poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Isolations News 206: Pogrzeb Paula Rydera z Happy Mondays, Stone Roses - zbiórka, bilety na Spotify, nieznane obrazy Warhola, nowy projekt Elizabeth Frazer z Cocteau Twins, Arena w Polsce, Prague Gothic Treffen, Charles Dickens w Bydgoszczy i sterydy w piwnicy


Zaczynamy jak zwykle od Manchesteru. Większość najbardziej znanych nazwisk muzycznej sceny tego miasta znalazło się na pogrzebie gitarzysty Happy Mondays Paula Rydera. 58-letni Ryder zmarł 15 lipca, na kilka godzin przed występem na Kubix Festival w Sunderland. Basista Paul był członkiem-założycielem zespołu wraz z bratem i frontmanem Shaunem Ryderem, obaj pochodzilii z Little Hulton. W latach 80. i 90. odnieśli sukces dzięki takim hitom, jak Step On, Kinky Afro i Loose Fit. Przypominamy, że zespół był jednym z promowanych przez wytwórnię Factory Records. Po odejściu z Happy Mondays Paul zamieszkał w USA gdzie założył zespół Big Arm (LINK).

Jak widać Hooky też nie zapomniał o kumplu.   

W klimatach tego samego miasta - legenda Stone Roses, Gary „Mani” Mounfield i jego żona Imelda, ogłosili, że mają zamiar zorganizować noc zbiórki pieniędzy na The Christie Hospital i The Stockport Charitable Trust na rzecz chorych na raka. Wszystko dlatego, że od 2020 roku Imelda boryka się z rakiem jelita grubego. Zbiórka powiązana z koncertem Maniego będzie nosiła nazwę This is the One od przeboju Stone Roses. Wydarzenie zapowiadane jest na 18 listopada w hotelu The Kimpton Clocktower w Manchesterze (LINK).


Skoro było o pogrzebie w UK, teraz o pogrzebie medialnym, jaki zafundowała sobie nasza upadająca gwiazdeczka. Podobno nagrodę wręczy jej samobójca Emila Czeczki...

Co powstanie, jeśli skrzyżuje się blondynkę z gorylem?

- Kto wie? Są pewne granice tego, do czego można zmusić goryla.


Podobno TVN kupiła już licencję na bezpośrednią transmisję z tego wydarzenia. 

Z krainy kacapów - wieś potiomkinowska wiecznie żywa...


Kacapy nie przestrzegają zasad BHP...


W Brazylii też nieźle oszukują. Obywatelka tego kraju Sabine Coll Boghici, lat 48, została aresztowana w zeszłym tygodniu pod zarzutem oszustwa swojej 82-letniej matki, Genevieve Boghici, żony zmarłego kolekcjonera sztuki i gangstera Jeana Boghici na około 724 milionów reali (142.42 miliona dolarów). Proceder trwał od dwóch lat, kiedy do Genevieve zwróciła się rzekoma wróżka z proroctwami o rychłej śmierci jej córki. Zrozpaczona matka nie wahając się oddała pokaźną sumę pieniędzy aby wróżka udaremniła zły los. Potem Sabine i jej wspólnik zaczęli przekonywać staruszkę, że pecha powodują znajdujące się w domu dzieła sztuki. Ostatecznie para wykradła prace popularnego brazylijskiego malarza Tarsili do Amaral, które policja wyceniła na 700 milionów reali (137.69 miliona dolarów). Jeden z obrazów znaleziono pod łóżkiem nieuczciwej córki (LINK).

Przychodzi facet do sklepu zoologicznego w Moskwie z niedźwiedziem brunatnym na smyczy i krzyczy na cały głos:

- Gdzie jest ten debil co dwa lata temu sprzedał mi chomika?!

Skoro weszliśmy w tematykę zwierząt - są psy pilnujące ale zdarzają się również pilnujące koty. Bandit, 20-funtowy (9.1 kg) kot, mieszkający ze swoim emerytowanym właścicielem Fredem Everittem na przedmieściach Tupelo w Belden usłyszał którejś nocy jak próbujących dostać się do domu włamywaczy. Wtedy zrobił wszystko, co mógł, aby ostrzec Everitta o niebezpieczeństwie: drapał, miałczał i ściągał ze swego pana kołdrę. W końcu właściciel obudził się i spłoszył rabusiów, którzy już nie powrócili. Kot cztery lata temu został adoptowany ze schroniska (LINK). 

W temacie przypomina się taki suchar:

Jaki ten mój pies jest głupi.. Dałem mu wczoraj do pyska 10 PLN i kazałem iść do kiosku po gazetę, a ten idiota ugotował mi obiad. 

Jeszcze o oszustwach i podróżach w czasie. Ktoś kto nazywa się Kim Windell Nocos twierdzi, że cofnął się w czasie o prawie 70 lat, aby ostrzec ludzkość przed nadchodzącą zagładą. Według Kima mieszkańcy Południowej Karoliny powinni przygotowywać się na najgorszy huragan w historii. We wpisie na Facebooku informuje jeszcze, że burza, która miała rozpocząć się 14 sierpnia miała spowodować spustoszenie w okolicy, sprowadzając śmierć na wiele istnień oraz miliardowe szkody (LINK).  

Dwaj Rosjanie jadą pociągiem transsyberyjskim. Wyszli na korytarz zapalić. Wywiązuje się rozmowa:
- O, zdrastwuj, Kuda jediesz?
- Ja jedu iz Maskwy w Nowysybirsk.
- O, charaszo. A ja jedu iz Nowosybirska w Maskwu.
I spokojnie palą dalej, patrząc w zamyśleniu przez okno. Po dłuższej chwili jeden z nich mówi z zachwytem w głosie:
- Wot, tiechnika!


W czasie cofa się też rodzina Andy'ego Warhola (dokładnie jego bratankowie) która planuje wystawić jesienią na aukcję dziesięć wczesnych obrazów malarza, z czasów gdy uczył się w szkole artystycznej. Szacunkowa wartość dzieł nie została jeszcze ujawniona podobnie jak i nazwa domu akcyjnego który zajmie się sprzedażą (LINK).


Kolejna sentymentalna podróż... Norah Shaw przeżyła dwie wojny światowe, dwie pandemie i 20 brytyjskich premierów... ale nigdy wcześniej nie dostała kanapek od nagiego kelnera. Aż do swoich 106 urodzin, kiedy Eddy Betteridge, lat 32, mający na sobie tylko fartuch i maskę na twarzy przyniósł jej sandwiche, bułeczki i kieliszek szampana. Był to prezent od  córki Gill Shaw (LINK).

Co było później nie napisano. Mogło być podobnie jak w tym dowcipie, kiedy babcia chciała przenocować w hotelu ale było tylko jedno miejsce w pokoju z 5 panami. Recepcjonista jednak pomyślał, że co oni takiej staruszce mogą zrobić i zakwaterował. 
Panowie wieczorem popili i zaczęli z babcią grać w zagadki. Oświadczyli, że jeśli babcia nie zgadnie to ją zgwałcą. 

Co to jest, małe w kropki i lata - brzmiało pytanie. Babcia jednak odpowiedziała: mucha. 

Mija kilka dni i zaniepokojony recepcjonista udaje się do pokoju panów i babci, bowiem od kilku dni nikt stamtąd nie wyszedł. Podgląda przez dziurkę od klucza i widzi taką oto scenę. Panowie klęczą wkoło babci i błagają: babciu, babciu powiedz że biedronka. A babcia na to: mucha! 

Drugie w klimacie owadów:

Idzie mamusia na spacerze z córeczka i mówi: zobacz dziecko, pająk je biedronkę.
- A co to jest dronka?  



Skoro było o TVN i dronce to musi być też i o Donku. A temu nie idzie, nerwowy jakiś a słupki stoją, w perspektywie kaftan i Tworki.

Jak powstała Francja?
- Gdy Rzymianie wypływali, żeby podbić Anglię, zostawili chorych i wariatów.


Kontynuując wątek niemiecki - Werner Herzog niedługo skończy 80 lat i przeobraża się w pisarza. Reżyser, znany z filmów o niedostosowanych ludziach napisał powieść o japońskim żołnierzu, który walczył w II wojnie światowej przez 29 lat po jej zakończeniu. Z okazji bliskiej premiery książki reżyser udzielił wywiadu. Opowiedział w nim m. in. o współpracy z Klausem Kinskim, swoich filmach a także o sobie (LINK). 

Miejmy nadzieję, że da się to czytać, w przeciwieństwie do książki Kinskiego, która może znudzić się nawet największym erotomanom...

Droga redakcjo, mój mąż ciągle to robi. Wraca z pracy i to robi, je i to robi, kładziemy się do łóżka on to robi, wstajemy on też to robi. Co robić?

P.S. Przepraszam za niewyraźny charakter pisma.            




Nie ma to jak udany związek. A takim jest zapewne ten, o którym teraz napiszemy. Była wokalistka grupy Cocteau Twins Elizabeth Fraser i partner - perkusista Damon Reece - wydali debiutancki mini-album ich nowego projektu Sun's  Signature. Niedawno zaprezentowano oficjalne audio do niego, które gra powyżej.


Simple Minds też wydali nowy album Direction of the Heart, pierwszy od Walk Between Worlds z 2018 roku. Płyta ukaże się już 21 października. Na razie można posłuchać singla Vision Thing z tego wydawnictwa w oficjalnym wideoklipie powyżej.  

Kilka newsów koncertowych. Rage Against the Machine ogłosili, że muszą odwołać planowane europejskie koncerty z powodu kontuzji nogi Zacka de la Rocha. Piosenkarz uszkodził kończynę podczas drugiego występu przełożonego z powodu pandemii tournee (LINK).   


Na jednej scenie zobaczyć twórców South Park - Trey Parkera i Matta Stona oraz rockowe zespoły Primus, Ween,  a także muzyków Rush: Geddy Lee i Alexa Lifesona  - to nie zdarza się codziennie. Ale to właśnie miało miejsce w zeszłym tygodniu podczas koncertów z okazji 25-lecia South Park w amfiteatrze Red Rocks w Kolorado.  

Skoro Rush to progrock a tutaj niespodzianka. W Poznaniu i Piekarach Śląskich wystąpi ARENA z okazji 25-lecia istnienia zespołu. Październikowa trasa promować będzie także ich nowy krążek zatytułowany The Theory of Molecular Inheritance, który ukaże się we wrześniu. ARENA to jedna z bardziej zasłużonych grup w promocji neo-progresywnego rocka. Zespół założony w 1995 roku przez perkusistę Micka Pointera (ex-Marillion) i klawiszowca Clive’a Nolana (Pendragon) szybko zyskał fanów, a ich albumy, m. in. The Visitor i Contagion na stałe wpisały się w kanon gatunku. Bilety TUTAJ.

Spotify uruchomiło nową stronę z biletami na koncerty, na której fani mogą kupować bilety bezpośrednio z serwisu streamingowego. Strona Spotify Tickets została uruchomiona 10 sierpnia. Ale to tylko test (LINK). 

I na koniec newsów koncertowych: w dniach od 27 do 28 sierpnia w czeskiej Pradze podczas XVII. Prague Gothic Treffen zagrają Kaelan Mikla, The Frozen Autumn, Christian Death, Minuit Machine, Wisborg, The Last Days of Jesus i Naturata Brutalismus. Informacje na temat biletów, cen i innych spraw organizacyjnych są TUTAJ.  

Gościom powyższego festiwalu z pewnością spodoba się kolejny news. Dla wielu ludzi nawiedzony dom to miejsce, którego należy unikać. Ale Charles Dickens przeciwnie, od 1859 roku  rozpoczął wręcz poszukiwania takiego miejsca. Jak szukał i czy znalazł można będzie się dowiedzieć oglądając wystawę na ten temat, która zostanie otwarta 5 października w domu  przy 48 Doughty Street, obecnie Muzeum Karola Dickensa - jej tytuł: Dickens, Ghosts and the Supernatural (LINK).

Ciekawe czy Dickens odwiedził Bydgoszcz?

Jaka jest najlepsza rzecz, którą można kupić w Bydgoszczy? 

Bilet do Torunia.  


Kończymy newsem ze świata nauki, bo tego nie może u nas zabraknąć, kochamy postępowe odkrycia służące światu. Jest pytanie, które spędza sen z powiek niektórym naukowcom: czy pająki śpią? 

Daniela Roessler i jej zespół zajęli się tym zagadnieniem po tym, jak odkryła pajęczyny i pająki w laboratoryjnych pojemnikach. Naukowcy nagrali reakcje pajęczaków i doszli na ich podstawie do wniosku, iż osiągają one stan podobny do snu REM, bo nogi pająków podczas ich snu drgały, a części ich oczu migotały (LINK). 

Nie musimy dodawać, że to pasjonujące odkrycie dokonane zostało w Niemczech... Dokładnie  na Universität Konstanz. Koszty pokryto z finansów UE...  

Zasłyszane na siłowni:

- Rano widziałem w piwnicy takiego byczego pająka, że bałem się mu przywalić, bo by oddał.

- A mówiłem Ci żebyś nie trzymał sterydów w piwnicy.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 14 sierpnia 2022

Ten album warto znać: Dreadful Shadows i ich debiut Estrangement, porcja solidnego gotyku

Zupełnie przypadkiem natknąłem się ostatnio na cover piosenki Tanity Tikaram - Twist In My Sobriety w wersji gotyckiej zespołu Dreadful Shadows. A ponieważ wykonanie było całkiem niezłe, postanowiłem sięgnąć do dość bogatej dyskografii niemieckiej kapeli. Ale może najpierw oficjalny teledysk do wspomnianego coveru:


Słychać w tym Xymox, Sisters of Mercy, nieco może wokalnie Marilyna Mansona. Ale klimat jest dość ciekawy. 

Zespół posiada, co dziś jest rzadkością, w miarę profesjonalną stronę www choć nieaktualizowaną prawdopodobnie z powodu zawieszenia jakiś czas temu działalności (obecnie znowu grają) (LINK).

Dowiadujemy się z niej, że Dreadful Shadows powstał w 1993 roku. Pierwszy skład to : Sven Friedrich (wokal, gitara akustyczna, keyboard), Reiko Jeschke (gitara), Frank Hofer (gitara), Jens Riediger (bas), Ron Thiele (perkusja, wokal). Po perturbacjach w składzie we wrześniu 1993 roku podpisali umowę z Sounds of Delight/SPV gdzie jesienią 1993 roku wydają omawiany dziś debiut. O ile dobrze policzyłem, mają na swoim koncie 6 albumów długogrających. 

Dzisiejsza płyta przypomina klimatami wiele zespołów, poza wspomnianymi na pewno słychać tutaj Dead Can Dance, chwilami w nieco ostrzejszych momentach przypomina się i wczesna LacrimosaThe 69 Eyes (ich album omawialiśmy TUTAJ) oraz Theatre of Tragedy (opisaliśmy ich doskonały album TUTAJ). Niemniej cały koktajl jest twórczy, a album wypada zupełnie interesująco, kilka piosenek wpada w ucho już po pierwszym przesłuchaniu.

Magiczne otwarcie - Resurrection jest wezwaniem ducha, wyrwaniem go z męki i rozkazem stawienia się. Po nim doskonały i okraszony smyczkami Over The Worst. 

Skończyłeś najgorsze

Cisza dookoła

Twoje marzenia legły w gruzach

Jak szklanka w twoich ustach 

Skończyłeś to co najgorsze 


Nie ma żadnego znaczenia

Co mówią ludzie

Jak uciekłeś stąd

Byłeś sam na swojej drodze

Skończyłeś najgorsze

Po samotnej walce

Nie wiesz, co jest po lewej co po prawej 

Ale daj spokój

Nadziei, że jest już za późno

Skończyłeś najgorsze...

Dead Can Wait jest bardziej dynamiczny, z analizy tekstu wynika, że to piosenka o kimś komu dano drugą szansę przed śmiercią. Być może chodzi o śmierć kliniczną? Still Alive  to piosenka o tym, że mimo iż życie nas boleśnie doświadcza, to ciągle trwamy. 

W świetle ognia w tym miejscu

Widziałem płonącą twarz

W ogniu pioruna

Widziałem swoją twarz, ale wciąż żyję

W świetle - ognia

Widziałem światło - w nocy 

W świetle - ognia

Widziałem swoją twarz 


Through The Mirror to smutna piosenka o samotności.. 

Jeśli chcesz mnie znaleźć

Spójrz na mnie po drugiej stronie lustra

Zobacz mnie siedzącego tutaj

Czekając na nadchodzący dzień

Przejdę przez lustro

By być z Tobą

Zadawaj mi nudne pytania

Odpowiem ci, ale mnie nie usłyszysz

Opowiadaj mi historie

Posłucham cię, 

Ale jestem daleko

Funeral Procession jest nastrojową balladą o własnej procesji pogrzebowej. Może brzmi naiwnie, ale każdego z nas to czeka... To jedna z najlepszych i najbardziej romantycznych piosenek - można powiedzieć moment kulminacyjny całego albumu... 

Zimna noc - mój oddech zamienia się w lód

Długa droga do tego świętego miejsca zaczyna się teraz

Jasny księżyc świeci nad drzewami

Nie czuję się dobrze, bo to ja umarłem 


Kondukt pogrzebowy

W moim umyśle kondukt pogrzebowy

To jest mój kondukt pogrzebowy

W moim umyśle jest kondukt pogrzebowy


Teraz jestem tam i widzę te szczęśliwe twarze

Jest tylko jedna dziewczyna, która płacze

Teraz mnie postrzega i przychodzi do mnie

Dotyka mojej twarzy, jej palce są zimne 


Kondukt pogrzebowy

W moim umyśle jest kondukt pogrzebowy

To jest mój kondukt pogrzebowy

W moim umyśle jest kondukt pogrzebowy


Dziewczyna w czarnej sukience zaczyna drżeć

Umiera w moich ramionach

A jej szeroko otwarte oczy wpatrują się w niebo

Gdy jej ciało powoli rozpada się na tysiące  kawałków 

A Sea Of Tears jest również spokojny, jakby stanowił przedłużenie poprzedniej piosenki. Zdaje się, że chodzi tutaj o podsumowanie nieudanego związku... To kolejna świetna kompozycja

Szedłem ulicami

Widziałem, widziałem tyle świateł

Widziałem tak wielu ludzi

Bez patrzenia w twarz

Chodź nad morze

Do morza łez

Poszedłem tam, gdzie nic innego się nie porusza

Poszedłem do morza smutku

Poszedłem tam, gdzie nic innego się porusza 

Poszedłem do morza łez

Była tam dziewczyna w białej sukience

Jej twarz wyglądała tak nieszczęśliwie

Czy była królową nocy?

Nie miała siły by płakać...

Do końca pozostały jeszcze 4 utwory: Dirge, Her Devotion, The Release, Estrangement/ Untitled. Pierwszy ma bardzo ciekawy symfoniczny wstęp, i przypomina nieco dokonania Sisters of Mercy. Kolejne są równie dobre jak reszta albumu, chyba najbardziej wyróżnia się spośród nich The Release.

Będziemy jeszcze sięgali po kolejne wydawnictwa Dreadful Shadows, w sam raz do słuchania na jesienne popołudnia...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Dreadful Shadows, Estrangement, Sounds of Delight/ SPV, 1993. Tracklista: Resurrection, Over The Worst, Dead Can Wait, Still Alive, Through The Mirror, Funeral Procession, A Sea Of Tears, Dirge, Her Devotion, The Release, Estrangement/ Untitled

 

sobota, 13 sierpnia 2022

Karl Bartos z Kraftwerk o współpracy z Bernardem Sumnerem i zagrożeniem jakim dla demokracji jest Mark Zuckerberg

W niedawnym wywiadzie dla The Guardian (TUTAJ) z Karlem Bartosem (Kraftwerk) muzyk i producent uchyla rąbka tajemnicy i krótko opowiada o czym jest jego książka, a w zasadzie pamiętnik opublikowany w lipcu i zatytułowany The Sound of the Machine: My Life in Kraftwerk and Beyond. Bartos szczerze i bardzo dokładnie opisał tam swoje życie, począwszy od najważniejszych momentów dzieciństwa poprzez lata nauki gry na perkusji w Konserwatorium Roberta Schumanna w Düsseldorfie, aż po współpracę z muzykami Kraftwerk: Ralfem Hütterem, Florianem Schneiderem (pisaliśmy o nim TUTAJ) i Wolfgangiem Flür - z którymi grał od 1974 do 1990 roku.

Zanim nadeszła Era Kraftwerk Bartos próbował chyba wszystkich gatunków muzycznych - od klasyki, przez volk, po muzykę pop i rock. Jego rodzice nie byli z tego zadowoleni. Gdy w wieku kilkunastu lat Karl zapowiedział rodzicom, że chce poświęcić swoje życie muzyce, jego ojciec zareagował atakiem furii, rozbijając mu jego gitarę akustyczną. Życie biegło, aż pewnego dnia otrzymał propozycję zagrania z Kraftwerk kilku koncertów. Już pierwszego dnia coś między nim a resztą składu zaiskrzyło i ostatecznie muzyk został przyjęty na stałe. Wejście Bartosa w skład Kraftwerk zbiegło się w czasie z wydaniem płyty Autobahn - często uważanej za wyznacznik nowoczesności w muzyce pop, z rytmem, którego puls rozciąga się w przyszłość. Wkrótce Bartos zaczął nie tylko grać ale i współtworzyć muzykę zespołu. Kolejne albumy Trans-Europe Express, The Man-Machine i Computer World (1977-1981) to nieskazitelna, niezrównana seria płyt, które stały się wzorem dla elektronicznego popu w ciągu następnej dekady. Bartos mówi, że misją Kraftwerk było inwestowanie technologii w ludzkość, aby uczynić ją wyraźną i widoczną - a to nie przypominało żadnej elektronicznej muzyki pop, którą się inspirowaliśmy. Po prostu traktowali sprzęt elektroniczny jak gitarę; inni grali piosenki w tradycji angielskiej muzyki pop. Ale Kraftwerk pozostał inny, ponieważ chcieliśmy uświadomić ludziom technologię.


Zespół nie tylko konsekwentnie wspinał się na szczyty kreatywności w studiu, ale jego dynamika przeniosła się na życie prywatne. Niektórzy nawet zamieszkali razem i organizowali coś, co Bartos opisuje jako legendarne uczty, nie wnikając w szczegóły.

Ich koncerty także były niesamowite, zważywszy, że sam sprzęt ważył w 1981 roku siedem ton. W 1982 roku ich The Model znalazł się na miejscu 1 w Wielkiej Brytanii. Byli u szczytu twórczego i komercyjnego szczytu, Computer World jak to napisał Bartos było najbardziej udaną próbą przetłumaczenia znaczenia metafory człowiek-maszyna na muzykę. Ale potem nastąpił regres. Kraftwerk przestał koncertować, na prawie dekadę muzycy zamknęli się w studio. Przespaliśmy lata 80. - orzekł Bartos - To naprawdę był dramatycznie duży błąd. Kolejny album, Electric Café z 1986 roku, był drastyczną zmianą. Problem zaczął się, gdy w studio znalazł się komputer - wyjaśniał Bartos. Komputer nie ma nic wspólnego z kreatywnością, to tylko narzędzie, ale zleciliśmy kreatywność komputerowi. Zapomnieliśmy o centrum tego, czym byliśmy. Straciliśmy zmysły fizyczne, przestaliśmy patrzeć sobie w oczy, tylko wpatrywaliśmy się w monitor. Myślałem wtedy, że innowacja i postęp są synonimami. Teraz już nie jestem tego taki pewien.

Na problemy konceptualne nałożyły się i inne sprawy. Spadło tempo pracy. Muzycy zajęli się sobą. Na przykład Hütter obsesyjnie zaczął jeździć na rowerze. Wypady rowerowe stały się dla niego priorytetem, a sesje studyjne zostały przesunięte z tego powodu na późne godziny wieczorne...  W dodatku zaczęli porównywać swoją twórczość z nagraniami wypuszczonymi przez inne zespoły. W rezultacie zaczęli regularnie chodzić do dyskotek, próbując  muzycznie gonić ducha czasu, zamiast go definiować. Kiedy usłyszeli Blue Monday New Order, byli pod takim wrażeniem, że odszukali inżyniera dźwięku, Michaela Johnsona, i polecieli do Wielkiej Brytanii, aby zmiksował ich Tour de France - singiel z 1983 roku - ale zdecydowali się nigdy nie wydawać tej wersji.

Wtedy zespół w zasadzie rozleciał się... Pierwszy odszedł Flür i zajął się produkcją mebli, potem już nie tak dramatycznie reszta muzyków. Chyba ostatni z projektem zerwał Bartos, ostatecznie w 1990 roku.

I wkrótce rozpoczął współpracę z Andym McCluskeyem z Orchestral Maneuvers in the Dark, a zaraz potem z Bernardem Sumnerem i jego pobocznym projektem Electronic, współtworzonym z Johnny Marrem. W latach 90 wydał jeszcze dwa albumy jako jako Elektric Music, a potem, w 2003 i 2013 dwie solowe płyty.

Po latach nie ma już w nim żalu, smutku z powodu takiego a nie innego końca Kraftwerku, Uwielbiałem bycie człowiekiem-maszyną” - mówi. Ale właśnie, straciliśmy to najważniejsze człowieka. Dopowiadając - pozostała maszyna, która zawiodła... 

O tym, jaki przemożny wpływ wywarł Kraftwerk na formy muzyczne kilku dekad można by pisać (i niektórzy piszą) tomy. My także wielokrotnie poruszaliśmy rozmaite wątki z nimi związane (LINK). Ich muzyka napędzała talent wielu zespołów, Joy Division na przykład miał zwyczaj słuchania ich Trans-Europe Express przed koncertami, o czym Karl Bartos dowiedział się dopiero - w co aż trudno uwierzyć - w tym roku, podczas wywiadu z Gary Ryanem (LINK). Było to dla niego wielkim zaskoczeniem: Bernard jest dla mnie prawdziwą bratnią duszą, ale nie powiedział mi, że Joy Division grał jakieś piosenki Kraftwerk, zanim wszedł na scenę. Nie czytałem o tym w  NME ! [śmieje się] Praca z Electronic mnie uratowała. Niedługo po tym, jak opuściłem Kraftwerk [Bernard] wysłał mi odręcznie napisany faks z prośbą o współpracę, co było pochlebne. Bernard i Johnny Marr przyszli do mojego studia w Düsseldorfie a ja zagrałem im na pianinie melodie Kraftwerk, które współtworzyłem i wiedzieliśmy, że możemy ze sobą współpracować.

Co dalej? Podobno muzyk od dwóch lat pracuje nad jakimś projektem. Sam. Nie sądzi, aby Kraftwerk odrodził się... Cóż, Florian zmarł i nikt już nie zechciałby pracować z Ralfem Hütterem. Tyle razy zawiódł moje zaufanie. Nigdy nie powiedziałbym nigdy, ale jeśli Kraftwerk nie zmieni się w dzisiejszym świecie, to nie ma to dla mnie sensu. Nie lubię nostalgii. Nie można tak po prostu stać i śpiewać „Computer Love” - Kraftwerk powinien zadać sobie pytanie: „Co dzieje się ze światem komputerów?”. Mieliśmy pomysł, że stanie się to utopią, ale teraz dotarliśmy do tej „utopii”, w Dolinie Krzemowej siedzi Mark Zuckerberg, który moim zdaniem jest niebezpieczeństwem dla demokracji. Żyjemy w czasach, które cechuje pośpiech i Kraftwerk powinien to odzwierciedlać (LINK). 

Książkę Karla Bartosa można kupić TUTAJ

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 12 sierpnia 2022

Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz. 46: Ian był rozgoryczony postawą Deborah - ostatnia sobota Iana Curtisa z Joy Division

 

Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1234567891011121314151617181920212223242526272829303132333435363738394041424344 i 45).

16.05.1980 Terry był po wizy i paszporty w Ambasadzie USA w Londynie. Wspomniał zespoły, które mają problemy z dostaniem wiz, wydawało mu się, że nic już im nie przeszkodzi. Siostra Iana pracowała wtedy w jednym z hoteli jako pokojówka i kelnerka. Rozmawiała z Ianem w piątek, ale był przygaszony. Życzyła mu udanego poniedziałku w trasie, ale zauważyła że nie jest trasą podekscytowany, co ją zdziwiło.


Annik z z kolei była w Egipcie i czuła się zmęczona. Było tam zbyt gorąco, wstawała o 4 rano żeby coś zwiedzić w ucieczce przed upałami. Czytała Idiotę - powieść Dostojewskiego i myślała o jej związku z Ianem za którym bardzo tęskniła. 17.05 miała wrócić do Londynu z Brukseli, wcześniej była w Plan K gdzie grali miedzy innymi jej przyjaciele z Digital Dance. Dzwoniła do Curtisa 3 razy, w sumie rozmawiali około godziny, we czwartek i piątek wieczorem i w sobotę rano z Plan K. Pierwszy i drugi telefon był do jego rodziców. Rozmawiali o normalnych sprawach, jej podróży, rozwodzie, planach. Ian był rozgoryczony postawą Deborah, dawał jej wszystko, dom, samochód zarobki, ale ona ciągle była niezadowolona. Nie pracowała. Ian zdawał się być załamany tą sytuacją, martwił się o dziecko. Annik pocieszała go, że w kolejne święta mogą być już razem, gdzieś daleko od tego wszystkiego, nawet od Joy Division. Umówili się że Annik zadzwoni w sobotę wieczorem, miał iść do dentysty bo złamał sobie zęba, Annik była pewna ze chciał też zobaczyć swoje dziecko. 

W sobotę wieczorem rozmawiali krótko bo znajdowała się w miejscu publicznym gdzie był tłok. Powiedział jej że chce zobaczyć Stroszka, że będzie w Macclesfield i że nie wie, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą. Zabrzmiało to bardzo dziwnie, bo umówili się na telefon na niedzielę u jego rodziców.

W sobotę 17.05. dostał papiery rozwodowe. Jego matka otworzyła list przypadkowo bo przyszedł na ich adres, ale zaadresowany był do Iana. Nie czytała go. Zaniosła mu, leżał w łóżku, po przeczytaniu powiedział, że musi pojechać do Macclesfield załatwić kilka spraw. 

Tak jak Annik, matka Iana widziała go ostatni raz na stacji. Zwykł wyglądać z pociągu i machać tak długo, jak nie zniknęła mu z oczu. Miał pojechać jeszcze do szpitala.


Istnieje prawdopodobieństwo że Ian dzwonił jeszcze do Genesisa P-Orridge'a (warto zobaczyć TUTAJ). Ian powiedział mu, że prędzej umrze niż poleci do USA. Genesis starał się skontaktować z ludźmi z otoczenia Curtisa. Rozmawiał z Jonem Savagem a ten obiecał skontaktować się z Robem Grettonem. Powiedział, że Ian zwykle gada takie rzeczy. Nie dzwonił na policję bo wiedział że oni nie zareagują. Rob był na weselu Micka Middlesa, nikt tego wieczoru nie był osiągalny bo to był ich ostatni wieczór w który mogli cieszyć się klimatem UK, przed odlotem w trasę do Ameryki.

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                 

czwartek, 11 sierpnia 2022

Twórczość Bartosza Kapronia: Obraz jest jedynie pretekstem

Przedwczoraj pokazaliśmy prace Andrzeja Dybowskiego (TUTAJ), więc skoro nasi czytelnicy mają je świeżo w pamięci, chcemy zademonstrować twórczość Bartosza Kapronia (ur. 1985 r.). Warto je zobaczyć bo obrazy Kapronia są utrzymane w tej samej konwencji co Dybowskiego, co więcej obaj pracowali przy tej samej grze, przy Layers od Fear. Opowiada ona historię malarza, który żył w XIX stuleciu. Tworzy on obraz, chce ukończyć swoje dzieło, ale czuje że pogrąża się w obłędzie... Gracz wraz z nim więc obserwuje coraz to bardziej zniekształcony świat. W efekcie powstałe ilustracje nie straszą potworami. Wystarczająco straszne stają się zmiany, jakie obserwuje malarz - a widz wraz z nim. Każda decyzja gracza pociąga za sobą trudne do przewidzenia skutki, choć gra w zamyśle twórców ma działać oczyszczająco, sprowadzać efekt Katharsis, uwalniać od strachu prowadzić do samoakceptacji i zrozumienia.

Taka koncepcja gry spowodowała powstanie interesującej dzieł plastycznych, szczegółowo nakreślonych wnętrz, wśród których znajduje się także przetworzony obraz Leonardo da Vinci Dama z Gronostajem. Obraz ten zdobi dom bohatera, jako jedno z wielu innych dzieł sztuki. W chwili załamania malarza dama z gronostajem nagle, na oczach gracza,  przemienia się w wizerunek damy ze szczurem... Proces przemiany możemy zobaczyć tutaj:







Artysta jest gruntownie wykształcony, ukończył Wydział Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, doświadczenie zdobywał również zagranicą m. in. na Wydziale Malarstwa w National College of Art and Design w Dublinie. Co rzadko się raczej zdarza wśród grafików komputerowych, tworzy także malarstwo tradycyjne. Ale z powodu tego, że jak sam mówi szybko się nudzi i nieustannie poszukuje czegoś nowego, ma w swoim portfolio prace malarskie, rysunki, grafiki i ilustracje. W 2019 roku powołał spółkę The Parasight, producenta gier wideo z segmentu AA+ która w 2021 roku zadebiutowała na rynku NewConnect. Jej celem była realizacja wysokiej klasy projektów i zdobycie pozycji lidera segmentu gier opartych o baśnie, mity i legendy. W pewnym sensie firma odniosła sukces, jej akcje nabył krótko po debiucie na rynku chiński potentat Tencent. W efekcie w tym roku spodziewana jest premiera kolejnej gry The Parasight, którą jest Blackstail, opowieść o młodej czarownicy o imieniu Yaga (LINK).  Także ta gra będzie w zamyśle jej twórców spełniać istotną rolę, taką samą jaką niegdyś baśnie i mity, którą Bartosz Kaproń wyjaśnił w wywiadzie następująco: Baśnie były mroczne z jednego, konkretnego powodu, aby ostrzec nas przed niebezpieczeństwem. Tam, gdzie jest dobro – czyha na nas również zło. Mało osób wie, że oryginalnie Baśnie braci Grimm zupełnie nie były skierowane do dzieci, zawierały zbyt wiele wątków przemocy oraz mrocznych elementów. My jesteśmy akurat wielkimi fanami ciekawej i ciężkiej, ale czasami też przewrotnej narracji idącej w parze z rozbudowaną rozgrywką (LINK).
 





Kaproń jak już wspomnieliśmy także maluje. Jego obrazy gościły już na wielu prestiżowych wystawach, ich lista jest TUTAJ. Ta wielowątkowość spowodowana jest  ciągłymi poszukiwaniami artysty. Tworzą one jak to on sam twierdzi: Kontekst – związek, łączność, zależność. Wszystkie leżą w centrum moich zainteresowań. Wszyscy mamy swoje wielkie opowieści, składające się z setek tysięcy momentów. Każdy obraz jest dla mnie taką „skończoną” gałęzią mojej opowieści – nigdy nie wiemy dlaczego tak i dlaczego nie inaczej – obraz jest absolutny, nie ma nic więcej do powiedzenia. Od tego momentu wkracza kontekst, którym jest nasza świadomość – to my tworzymy historię, to my jesteśmy „za siedmioma górami, za siedmioma lasami”,”czyli tam i z powrotem oraz Ja nie dam rady? Potrzymaj mi piwo…

Obraz jest jedynie pretekstem. Obrazy malowane tradycyjne diametralnie różnią się od cyfrowych. Nie ma w tym stwierdzeniu nic odkrywczego, ale porządkuje obie strefy twórczości. Artysta posługuje się szerokimi, ekspresyjnymi pociągnięciami pędzla oraz jaskrawymi zestawieniami barw. Emocje, które chce przenieść na widza czynią z jego figuralnych i bardzo kolorowych obrazów niemal abstrakcje, z naciskiem na niemal. Moglibyśmy jeszcze recenzować prace Bartosza Kapronia, rozpisywać się o występujących w nich wątkach stylistycznych wywodzących się z fowizmu czy koloryzmu ale chyba nie byłoby to interesujące dla naszych czytelników, zatem jeszcze tylko tradycyjnie zachęcamy od odwiedzania strony artysty: Strona internetowa: TUTAJ.  I czytajcie nas... wracamy jutro. 

środa, 10 sierpnia 2022

Kraftwerk 3D w Dolinie Charlotty - to trzeba zobaczyć, choć niekoniecznie w tym miejscu

6.08.2022 (sobota) w amfiteatrze w Dolinie Charlotty pod Słupskiem wystąpili Kraftwerk.  O znaczeniu zespołu w historii muzyki nie ma co wspominać, każdy kto zna się na muzyce zna ten zespół, choć z podstawowego składu został już tylko jeden artysta. Zespołu słucham od podstawówki, kiedyś z pirackich kaset magnetofonowych, bo w Polsce w tamtym czasie ciężko było z zakupem płyt.  

Plusy koncertu Kraftwerk to dwie godziny show, co biorąc pod uwagę fakt, że Ralf Hütter ma 78 lat musiało być dla muzyków wezwaniem. Niemniej wykonali wszystkie swoje największe hity. Tutaj drobna uwaga, mi osobiście zabrakło choćby jednej, jak nawet nie dwóch więcej piosenek z Trans Europe Express (opisaliśmy ten album TUTAJ), poza tytułową, którą zagrali. Myślę tutaj o Showroom Dummies czy The Hall of Mirrors. No ale nie można mieć  wszystkiego. Kraftwerk ma taki dorobek, że trudno byłoby w ciągu wielu godzin przedstawić wszystkie ich znakomite piosenki. Ale gdyby na przykład, podobnie jak inne zespoły, zaczęli grać na koncertach całe płyty, to myślę że wielu fanów by poszło, czy to na Trans Europe Express czy The Man Machine   

Koncepcja koncertu 3D, a efekty były powalające, polega na tym, że zespół porusza się (zwykle) w kolorystyce i stylistyce okładek płyt, z których pochodziły kolejne piosenki. No i do  tego  efekty... Tak też przelatują nam na nad głowami cyfry gdy zespół gra Computer World, czy odbywamy wirtualną podróż do stacji kosmicznej w Spacelab. Tutaj nad naszymi głowami przelatuje statek kosmiczny, w innej piosence latający spodek (z tego co mi wiadomo autorem grafiki jest sam Ralf Hütter). Autobahn z kolei to podróż po autostradzie, chwilami nawet siedzimy za kółkiem samochodu. Efekty 3D robią niesamowity show, do tego oprawa świateł i dwa ogromne monitory po bokach. W Neon Lights odbywamy zupełnie kosmiczną podróż wśród wirtualnych neonów do których dochodzi specjalny koncert świateł. Były też polskie akcenty, wiadomo madame Curie w Radioactivity, czy zaśpiewany po polsku utwór Pocket Calculator, przedostatni podczas show (z tego co pamiątam kiedy koncertowali w Polsce w latach 80-tych też śpiewali go w naszym języku). Świetnym trikiem było przerwanie wykonywania We Are The Robots i zejście ze sceny. Po czym powrót i rozpoczęcie od momentu ładowania baterii (choć w sieci jest informacja o kłopotach technicznych LINK). Moim zdaniem był to świadomy przerywnik pokazujący, że zespół świetnie się bawi, mimo późnej pory, bo koncert rozpoczął się o 23:00 (choć to pewnie było powodowane koniecznością uzyskania pełnej ciemności). A nawet jeśli nie - to i tak znakomicie to wyszło. 

I tym oto sposobem przechodzę do minusów. Późna godzina rozpoczęcia nie brała pod uwagę, że dojazd i powrót to w moim przypadku bagatela 12 godzin. Kolejny minus, jeśli jesteśmy przy organizacji - miejsce ma fatalną lokalizację, jest tam utrudniony dojazd, amfiteatr, powiedzmy sobie szczerze, wymaga już remontu, zwłaszcza ławki. Zamiast schodów mamy ubitą ziemię i wystające płyty betonowe, o które łatwo się potknąć. 

Jednak największy problem to publika, miałem wrażenie że chwilami przypadkowa. Siedziałem całkiem blisko sceny w Sektorze 2. Miejsc w Sektorze 1 już nie było kiedy dowiedziałem się o koncercie. Niestety Sektor 2 ulokowany jest wzdłuż przejścia co utrudnia odbiór, nagle bowiem okazuje się że całkiem sporo grupa z 5000 publiki chce się nachlać piwa, więc łażą to po piwo, później do WC, a w końcu po frytki. Ochrona za każdym razem świeci latarkami żeby zobaczyć kolor opaski umożliwiający wejście do sektora, co w pełnej ciemności strasznie rozprasza uwagę. W każdym razie ja podczas tych dwóch godzin nie wstałem ani razu. Stado kretynów siedzących za mną za to darło się kiedy Kraftwerk wykonywał trik z rozładowanymi bateriami (choć ponoć była awaria) kompletnie niczego nie rozumiejąc i krzycząc, że coś się zacięło. Chyba mogę śmiało stwierdzić że w Dolinie byłem dwa razy - pierwszy i ostatni. Aspekt powrotu do domu, kiedy 5 tysięcy ludzi idzie ulicami bo nie ma chodników pominę. Może czerpiący zyski z imprez w tym miejscu powinni też brać takie rzeczy pod uwagę? Koncert kończy się o 1 w nocy a kolejną godzinę tracimy żeby dostać się na drogę do Słupska... Przecież samo miejsce to nie wszystko.   

Mam tez jeden drobiazg do samego Kraftwerk. Być może z powodu praw autorskich nie pokazano ani razu byłych muzyków zespołu. Nieco dziwnie zatem wygląda sytuacja, kiedy w oprawie okładki albumu Man Machine widzimy muzyków z obecnego składu. Brakowało wspomnienia o Florianie Schneiderze, zmarłym całkiem niedawno (pisaliśmy o tym TUTAJ). Ale to drobiazgi, wobec tego co zaprezentowali.  

Reasumując - to był najlepszy koncert na jakim dotychczas byłem. Kraftwerk zawsze wyprzedzali epokę, i tak jest do dziś, bo pomysł koncertu 3D jest genialny. Każdy powinien to przeżyć osobiście, choć niekoniecznie w tym miejscu i przy tak głupiej publice.

Panowie wielki szacunek! 

Poniżej fotorelacja z kilkoma komentarzami. Na początek fotografia - sznur pojazdów i problemy z dojazdem, mimo faktu wyjazdu z domu na 5 godzin przed koncertem. 

Okulary 3D znajdują się w cenie biletu - staranny design z logiem zespołu

Organizatorzy twierdzą że było 5 tysięcy osób. Klimat przed koncertem był OK


Wasz reporter w okularach 3D

Chwila bezpośrednio przed rozpoczęciem występu 

Zaczynają od wstępu i Numbers - od razu cyferki latają przed oczami i nad głowami dzięki technice 3D!


Computer World!

Spacelab - odbywamy niesamowitą podróż w kosmos... To jeden z najbardziej odlotowych momentów całego show, zakończony przelotem rakiety kosmicznej nad głowami publiczności! Prawdziwy odlot!


Computer Word - znakomita wizualizacja



A teraz jedziemy autostradą podczas totalnie odlotowej podróży Autobahn - Ian Curtis z Joy Division, którego to była ukochana płyta, byłby zapewne zachwycony...



Computer Love - nostalgicznie i romantycznie...

Teraz już tylko The Model może zabrzmieć lepiej


No chyba, że Neon Lights - absolutny show świetlny połączony z 3D - niesamowita ilustracja tej pięknej piosenki



A tutaj wizualizacja do znakomitego Radioactivity 





Tak napromieniowani z pewnością byśmy wygrali Tour de France...




A później pora na podróż TEE... To ten moment kiedy znowu wspominam Joy Division - zagrzewali się tą piosenką przed występami.. 

I wtedy Kraftwerk rozładowały się baterie, choć część publiki nie zrozumiała o co tutaj chodziło 


Po naładowaniu We Are Robots 




Pocket Calculator w naszym języku

Music Non Stop... 


Kraftwerk to koncert XXII wieku. Nie wiem czy kiedykolwiek ktoś im dorówna!


Pora na dokupienie kilku płyt Kraftwerk, kasety magnetofonowe bowiem nie brzmią dobrze. O tym zapewne napiszemy wkrótce. Panowie - do zobaczenia podczas kolejnego koncertu w Polsce. Jesteście żywą legendą muzyki.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.