Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Unknown Pleasures, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Unknown Pleasures, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 listopada 2019

Czy lista piosenek na Unknown Pleasures Joy Division mogła być lepsza?



O genezie okładki kultowego już debiutu zespołu Joy Division pisaliśmy TUTAJ. Wspominaliśmy też, streszczając fragmenty książki Iana Curtisa - So This Is Permanence (TUTAJ), że płyta miała mieć inny tytuł. Ale to nie wszystko, bowiem w najnowszej książce Jona Savage'a, jak i na wystawie pamiątek po Factory w Chelsea Space, poza gadżetami ogólnie znanymi, znajduje się notatka menadżera Joy Division Roba Grettona, dotycząca wizji tracklisty z Unknown Pleasures

Jak wiadomo z wywiadów z Joy Division - choćby TEGO, to menadżer układał ich koncertowe setlisty, mało tego, miał duży wpływ na ich brzmienie i kierunek w jakim podążali muzycznie. Zanim jednak omówimy ewolucję zawartości Unknown Pleasures, poniżej prezentujemy zdjęcia ze wspomnianej wystawy, autorstwa Martina Browna (jego Twitter jest TUTAJ), który zgodził się na użycie ich w naszym wpisie. No jest moc...





Teraz przejdźmy do słynnych notatek Grettona

Tracklista piosenek rozważanych do umieszczenia na Unknown Pleasures ewoluuje w czasie, a menadżer zespołu zmienia kolejność, dopisuje swoje spostrzeżenia, mało tego ocenia każdy z utworów punktami. 

Jak widać w pierwotnych zamierzeniach Unknown Pleasures miał otwierać Walked In Line, stary utwór jeszcze z czasu Warsaw. Drugi miał być Insight, Gretton komentuje: wstęp z windą (chodzi o efekt windy który wprowadził Martin Hannett) i dopisuje: znakomita perkusja elektroniczna. Utwór uzyskuje 9.5 punktu na 10 w skali menadżera Joy Division

Jako trzeci pojawia się Candidate, adnotacja political, sugeruje, że to tekst o zabarwieniu politycznym, być może tak postrzegał go Gretton. Oceniony jako 9/10. Jako utwór 4 miał pojawić się The Only Mistake (finalnie znany ze Still), ale zostaje wykreślony. Gretton zapisuje: out is out, oceniając go jako 3/10. Surowo... Na pozycji 5 jest Wilderness oceniony jako 10/10 (trudno się nie zgodzić, ten utwór wtedy gdy pierwszy raz usłyszałem Unknown Pleasures najbardziej przypadł mi do gustu). Podobnie wysoko zostaje oceniony New Dawn Fades, opisany jako posiadający spokojny początek, ale później eksplodujący. Finalnie I Remember Nothing, też 10/10 hipnotyczny, łamiący konwencję.

Poniżej Gretton kompletuje kolejne utwory. Wykreśla jeden ze starszych - Exercise One, inspirowany ewidentnie Kraksą Ballarda (TUTAJ), co było błędem (tylko 5/10). Co z tego utworu potrafił zrobić Martin Hannett możemy posłuchać na Still. A jakie brzmienie nadali mu dźwiękowcy legendarnego dziennikarza Johna Peela, możemy sprawdzić TUTAJ. To ogromny błąd, ten utwór, nigdy nie wykonany na żywo przez zespół, powinien znaleźć się na albumie, ale w wersji bardziej brzmieniowo pasującej do reszty. Hannett dałby radę. 

W ocenie Grettona She's Lost Control punktowane jest na 6.5/10 a Shadowplay na 9.5/10. Disorder za to, uzyskuje maksymalną ocenę 10/10 i jest romantyczny. Day of the Lords ma 9/10 nie bardzo wiadomo, co miał na myśli menadżer Joy Division określając wykonanie jako szczupli chłopcy

Interzone, uzyskuje 9/10 co pokazuje, że Gretton miał jednak swój specyficzny gust. 

Na dole kartki zapasowe utwory: Autosuggestion i From Safety to Where? Przy pierwszym notka: end track. Poznaliśmy je na albumie Permanent, który ukazał się po śmierci Iana Curtisa już w 1995 roku. 

I szczerze mówiąc możemy sobie teraz wyobrazić, jak doskonałym dziełem byłby album Unknown Pleasures gdyby zamiast Candidate i Interzone znalazły się na nim Excercise One i From Safety to Where? Oczywiście to by wymagało zmiany kolejności, ale na pewno płyta by zyskała. 

Mimo tego i tak jest doskonała. A my dzisiaj, w ten szczególny dzień, wspomnijmy wszystkich tych, bez których byśmy nigdy nie poznali tego arcydzieła, a może nawet żadnego nagrania Joy Division

Ian Curtis, Tony Wilson, Rob Gretton, Annik Honore, wszyscy oni dzisiaj, tego szczególnego dnia, są znowu na ostatnim wieczorze w Factory Records...





Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.           

niedziela, 21 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.10: Nagrywając Unknown Pleasures

 



Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ, dziewiątą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumnera skupia się głównie na nagrywaniu Unknown Pleasures, w kwietniu 1979 roku. Zespół wszedł do Strawberry Studios w Stockport na 3 weekendy - jeden na nagranie piosenek, drugi na nagranie efektów specjalnych i trzeci na miksowanie. 

Nie znali wcześniej Hannetta, nie mieli pojęcia o procesie miksowania, w jego wyobrażeniach wszystko miało polegać tylko na nagraniu. To akurat było dość proste, bowiem mieli zgrany repertuar, piosenki były dopracowane podczas występów na żywo, miały swoje tempo i rytm. Jak się jednak okazało, Hannett z nieznanych im bliżej powodów poszukiwał nowych brzmień, a to w tamtych czasach nie było łatwe. Od momentu kiedy pierwszy raz usłyszeli piosenki zespół i osoby z otoczenia podzieliły się na dwa obozy. Hooky i Bernard nie lubili albumu. Wydawało im się, że Martin obdarł ich z pazura jaki mieli grając live. Bernard zwraca uwagę, żeby posłuchać jak brzmiało Transmission zagrane kilka miesięcy później w Plan K  i porównać to z brzmieniem Unknown Pleasures. Steven nie miał zdania, choć Bernard uważa, że to jak słychać jego perkusję na albumie kompletnie nie oddaje rzeczywistości. Inna sprawa, że akustyka studia w Stockport była taka, jakby instrumenty grały w próżni, co zwłaszcza fatalnie odbijało się na dźwięku perkusji, która raczej nadawała się do muzyki disco a nie na album rockowy. Dlatego Sumner uważa, ze dobrze iż Martin pracował nad jej brzmieniem. 

Muzycy ufali Hannettowi, bo ten miał na koncie jeden hitowy singiel i debiut the Buzzcocks. Również Tony i Ian uwielbiali Unknown Pleasures, a miedzy Curtisem a Hannettem powstała unikalna więź. Bernard w końcu uznał, że nie ma co się kłócić, zaakceptował album jakim był. Kilka miesięcy przed nagrywaniem jego ojczym wylądował w szpitalu. Miał nowotwór, a ponieważ jego niepełnosprawna matka i niewidoma babcia nie były w stanie go odwiedzać, obowiązek ten spadł na niego. Sumner więc bardzo przeżywał wizyty w szpitalu, bo ojczym był cały czas na morfinie. W końcu zmarł na jego oczach, gdy w sali nikogo więcej poza nimi nie było, co było dla młodego chłopaka dość traumatycznym przeżyciem.


Ciekawe jest to, że w rozdziale Sumner nie wspomina o kłopotliwym charakterze Hannetta. Nie potwierdzają się wspomnienia innych muzyków, czy sceny z 24 Hour Party People. Wręcz przeciwnie, Sumner przytacza scenę, kiedy przypadkiem rozlał piwo na swój wzmacniacz, a Hannett zaproponował ściągnięcie do studia kolegi - naukowca który naprawił wzmacniacz.


Bardzo dużą rolę w powstaniu płyty miał też Peter Saville. Sumner potwierdza, że to on znalazł obrazek z pulsarem na okładkę płyty (warto zobaczyć TUTAJ) a Saville go odwrócił kolorystycznie i zmniejszył. Bardzo pozytywnie wypowiada się o ich grafiku, wspomina scenę gdy pojawił się na Heathrow chwilę przed ich odlotem żeby pokazać im projekt okładki Brotherhood New Order

Sumner jednoznacznie odrzuca twierdzenia, że po śmierci Curtisa zaczęli zarabiać na jego śmierci zmieniając wizję okładki LWTUA i wrzucając odpowiedni obraz na Closer. Twierdzi, że obie okładki zaakceptował Ian Curtis, a pomówienia są niesprawiedliwe. 

W rozdziale pojawia się też pierwsza informacja o różnicach miedzy Sumnerem a Hookiem. Sumner uważa, że Hooky zawsze miał w głowie jakąś dziwną rywalizację między nimi. Nigdy w Joy Division nie robili sobie uwag na temat swojej gry. Traktowali się na równi. Hooky natomiast miał coś w tyle głowy i zaostrzał rywalizację. Tak było na przykład podczas koncertów New Order kiedy jego wzmacniacz, o największej mocy, musiał grać najgłośniej.

Więcej na temat Unknown Pleasures pisaliśmy TUTAJ

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                  

niedziela, 20 września 2020

Czy Ian Curtis przed śmiercią naprawdę oglądał Stroszka i słuchał Popa? - streszczenie książki Colina Sharpa cz.13

Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o jednym z największych realizatorów nagrań w historii, i jednocześnie twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ, siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ, dziesiąta TUTAJ, jedenasta TUTAJ a dwunasta TUTAJ.

W kolejnych rozdziałach Colin Sharp przedstawił urywki z wczesnej młodości Hannetta, opis jego doświadczeń z narkotykami, byliśmy świadkami narodzin pierwszych niezależnych wytwórni płytowych Manchesteru, oraz co najważniejsze, mogliśmy odczuć klimat towarzyszący powstawaniu nagrań takich gwiazd jak John Cooper Clarke, Durutti Column czy Joy Division.  Poznaliśmy także historię nagrania singla Electricity, będącego wynikiem współpracy między Martinem a muzykami z zespołu OMD. Dowiedzieliśmy się też, że po negatywnych recenzjach Unknown Pleasures, Factory Records miało zamiar zrezygnować ze współpracy z Hannettem. Poznaliśmy też genezę słynnych powiedzonek Hannetta i wspomnienie, jak powstawał słynny hit Joy Division, czyli Transmission. Później Colin Sharp dokonał wnikliwej analizy dwóch niezwykle ważnych płyt które zrealizował Hannett, mianowicie albumu John Cooper Clarke'a Snap, Crackle & Bop, oraz płyty Magazine pt. The Correct Use of Soap.

Dziś omawiana część rozpoczyna się od refleksji, jak ważnymi były lata 80-te. Sharp wskazuje fakt, że dzisiaj w zasadzie mawia się ten okres w oderwaniu od lat 70-tych i 90-tych. Omawia okres między Unknown Pleasures a Closer Joy Division. Wskazuje, jak wielki zmiany zaszły w życiu Iana Curtisa, został ojcem, a jednocześnie nawarstwiały się w jego życiu problemy z którymi musiał podjąć walkę. Jednocześnie zespół został otoczony grupą fanów, którzy często zachowywali się wręcz fanatycznie. Oczarowana debiutem Joy Division, Annik Honore przybywa z Belgii by przeprowadzić wywiad z zespołem dla fanzinu En Attendant.
 
Pierwszy raz widziała Joy Division 13.08.1979 roku w Londynie w Nashville. Nagrała czterogodzinny wywiad na kasetach i zaczęła się przyjaźnić z Ianem, przy czym ta znajomość rozwijała się wolno. 8.09. widziała zespół ponownie, tym razem w Leeds na Futuramie. Byli wtedy w pełni mocy, a festiwal uważa się za najważniejszy post - punkowy event.  Wystąpiły też m.in. Cabaret Voltaire i A Certain Ratio. Joy Division grali drudzy po PIL. Niemniej byli najlepsi, i zyskali nowych wyznawców. Ian Curtis zachowywał się jakby był bliski obłędu, co wynikało z jego pogarszającego się stanu zdrowia. Wtedy członkowie zespołu byli już w stanie porzucić pracę i żyć z grania. 

W tym czasie podczas miksowania przez Martina Unknown Pleasures urodziła się Natalie. Nikt z zespołu nie miał wtedy dzieci, mało tego, nie było to wtedy spotykane wśród rówieśników Iana. Został sam na sam ze swoimi problemami. W tamtym czasie Joy Division pojechali do Brukseli dać koncert w Plan K, który był odpowiednikiem Russell/Factory. To wtedy prawdopodobnie Ian Curtis został zlekceważony przez Burroughsa, gdy chciał z nim porozmawiać o pisaniu. 

W lipcu 1979 roku zespół wszedł do studia by nagrać Transmission. Ta piosenka po latach stała się punktem startowym od którego definiuje się w muzyce rozpoczęcie lat 80-tych. Zespół miał już pierwszą wersję piosenki nagraną w Manchester Central Sound Studio, ale chciał czegoś bardziej odjazdowego, stąd próby w Strawberry Studios. Publika znała piosenkę z koncertów i domagała się singla. Kolejne nagranie po tym, które zespół zarejestrował pod okiem Martina to Atmosphere, monumentalna kompozycja, z niesamowitym tekstem i wokalem Iana, obłędnymi efektami Martina i najbardziej masywną perkusją.
 
     

Majestatyczne dont walk away in silcene stało się, o ironio, mottem tragicznej śmierci obu: Iana i Martina

W marcu 1980 ukazał się singiel Sordide Sentimental (warto zobaczyć TUTAJ) ze znakomitą okładką Antona Corbijna i wstępem Jamoula w ilości zaledwie 1578 kopii. Zespół wrócił do studia 24.02.1980 żeby nagrać wersję singlową She's Lost Control wydaną jedynie w USA

Po konsultacjach między Hannettem, Wilsonem i zespołem pojechali do Britannia Row Studios w Islington (północny Londyn) celem nagrania Closer. Studio było własnością Pink Floyd, co imponowało Martinowi jako fanowi wczesnych dokonań tej grupy. Wynajęli je od 17.03. do końca miesiąca, czyli mieli dwa tygodnie na nagranie dzieła jakim jest Closer. Zespół mieszkał w dwóch mieszkaniach przy York Street. Martin pracował nocami. Ian zażywał wtedy barbiturany, który słyną z wywoływania dołujących nastrojów (warto zobaczyć TUTAJ). 

W przeciwieństwie do atmosfery podczas realizacji Unknown Pleasures, ten album jest bardziej Martina niż Iana. Ich przyjaźń cały czas trwała, mimo że poza studiem w zasadzie się nie kontaktowali. Ian spędzał czas z Annik, lub w towarzystwie Genesis P-Orridge, swojego kolegi - wspólnie poszukiwali dziwnych miejsc i ludzi. Martin spał w dzień, pracował w nocy, czasem też podróżował w poszukiwaniu heroiny, bo w Londynie dealerzy strasznie zdzierali. Jednej nocy przejechał 250 mil z Londynu do Manchesteru o 5 rano po sesji. 

Miedzy członkami zespołu panowała napięta atmosfera. Sharp zwraca uwagę na fakt, że Ian zbyt mocno sugerował się opiniami Annik, która uważała, że Closer brzmi jak nagrania Genesis. Wtedy kazał remiksować nagrania. Tego nie było podczas realizacji Unknown Pleasures, Ian tracił kontrolę. 

Następnie Sharp dokonuje analizy Closer piosenka po piosence. Podkreśla rolę Curtisa i Hannetta. Po śmierci Iana Martin długo wspominał nagrywanie we dwóch wokali, zwykle późną nocą do 3-4 nad ranem. To godziny gdy rodzi się i umiera najwięcej ludzi. Martin znał się na zegarze biologicznym ludzi. 

Ian już w lutym popełnił pierwszą próbę samobójczą przez samookalecznie, a 7.04. przedawkował leki. Napisał wtedy list pożegnalny, ale został odratowany. Następnie Sharp opisuje samobójstwo Iana Curtisa. Jego zdaniem fakty, że Ian obejrzał Stroszka i słuchał Iggy Popa to legendy. Przyczyn śmierci jest wiele, po kilku latach Deborah powiedziała Sharpowi, że Ian przestał brać przed śmiercią leki na własne życzenie co było błędem. Tamtej nocy pił kawę i alkohol, co mogło go nadmiernie pobudzić. Być może to wzmogło jego strach przed wyjazdem do USA.

Martin nie poszedł na pogrzeb, ale nigdy nie przepracował śmierci Curtisa. Czuł się winny, że mu nie pomógł.

Najciekawsze fragmenty dzisiejszego rozdziału dotyczą stwierdzeń o napięciach panujących w zespole podczas nagrywanie Closer, które są  w sprzeczności ze wspomnieniami muzyków zespołu. Ci twierdzili, że panowała świetna atmosfera i znakomicie się wtedy bawili. Również nazwanie samookalecznia Curtisa próbą samobójczą rzuca nieco inne światło na mające wtedy miejsca wydarzenia. Absolutnymi hitami natomiast są stwierdzenia o zaprzestaniu brania leków (co stoi w sprzeczności z informacjami udzielonymi przez samego Hannetta TUTAJ) i stawianie pod wątpliwość oglądania Stroszka i słuchania Idiot Iggy Popa. Sharp wprost stwierdza, że wkoło śmierci Curtisa narosła masa legend. W takich chwilach przypomina się, jak Peter Hook w jednym z wywiadów powiedział, że nigdy nie poznamy prawdy o Joy Division. Tony Wilson natomiast twierdził, że jeśli ma się do wyboru drukowanie prawdy, czy legendy - należy drukować legendę. 

My natomiast prędzej, czy później, poznamy prawdę, która zdaje się wyłaniać poprzez stosowaną przez nas metodę konfrontacji źródeł. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.             

czwartek, 29 lipca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.5: Po Unknown Pleasures pora na Transmission!



Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do czwartej) TUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.

Kolejny fragment książki powiązany jest z kultową okładką debiutu Joy Division czyli Unknown Pleasures (pisaliśmy o tej płycie wiele razy TUTAJ). Peter Saville przeprowadził się do Londynu bo uważał że tam więcej się nauczy. Podjął pracę, ale niewiele mu dawała. W 1979 roku zaprojektował okładkę Unknown Pleasures, która w sposób wręcz idealny pasowała do muzyki zawartej na albumie. Na awersie nie było nazwy zespołu a na rewersie tracklisty. Obraz CP 1919 został zredukowany do wielkości 56x70 mm i umieszczony na czarnym tle, jakby zawieszony w czerni. W środku znakomita fotografia Ralpha Gibsona wycięta z gazety. W NME ukazała się recenzja Maxa Bella.

Ten opisał muzykę zespołu jako klaustrofobiczną, ale uznał album za wielkie dzieło brytyjskiego rocka. Z kolei recenzję dla Melody Makera napisał Jon Savage. Ten nazwał album jako jeden z najważniejszych debiutów muzycznych od wielu lat.

W USA płyta była dystrybuowana przez Rough Trade która miała filię w San Francisco. W kalifornijskim punkzinie Slash ukazała się recenzja płyty (warto dodać że w 1980 roku ukazał się tam wywiad z zespołem który opisaliśmy TUTAJ). 

Recenzja chwaliła sposób śpiewu Iana Curtisa, pozbawiony dziwnego (fucking) akcentu. Przez melodyjne piosenki zespół unika szarych pułapek w jakie wpadali ich egzystencjalni kumple w industrialnym świecie. Umieszczenie na płycie piosenki Interzone tłumaczono kryzysem osobowości

Ten album ma dobre zadatki, ale ma też jedną poważną wadę - po prostu się nie trzyma całości. Tekstury są przyjemne, utwory rozpoznawalne, ale jakoś nie zapadają w pamięć. Z kolei New York Rocker określił płytę jako: ciekawie zimną i niejednoznaczną ofertę, jeśli szuka się jakiegokolwiek wskaźnika intencji artystycznych... 

Płyta mimo dobrych recenzji sprzedawała się (zwłaszcza na początku) słabo i połowa nakładu (czyli 5 000 płyt) była przechowywana w biurze wytwórni i w garażu Wilsona. Przyczyną była dość słabo rozwinięta sieć dystrybutorów - małych sklepików które chciały sprzedawać album. 

W sierpniu 1979 roku Joy Division ukazali się na okładce NME a Paul Rambali napisał w artykule o zespole że ich muzyka jest smutna i depresyjna.  Dave McCullogh odwiedził Manchester celem przeprowadzenia wywiadu z zespołem (warto zobaczyć TUTAJ, wywiad miał miejsce dokładnie 28.07.1979, wtedy Paul Slattery wykonał znakomitą sesję zdjęciową z zespołem). 3 miesiące po Unknown Pleasures zespół wydał singla Transmission. Efekt dźwiękowy na tym singlu bije na głowę wszystko co dotychczas ukazało się na rynku. Stephen Morris zawsze wierzył, że Transmission powinno ukazać się w formie singla (opisaliśmy go TUTAJ).

Na stronie B umieszczono Novely - był to pomysł Roba, choć zespół uważał ten utwór już za nieco przestarzały. Factory mieli nadzieję że DJ-ie będą grali piosenkę z powodu refrenu i kultowego już dziś dance dance dance to the radio. Wilson  udał się do Londynu do Carol Wilson z Dinc Disc. Uzyskał zgodę na granie Transmission w Radio 1 pod warunkiem, że zapłaci 2 000 GBP. Jednak na zebraniu Factory postanowiono nie iść w tym kierunku. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Pierwsza recenzja Unknown Pleasures zespołu Joy Division z kultowego fanzinu City Fun, ukazujacego się w Manchesterze

Od dzisiaj notki o muzyce będą miały swoją nową  czcionkę. 

Jakiś czas temu opisaliśmy fanzin Photophobia i jego twórcę Matthew Higgsa LINK. Wydawane przez niego w latach 80 XX w. pisemko nie było jedynym. Takich pisanych na maszynie i kserowanych czasopism wychodziło wtedy dużo, w szczytowym okresie było ich ponad sto. Redagowane przez młodych ludzi były głosem pokaźnej grupy fanów. Gwoli ścisłości trzeba zauważyć, że era fanzinów rozpoczęła się w 1976 roku, w roku, w którym wybuchł ruch punk. Wśród nich wiodącym był Sniffin Glue, lecz niewiele ustępował mu City Fun redagowany przez Andy’ego Waide podpisującego swoje teksty pseudonimem Andy Zero. Z innych trzeba wymienić Shy Talk Steve'a Burke'a, Ghast Up Micka Middlesa i Trouble Girl Paula Morley'a.

City Fun był magazynem /fanzinem/ dokumentującym scenę muzyczną w Manchesterze w Anglii w latach 1977-1984 i mimo nierównego poziomu, oraz rozmaitych zawirowań wychodził w nakładzie ponad 2000 egzemplarzy. Był rozprowadzany na koncertach oraz za pośrednictwem sklepów muzycznych i wybranych agencji informacyjnych w Manchesterze, Liverpoolu, Sheffield i Leeds. Twórcą czasopisma był, jak już wspomniano Andy Waide (Andy Zero). W redakcji oprócz niego zasiadali: Neil Hargreaves, Martin Heywood (Martin X) i JC

Pierwszy numer poświęcony został The Distractions, o których pisaliśmy TUTAJ. W następnych dokumentowano i umieszczono bieżące informacje o scenie muzycznej w Manchesterze. Ponieważ żaden z oficjalnych dziennikarzy nie pisał o tym, co się działo w muzyce punk a jeśli coś nawet się ukazywało, to tylko o muzyce i kulturze Manchesteru widzianej jedynie z zewnątrz. Tymczasem teksty w Fun City były pisane przez zwykłych uczestników życia muzycznego, bo Andy zaprosił swoich czytelników do przesyłania artykułów i recenzji oraz do dzielenia się wrażeniami z tego, co się działo w sąsiedztwie.
 
City Fun przeszedł różne fazy, najpierw był pismem anarchistycznym, potem stał się bardziej umiarkowany. W 1982 r. Andy Zero odszedł z redakcji, jego rolę przejęli Liz Naylor, Cath Carroll i Nige Chatfield. Na początku siedzibą City Fun było biuro w Lower Broughton, w budynku, w którym ćwiczył zespół The Fall, potem był produkowany w mieszkaniu Liz Naylor i Cath Carroll w Hulme. Wśród autorów tekstów byli m. in.: Ray Lowry, Tony Wilson, Mark E Smith, Claude Bessey, Steve Morrissey.

Po wielu latach Abigail Ward, Dave Haslam i David Wilkinson postanowili zebrać zachowane egzemplarze City Fun i pokazać je na wystawie w centrum kultury w Manchesterze, w ramach projektu finansowanego przez Arts Council England w związku z obchodami Manchester Histories Festival. W efekcie zebrano ponad 650 numerów i postanowiono je zdigitalizować. A my dla naszych czytelników postanowiliśmy znaleźć w masie informacji i udostępnić wszystko na temat Joy Division.
 
Dzisiaj zaczynamy od numeru z 6 maja 1979 r. Jest on pełen plotek o miejscowych zespołach, nagraniach i ich występach. Dla nas najcenniejsza jest  pierwsza recenzja Unknown Pleasures Joy Division, zwłaszcza że została napisana zanim album został wydany. W tekście zamieszczono zdanie które wygląda na cytat z wypowiedzi jednego z członków zespołu. Po latach możemy się tylko domyślać, kim mógł być rozmówca Fun City:
10 utworów z albumu Unknown Pleasures zostało nagranych i oczekuje na zmiksowanie. W Factory Records powinny znaleźć się w końcu maja/na początku czerwca. W tej chwili „grana jest minimalna liczba koncertów, i przygotowujemy nowy set”, który niedługo odbędzie się w ramach trasy Factory - w programie także znajdzie się A Certain Radio, Orchestral Manouvres In The Dark i John Dowie. Mają propozycje występów w roli supportu na trasach krajowych i od największych firm fonograficznych - wciąż decydują się na przyjęcie oferty. Andy Zero.
 
To prawda, album Unknown Pleasures został wydany w czerwcu 1979 r. O kulisach nagrywania albumu opowiadał po latach Martin Hannett, o czym pisaliśmy TUTAJ

Dzisiaj fanzinów już nie ma, za to jest Internet i jesteśmy my. W końcu minęło już 40 lat... Najważniejsze jednak, że ciągle gra muzyka. Ona jest nieśmiertelna.

środa, 6 grudnia 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.23. Porażka sprzedaży Transmission

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Później opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ). Fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru opisaliśmy (TUTAJ). Ostatnia noc w Electric Circus i skandal na koncercie Warsaw jak i wizyty Iana Curtisa w RCA opisaliśmy TUTAJ. Nagrywanie przez Joy Division albumu dla RCA opisaliśmy TUTAJ. TUTAJ natomiast przedstawiliśmy historię pozyskania przez zespół Roba Grettona na pozycję menadżera. Pierwszy wywiad krajowy zespołu opisaliśmy TUTAJ, a początki Factory TUTAJ. Z kolei TUTAJ zajęliśmy się mitem związanym z nazwą wytwórni, a TUTAJ opisaliśmy prawdziwą inspirację okładki A Factory Sampler, a TUTAJ przedstawiliśmy zarys historyczny jej powstania. W kolejnym wpisie (TUTAJ) podaliśmy mało znane fakty dotyczące Martina Hannetta. W tym wpisie (LINK), przedstawiliśmy mało znane fakty dotyczące początków powstawania Unknown Pleasures, a TUTAJ pierwsze wrażenie autora po zobaczeniu okładki Unknown Pleasures.
Po boomie ze sprzedaży albumu Unknown Pleasures, Tony miał wyrazić opinię, że nie dziwi go, że wytwórnie w Londynie są tak bogate. Autor jednak wspomina, że sukces ten okupiony był negatywnymi recenzjami prasy muzycznej. To samo zresztą spotykało innych wykonawców sceny Manchesteru jak the Fall czy później the Smiths. Middles opisuje, że to co wyróżniało oba albumy Joy Division to autentyczne cierpienie Curtisa, które na nich słychać. Wspomina jak wrócił z Russel Club, otworzył butelkę wina i zaczął słuchać Unknown Pleasures po raz pierwszy. To co go od razu powaliło, to zdziwienie, że zespół i jego menadżer stworzyli tak piękne dzieło i sobie tego nie uświadamiali. Kiedy był z Martinem Hannettem na piwie ten sprawiał wrażenie człowieka, który zdaje sobie sprawę iż to najlepszy album jaki kiedykolwiek zrealizował. 
 
Wielu patrzy na album z perspektywy późniejszego samobójstwa Iana Curtisa, jednak Middles uważa, że mało kto zna prawdę.
 
Jego zdaniem bowiem Curtis osiągnął w tekstach głębię swoich myśli, często egoistycznych pragnień, był skupiony, zdesperowany i zdezorientowany - co stanowiło perfekcyjną kombinację. Tego nie dałoby się nagrać w innej wytwórni i bez Hennetta
 
Następnie autor opisuje historię the Distractions, który był ciekawym zespołem popowym. Często grali przed Joy Division co było dobrym antidotum na mroczne brzmienie zespołu Curtisa. 
 
15.09.1979 Joy Division wystąpili w Something Else grając Transmission. Padły komentarze w prasie, że nie potrafią grać na swoich instrumentach, ale mimo tego, występ był mistrzowski.
 

Kiedy Tony Wilson usłyszał finalny miks Transmission zadzwonił do Roba i krzyczał do słuchawki, że to jest absolutnie genialne. Uważał że w radio będą to grali do znudzenia. Rzeczywiście singiel zapowiadał się dobrze, polecił więc żeby pierwszy nakład miał 10 000 kopii. Mimo tego, że Tony pesymistycznie zapatrywał się na niektóre eksperymenty z dźwiękiem Martina, to jednak stał się wielkim fanem singla. Pozytywne recenzje pojawiły się w czołowych tygodnikach muzycznych. Jednak sprzedało się zaledwie 3000 kopii... Pozostałe 7000 zalegało w magazynie. Tony nie mógł tego zrozumieć. 
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      
 
 
 
 

niedziela, 9 stycznia 2022

Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz.25: Na Unknown Pleasures Martin Hannett nadał każdemu instrumentowi niepowtarzalny charakter

  

Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1234567891011121314151617181920212223i 24).

Mimo że sytuacja materialna wokalisty Joy Division nie była dobra, nie chciał on podpisywania kontraktu a potentatami. Starał się wytworzyć wkoło siebie i zespołu aurę undergroundu a Tony roztaczał dodatkowo wkoło aurę wolności, co go przyciągało. 

Płyta była nagrywana w Strawberry Studios w Stockport. Nieopodal znajdował się pub Waterloo i mówi się, że odegrał on równie ważną rolę podczas nagrywania albumu jak samo studio. 


Zdjęcie pochodzi ze strony pubu TUTAJ.

Martin Hannett nie tylko wyskakiwał tam samemu, ale też wysyłał tam muzyków kiedy zaczynali go denerwować. Lindsay Reade, która spędziła bardzo dużo czasu w studio podczas nagrywania Unknown Pleasures, pamięta, że Martin wtedy nie pił dużo alkoholu, zawsze miksował nocami po pobycie w pubie. Za to bardzo wiele palił różnych narkotyków. Co do mitów o jego szaleństwie jest w tym wiele przesady, bowiem w jej opinii Martin był rzemieślnikiem i dobrze wiedział co robi. Poza tym był perfekcjonistą. Powtarzanie wiele razy piosenek mogło nużyć i być wręcz nudne, ale Martin kazał to robić tak długo, jak długo nie był zadowolony z końcowego efektu. Atmosfera w studio wcale nie była napięta, tylko relaksująca. Martin starał się wyżyłować muzyków, unikał chaosu dźwiękowego. 

Mimo, że trzech członków Joy Division w wielu wywiadach podkreśla, że nie byli zadowoleni z efektów Unknown Pleasures, to Ian Curtis i Rob Gretton byli zachwyceni wprowadzeniem ambientu na album. 

Terry Mason jednak uważa, że charakter Martina był trudny do zniesienia, zwłaszcza jego wahania nastrojów. Reade jednak twierdzi, że było inaczej. Zespół wtedy był na etapie wzajemnego cieszenia się swoją obecnością, schodzili na dół, gdzie grali w bilard albo oglądali TV a kiedy Martin ich potrzebował wracali na górę. 

Hannetta wspomagał bardzo młody inżynier, uczący się od niego, Chris Nagle (pisaliśmy o nim TUTAJ). Martin w swoim założeniu starał się uniknąć zlania wszystkich instrumentów w jeden jazgot, dlatego każdy instrument, jak i wokal, nagrywany był osobno. Słychać to znakomicie choćby w She's Lost Control, gdzie wszystkie instrumenty tworzą osobną piękną melodię, a głos Iana Curtisa jest zniewalająco silny, ale jednocześnie wytłumiony w pogłosie. 


Hannett nadał każdemu instrumentowi na albumie jego niepowtarzalny charakter. Wiele zespołów chce brzmieć inaczej, niż wszystkie inne. Ale w przypadku Joy Division to Martin nadał instrumentom takie brzmienie, jakiego nie miał nikt wcześniej. I być może dlatego Hooky i Sumner nie lubią Unknown Pleasures, bo zespół brzmi na tej płycie inaczej niż na koncertach, gdzie brzmiał jak typowy zespól heavy metal czy punk. Sumner był zaszokowany kiedy usłyszał zmiksowany album, oczekiwał cięższego brzmienia i zdziwił się dodatkowymi efektami specjalnymi. Morley podkreśla, że nie oczekiwał po Hannettcie takiego dzieła, widział go zawsze palącego narkotyki, poza tym bardzo dziwnie się wypowiadał. Ale tak ja wielcy producenci Pink Floyd, the Beatles czy U2 Hannett stworzył arcydzieło. Pojawienie się Hannetta obaliło też mit, że dobry producent musi być z Londynu. Martin pojawił się znikąd dowodząc, że zupełnie nieznane źródło może wyłonić genialnego realizatora.              

Martin Hannett zmarł w 1991 roku,  trudno zatem stwierdzić, kiedy zauważył coś unikatowego w głosie Iana Curtisa, natomiast prawdopodobnym jest, że nie widziała tego reszta zespołu włącznie z nim samym. Hooky podkreśla, że nie było wtedy widać u Iana żadnych niepokojących zachowań. Jedynie denerwował się w studio podczas nagrań. Ale Martin znalazł na to sposób. Bardzo zbliżył się do Iana, chodzili razem do pubu na drinki a przez wytworzenie intymnej atmosfery doprowadził do tego, że Ian poczuł się w końcu wyluzowany. 

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Isolations News 41: Ebilet spadajcie, 40 rocznica Unknown Pleasures, Peter Saville modelką, I Remember Nothing - wstyd, Xymox w Polsce


The Independent obchodzi 40. rocznicę (15.06.2019) wydania Unknown Pleasures. Genialny debiut opisany jest w sposób dość syntetyczny TUTAJ. W sumie wielkich nowości nie ma, ale warto przeczytać. Co do albumu, to czekamy na edycję rocznicową na czerwonym winylu - opiszemy ją jak i dwie inne (w tym first press  i to jaki...) w najbliższym czasie.
   
Mery Anne Hobbs to dziennikarka BBC - stacja nadała audycję rocznicową, której można posłuchać TUTAJ. Mamy członków zespołu, Jona Savage'a, Petera Seville'a i innych. Ciekawie, jednak nie obyło się bez pierdoł. Najpierw Hooky stwierdza, że Ian miał 20 lat kiedy nagrywali Unknown Pleasures, później puszczają 24 Hours (sic!!). 

Swoją drogą wszyscy się wymądrzają, warto jednak zadać pytanie, dlaczego nikt nie powstrzymał Curtisa przed tym co stało się 18.05.1980... 

Skoro o rocznicy mowa, to jakiś geniusz napisał scenariusz do nowej wersji teledysku I Remember Nothing. Strach się bać co będzie na kolejnych nowych teledyskach z okazji 40 rocznicy... Jeden z twitterowiczów ładnie to skomentował:


Ian przewraca się w urnie, dokładnie pewnie robi wulkany. Kto chce niech obejrzy TUTAJ, tylko nie miejcie pretensji, tego się nie da odzobaczyć...       

Któryś z członków Joy Division powiedział, że oni nigdy nie analizowali tekstów Iana, mało tego, nikt z nich ich nie rozumiał. Sytuacja, jak widać po oglądzie powyższego obrazu, nie uległa zmianie mimo upływu 40 lat. 


W Wielkiej Brytanii i USA organizowane są Fake Festivals, na których różne zespoły wykonują covery znanych grup muzycznych. Wstęp na nie jest tańszy niż na występy oryginalnych, a atmosfera podobno prawie równie dobra. A wszystko dlatego, że przemysł muzyczny przynosi duże zyski. Więcej TUTAJ. Podróba nigdy nie będzie oryginałem. Dowodem zdjęcie powyżej a na nim wokalista zespołu Oasish, któremu wydaje się, że jest Liamem Gallagherem. Mogło być gorzej, na co dowód poniżej. Ten gość myśli, że jest Ianem Curtisem. Uwaga - tego nie da się odzobaczyć bis.

  
Ian wybacz im, nie wiedzą co czynią...


Stare komiksy mogą być warte fortunę, 63-latek z Newcastle-under-Lyme w Staffordshire postanowił sprzedać na eBay swoją kolekcję zbieraną od ponad 50 lat. Dostał za nią 350 tys funtów TUTAJ

Zastanawiamy się, ile by dali za przygody oficera MO kapitana Żbika? A za Hansa Klossa?

Mark Reeder reklamuje KRAKE FESTIVAL 22-29 lipiec 2019 -  berliński festiwal ambitnej muzyki elektronicznej, organizowany przez  zespół Killekill. "Krake" oznacza ośmiornicę, i w sposób naśladujący ośmiornicę jest organizowany festiwal: w ciągu jednego tygodnia rozprzestrzenia się w różnych miejscach. Więcej TUTAJ.



W Independent David Barnett w 40. lecie wydania albumu Unknown Pleasures sprawdził stan pamięci o Ianie Curtisie w Macclesfield TUTAJ. Zwrócił uwagę na to, że właściciel domu Curtisów przy 77 Barton Street, Hadar Goldman, nie robi nic aby przekształcić go w muzeum. Twierdzi, że czeka na pomoc fanów JD aby ci wpłynęli w tej sprawie na miejskich urzędników (pytaliśmy go o to TUTAJ), natomiast zapytany o to urzędnik miejski Pete Turner ujawnił, że Goldman jeszcze nie wystąpił z żadną formalną propozycją co do muzeum, ale Macclesfield jest z pewnością dumne z Iana Curtisa a Pomysł [Muzeum] został poruszony w mieście, ale jak dotąd nie odbyła się formalna dyskusja. Natomiast Peter Hook, który jeździ każdego roku 18 maja na grób IC powiedział I’ve been saying for nearly 40 years there should be more in Macclesfield to honour Ian Curtis. There should be a bloody statue up of him. czyli co? tańsza wersja? pomnik, a nie muzeum?

Wcześniej, w tym samym czasopiśmie, w końcu maja zamieszczono wywiad z Peterem Hookiem dla Davida Barnetta, i zwrócił w nim uwagę na to, że każdy ma swoją  pamięć. Jako przykład swoją aukcję na początku tego roku wszystkich swoich starych pamiątek po Joy Division i New Order, aby zebrać pieniądze na Towarzystwo Epilepsji i CALM, organizację charytatywną mającą na celu walkę z samobójstwem, szczególnie wśród mężczyzn (pisaliśmy o niej TUTAJ). Umieścił na niej urządzenie perkusyjne z dzwonem, mówiąc, że zostało ono użyte w nagraniu Atmosphere. Perkusista Stephen Morris, który miałby go użyć, zakwestionował ten fakt (TUTAJ).

Wypowiedział się także na temat Brexitu. On jest przeciw, Morrissey jest za. I wydaje się być gotów do pogodzenia z Sumnerem Zapytałeś mnie wcześniej, co by się stało, gdyby Barney wszedł tutaj”, mówi. „Jesteśmy tylko bandą starych ludzi, którzy się kłócą, i wydaje się, że z radością to robimy. Ale czuję się coraz bardziej ... cóż, życie jest po prostu za krótkie, prawda?

Ciągnąc wątek Manchesteru - Inner City Music Limited, organizacja charytatywna, która jest właścicielem klubu Band on the Wall (w którym grali m. in. Joy Division TUTAJ), rozbuduje opuszczony budynek przez co jego kubatura zostanie niemal podwojona. Plany obejmują nie tylko zmiany w obrębie głównej sali koncertowej na której będzie mogło pomieścić się 520 osób (obecnie 340), ale także nową salę studyjną i sale prób, oraz mniejszą salę na 80 miejsc gdzie będzie można słuchać muzyki na żywo i oglądać pokazy filmowe. Planuje się pokazy krótkich filmów z historią dzielnicy i jej społeczności. Nowy klub podejmie współpracę ze szkołami w celu utworzenia klubów muzycznych, i założenie tu młodzieżowej orkiestry muzyki ludowej, warsztaty tańca południowoazjatyckiego i utworzenie zespołu jazzowego otwartego na wszystkie grupy wiekowe i umiejętności. Prace zostaną zakończone jesienią 2020 roku, istnieje już projekt przebudowy (zdjęcie powyżej). Szczegóły TUTAJ




Jest także ranking 35 debiutanckich albumów wszechczasów i Unknown Pleasures jest w nim na ostatnim miejscu... Nieźle was tam powaliło brytole, bowiem na pierwszym jest Arctic MonkeysWhatever People Say I Am, That’s What I’m Not (2006). Ktoś zna tego wykonawcę? Może tak, ciekawe kto będzie o nim pamiętał za 40 lat... Więcej TUTAJ.



Idzie lato i nadchodzą festiwale:

13-14 lipca Jarocin TUTAJ, 13-14 lipca Táborze w Czechach - Mighty Sounds TUTAJ,  bilety: TUTAJ, 2-4 sierpnia Katowice TUTAJ (w programie m.in. Lebanon Hanover), 24 sierpnia Inowrocław - Ino-Rock Festival 2019 TUTAJ

Poznajecie gościa na fotce? Ta tak, to Peter Saville, który debiutował ostatnio jako... model. Jak to mawiali na studiach - 3xZ: zakuć, zapić, zapomnieć. Zatem zobaczyć, zapić i zapomnieć choć tego się nie da odzobaczyć part III TUTAJ.

 
W końcu dotarł bilet na koncert Dead Can Dance..  To już w najbliższą sobotę o 20:00 na Torwarze. Napiszemy o tym. 

A panowie z ebilet powinni przemyśleć swój regulamin, a jeśli ktoś zachoruje, albo chce komuś sprezentować swój bilet to co barany? Mój śmiertelnie chory na raka kolega, którego nie stać na zakup nie może pojechać, mimo że chciałem mu oddać za darmo swój bilet.  

Korzystałem z ebilet dwa razy - pierwszy i ostatni. Spadajcie.


Clan of Xymox w Polsce - już 25.01.2020 w klubie Pogłos w Warszawie. Chyba nikomu tej kapeli przedstawiać nie trzeba... Bilety TUTAJ.

Dziś dużo newsów - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.