poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Isolations News 207: Zamalowano mural z Ianem Curtisem, the Buzzcocks i Cabaret Voltaire - nowy album, Bauhaus live, koncert ku czci Taylora Hawkinsa, demo piosenki Lou Reeda, film o Jarocinie '84, na tropie Nord Stream 3, rteć, Krajowy Dzień Wróżki Zębuszki i inne choroby umysłowe

Zniszczono mural z wokalistą Joy Division, który został umieszczony w 2020 roku z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego na szczycie budynku przy Port Street w Manchasterze przez lokalnego artystę Akse P19. Na portrecie Iana namalowano grafikę promocyjną nowego albumu miejscowego rapera, Aitcha Close to Home. Wszyscy byli tym faktem oburzeni, sam raper także. Stwierdził na Twitterze, że nic o tym nie wiedział, przeprasza i obiecuje przywrócenie malowidła z Ianem Curtisem (LINK). Wydaje się, że całe to wydarzenie było zaplanowaną akcją promocyjną rzeczonego albumu, na który niewiele osób zwróciłaby uwagę, a nic tak nie promuje jak nazwisko Iana Curtisa

Co o tym myślimy nie napiszemy, bo mogą nas czytać nieletni (LINK). 

Koncertowali z nimi Joy Division - the Buzzcocks 23 września wydadzą nowy album. Jego tytuł to Sonics In The Soul. Płyta została nagrana w Studio 7 w Londynie. To pierwszy album zespołu od czasu śmierci wokalisty Pete'a Shelleya, promuje go od dłuższego czasu powyższy klip. 


Oni też grali z zespołem Iana Curtisa, i też niedawno stracili jednego z muzyków. Mowa o Cabaret Voltaire, którego współzałożyciel Stephen Mallinder, wydał nowy singiel Shock To The Body, który jest dostępny nakładem Dais Records. Jest to utwór z najnowszego albumu muzyka, który już można kupić TUTAJ


W temacie kabaretów, bo padło to słowo. Nie wiemy czy powyższy news to fake, niemniej nawet jeśli, to jest tak rzeczywisty, że trudno stwierdzić. Oni są znakomicie dopasowani - Szczerba i Joński, jeden długi, drugi wąski.


A tutaj Rafał Czajkowski który wylewał hektolitry gówna do Wisły. Ale to było przecież jak najbardziej ekogówno.


Jeśli już weszliśmy na pole ekspozytury Niemiec w Polsce to mamy jeszcze taki mem.


A co tam Panie u ich mocodawców zza obrtęciowanej Odry?

Pracują w poecie czoła, żeby zima była lżejsza.


Do zimy przygotowują się też najwięksi sojusznicy Niemców, i będzie to jak najbardziej zima patriotyczna. 

Jak widać jednak po prezentowanych rozmiarach bielizny patriotycznej, nie pomyślano o osobach rozmiaru Kim Kardashian. Niedobrze...


W temacie newsów z d##y - jak mawiał klasyk, taki mamy klimat. Czekamy zatem, kiedy panowie wrócą do hasła głoszonego za komuny przez Owsiaka. Uwolnić słonia! 

Przychodzi facet do sklepu z bielizną.

- Chciałbym kupić żonie jakiś biustonosz na prezent, ale nie znam rozmiaru.

- To nie problem. Jakiej wielkości biust ma żona? Jak melony?

- Nie, mniejszy.

- Jak pomarańcze?

- Nie, jeszcze mniejszy.

- To może jak jajka?

- O tak, dokładnie! Jak jajka! Sadzone... 

W temacie chorób, również umysłowych. Powstała nowa linia lalek Barbie: Ken z bielactwem i różne odmiany Barbie: z protezą kończyny, z aparatami słuchowymi i na wózku inwalidzkim (LINK). Czekamy na Barbie z prostatą i instrukcją masażu. 

Wybierają się dwaj panowie po pięćdziesiątce do restauracji. Jeden pyta drugiego:

- Do jakiej restauracji pójdziemy?

- Może do Jelenia? Tam są bardzo ładne kobiety z jędrnymi piersiami.

Zatem poszli. Dziesięć lat później, znowu zastanawiają się, do jakiej restauracji pójdą:

- To gdzie teraz pójdziemy?

- Może do Jelenia? Tam zawsze jest dobre jedzenie.

No to poszli. Mają wreszcie siedemdziesiąt lat. Znowu rozmyślają, gdzie pójść.

- No to może pójdziemy do Jelenia?

- A dlaczego?

- Bo tam mają duże telewizory, więc dobrze widać napisy.

Minęło następne dziesięć lat. Panowie maja już po osiemdziesiąt lat i znowu się zastanawiają.

- Wiesz, może pójdziemy do Jelenia?

- A to niby czemu?

- No bo wiesz... Mają tam wjazd dla wózków inwalidzkich.

Więc poszli. Jako dziewięćdziesięciolatkowie gdybają, gdzie by tu pójść.

- Może do Jelenia?

- Czemu do Jelenia?

- A bo tam jeszcze nie byliśmy...  


Ci panowie chyba jeszcze pamiętają gdzie byli, a gdzie nie. W Academy Brixton w Londynie 19 sierpnia wystąpił Bauhaus, od poniedziałku można go będzie zobaczyć w kilku miastach Europy a następnie na terenie USA i Kanady. Bilety TUTAJ.


Z kolei Dave Haslam aktywnie promuje swoją ostatnią książkę na spotkaniach autorskich oraz występuje jako DJ, głównie na terenie Wielkiej Brytanii i raz w Paryżu

Porządek spotkań znajduje się na jego stronie LINK.


Foo Fighters ogłasza szczegóły dotyczące transmisji koncertu ku czci zmarłego Taylora Hawkinsa z londyńskiego stadionu Wembley. Koncert będzie dostępny na kanałach Paramount+, Pluto TV i YouTube MTV od 8:30 czasu PST. Będzie on również dostępny do oglądania na tych samych platformach, a specjalne edycje koncertu będą emitowane w czasie największej oglądalności w kanałach telewizyjnych i kablowych Paramount, w tym CBS i MTV

Zespół ujawnił również, że sprzedaż gadżetów i biletów będzie wspierana przez Music Support i MusiCares. Oprócz Foo Fighters wystąpi także cała plejada muzyków, będzie można obejrzeć występy: Travisa Barkera (Blink-182), Martina Chambersa (The Pretenders), Josha Freese'a, Violet Grohl, Justina Hawkinsa (The Darkness), Shane'a Hawkinsa, Jamesa Ganga, Briana Johnsona (AC/ DC), Kesha, Luke Spiller (The Struts) i Larsa Ulricha (Metallica), Nandi Bushell, Chris Chaney (Jane's Addiction / NHC), Stewart Copeland (The Police), Liam Gallagher, Omar Hakim, Joshua Homme (Queens of the Stone Age), Chrissie Hynde (The Pretenders), Alain Johannes, John Paul Jones (Led Zeppelin), Geddy Lee (Rush), Alex Lifeson (Rush), Brian May (Queen), Krist Novoselic (Nirvana) (LINK).


Powstaje też film o Jarocinie '84. Twórcy publikują zdjęcia osób które poszukują i proszą o relacje, o kontakt z osobami które tam wtedy były (LINK). My tam byliśmy, co opisaliśmy TUTAJ.   

Skoro sięgamy do prehistorii - 16 sierpnia ukazała się wersja demo piosenki Lou Reeda Men Of Good Fortune z 1965 roku. Jest to trzeci utwór zapowiadający wydawnictwo kolekcji archiwalnych nagrań zatytułowane Words & Music, may 1965, którego premiera zaplanowana jest na 26 sierpnia na stronie Light In The Attic, w dniu 80. urodzin Lou Reeda. Forma demo Men Of Good Fortune składa się z wcześniejszej wersji tekstu i kompozycji.  


I jeszcze prehistoria - Disney zaprezentował zwiastun serialu Willow, opartego na kultowym filmie Rona Howarda z 1988 roku (opisaliśmy go TUTAJ). Produkcja zadebiutuje na platformie Disney+ 30 listopada. Akcja serialu będzie toczyła się 20 lat po zakończeniu filmu. Tytułowy, władający magicznymi mocami bohater, za namową nowych towarzyszy, po raz kolejny będzie musiał walczyć ze złem. Zobaczymy.


W filmie nie brakuje wróżek i czarów. A dziś, 22 sierpnia to w USA Krajowy Dzień Wróżki Zębuszki. Jak wynika z badań 79% dzieci w USA od 6 do 12 lat wierzy w jej istnienie. W rezultacie rodzice zostawiają na poduszce swoich pociech średnio 5 dolarów za ząb. Nie jest to kwota wygórowana, nawet gdyby musieli zapłacić za wszystkie mleczaki na raz (LINK). 

Przychodzi staruszka z jednym zębem do kościoła wyspowiadać się. Wylicza grzechy i mówi do księdza:

- Za to muszę iść do piekła.

Na to ksiądz:

- Nie pójdzie pani, bo w piekle jest płacz i zgrzytanie zębów.


Skoro już doszliśmy do tematu babć - po Gambii krążą oszalałe na punkcie seksu brytyjskie  babcie i szukają młodych kochanków. Abubacarr S. Camara, dyrektor Rady Turystyki Gambii zaapelował o powstrzymanie seniorek przed takim rodzajem turystyki, bo obniża to reputację jego kraju i odstrasza innych turystów (LINK). Ciekawe czy babcie latają z cyckami na wierzchu, albo chociaż mają amalgamatowe plomby z rtęcią?  

Pora na jeszcze jedno dziwactwo - w Nowym Yorku otwarto restaurację, w której podaje się dania inspirowane kocią karmą. Można i tak, ale czy nie prościej aby smakosze skorzystali z oryginalnej karmy? W końcu co oryginał to nie podróba. Zwłaszcza ze nowa restauracja zostanie otwarta pod patronatem Fancy Feast, najpopularniejszej w USA marki  mokrych karm dla kotów. Jej nazwa to Gatto Bianco by Fancy Feast (LINK).

Jak będziesz grzeczny to coś dostaniesz.

- Do kogo pan to mówi? - pyta pacjent lekarza tuż przed operacją.

- Do tego kota, który siedzi pod stołem.  


Na koniec hit. Pojawił się kolejny Podróżnik w Czasie. Tym razem pochodzi aż z roku 2906. I zapowiada: że w najbliższych 5 miesiącach  niektórzy ludzie otrzymają supermoce od przedstawicieli cywilizacji pozaziemskiej, że prezydent USA Joe Biden opuści urząd w tym roku, że objawi się nowa pandemia wywołana tym razem przez świnię zombi która ucieknie z laboratorium, że okryjemy podziemny inny świat... Wszystko to ma wydarzyć się między październikiem a styczniem. Szkoda, że nie przywiózł numerów totolotka (LINK). 

Nie ma też nic o kolejnych kataklizmach po braku cukru, węgla, prądu, galopującej inflacji, uchodźcach, rtęci, które już napotkały nasz kraj... 

Idzie facet brzegiem Odry.

Widzi faceta klęczącego i pijącego wodę z rzeki.

Spacerowicz woła:

- Co pan robi? Niech pan nie pije! Otruje się pan, chemikalia i odpady!

- Was? Ich verstehe nicht!

- Powoli, bo zimna.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   


niedziela, 21 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.10: Nagrywając Unknown Pleasures

 



Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ, dziewiątą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumnera skupia się głównie na nagrywaniu Unknown Pleasures, w kwietniu 1979 roku. Zespół wszedł do Strawberry Studios w Stockport na 3 weekendy - jeden na nagranie piosenek, drugi na nagranie efektów specjalnych i trzeci na miksowanie. 

Nie znali wcześniej Hannetta, nie mieli pojęcia o procesie miksowania, w jego wyobrażeniach wszystko miało polegać tylko na nagraniu. To akurat było dość proste, bowiem mieli zgrany repertuar, piosenki były dopracowane podczas występów na żywo, miały swoje tempo i rytm. Jak się jednak okazało, Hannett z nieznanych im bliżej powodów poszukiwał nowych brzmień, a to w tamtych czasach nie było łatwe. Od momentu kiedy pierwszy raz usłyszeli piosenki zespół i osoby z otoczenia podzieliły się na dwa obozy. Hooky i Bernard nie lubili albumu. Wydawało im się, że Martin obdarł ich z pazura jaki mieli grając live. Bernard zwraca uwagę, żeby posłuchać jak brzmiało Transmission zagrane kilka miesięcy później w Plan K  i porównać to z brzmieniem Unknown Pleasures. Steven nie miał zdania, choć Bernard uważa, że to jak słychać jego perkusję na albumie kompletnie nie oddaje rzeczywistości. Inna sprawa, że akustyka studia w Stockport była taka, jakby instrumenty grały w próżni, co zwłaszcza fatalnie odbijało się na dźwięku perkusji, która raczej nadawała się do muzyki disco a nie na album rockowy. Dlatego Sumner uważa, ze dobrze iż Martin pracował nad jej brzmieniem. 

Muzycy ufali Hannettowi, bo ten miał na koncie jeden hitowy singiel i debiut the Buzzcocks. Również Tony i Ian uwielbiali Unknown Pleasures, a miedzy Curtisem a Hannettem powstała unikalna więź. Bernard w końcu uznał, że nie ma co się kłócić, zaakceptował album jakim był. Kilka miesięcy przed nagrywaniem jego ojczym wylądował w szpitalu. Miał nowotwór, a ponieważ jego niepełnosprawna matka i niewidoma babcia nie były w stanie go odwiedzać, obowiązek ten spadł na niego. Sumner więc bardzo przeżywał wizyty w szpitalu, bo ojczym był cały czas na morfinie. W końcu zmarł na jego oczach, gdy w sali nikogo więcej poza nimi nie było, co było dla młodego chłopaka dość traumatycznym przeżyciem.


Ciekawe jest to, że w rozdziale Sumner nie wspomina o kłopotliwym charakterze Hannetta. Nie potwierdzają się wspomnienia innych muzyków, czy sceny z 24 Hour Party People. Wręcz przeciwnie, Sumner przytacza scenę, kiedy przypadkiem rozlał piwo na swój wzmacniacz, a Hannett zaproponował ściągnięcie do studia kolegi - naukowca który naprawił wzmacniacz.


Bardzo dużą rolę w powstaniu płyty miał też Peter Saville. Sumner potwierdza, że to on znalazł obrazek z pulsarem na okładkę płyty (warto zobaczyć TUTAJ) a Saville go odwrócił kolorystycznie i zmniejszył. Bardzo pozytywnie wypowiada się o ich grafiku, wspomina scenę gdy pojawił się na Heathrow chwilę przed ich odlotem żeby pokazać im projekt okładki Brotherhood New Order

Sumner jednoznacznie odrzuca twierdzenia, że po śmierci Curtisa zaczęli zarabiać na jego śmierci zmieniając wizję okładki LWTUA i wrzucając odpowiedni obraz na Closer. Twierdzi, że obie okładki zaakceptował Ian Curtis, a pomówienia są niesprawiedliwe. 

W rozdziale pojawia się też pierwsza informacja o różnicach miedzy Sumnerem a Hookiem. Sumner uważa, że Hooky zawsze miał w głowie jakąś dziwną rywalizację między nimi. Nigdy w Joy Division nie robili sobie uwag na temat swojej gry. Traktowali się na równi. Hooky natomiast miał coś w tyle głowy i zaostrzał rywalizację. Tak było na przykład podczas koncertów New Order kiedy jego wzmacniacz, o największej mocy, musiał grać najgłośniej.

Więcej na temat Unknown Pleasures pisaliśmy TUTAJ

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                  

sobota, 20 sierpnia 2022

Nostalgiczna fotografia uliczna Paula Borga Oliviera

Paul Borg Olivier (ur. 1969 r.) jest z zawodu prawnikiem i obecnie prowadzi prywatną praktykę prawniczą na Malcie. Specjalizuje się w prawie handlowym i prawie spółek, prawie cywilnym, konstytucyjnym i administracyjnym. Jest adwokatem czynnym od 1996 roku. Jest także politykiem, jakiś czas temu pełnił funkcję sekretarza generalnego miejscowej Partit Nazzjonalista. Był dyrektorem generalnym Media.Link Communications Limited (2008-2013). Poza tym był burmistrzem Valletty, stolicy Malty. Sporo jak na jednego człowieka. Przy takich obowiązkach trzeba mieć jakąś pasję. I Paul Borg taką ma. Od 2013 roku zajmuje się fotografią. I to całkiem udanie. W 2015 roku jego zdjęcie uhonorowano pierwszą nagrodę w konkursie I Shot it Competition, wybierając je spośród 900 innych, zgłoszonych przez twórców z całego świata.


Borg głównie zajmuje się fotografią uliczną. Robi czarno-białe zdjęcia, którymi utrwala piękno swojego miasta. Dostrzega historię metropolii, sięgającą czasów, gdy Malta była siedzibą zakonu rycerskiego Joannitów, wyspą-twierdzą u bram Europy, na granicy świata muzułmańskiego, przepełnioną cennymi pamiątkami przeszłości, wśród których najbardziej znane są malowidła Caravaggia w miejscowej konkatedrze, jedyne jakie podpisał... I historię współczesną, z okresu zimnej wojny i najnowszej. Borg rejestruje wszystko, bo jak mówi: Zawsze kierował się filozofią, że oczy są jego aparatem, a jego aparat pamięcią (LINK).





I takie są właśnie jego zdjęcia. Widać na nich emocjonalną więź z jego miastem, w którym przeplata się teraźniejszość i historia. Jej częścią są ludzie, którzy traktowani są tak samo jak inne elementy miejskiego krajobrazu. Żyją chyba tylko po to, aby nie opustoszały miejskie mury. Mieszkańcy wypełniają swoje funkcje, od wieków te same... Są jak trybiki w maszynie dziejów. Tak samo jak i bohater dzisiejszego postu. On również wykonuje nałożone na niego zadania. I może dlatego preferuje czarno-białą fotografię, która pozostawia mocniejsze wrażenie i przybliża fotografowany obiekt widzowi.







Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 19 sierpnia 2022

Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz. 47: Atmosfera po samobójstwie Iana Curtisa

 

Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445 i 46).

Ostatni (poza suplementem) rozdział książki dotyczy klimatu po samobójstwie Iana Curtisa. Genesis-P'Orridge myślał, że był ostatnim który rozmawiał z Curtisem, jednak zdaje się, że osobą tą była Deborah, która odwiedziła go późnym popołudniem w Macclesfield. W każdym razie został sam. Bardzo interesujący fragment tego rozdziału stanowią wspomnienia sąsiada Curtisów Kevina Wooda, który widział najpierw jak Ian kilka razy wychodził w sobotę po południu, a później jak Deborah przyjechała około 11-11:30 do domu, w niedzielne przedpołudnie. 

Zawsze zabierała córkę ze sobą, tym razem jednak zostawiła dziecko w samochodzie. Kiedy wybiegła z domu z krzykiem zorientował się, że coś się stało. Myślał, że może Ian ma atak i ona nie potrafi sobie z tym pomóc. Pobiegł więc do ich domu o zobaczył co się stało, butelki po alkoholu stały na stole w kuchni, Ian klęczał przy suszarce i miał sznur na szyi. Był pewny że nie żyje. Postanowił go odciąć, wziął nóż z suszarki do naczyń i to zrobił, ale Ian nawet się nie poruszył.


Pobiegł do domu i zadzwonił po karetkę i policję. Pielęgniarz chwycił ciało Curtisa pod ramię i stwierdził, że zaszły już zmiany pośmiertne. Wkrótce też przyjechali rodzice Deborah. Wood wspomina, że te sceny wracają do niego za każdym razem kiedy słyszy LWTUA.

Rodzina Iana przeżyła śmierć syna i bardzo głęboko. Ojciec rozchorował się, zmarł kilkanaście lat później na raka. Annik dowiedziała się o śmierci Curtisa dzwoniąc do ojca Iana. Później zadzwoniła do Roba Grettona, ale ten nie chciał w to uwierzyć. Sadził ze to jakiś ponury żart, po czasie jednak oddzwonił do Annik i potwierdził. 

Annik przybyła do Macclesfield i mieszkała w domku Tony i Lindsay w tym samym pokoju co kilka tygodni wcześniej Ian. Mimo, że Deoborah wcześniej nie wyraziła zgody, Tony uprosił ją, żeby Annik mogła pożegnać się z Ianem w kostnicy. Zanim jednak to nastąpiło, poszła na spacer na łąki, gdzie kiedyś chodzili razem. Tam zobaczyła światło i uważała to za znak od niego, że z nim wszystko teraz jest OK, że przestał się już męczyć. W kostnicy wyglądał jakby był z wosku, to było tylko jego ciało, Iana już w nim nie było.

Członkowie Joy Division nie odwiedzili Curtisa w kostnicy, byli natomiast na pogrzebie, choć ukryli samochody. Nie byli tam mile widziani. Kremacja odbyła się 23.05.1980. Lindsay najbardziej (poza rodziną) przeżyła jego śmierć. Płakała po nim bardzo długo i kiedy odwiedził ją Hooky, ten miał stwierdzić, że dziwne iż wcale go nie znała. 

Annik opuściła Manchester w dniu pogrzebu, Tony kupił jej bilet samolotowy na nazwisko Annik Curtis. Tony uważał, że śmierć Curtisa była z jego strony aktem rozwiązania problemów, nie tylko swoich ale i otoczenia. Inni z kolei uważali, że Ian pisał bardzo dojrzałe teksty, tak jakby był o wiele starszy i w pewien psychiczny sposób swoje życie już przeżył, mimo że miał tylko 23 lata.

Zwróćmy uwagę, że w książce Annik nie wspomina o pewnych faktach, które później rozpowiadał Wilson. Nie twierdzi, że słuchała w ich domu płyt Joy Division i płakała, oraz że Ian miał na szyi naszyjnik, który założył mu Alan Erasmus celem ukrycia śladów po sznurze. 

Faktem natomiast jest, że po południu 23.05. w Factory odbyła się impreza. Oglądano film The Great Rock and Roll Swindle, panowała dziwna atmosfera - jakby chciano celowo ukryć żałobę. 

Dwa miesiące później odbył się pierwszy występ New Order. Nikt jednak nie zajął centralnego miejsca gdzie stał Ian Curtis. W repertuarze mieli utwory instrumentalne, i tylko dwa z repertuaru dawnego zespołu.


Śledztwo odbyło się w czerwcu, policja  wypytywała Wooda, dlaczego odciął ciało Curtisa, skoro ten był martwy. Okazało się też, że koperta pozostawiona przez wokalistę Joy Division to nie był list pożegnalny, tylko list do żony, w którym pisał, że po powrocie z USA chciałby z nią wrócić do bycia normalną rodziną. 

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 18 sierpnia 2022

Glen Martin Taylor: swoista forma japońskiego Kintsugi - wiele moich artystycznych kreacji dotyczy tematu zranień

Artysta Glen Martin Taylor (ur. 1957) z Ohio w USA tworzy ciekawe rzeźby z kawałków porcelany, które łączy przy pomocy drutu kolczastego, nożyczek, noży, łańcuchów a także kawałków starych gazet, papieru i blachy. Połączenie delikatnej, kruchej porcelany z czymś tak brutalnym jak zardzewiały drut kolczasty wywołuje bolesne skojarzenia. 










Wielu krytyków a także czasem sam artysta uważa, że powstałe prace są dowcipne. Że są swoistym żartem.  Taylor nawet powołuje się na Kintsugi, japońska formę sztuki, polegającą na takiej naprawianie potłuczonej ceramiki aby rezultat reparacji był widoczny. Jednak nie wydaje się nam aby to co proponuje realizowało te założenia. Zresztą przeczą temu działania artysty, który celowo rozbił na kawałki przechowywaną na strychu porcelanę, z którą emocjonalnie związana była jego zmarła matka… Wydaje się więc, że on także nie traktuje jednak swojej twórczości w kategoriach żartu, niezależnie od deklaracji. Tłuczenie pamiątek rodzinnych i łączenie ich następnie w całość drutem kolczastym, który przecież rani, wynika chyba z przeżywanego smutku a może i wewnętrznej rozpaczy. W jednej z wypowiedzi Taylor zauważył, że rozbite kawałki porcelany symbolizują niedoskonałość. Czy niedoskonałość jest śmieszna? Raczej nie…





Dla nas urodzonych i wychowanych po drugiej stronie globu, na terenach gdzie walec historii przetaczał się nie raz niszcząc tak samo kruchą porcelanę jak i solidniejsze wytwory ludzkiej wyobraźni, połączenie drutu kolczastego z czymkolwiek budzi skojarzenia dalekie od zabawnych. Kiedy Taylor zdobywa się na szczerość sam przyznaje się do poważnego i nawet smutnego sensu wykonywanych rzeźb, jak wyjaśnia: Wiele moich artystycznych kreacji dotyczy tematu zranień. Nikt nie przechodzi przez życie bez blizn. Wizualizując manifestację moich wewnętrznych zranień mogę się uzdrowić. Jeśli to pomaga komuś innemu, pomaga w ten sposób zamknąć krąg uzdrawiania. Moje prace opowiadają o tym, jak jesteśmy niedoskonali. Wiele rzeczy wokół nas wydaje się być zawiłych i bezsensownych, ale być może sztuka może pomóc nam nadać sens naszemu życiu, odnaleźć pełnię w naszych zranieniach i wybaczyć sobie, bo po prostu jesteśmy ludźmi (LINK).  Słowa artysty świadczą o tym, że doskonale rozumie to co robi. Z tym, że on aby osiągnąć stan Katharsis sam niszczy rodzinne pamiątki. W naszym środowisku zbieramy szczątki przedmiotów, które zniszczył nam ktoś inny i próbujemy odnaleźć w nich na nowo dawny kształt. Dokładnie tak, jak zaleca sztuka Kintsugi rekonstrukcja pozostaje widoczna, bo traumatycznych przeżyć nie da się usunąć z pamięci. Pozostają niczym kolczasty drut… Wśród prac, które można uznać za typowy przykład tego typu rzeźb jest rekonstrukcja zabytkowego krucyfiksu z XVII wieku w kościele św. Marcina w Warszawie, którego znaczna część spaliła się podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Po wojnie brakującą partię odtworzono z drutu. Projektantka, którą była Alma Skrzydlewska uznała, że w ten sposób dzieło będzie już zawsze przypominać o barbarzyństwie wojny. 

Na obrzeżach Europy trwa wojna. Po niej także pozostanie mnóstwo strzaskanej porcelany. I jeszcze więcej blizn. Czy sztuka, które potem powstanie - uleczy?

Na koniec tradycyjnie zapraszamy do śledzenia twórczości Glena Taylora (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 17 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.9: Pierwszy atak epilepsji Iana Curtisa

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ.

Rozdział 8 książki Bernarda Sumnera nosi tytuł Cold Winds Blowing i dotyczy dość trudnych perypetii związanych z  nagrywaniem w 1978 roku debiutu Warsaw

Ian Curtis poznał człowieka o nazwisku Richard Searling, który chciał wydać płytę z muzyką punk, bo uważał że jest na nią moda. Po wydaniu An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ) członkowie Warsaw nie spodziewali się że coś może pójść równie źle, a jednak tak się stało. Wynikało to z faktu, że Searling był zainteresowany tylko i wyłącznie robieniem pieniędzy. Narzucał im styl, chciał żeby wokale Iana brzmiały bardziej soulowo, żeby zespół nagrał materiał w jeden dzień, mieli dodać albo saksofon albo keyboard, poza tym był nerwowy bo płacił za wynajem studia. Po jednym dniu pracy Curtis oznajmił, że już nie wróci do studia. Jednak Sumner go namówił do zmiany zdania. Kolejnego dnia facet zapytał ich jaki rodzaj muzyki lubią, powiedzieli że Kraftwerk i Donnę Summer. Chciał żeby nagrali cover Keep on Keepin on, ale odmówili i nagrali swoją podobną piosenkę i tak powstało Interzone, do którego tekst napisał Hooky.


Cała ta sesja to była katastrofa i Rob postanowił odkupić taśmy, jednak facet od miksów zrobił kopie i te ukazały się na bootlegu. Postanowili od wtedy być bardziej ostrożni i nie działać bez menadżera, podpisali też kontrakt z Factory i na święta 1978 roku ukazał  się A Factroy Sample (warto zobaczyć TUTAJ). 

Nagrali wtedy Digital i Glass dla studia Martina Rushnetta ale nie wydali ich więc przekazali do Hannetta taśmy, a ten je zmiksował. 27.12 zagrali w The Hope and Anhor w Londynie, to był ich pierwszy koncert w stolicy. To był fatalny koncert, obserwował go jeden człowiek z psem. Wszyscy przed koncertem byli w kiepskich nastrojach. Ian był marudny, było zimno nawet jedzenie w pubie było kiepskie.


Kiedy wracali do domu Bernard czuł się fatalnie bo miał grypę. Pokłócili się wtedy z Ianem o śpiwór który Curtis w końcu wyrwał mu z rąk i zawinął sobie wkoło głowy. Wtedy dostał ataku. Położyli go na drodze a później zawieźli do szpitala w Luton. Tam dowiedzieli się że ma padaczkę. Wracali w milczeniu do domu, nikt się nie odzywał, Curtis dostał bardzo mocne leki. Te leki go zmieniły miewał wahania nastrojów. Ale nie był ponurym człowiekiem, zawsze potrafił świetnie żartować. Jeden z dowcipów to sikanie w stronę samochodu Stephena. Zawsze gdy gdzieś jechali i Ianowi chciało się sikać to sikał na koło samochodu, co strasznie wkurzało Morrisa. Tłumaczył się, że nie chce by ludzie którzy ich mijają widzieli go z siusiakiem w ręce. Był wielkim fanem Joy Division, uwielbiał koncertować i komponować. Powiedział podczas nagrywania Closer, że teksty napisały się same, czuł się jakby był w wielkiej pralce. Tamtej nocy miał atak, nosił ranę na czole bo się przewrócił. To były czasy, kiedy przestawał kontrolować to co dzieje się w zespole i jego życiu osobistym. Uwielbiał Doors, Velvet, Neu, Kraftwerk, Iggy Popa. Mimo że był fanem Joy Division odczuwał ogromną presję podczas koncertów. Raz po sesji Closer oświadczył, że odchodzi z Joy Division i otwiera księgarnię w Bournemouth, gdzie ma starego znajomego. Ale ten pomysł miał tylko przez jeden dzień. 

Dodatkowym problemem były ataki epilepsji podczas koncertów. Często widzieli że kiedy Stephen kończył grać, a Ian dalej tańczył to jest właśnie początek ataku. Wtedy delikatnie usuwali go ze sceny i pilnowali żeby przeszedł atak. Chciał po ataku zostawać sam, w obcym miejscu i obcym mieście, zwykle siedział i płakał. Podczas występów dawał z siebie zawsze wszystko a epilepsja mu to uniemożliwiała.     

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.