THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
piątek, 1 listopada 2019
Czy lista piosenek na Unknown Pleasures Joy Division mogła być lepsza?
niedziela, 21 sierpnia 2022
Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.10: Nagrywając Unknown Pleasures
Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ, dziewiątą TUTAJ.
Kolejny rozdział książki Sumnera skupia się głównie na nagrywaniu Unknown Pleasures, w kwietniu 1979 roku. Zespół wszedł do Strawberry Studios w Stockport na 3 weekendy - jeden na nagranie piosenek, drugi na nagranie efektów specjalnych i trzeci na miksowanie.
Nie znali wcześniej Hannetta, nie mieli pojęcia o procesie miksowania, w jego wyobrażeniach wszystko miało polegać tylko na nagraniu. To akurat było dość proste, bowiem mieli zgrany repertuar, piosenki były dopracowane podczas występów na żywo, miały swoje tempo i rytm. Jak się jednak okazało, Hannett z nieznanych im bliżej powodów poszukiwał nowych brzmień, a to w tamtych czasach nie było łatwe. Od momentu kiedy pierwszy raz usłyszeli piosenki zespół i osoby z otoczenia podzieliły się na dwa obozy. Hooky i Bernard nie lubili albumu. Wydawało im się, że Martin obdarł ich z pazura jaki mieli grając live. Bernard zwraca uwagę, żeby posłuchać jak brzmiało Transmission zagrane kilka miesięcy później w Plan K i porównać to z brzmieniem Unknown Pleasures. Steven nie miał zdania, choć Bernard uważa, że to jak słychać jego perkusję na albumie kompletnie nie oddaje rzeczywistości. Inna sprawa, że akustyka studia w Stockport była taka, jakby instrumenty grały w próżni, co zwłaszcza fatalnie odbijało się na dźwięku perkusji, która raczej nadawała się do muzyki disco a nie na album rockowy. Dlatego Sumner uważa, ze dobrze iż Martin pracował nad jej brzmieniem.
Muzycy ufali Hannettowi, bo ten miał na koncie jeden hitowy singiel i debiut the Buzzcocks. Również Tony i Ian uwielbiali Unknown Pleasures, a miedzy Curtisem a Hannettem powstała unikalna więź. Bernard w końcu uznał, że nie ma co się kłócić, zaakceptował album jakim był. Kilka miesięcy przed nagrywaniem jego ojczym wylądował w szpitalu. Miał nowotwór, a ponieważ jego niepełnosprawna matka i niewidoma babcia nie były w stanie go odwiedzać, obowiązek ten spadł na niego. Sumner więc bardzo przeżywał wizyty w szpitalu, bo ojczym był cały czas na morfinie. W końcu zmarł na jego oczach, gdy w sali nikogo więcej poza nimi nie było, co było dla młodego chłopaka dość traumatycznym przeżyciem.
Bardzo dużą rolę w powstaniu płyty miał też Peter Saville. Sumner potwierdza, że to on znalazł obrazek z pulsarem na okładkę płyty (warto zobaczyć TUTAJ) a Saville go odwrócił kolorystycznie i zmniejszył. Bardzo pozytywnie wypowiada się o ich grafiku, wspomina scenę gdy pojawił się na Heathrow chwilę przed ich odlotem żeby pokazać im projekt okładki Brotherhood New Order.
Sumner jednoznacznie odrzuca twierdzenia, że po śmierci Curtisa zaczęli zarabiać na jego śmierci zmieniając wizję okładki LWTUA i wrzucając odpowiedni obraz na Closer. Twierdzi, że obie okładki zaakceptował Ian Curtis, a pomówienia są niesprawiedliwe.
W rozdziale pojawia się też pierwsza informacja o różnicach miedzy Sumnerem a Hookiem. Sumner uważa, że Hooky zawsze miał w głowie jakąś dziwną rywalizację między nimi. Nigdy w Joy Division nie robili sobie uwag na temat swojej gry. Traktowali się na równi. Hooky natomiast miał coś w tyle głowy i zaostrzał rywalizację. Tak było na przykład podczas koncertów New Order kiedy jego wzmacniacz, o największej mocy, musiał grać najgłośniej.
Więcej na temat Unknown Pleasures pisaliśmy TUTAJ.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
niedziela, 20 września 2020
Czy Ian Curtis przed śmiercią naprawdę oglądał Stroszka i słuchał Popa? - streszczenie książki Colina Sharpa cz.13
czwartek, 29 lipca 2021
Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.5: Po Unknown Pleasures pora na Transmission!
Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do czwartej) TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
Kolejny fragment książki powiązany jest z kultową okładką debiutu Joy Division czyli Unknown Pleasures (pisaliśmy o tej płycie wiele razy TUTAJ). Peter Saville przeprowadził się do Londynu bo uważał że tam więcej się nauczy. Podjął pracę, ale niewiele mu dawała. W 1979 roku zaprojektował okładkę Unknown Pleasures, która w sposób wręcz idealny pasowała do muzyki zawartej na albumie. Na awersie nie było nazwy zespołu a na rewersie tracklisty. Obraz CP 1919 został zredukowany do wielkości 56x70 mm i umieszczony na czarnym tle, jakby zawieszony w czerni. W środku znakomita fotografia Ralpha Gibsona wycięta z gazety. W NME ukazała się recenzja Maxa Bella.
Ten opisał muzykę zespołu jako klaustrofobiczną, ale uznał album za wielkie dzieło brytyjskiego rocka. Z kolei recenzję dla Melody Makera napisał Jon Savage. Ten nazwał album jako jeden z najważniejszych debiutów muzycznych od wielu lat.
W USA płyta była dystrybuowana przez Rough Trade która miała filię w San Francisco. W kalifornijskim punkzinie Slash ukazała się recenzja płyty (warto dodać że w 1980 roku ukazał się tam wywiad z zespołem który opisaliśmy TUTAJ).
Recenzja chwaliła sposób śpiewu Iana Curtisa, pozbawiony dziwnego (fucking) akcentu. Przez melodyjne piosenki zespół unika szarych pułapek w jakie wpadali ich egzystencjalni kumple w industrialnym świecie. Umieszczenie na płycie piosenki Interzone tłumaczono kryzysem osobowości.
Ten album ma dobre zadatki, ale ma też jedną poważną wadę - po prostu się nie trzyma całości. Tekstury są przyjemne, utwory rozpoznawalne, ale jakoś nie zapadają w pamięć. Z kolei New York Rocker określił płytę jako: ciekawie zimną i niejednoznaczną ofertę, jeśli szuka się jakiegokolwiek wskaźnika intencji artystycznych...
Płyta mimo dobrych recenzji sprzedawała się (zwłaszcza na początku) słabo i połowa nakładu (czyli 5 000 płyt) była przechowywana w biurze wytwórni i w garażu Wilsona. Przyczyną była dość słabo rozwinięta sieć dystrybutorów - małych sklepików które chciały sprzedawać album.
W sierpniu 1979 roku Joy Division ukazali się na okładce NME a Paul Rambali napisał w artykule o zespole że ich muzyka jest smutna i depresyjna. Dave McCullogh odwiedził Manchester celem przeprowadzenia wywiadu z zespołem (warto zobaczyć TUTAJ, wywiad miał miejsce dokładnie 28.07.1979, wtedy Paul Slattery wykonał znakomitą sesję zdjęciową z zespołem). 3 miesiące po Unknown Pleasures zespół wydał singla Transmission. Efekt dźwiękowy na tym singlu bije na głowę wszystko co dotychczas ukazało się na rynku. Stephen Morris zawsze wierzył, że Transmission powinno ukazać się w formie singla (opisaliśmy go TUTAJ).
Na stronie B umieszczono Novely - był to pomysł Roba, choć zespół uważał ten utwór już za nieco przestarzały. Factory mieli nadzieję że DJ-ie będą grali piosenkę z powodu refrenu i kultowego już dziś dance dance dance to the radio. Wilson udał się do Londynu do Carol Wilson z Dinc Disc. Uzyskał zgodę na granie Transmission w Radio 1 pod warunkiem, że zapłaci 2 000 GBP. Jednak na zebraniu Factory postanowiono nie iść w tym kierunku.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
poniedziałek, 12 listopada 2018
Pierwsza recenzja Unknown Pleasures zespołu Joy Division z kultowego fanzinu City Fun, ukazujacego się w Manchesterze
Jakiś czas temu opisaliśmy fanzin Photophobia i jego twórcę Matthew Higgsa LINK. Wydawane przez niego w latach 80 XX w. pisemko nie było jedynym. Takich pisanych na maszynie i kserowanych czasopism wychodziło wtedy dużo, w szczytowym okresie było ich ponad sto. Redagowane przez młodych ludzi były głosem pokaźnej grupy fanów. Gwoli ścisłości trzeba zauważyć, że era fanzinów rozpoczęła się w 1976 roku, w roku, w którym wybuchł ruch punk. Wśród nich wiodącym był Sniffin Glue, lecz niewiele ustępował mu City Fun redagowany przez Andy’ego Waide podpisującego swoje teksty pseudonimem Andy Zero. Z innych trzeba wymienić Shy Talk Steve'a Burke'a, Ghast Up Micka Middlesa i Trouble Girl Paula Morley'a.
City Fun był magazynem /fanzinem/ dokumentującym scenę muzyczną w Manchesterze w Anglii w latach 1977-1984 i mimo nierównego poziomu, oraz rozmaitych zawirowań wychodził w nakładzie ponad 2000 egzemplarzy. Był rozprowadzany na koncertach oraz za pośrednictwem sklepów muzycznych i wybranych agencji informacyjnych w Manchesterze, Liverpoolu, Sheffield i Leeds. Twórcą czasopisma był, jak już wspomniano Andy Waide (Andy Zero). W redakcji oprócz niego zasiadali: Neil Hargreaves, Martin Heywood (Martin X) i JC.
Po wielu latach Abigail Ward, Dave Haslam i David Wilkinson postanowili zebrać zachowane egzemplarze City Fun i pokazać je na wystawie w centrum kultury w Manchesterze, w ramach projektu finansowanego przez Arts Council England w związku z obchodami Manchester Histories Festival. W efekcie zebrano ponad 650 numerów i postanowiono je zdigitalizować. A my dla naszych czytelników postanowiliśmy znaleźć w masie informacji i udostępnić wszystko na temat Joy Division.
To prawda, album Unknown Pleasures został wydany w czerwcu 1979 r. O kulisach nagrywania albumu opowiadał po latach Martin Hannett, o czym pisaliśmy TUTAJ.
środa, 6 grudnia 2023
Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.23. Porażka sprzedaży Transmission
Jego zdaniem bowiem Curtis osiągnął w tekstach głębię swoich myśli, często egoistycznych pragnień, był skupiony, zdesperowany i zdezorientowany - co stanowiło perfekcyjną kombinację. Tego nie dałoby się nagrać w innej wytwórni i bez Hennetta.
Kiedy Tony Wilson usłyszał finalny miks Transmission zadzwonił do Roba i krzyczał do słuchawki, że to jest absolutnie genialne. Uważał że w radio będą to grali do znudzenia. Rzeczywiście singiel zapowiadał się dobrze, polecił więc żeby pierwszy nakład miał 10 000 kopii. Mimo tego, że Tony pesymistycznie zapatrywał się na niektóre eksperymenty z dźwiękiem Martina, to jednak stał się wielkim fanem singla. Pozytywne recenzje pojawiły się w czołowych tygodnikach muzycznych. Jednak sprzedało się zaledwie 3000 kopii... Pozostałe 7000 zalegało w magazynie. Tony nie mógł tego zrozumieć.
niedziela, 9 stycznia 2022
Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz.25: Na Unknown Pleasures Martin Hannett nadał każdemu instrumentowi niepowtarzalny charakter
Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23i 24).
Mimo że sytuacja materialna wokalisty Joy Division nie była dobra, nie chciał on podpisywania kontraktu a potentatami. Starał się wytworzyć wkoło siebie i zespołu aurę undergroundu a Tony roztaczał dodatkowo wkoło aurę wolności, co go przyciągało.
Płyta była nagrywana w Strawberry Studios w Stockport. Nieopodal znajdował się pub Waterloo i mówi się, że odegrał on równie ważną rolę podczas nagrywania albumu jak samo studio.
Zdjęcie pochodzi ze strony pubu TUTAJ.
Martin Hannett nie tylko wyskakiwał tam samemu, ale też wysyłał tam muzyków kiedy zaczynali go denerwować. Lindsay Reade, która spędziła bardzo dużo czasu w studio podczas nagrywania Unknown Pleasures, pamięta, że Martin wtedy nie pił dużo alkoholu, zawsze miksował nocami po pobycie w pubie. Za to bardzo wiele palił różnych narkotyków. Co do mitów o jego szaleństwie jest w tym wiele przesady, bowiem w jej opinii Martin był rzemieślnikiem i dobrze wiedział co robi. Poza tym był perfekcjonistą. Powtarzanie wiele razy piosenek mogło nużyć i być wręcz nudne, ale Martin kazał to robić tak długo, jak długo nie był zadowolony z końcowego efektu. Atmosfera w studio wcale nie była napięta, tylko relaksująca. Martin starał się wyżyłować muzyków, unikał chaosu dźwiękowego.
Mimo, że trzech członków Joy Division w wielu wywiadach podkreśla, że nie byli zadowoleni z efektów Unknown Pleasures, to Ian Curtis i Rob Gretton byli zachwyceni wprowadzeniem ambientu na album.
Terry Mason jednak uważa, że charakter Martina był trudny do zniesienia, zwłaszcza jego wahania nastrojów. Reade jednak twierdzi, że było inaczej. Zespół wtedy był na etapie wzajemnego cieszenia się swoją obecnością, schodzili na dół, gdzie grali w bilard albo oglądali TV a kiedy Martin ich potrzebował wracali na górę.
Hannetta wspomagał bardzo młody inżynier, uczący się od niego, Chris Nagle (pisaliśmy o nim TUTAJ). Martin w swoim założeniu starał się uniknąć zlania wszystkich instrumentów w jeden jazgot, dlatego każdy instrument, jak i wokal, nagrywany był osobno. Słychać to znakomicie choćby w She's Lost Control, gdzie wszystkie instrumenty tworzą osobną piękną melodię, a głos Iana Curtisa jest zniewalająco silny, ale jednocześnie wytłumiony w pogłosie.
poniedziałek, 17 czerwca 2019
Isolations News 41: Ebilet spadajcie, 40 rocznica Unknown Pleasures, Peter Saville modelką, I Remember Nothing - wstyd, Xymox w Polsce
Swoją drogą wszyscy się wymądrzają, warto jednak zadać pytanie, dlaczego nikt nie powstrzymał Curtisa przed tym co stało się 18.05.1980...
Mark Reeder reklamuje KRAKE FESTIVAL 22-29 lipiec 2019 - berliński festiwal ambitnej muzyki elektronicznej, organizowany przez zespół Killekill. "Krake" oznacza ośmiornicę, i w sposób naśladujący ośmiornicę jest organizowany festiwal: w ciągu jednego tygodnia rozprzestrzenia się w różnych miejscach. Więcej TUTAJ.
W Independent David Barnett w 40. lecie wydania albumu Unknown Pleasures sprawdził stan pamięci o Ianie Curtisie w Macclesfield TUTAJ. Zwrócił uwagę na to, że właściciel domu Curtisów przy 77 Barton Street, Hadar Goldman, nie robi nic aby przekształcić go w muzeum. Twierdzi, że czeka na pomoc fanów JD aby ci wpłynęli w tej sprawie na miejskich urzędników (pytaliśmy go o to TUTAJ), natomiast zapytany o to urzędnik miejski Pete Turner ujawnił, że Goldman jeszcze nie wystąpił z żadną formalną propozycją co do muzeum, ale Macclesfield jest z pewnością dumne z Iana Curtisa a Pomysł [Muzeum] został poruszony w mieście, ale jak dotąd nie odbyła się formalna dyskusja. Natomiast Peter Hook, który jeździ każdego roku 18 maja na grób IC powiedział I’ve been saying for nearly 40 years there should be more in Macclesfield to honour Ian Curtis. There should be a bloody statue up of him. czyli co? tańsza wersja? pomnik, a nie muzeum?
Wcześniej, w tym samym czasopiśmie, w końcu maja zamieszczono wywiad z Peterem Hookiem dla Davida Barnetta, i zwrócił w nim uwagę na to, że każdy ma swoją pamięć. Jako przykład swoją aukcję na początku tego roku wszystkich swoich starych pamiątek po Joy Division i New Order, aby zebrać pieniądze na Towarzystwo Epilepsji i CALM, organizację charytatywną mającą na celu walkę z samobójstwem, szczególnie wśród mężczyzn (pisaliśmy o niej TUTAJ). Umieścił na niej urządzenie perkusyjne z dzwonem, mówiąc, że zostało ono użyte w nagraniu Atmosphere. Perkusista Stephen Morris, który miałby go użyć, zakwestionował ten fakt (TUTAJ).
Ciągnąc wątek Manchesteru - Inner City Music Limited, organizacja charytatywna, która jest właścicielem klubu Band on the Wall (w którym grali m. in. Joy Division TUTAJ), rozbuduje opuszczony budynek przez co jego kubatura zostanie niemal podwojona. Plany obejmują nie tylko zmiany w obrębie głównej sali koncertowej na której będzie mogło pomieścić się 520 osób (obecnie 340), ale także nową salę studyjną i sale prób, oraz mniejszą salę na 80 miejsc gdzie będzie można słuchać muzyki na żywo i oglądać pokazy filmowe. Planuje się pokazy krótkich filmów z historią dzielnicy i jej społeczności. Nowy klub podejmie współpracę ze szkołami w celu utworzenia klubów muzycznych, i założenie tu młodzieżowej orkiestry muzyki ludowej, warsztaty tańca południowoazjatyckiego i utworzenie zespołu jazzowego otwartego na wszystkie grupy wiekowe i umiejętności. Prace zostaną zakończone jesienią 2020 roku, istnieje już projekt przebudowy (zdjęcie powyżej). Szczegóły TUTAJ.
Jest także ranking 35 debiutanckich albumów wszechczasów i Unknown Pleasures jest w nim na ostatnim miejscu... Nieźle was tam powaliło brytole, bowiem na pierwszym jest Arctic Monkeys – Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not (2006). Ktoś zna tego wykonawcę? Może tak, ciekawe kto będzie o nim pamiętał za 40 lat... Więcej TUTAJ.
Idzie lato i nadchodzą festiwale:
13-14 lipca Jarocin TUTAJ, 13-14 lipca Táborze w Czechach - Mighty Sounds TUTAJ, bilety: TUTAJ, 2-4 sierpnia Katowice TUTAJ (w programie m.in. Lebanon Hanover), 24 sierpnia Inowrocław - Ino-Rock Festival 2019 TUTAJ.
Clan of Xymox w Polsce - już 25.01.2020 w klubie Pogłos w Warszawie. Chyba nikomu tej kapeli przedstawiać nie trzeba... Bilety TUTAJ.
































