprost narzucały się jego czytelnikom... Wśród poematów o szczególnej aurze poczesne miejsce zajmuje Kruk, o wyrazistym, melodyjnym rytmie pełnym efektów dźwiękowych. Opowiada on o tajemniczej wizycie mówiącego kruka mężczyźnie zrozpaczonemu po stracie ukochanej. Utwór przedstawia powolny proces przechodzenia nieszczęśnika w stan szaleństwa. Kluczowe w wierszu są powtarzające się słowa Nevermore, czyli Nigdy więcej.

W oparciu o tą wizję powstało wiele utworów, wśród nich chyba najbardziej popularny jest Nevermore wykonywany przez Queen 


lecz ciekawszy od niego jest może mniej znany Raven nagrany przez Alan Parsons Project na albumie Tales of Mystery and Imagination, w którym po raz pierwszy cyfrowo zniekształcono głos wokalisty:


Warto tu przypomnieć płytę The Raven nagraną przez zmarłego niedawno założyciela legendarnego The Velvet Underground, Lou Reeda. Ten dwudziesty album solowy cały poświęcony jest osobie Edgara Alana. W poszczególnych utworach zacytowano fragmenty dzieł Poego w wykonaniu znanych aktorów. Klip wideo zamieszczony poniżej piosenkarz zaczyna słowami: To są opowieści Edgara Allana Poe, nie do końca zwykłego chłopaka z sąsiedztwa (…) Jeśli o nim nie słyszałeś, musisz być głuchy lub ślepy.


Nie są to oczywiście jedyne takie przykłady. Jest ich mnóstwo, wśród nich jest wiersz Annabel Lee, przywołany przez różnych artystów, m. in. przez zespół Tiger Army grający w nurcie fusion rock, który łączy elementy rockabilly i punk rocka. 


Wątek kruka pojawia się też w szacie graficznej zespołu Windsor for the Derby, którą opisywaliśmy TUTAJ. To są nawiązania wprost do poezji Poe, lecz inspiracje sięgają głębiej i mocniej, niż by się to nam wydawało. Wszystko zgodnie z hasłem autorstwa Edgara Alana Muzyka w połączeniu z przyjemnym pomysłem jest poezją; muzyka bez pomysłu jest po prostu muzyką; idea, bez muzyki, jest prozą, z samej swojej definicji. Do takich należy cały ogromny nurt muzyki gothic oraz cold wave, który prezentował utwory będące efektem stanów depresyjnych, introspekcyjnych marzeń, omamów i snów… Jej twórcy przemierzają głuche i wymarłe przestrzenie wewnętrznej pustki, ulegając przeszywającym stanom psychicznym i przenosząc je dalej w stronę ich fanów…


Niech ktoś zabierze te sny
Które prowadzą mnie do kolejnych dni
Pojedynek osobowości
Który rozciąga całą prawdziwa rzeczywistość
Wciąż mnie wzywa-oni wciąż mnie wzywają
Wciąż mnie wzywa-oni wciąż mnie wzywają

Kiedy postacie z przeszłości stoją dumnie
A prześmiewcze głosy dźwięczą w hallu
Imperialistycznego domu modlitwy
Konkwistadorzy, którzy wzięli, co do nich należało
Wciąż mnie wzywają-oni wciąż mnie wzywają
Wciąż mnie wzywa-oni wciąż mnie wzywają...


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 15 września 2023

Super deluxe edition Revolver - najważniejszej płyty the Beatles cz.28: Plotki o rozpadzie zespołu, wersje mono i stereo płyt - czy są identyczne?

  

Kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy na naszym blogu omawianie specjalnego wznowienia albumu Revolver zespołu the Beatles (TUTAJ) streszczeniem wstępu Paula McCartneya. Następnie streściliśmy relację Gilesa Martina (TUTAJ) - współrealizatora nagrań, a fenomen albumu omawiał raper Questlove (TUTAJ). Opisaliśmy też historię zastosowania sitaru (TUTAJ) i jak powstawały efekty specjalne (TUTAJ), oraz zaczęliśmy omawiać rozdział zatytułowany Track by Track, w tym historię powstania piosenki Taxman (LINK), Elanor Rigby (LINK), I'm Only Sleeping (LINK), Love You To (LINK), Here, There and Everywhere (LINK), Yellow Submarine (LINK), She Said She Said (TUTAJ), Good Day Sunshine (LINK), And Your Bird Can Sing (TUTAJ), For No One (LINK), Doctor Robert (TUTAJ), I Want To Tell You (LINK), Got To Get You Into My Life (TUTAJ), Tomorrow Never Knows (TUTAJ), (TUTAJ), Peperback Writer (TUTAJ) i Rain (TUTAJ). Opis powstania projektu niesamowitej okładki albumu, autorstwa Klausa Voormanna opisaliśmy (TUTAJ), natomiast opis zdarzeń przed wydaniem płyty, jak i alternatywnymi nazwami (TUTAJ). Z kolei TUTAJ podkreśliliśmy rolę albumu w przecieraniu nowych muzycznych dróg, a TUTAJ kontrowersje związane z wydaniem amerykańskim Yesterday and Today. Aferę po wywiadzie zespołu, oraz przyjęcie płyty w USA i działalność po Revolver opisaliśmy TUTAJ.

W tamtym czasie było już pewne, że zespół nie będzie tak intensywnie wydawał jak robił to dotychczas, czyli dwa albumy rocznie. Rok 1966 okazał się najmniej produktywnym rokiem w historii, rok wcześniej nagrali 33 nowe piosenki, teraz zaledwie 16. Brak obecności w mediach powodował pojawienie się plotek o rozpadzie grupy, i że Revolver to ich ostatnie dokonanie. Pojawiał się wtedy list (10.11.1966) Len Wooda z EMI do Alana Livingstona z Capitol, w którym Wood zastanawiał się, czy zespół jeszcze razem zagra, bowiem Londyn jest pełen plotek i nikt nie jest w stanie ustalić prawdy, a w każdej plotce zawarte jest jej ziarno. 

Z wielką zatem ulgą w EMI odebrano pojawienie się zespołu 24.11. celem rozpoczęcia nagrywania Strawberry Fields Forever.


Jednak nic nowego nie zostało nagrane do końca roku. 20.12 wkoło studia kręcili się dziennikarze celem przeprowadzenia wywiadu z zespołem. Pytano każdego z nich o plany, na schodach do EMI. 


Sesje w Abbey Road zaczęły się w listopadzie 1966 i trwały do kwietnia 1967. Nagrano singla Penny Lane/ Strawberry Fileds Forever i Sgt. Pepper's Lonely Heart Club Band. Ale to już inna historia...

Warto dodać, że w latach 60-tych kończyła się epoka nagrywania w mono. Kiedy zaczęła się epoka stereo George Harrison bardzo się zdziwił. Zastanawiał się po co dwa głośniki? Wydawało się, że to zrujnuje jakość dźwięku. Stereo rozpoczęło się w latach 30-tych. Pierwsze nagranie miało miejsce w studio EMI pod okiem inżyniera Alana Blumleina. W tym samym czasie podobna innowacja opracowywana była w USA w firmie Bell przez Arthura C. Kellera. Pierwsze albumy stereo pojawiły się w 1958 r. W kwietniu w brytyjskiej prasie ukazała się pierwsza recenzja - opisywała doznania słuchacza jako najbardziej ekscytujące w historii zapisu dźwięku, dźwięk który powoduje u słuchacza swędzenie. Mimo że Revolver realizowany był 8 lat później, mono ciągle cieszyło się popularnością. Radio stereo dopiero się rodziło, a sprzęt stereo pojawił się masowo dopiero w latach 70-tych. Przed wydaniem Abbey Road wszystkie albumy zespołu w UK ukazywały się w dwóch wersjach: mono i stereo do wyboru przy zakupie.


Zespół nagrywał w mono, a wersje stereo powstawały później w studio po okiem Georgea Martina i inżynierów z EMI, zwykle z magnetofonu czterościeżkowego. Powodowało to powstawanie różnic między wersjami, choćby w utworze Tomorow Never Knows loopy w mono mają inną częstotliwość, niż w stereo.  Pojawiają się ekstra gitary w I'm Only Sleeping, i ekstra trąbki w Got To... 

Wersja w Super Deluxe Editon jest też wzbogacona przez dodatkowe korekcje w oparciu o notatki inżynierskie Harryego Mossa. 

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 11 lutego 2021

Jeleń, czyli od królowej Wiktorii przez The Beatles do post-punka

Obraz z jeleniem w obecnych czasach stał się kwintesencją kiczu. Podobnie jak ogrodowe, gipsowe krasnale i plastikowe róże w wazonie. A przecież jeleń w sztuce towarzyszy człowiekowi od najdawniejszych czasów, można go zobaczyć na prehistorycznych naściennych malowidłach jaskiniowych, wśród rzeźb starożytnej Grecji, obok Artemidy, na mozaikach bizantyńskich i na mistycznych wyobrażeniach w średniowieczu…   W XIX wieku jeleń natomiast stał się uosobieniem sił witalnych natury. Widok jelenia szybko spopularyzował się i w końcu XIX wieku tak się upowszechnił, że reprodukcja czy oryginalne malowidło z tym motywem znalazło się w zasadzie w prawie każdym mieszczańskim domu.


Ale jak to zwykle bywa, jeleń jeleniowi nie jest równy.  Jest taki obraz z jeleniem, który w Szkocji posiada tytuł kultowego, bo przedstawione na nim zwierzę jest uznane za symbol Szkocji. Malowidło noszące tytuł Monarch of the Glen wykonał w 1851 roku angielski malarz Sir Edwin Landseer. Warto wspomnieć, że Landseer, ulubiony malarz epoki wiktoriańskiej, szczególnie znany był ze swoich antropomorficznych, pełnych patosu, przedstawień zwierząt. Przykładem tego jest The Old Shepherd's Chief Mourner, przedstawiający psa przy trumnie swojego pana. Przypisywana przez malarza zdolność odczuwania przez zwierzę żałoby wpisywała się w poglądy XIX wiecznych pisarzy, takich jak np.: Waltera Scotta i Charlesa Dickensa, którzy uważali, że zwierzęta także przeżywają ludzkie emocje. Landseer w uznaniu otrzymał tytuł szlachecki w 1850 roku i przyjaźnił się z rodziną królewską. Sama królowa Wiktoria posiadała 39 jego obrazów, a także wiele rysunków. Artysta udzielał lekcji malowania i rysowania rodzinie królewskiej i nie raz towarzyszył jej podczas wyjazdów do Szkocji. Tam, od lat 40 XIX wieku Landseer stworzył serię obrazów z jeleniem. Te romantyczne w swojej wymowie prace przedstawiają te  zwierzęta w różnej konfiguracji: walczące, przeprawiające się przez jezioro, także ich upolowane tusze… Wymalowane w najdrobniejszych szczegółach uchwycone są na tle znakomicie wykonanych krajobrazów. Jelenie na nich wydają się reprezentować siły natury, wolne, ale skazane na zagładę. 

Należy przypomnieć, że obraz Monarch of the Glen wykonany został do pomieszczeń zajmowanych przez Izbę Lordów, lecz Izba Gmin nie zgodziła się na zakup, więc wizerunek jelenia został sprzedany prywatnej osobie. Po latach trafił w posiadanie Diageo, firmy produkującej markową whisky (wcześniej był własnością i używano go jako znak towarowy (logo) whisky Dewar, a następnie destylarni Glenfiddich). Znalazł się na butelkach, karafkach, dzbankach na wodę, drukowanych folderach reklamowych, breloczkach do kluczy, okularach, lusterkach, podkładkach barowych, a nawet używano go w spotach podczas telewizyjnej kampanii reklamowej. Ale nie tylko tam umiejscowił się na dobre. 


Monarch of the Glen od lat wisi w biurach Paula McCartneya - McCartney Productions w Londynie. Oczywiście nie jest to oryginał, lecz reprodukcja namalowana w 1966 roku przez Petera Blakea, na krótko przed tym, gdy artysta rozpoczął prace nad słynną okładką ósmego albumu Beatlesów, Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band. Okładka albumu (o której kilka razy pisaliśmy TUTAJ) przedstawia dziesiątki znanych postaci, w tym Boba Dylana, Mae West, Edgara Allana Poe, Marilyn Monroe i.. Williama S. Burroughsa. Blake, jeden z głównych twórców brytyjskiego pop-artu, później pracował nad okładkami albumów z takimi artystami jak Paul Weller i The Who, tak opowiedział o okolicznościach powstania reprodukcji z najbardziej znanym jeleniem świata: Spotkałem Paula McCartneya w 1963 roku, a w 1964 roku on mnie zapytał, czy mógłby kupić u mnie obraz lub zamówić. Właśnie nabył Mull of Kintyre i kupił obraz przedstawiający bydło w strumieniu. I powiedziałem mu  „Zróbmy zdjęcie, żeby coś do tego dopasować, a narysuję dla ciebie niezłego jelenia”. Najlepszym jeleniem w historii jest obraz Landseera Monarch Of The Glen. Zrobiłem go w akrylu, co jest niesamowicie głupie, ponieważ uzyskanie całej tej mgły farbą, która bardzo szybko wysycha, jest bardzo trudne. Byłoby znacznie łatwiej zrobić to technice olejnej (LINK).


W 2017 roku firma Diageo ogłosiła, iż nosi się z zamiarem sprzedaży słynnego obrazu. Wywołało to ogromne poruszenie. Rozpoczęła się publiczna zbiórka funduszy na rzecz kupna dzieła do National Galleries of Scotland. Muzeum także zareagowało i zawało z właścicielem umowę na mocy której Diageo zgodziło się przyjąć ofertę o wartości połowy szacowanej wartości rynkowej płótna wynoszącej 8 milionów funtów. Ostatecznie całe przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem. Niemniej cała ta historia stała się okazją, aby Peter Saville przypomniał o wykonanej w 2002 roku limitowanych edycji grafik komputerowych inspirowanych kopią Petera Blakea

Na ich podstawie w 2012 roku znana firma produkująca gobeliny Studio Dovecot w Edynburgu, aby uczcić 100 lecie istnienia, wyprodukowała tkaninę określoną gobelinem XXI wieku i nazwaną After, After, After Monarch of the Glen (LINK). 


Nikt by nie przypuszczał, że jeleń na rykowisku może mieć coś wspólnego zarówno z królową Wiktorią, The Beatles oraz z post-punkiem. A jednak…

Takie smaczki tylko u nas - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.